|
|
|
|
|
|
|
Wpisz swój
e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o
nowych numerach OGM:
|
|
[W mailu
znajdzie się informacja o najnow- szym
numerze, a także kilka linków, dzięki którym
będzie można bezpośrednio pobrać magazyn.
Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie
kosztuje!]
|
|
|

|
|
Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Wyróżnienie:

|
|
|
|
|
 |
|
- KILLZONE
[PS2]
Wojna... Słowo natychmiast
kojarzone ze śmiercią,
nienawiścią do wroga, ogólnym
złem które podczas niej pochłania
wszystkich dookoła. Wiele było
już gier o tej tematyce.
Kultowy Medal of Honor,
kilka mniej udanych pozycji, a
ostatnio ukazujący działania
w Wietnamie niezły Shelschock.
Jednak wszystkie te tytuły
przybliżyły wydarzenia, które
już miały miejsce, w których
żołnierze ginęli za ojczyznę
często wbrew swojej woli zaciągnięci
na siłę do armii. Grając w
te wszystkie gry nie mogłem
jednak sobie wyobrazić jak
wojna wyglądałaby w naszych
czasach, gdzie żołnierze nie
posługują się jakimiś
najnowszymi cudami techniki
jak lasery i karabinki
plazmowe. Chciałem zobaczyć
wojnę oczami zwykłego żołnierza,
który biega po osiedlach z
CKM'em i wali z niego do
nieprzyjaciół. Killzone
dał mi to wszystko...
 |
- Killzone od samego
początku miał być tytułem,
który ostro namiesza w świecie
gier, a w szczególności w świecie
FPS'ów. Wszystkie nowości
jakie niósł ze sobą wydawały
się nie do pomyślenia...
Grafika która miała być
jedną z najlepszych (jak nie
najlepszą) na konsoli PS2,
klimat "nowej
wojny", który rzucał
gracza w piekło toczące się
podczas walk z Helghastami...
Cudo jednym słowem. Producent
gry - Guerilla Games - pokładał
w niej wielkie nadzieje, wraz
z koderami z Sony dopracowywał
przez kolejne miesiące,
wypuszczał bety i natychmiast
poprawiał to co wydawało się
testerom do poprawienia.
Przyznam, że moje pierwsze
zetknięcie z Killzone'em
(betą) nie należało do
najprzyjemniejszych...
Wprawdzie klimat gry załapałem
od razu, lecz jeszcze wtedy błędy
zawarte w niej dały dużo do
myślenia. Czy Guerrilla podoła
zadaniu? Przede wszystkim
animacja rwała strasznie. O
ile w singlu dało się to
jeszcze znieść, to o
multiplayerze na splitscreenie
nie było nawet mowy. Zdałem
sobie jednak sprawę, że to
przecież Sony dba o to żeby Killzone
był grą która sprzeda się
w milionowych nakładach, a więc
w finalnej wersji nie może być
takiego bałaganu. Zresztą
powiedzcie, czy widzieliście
kiedykolwiek naprawdę SŁABĄ
grę nad którą
"patronat" objęło
Sony? No właśnie...
Wprawdzie na PS2 było trochę
FPS'ów, lecz żaden nie wyniósł
się jakoś specjalnie na wyżyny
(no, może poza Time
Splitters). Czegoś
brakowało w PeeS-dwójkowych
strzelankach... Po długich
miesiącach jedna z najbardziej
oczekiwanych gier przez
posiadaczy konsolki Sony (która
miała stać się pogromcą Halo)
ujrzała światło dzienne. Killzone
miał wypełnić lukę braku
dobrych gier FPS na PS2,
zdeterminować wszystkich do
szybkiego sprintu ulicami miasta
po swój egzemplarz. Powiem
jedno - Guerilla zyska w tym
roku wielu wyznawców za sprawą
swojej gry - moim zdaniem
najlepszej jak dotąd
strzelaniny na czarnego rumaka
:). A więc wyciągnijcie ze
swojej szafy jakieś CKM'y, nałóżcie
hełm, przeładujcie broń i z
cynicznym uśmieszkiem ruszajcie
przed konsole, bo nastała nowa
era, era Killzone'a!
O co
tutaj właściwie chodzi?
Akcja Killzone'a rzuca
nas do niedalekiej przyszłości,
w której nie dzieje się za
ciekawie.
Przywódca rasy Helghastów -
Scular Visari - zbuntował
przeciwko ziemianom swoją armię,
którą teraz wysyła do
rozgromienia całej ludzkości.
