NEWSY NAJNOWSZY NUMER PLAYTEST ZAPOWIEDZI RECENZJE EXCLUSIVE HOT THEMES FORUM
REDAKCYJNE
PLAYTEST
NEWSY
ZAPOWIEDZI
RECENZJE
EXCLUSIVE
HOT THEMES
STREFA_FILMU

 

Wpisz swój e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o nowych numerach OGM: 

Twój email





[W mailu znajdzie się informacja o najnow- szym numerze, a także kilka linków, dzięki którym będzie można bezpośrednio pobrać magazyn. Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie kosztuje!]

Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.

Wyróżnienie:
Pierwsze miejsce w przegl±dzie stron www - EXTREMY 2003 - PSX Extreme nr. 73

 
KILLZONE [PS2]
Wojna... Słowo natychmiast kojarzone ze śmiercią, nienawiścią do wroga, ogólnym złem które podczas niej pochłania wszystkich dookoła. Wiele było już gier o tej tematyce. Kultowy Medal of Honor, kilka mniej udanych pozycji, a ostatnio ukazujący działania w Wietnamie niezły Shelschock. Jednak wszystkie te tytuły przybliżyły wydarzenia, które już miały miejsce, w których żołnierze ginęli za ojczyznę często wbrew swojej woli zaciągnięci na siłę do armii. Grając w te wszystkie gry nie mogłem jednak sobie wyobrazić jak wojna wyglądałaby w naszych czasach, gdzie żołnierze nie posługują się jakimiś najnowszymi cudami techniki jak lasery i karabinki plazmowe. Chciałem zobaczyć wojnę oczami zwykłego żołnierza, który biega po osiedlach z CKM'em i wali z niego do nieprzyjaciół. Killzone dał mi to wszystko...

Killzone od samego początku miał być tytułem, który ostro namiesza w świecie gier, a w szczególności w świecie FPS'ów. Wszystkie nowości jakie niósł ze sobą wydawały się nie do pomyślenia... Grafika która miała być jedną z najlepszych (jak nie najlepszą) na konsoli PS2, klimat "nowej wojny", który rzucał gracza w piekło toczące się podczas walk z Helghastami... Cudo jednym słowem. Producent gry - Guerilla Games - pokładał w niej wielkie nadzieje, wraz z koderami z Sony dopracowywał przez kolejne miesiące, wypuszczał bety i natychmiast poprawiał to co wydawało się testerom do poprawienia. Przyznam, że moje pierwsze zetknięcie z Killzone'em (betą) nie należało do najprzyjemniejszych... Wprawdzie klimat gry załapałem od razu, lecz jeszcze wtedy błędy zawarte w niej dały dużo do myślenia. Czy Guerrilla podoła zadaniu? Przede wszystkim animacja rwała strasznie. O ile w singlu dało się to jeszcze znieść, to o multiplayerze na splitscreenie nie było nawet mowy. Zdałem sobie jednak sprawę, że to przecież Sony dba o to żeby Killzone był grą która sprzeda się w milionowych nakładach, a więc w finalnej wersji nie może być takiego bałaganu. Zresztą powiedzcie, czy widzieliście kiedykolwiek naprawdę SŁABĄ grę nad którą "patronat" objęło Sony? No właśnie...

Wprawdzie na PS2 było trochę FPS'ów, lecz żaden nie wyniósł się jakoś specjalnie na wyżyny (no, może poza Time Splitters). Czegoś brakowało w PeeS-dwójkowych strzelankach... Po długich
miesiącach jedna z najbardziej oczekiwanych gier przez posiadaczy konsolki Sony (która miała stać się pogromcą Halo) ujrzała światło dzienne. Killzone miał wypełnić lukę braku dobrych gier FPS na PS2, zdeterminować wszystkich do szybkiego sprintu ulicami miasta po swój egzemplarz. Powiem jedno - Guerilla zyska w tym roku wielu wyznawców za sprawą swojej gry - moim zdaniem najlepszej jak dotąd strzelaniny na czarnego rumaka :). A więc wyciągnijcie ze swojej szafy jakieś CKM'y, nałóżcie hełm, przeładujcie broń i z cynicznym uśmieszkiem ruszajcie przed konsole, bo nastała nowa era, era Killzone'a!

O co tutaj właściwie chodzi?
Akcja Killzone'a rzuca nas do niedalekiej przyszłości, w której nie dzieje się za ciekawie.
Przywódca rasy Helghastów - Scular Visari - zbuntował przeciwko ziemianom swoją armię, którą teraz wysyła do rozgromienia całej ludzkości. Na Ziemi oczywiście ludzie przygotowują defensywę. Walki trwają tutaj już od jakiegoś czasu, lecz przewaga Helghatów jest przytłaczająca. Na samym początku gry wcielamy się w postać Jana Templara (może ma jakieś polskie korzenie ;)), który jak przystało na żołnierza ISA (oddziałów broniących Ziemię) dostaje zadanie utrzymania pozycji, aż do czasu wsparcia przez posiłki. Templar obsadzony został w roli przywódcy drużyny do której z biegiem czasu dołączają kolejni członkowie. Po jakimś czasie Jan spotyka na swojej drodze kobitkę w stroju a'la Sam Fisher o imieniu Luger, której główną specjalizacją jest ciche podkradanie się do przeciwnika a następnie zapoznanie go z jej sztyletem. Wyposażona jest także w karabinek pneumatyczny z tłumikiem, który doskonale sprawdza się z ukrycia wycelowany w niczego nie spodziewającego się wroga. Luger jest bardzo szybka i zwinna, potrafi bez problemu wślizgnąć się do szybu wentylacyjnego i stamtąd posłać serię ze swojego karabinka. Jednak szczerze mówiąc niezbyt przypadła mi ta postać do gustu. W ogóle nie lubię grać kobietami, wydaje mi się, że wdzianko Luger (ciemny kostium i gogle termowizyjne na głowie) o wiele lepiej pasowałby do jakiegoś napakowanego żołdaka, ale nic to... Kolejną postacią, która dołącza się do drużyny naszych dzielnych komandosów jest Rico. Od razu wspomnę, że to właśnie on jest (drugą po Templarze) moją ulubioną postacią w całej grze. Jego standardowe wyposażenie to oczywiście tradycyjny pistolecik, kilka granatów i olbrzymi karabin maszynowy dosłownie wyrzucający z siebie dziesiątki pocisków na sekundę. Ostatnią postacią, która wdziera się do ekipy jest pół-człowiek, pół-Helghast (sick!) - Hakhi. Ma na wyposażeniu standardowy Helghański karabin, nóż i kilka innych pierdułek. Ze względu na swoje pochodzenie nie przypadł do gustu Rico, który nienawidzi swoich wrogów (trudno mu się dziwić). 


Każdy z bohaterów posiada specjalne umiejętności lub też ograniczenia. Zaczynając od Templara, jest on najbardziej wyważoną postacią w grze - może wspinać się po drabinkach i wymiatać z granatnika. Luger ma do dyspozycji swoje gogle po których założeniu widzi w ciemności. Ma także nóż, którym zarzyna po cichu. Następnie Rico - przez swojej gabaryty (dobrze jest chłopak zbudowany, nie ma co) i pupilka CKM'a nie wespnie się po drabince. Od gracza zależy, którą postacią przystąpi do wykonywania misji. Zdarzają się momenty, gdzie jest kilka rożnych możliwości przejścia danego poziomu. Warto więc przejść grę kilka razy i zobaczyć jaką drogę przygotowali autorzy dla innych postaci. Nie znaczy to jednak, że każdy poziom przechodzi się inaczej innym bohaterem, o nie... Na przykład jest moment, gdzie musisz zniszczyć czołg wroga który ostrzeliwuje oddziału ISA. I teraz, gdy wybrałeś Rica, żaden problem - ustawiasz się w odpowiednim miejscu i walisz z rakiety. Z kolei jakbyś grał dajmy na to Luger, to musiałbyś szukać już innego sposobu. Takich miejsc jest sporo, więc nie ma się co martwić, że będzie nudnawo. W dolnym lewym rogu mamy pasek energii oraz wytrzymałości podczas biegu. Oczywiście ciężki Rico będzie biegał wolniej, od Luger, a ta za kolei będzie bardziej dotkliwie przyjmować ataki wroga. W prawym rogu pokazana jest zaś ilość amunicji jaka nam została, posiadana broń i granaty.

HELGHAŚCI VS ISA
Całą esencją Killzone'a jest walka. Walka pomiędzy dwoma pałającymi do siebie nienawiścią rasami: Helgahstów i ludzi. Podczas szturmów na oddziały nieprzyjaciela, często spotykamy sojusznicze jednostki w postaci komandosów z ISA, którzy za wszelką ceną chcą wolności Ziemi. Ich AI stoi na średnim poziomie w porównaniu z inteligencją Helghastów (o tym za chwilę). Wprawdzie w sytuacjach zagrożenia starają się nam pomóc, walnąć celną seryjkę prosto w korpus Helghasta, ale nie wychodzi im to zbytnio. Powiem inaczej - zdarza się często, że zabiją przeciwnika, lecz i tak to do gracza należy odwalenie całej brudnej roboty. Szczególnie przekonało mnie to, gdy podczas szarży na oddział Helghastów jeden z moich rzucił "you go first", albo "hold fire" w czasie gdy nad głowami latały setki pocisków... Albo inna sytuacja, gdzie tym razem broniąc doków (ta akcja szczególnie przypomina mi szturm na Omaha Beach), przypłynęły łodzie wysypujące dosłownie oddziały Helgan... Szybko szukam jakiegoś działka szybkostrzelnego. Jest, ok, ale co to?! Zostało szybko obsadzone przez innego członka ISA... Fajnie - myślę - coś jednak potrafią... Ale jak przyszło co do czego, to potrafili tylko wystrzelić w ich kierunku kilka kulek i tyle! Żart jakiś czy co? Szybko jednak Helghaści zabili żołnierza, i mogłem dorwać się w końcu do działka siejąc spustoszenie wśród jajogłowych :). Podsumowując inteligencja oddziałów sprzymierzonych stoi raczej na średnim poziomie, ale w końcu co by było jakby to oni zabijali wszystkich za nas... A tak są lekkim wsparciem, i dobrze.

Helhgaści to zupełnie co innego. Po pierwsze prawie zawsze działają w grupie. Przykład? Idziemy sobie spokojnie przez jakieś zrujnowane miasto, nagle grupka Helgan dostrzega nas. Momentalnie próbują się rozproszyć, ukryć za jakimiś murkami, balustradami, aby po chwili rzucić komendę "supresion fire" i zaatakować kilku naraz... Po drugie Helghaści posiadają niesamowitą celność. Potrafią bez problemu wysłać w twoją stronę celną seryjkę, a jak znajdzie się jakiś Helganin z bazuką to radzę czym prędzej uciekać. Nie robią także z siebie kamikaze idąc pod ostrzał, cały czas prowadzą ogień z ukrycia i dystansu, co zmusza gracza, albo do podkradnięcia się w ich okolice i wystrzelania co do jednego, albo prowadzenia ognia tak jak Helghaści - czyli z dystansu. Przy czym druga metoda jest bardziej skuteczniejsza, bo musisz widzieć, że w Killzonie nie ma
czegoś takiego jak podążanie prosto przed siebie z karabinem naładowanym na maksa i wystrzeliwanie po kolei wrogów. Zapomnij. W Killzonie trzeba ustalić sobie jakąś taktykę. Chowanie się i ostrzeliwanie Helgastów, to sposób w jaki przechodził będziesz całą grę... Helganie korzystają także ze swoich maszyn bojowych - czołgów, pojazdów pancernych z działkami, dropshipów, z których na linkach jak S.W.A.T zjeżdżają oddziały nieprzyjacielskie. Są także miejsca z osadzonymi na stałe karabinami maszynowymi, działkami itp. ISA ma to samo, ale jej maszyny wydają się dziwnie słabe w porównaniu z tymi, które posiadają Helghaści. I gdzie tu sprawiedliwość ja się pytam...

Zadania bojowe
Podczas gry w Killzone przemierzymy 11 leveli. Każda misja z kolei została podzielona na kilka mniejszych. Poziomy są bardzo zróżnicowane pod względem otoczenia i na monotonię nie można narzekać. Walki toczone są w zrujnowanych szturmami Helghastów miastach, dokach, w górach, dżungli, przeróżnych bazach Helghastów jak i ISA. Chciałbym się teraz zatrzymać przy samych projektach poziomów, które po prostu zwaliły mnie z nóg... Wprawdzie nie wszystkie, ale większość. Szczególnie efektownie prezentują się lokacje zamknięte - na przykład miasto pod okupacją Helghastów. Zrujnowane domy, wszędzie jakieś okopy, druty kolczaste, nie można się na to po prostu napatrzeć... W oddali słychać strzały, czuć, że tuż za rogiem trwają krwawe walki. Przyjemność samego przebywania w tej wojnie jest czymś niezwykłym. Ten niepowtarzalny klimat, ehh... coś pięknego. Jeśli chodzi o misje rozgrywane na otwartych terenach, to powiem szczerze, że nie przypadły mi zbytnio do gustu. Nie to, że są słabo zrobione - bo nie są. Prezentują się całkiem przyzwoicie (np. dżungla), ale po prostu nie dorównują obszarom zamkniętym pod względem klimatu. W takich slumsach czuć, że niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem, a idąc przez dżunglę widzimy przeciwnika jak na dłoni i likwidujemy go bez żadnej obawy, że zaraz zza pleców wyskoczy banda Helghastów. Autorzy chyba bardziej skupili się właśnie na levelach zamkniętych, bo te na "wolności" nie mają tego CZEGOŚ.



Killzone, nie ma co ukrywać, jest liniowy. Podążamy ścieżką z góry wyznaczoną przez autorów. Wprawdzie można czasem nie wiedzieć gdzie iść, ale w tym sensie, że np. nie zauważyło się wejścia, lub drabinki. W sumie czy ja wiem, czy jest to aż tak wielki minus jak to opisują niektórzy...? Na pewno lepiej byłoby, gdybyśmy mogli przedrzeć się przez poziom w wybrany przez nas sposób, ale grając w Killzone'a i śledząc jego świetną fabułę, nie zwraca się najmniejszej uwagi na tą liniowość. Gra jest także poskryptowana - wiadomo, że w określonym momencie wyleci np. czterech Helghastów, albo nagle nadleci Dropship, a z jego pokładu wypadanie kolejnych dwóch. Skryptowanie także nie jest jakoś bardzo odczuwalne, jednak powiedzmy po piątej próbie przebicia się przez jakiś moment, gdzie wiemy już co nas czeka, można mieć mały żal do twórców, że nie zadbali o więcej możliwości.

Na samym początku rozgrywki mamy do wyboru 3 poziomy trudności, standardowo: 'Easy', 'Normal' i 'Hard'. I teraz zaczyna się najlepsze - mianowicie Killzone jest bardzo trudny. Oczywiście mowa tutaj o dwóch ostatnich poziomach trudności, bo na 'Easy' gra nie stanowi większego wyzwania, i w tym wypadku taktyka na Johnego Rambo jest jak najbardziej wskazana. Ale kto by tam grał na 'Easy' :). Przechodząc grę na 'Normalu' często Helghaści zabijali mnie już przy końcu etapu, i trzeba było zaczynać od najbliższego checkpointu (których to nie jest za wiele, ale da się spokojnie wytrzymać). Poziom trudności może być lekką barierą dla osób, które przyzwyczajone są do ciągłego parcia przed siebie z giwerą w ręku i eliminowania kolejnych wrogów - tacy zapewne wybiorą 'Easy' i przebiją się ot tak, bez zbędnych narzekań. Ale gdzie tutaj wczucie się w klimat, który jest główną zaletą tej gry... I właśnie taki jest Killzone - bardzo trudny i wymagający, zrywa z zasadą, na której opiera się większość gier tego typu. Tutaj trzeba myśleć, mieć taktykę i przewidywać zachowania wroga.

Arsnenał Killzone'a
Uff, takiej różnorodności broni jaka dostępna jest w Killzonie dawno już nie widziałem. Mamy do dyspozycji przeróżne ciężkie karabiny maszynowe, średnie karabinki, wyrzutnie granatów, bazukę zwykłą i samonaprowadzającą, wszelkiego rodzaju pistolety (zwykłe i pół-automatyczne), oraz wiele innych. Jest nawet specjalny hełm, którym naprowadzamy na Helghastów pociski artyleryjskie! Prawie każdą bronią możemy siać spustoszenie na dwa różne sposoby - jej główną amunicją, lub alternatywnym ogniem wciskając R2. I tak każda broń ma swoje wady i zalety, np. Helghański karabin dobrze spisuje się na krótkich dystansach, ale długo się przeładowywuje. Albo CKM Rica - ma niesamowitą moc rażenia, ale duży rozrzut jeżeli prowadzimy ostrzał z dystansu, a przy tym przy ciągłym ogniu odmawia posłuszeństwa z powodu zbytniego nagrzania (trzeba wtedy chwilę zaczekać aż przestygnie :). Każdy członek drużyny może nosić jedną broń ciężką, karabin ISA lub Helghastów, który można bezproblemowo zabrać od zastrzelonego przed chwilą wroga, mniejszy pistolet oraz granaty. W Killzonie amunicja do karabinów (no może oprócz Helghańskiego) nie leży tak sobie co kilka metrów. Gwarantuje, że nieraz będziecie w opałach, gdy zabraknie ww. karabinu, lub skończy się amunicja do posiadanego w tej chwili. Aby oszczędzić cennej amunicji najlepiej strzelać do Helghastów krótkimi, ale za to celnymi seriami. Naprawdę, nie ma sensu tracić kilkadziesiąt nabojów, prowadząc nieprzerwany ogień do wroga - rozrzut jest wtedy tak duży, że o trafieniach w jakiegokolwiek Helghasa możesz spokojnie zapomnieć, a żeby padł trzeba naprawdę sporo w niego wpakować (szczególnie na wyższych poziomach trudności). Możemy także używać działek Helghastów, jak i swoich karabinów maszynowych stojących przeważnie gdzieś w ukryciu, lub w jakimś oknie, aby zaskoczyć wrogów. Jeszcze jedna rzecz odnośnie broni - w Killzonie zrobiona jest nad wyraz realistycznie. Chodzi mi mianowicie o przeładowywanie Niby taki drobiazg, ale samo przeładowywanie wygląda wręcz świetnie, szczególnie większych działek i karabinów. Widać, że ludzie z Guerilla pamiętali nawet o takich drobiazgach.


Najpiękniejsza
Grafika w Killzonie jest przecudowna, jedna z najlepszych jaką widziałem w ostatnim czasie na konsolach. Wszystko wygląda wspaniale. Modele postaci są wykonane z dbałością o najmniejszy szczegół. Bronie prezentują się wyśmienicie. Także wszelkie czołgi, dropshipy, stacjonarne działka obryte rdzą cieszą oko. Co do otoczenia, to nie mam pytań... Gdy po raz pierwszy wparowałem do miasta oblężonego przez Helghastów zaniemówiłem z wrażenia... Popękane ściany, brud, trupy, gdzieś w oddali słychać strzały, krzyki umierających żołnierzy. Świetnie wyglądają także ściany budynków, a na nich jakieś hasła propagandowe, w stylu "fuck helghast", hehe. Co jakiś czas pod wpływem wybuchów cały obraz zatrzęsie się i rozmyje na sekundę - takich smaczków jest więcej, ale nie chcę ich teraz zdradzać. Grać w Killzone'a możemy w dwóch trybach: standardowym PAL oraz NTSC (wiadomo - 25 lub 30 klatek). Polecam jednak granie na tym drugim, z wiadomych przyczyn. 30 klatek nie jest wprawdzie utrzymywane przez cały czas (zdarza się, że coś zwolni na chwilę, ale bez slide-show'ów), jednak gra się bardzo dobrze, bez zbędnych narzekań (nie ma mowy o takim rwaniu jak we wcześniejszych betach, np. na Playstation Experience). Druga sprawa to modele postaci. Tak jak już pisałem, zostały świetnie stworzone (szczególnie twarze), ale mam jedno zastrzeżenie. Gdy przebija się przez hordy Helghastów nie sposób nie zauważyć jednej dla mnie istotnej rzeczy. Autorzy powinni przygotować więcej modeli Helghan - ma się wrażenie (przynajmniej na początku), że ciągle strzela się do tego samego. Gdyby patrzeć na to z innej perspektywy, każde wojsko ma swój wzór munduru i ok, ale akurat w Killzonie to niezbyt pasuje. Później jest już lepiej - wyskakują łysi Helghaści z automatami, w innych maskach, lecz powinno być większe zróżnicowanie przeciwników. Przyczepię się jeszcze do fizyki panującej w grze. Szczerze mówiąc, gdy nie grałem jeszcze w Killzone'a spodziewałem się czegoś a'la Psi Ops, gdzie wszystko miało swoją wagę i naturalne zachowanie. Po kontakcie z betą wiedziałem, że moje oczekiwania się nie sprawdzą. W finalnej wersji fizyka zachowuje się przyzwoicie, lecz trochę
sztucznie. Żołnierze upadają dziwnie sztywno, niekiedy robiąc dziwaczne pozycje. Raz na przykład po zastrzeleniu Helghasta, on zamiast upaść ładnie na ziemię zrobił szpagat i w takiej już pozycji odchodził w zapomnienie, hmm... Gra obłsuguje telewizory 16x9, więc ich posiadacze mogą rozkoszować się obrazem panoramicznym.

Muzyka w Killzonie dopasowana jest idealnie - klimatyczne utwory w wykonaniu praskiej orkiestry, to strzał w dziesiątkę. Taka właśnie muzyka pasuje najbardziej do gier wojennych. Efekty dźwiękowe także stoją na wysokim poziomie, szczególnie odgłosy strzałów i wybuchów. Głosy zostały dobrze dobrane do charakterów głównych postaci, na pochwałę zasługują jeszcze odgłosy jakie wydają z siebie żołnierze podczas szturmów i śmierci.

Multiplayer
Co to za FPS bez multiplayera... Oczywiście Killzone posiada tą opcję. Możemy grać na jednej konsoli samemu przeciwko kilku (kilkunastu) botom, lub też z kumplem na podzielonym ekrania. Prawdę mówiąc obawiałem się nieco w płynność rozgrywki na spleet-scrennie, ale miło się rozczarowałem. Otóż przy grze na dwóch Killzone zachowuje się tak, jakbyśmy grali na singleplayer, czyli chodzi płynnie. Oczywiście zdarza się zwolnić, no ale cóż, nie można mieć
wszystkiego... Samotny gracz także znajdzie coś dla siebie. Do dyspozycji jest kilka trybów: Deadmatch, Team deadmatch, Domination, Supply Drop, Assult, oraz Defead & Destroy. Pierwsze dwa - wiadomo, wybieramy po której stronie chcemy grać - Helghastów czy też oddziałów ISA - wybieramy mapę i jazda. W kolejnych trybach musimy po kolei: zdobywać nadajniki radiowe wroga, zrzucone pakunki przenosić do bazy, bronić urządzeń, i jak sama nazwa wskazuje niszczyć nieprzyjaciela i bronić własnej siedziby. Przydałoby się jednak więcej map i botów, ale i tak jest nieźle. Jest także możliwość zabawy w sieci dla posiadaczy Network Adaptora.

ŚWIETNA WOJNA
Przyszedł czas na werdykt, z którym przyznam się, że mam nie lada problem. Wiadomo, na ocenę końcową składa się wiele elementów. Wiele elementów, którymi ten tytuł został obdarzony nad wyraz sowicie. Killzone jest czymś więcej niż tylko kolejną strzelanką FPS. Jego niepowtarzalny klimat i design przykuwa do ekranu, jak CKM Rico głowę Helghasta do ściany :). Bezlitośni Helghaści, wspaniale zaprojektowane poziomy, przecudna grafika, no i przede wszystkim wysoka grywalność oraz długość rozgrywki (na 'Normalu' minimum 18h) składają się na sukces tej gry. Chłopaki z Guerrilla Games wiedzieli gdzie uderzyć, ukazali świat który przedstawia nam jak może w przyszłości wyglądać kolejna wojna światowa. Warto było czekać na ten tytuł. Mimo kilku błędów, przekłamań w grafice, jest to pozycja w którą każdy powinien zagrać i przekonać się na własnej skórze co to znaczy "nowa wojna".

PS. Gurrilla szykują już następcę Killzona, ale jeszcze nie wiadomo czy na PS2, czy na następną generację.

Diuk



Reklama
FAST CD

 
STOPKA REDAKCYJNA