Na Ziemi oczywiście ludzie
przygotowują defensywę. Walki
trwają tutaj już od jakiegoś
czasu, lecz przewaga Helghatów
jest przytłaczająca. Na samym
początku gry wcielamy się w
postać Jana Templara (może ma
jakieś polskie korzenie ;)), który
jak przystało na żołnierza
ISA (oddziałów broniących
Ziemię) dostaje zadanie
utrzymania pozycji, aż do czasu
wsparcia przez posiłki. Templar
obsadzony został w roli przywódcy
drużyny do której z biegiem
czasu dołączają kolejni członkowie.
Po jakimś czasie Jan spotyka na
swojej drodze kobitkę w stroju
a'la Sam Fisher o imieniu Luger,
której główną specjalizacją
jest ciche podkradanie się do
przeciwnika a następnie
zapoznanie go z jej sztyletem.
Wyposażona jest także w
karabinek pneumatyczny z tłumikiem,
który doskonale sprawdza się z
ukrycia wycelowany w niczego nie
spodziewającego się wroga.
Luger jest bardzo szybka i
zwinna, potrafi bez problemu wślizgnąć
się do szybu wentylacyjnego i
stamtąd posłać serię ze
swojego karabinka. Jednak
szczerze mówiąc niezbyt
przypadła mi ta postać do
gustu. W ogóle nie lubię grać
kobietami, wydaje mi się, że
wdzianko Luger (ciemny kostium i
gogle termowizyjne na głowie) o
wiele lepiej pasowałby do
jakiegoś napakowanego żołdaka,
ale nic to... Kolejną postacią,
która dołącza się do drużyny
naszych dzielnych komandosów
jest Rico. Od razu wspomnę, że
to właśnie on jest (drugą po
Templarze) moją ulubioną
postacią w całej grze. Jego
standardowe wyposażenie to
oczywiście tradycyjny
pistolecik, kilka granatów i
olbrzymi karabin maszynowy dosłownie
wyrzucający z siebie dziesiątki
pocisków na sekundę. Ostatnią
postacią, która wdziera się
do ekipy jest pół-człowiek, pół-Helghast
(sick!) - Hakhi. Ma na wyposażeniu
standardowy Helghański karabin,
nóż i kilka innych pierdułek.
Ze względu na swoje pochodzenie
nie przypadł do gustu Rico, który
nienawidzi swoich wrogów
(trudno mu się dziwić).
 |
 |
Każdy z bohaterów posiada
specjalne umiejętności lub
też ograniczenia. Zaczynając
od Templara, jest on
najbardziej wyważoną postacią
w grze - może wspinać się
po drabinkach i wymiatać z
granatnika. Luger ma do
dyspozycji swoje gogle po których
założeniu widzi w ciemności.
Ma także nóż, którym
zarzyna po cichu. Następnie
Rico - przez swojej gabaryty
(dobrze jest chłopak
zbudowany, nie ma co) i
pupilka CKM'a nie wespnie się
po drabince. Od gracza zależy,
którą postacią przystąpi
do wykonywania misji. Zdarzają
się momenty, gdzie jest kilka
rożnych możliwości przejścia
danego poziomu. Warto więc
przejść grę kilka razy i
zobaczyć jaką drogę
przygotowali autorzy dla
innych postaci. Nie znaczy to
jednak, że każdy poziom
przechodzi się inaczej innym
bohaterem, o nie... Na przykład
jest moment, gdzie musisz
zniszczyć czołg wroga który
ostrzeliwuje oddziału ISA. I
teraz, gdy wybrałeś Rica, żaden
problem - ustawiasz się w
odpowiednim miejscu i walisz z
rakiety. Z kolei jakbyś grał
dajmy na to Luger, to musiałbyś
szukać już innego sposobu.
Takich miejsc jest sporo, więc
nie ma się co martwić, że będzie
nudnawo. W dolnym lewym rogu
mamy pasek energii oraz
wytrzymałości podczas biegu.
Oczywiście ciężki Rico będzie
biegał wolniej, od Luger, a
ta za kolei będzie bardziej
dotkliwie przyjmować ataki
wroga. W prawym rogu pokazana
jest zaś ilość amunicji
jaka nam została, posiadana
broń i granaty.
HELGHAŚCI
VS ISA
 |
- Całą esencją Killzone'a
jest walka. Walka pomiędzy
dwoma pałającymi do siebie
nienawiścią rasami: Helgahstów
i ludzi. Podczas szturmów na
oddziały nieprzyjaciela, często
spotykamy sojusznicze
jednostki w postaci komandosów
z ISA, którzy za wszelką ceną
chcą wolności Ziemi. Ich AI
stoi na średnim poziomie w
porównaniu z inteligencją
Helghastów (o tym za chwilę).
Wprawdzie w sytuacjach zagrożenia
starają się nam pomóc, walnąć
celną seryjkę prosto w
korpus Helghasta, ale nie
wychodzi im to zbytnio. Powiem
inaczej - zdarza się często,
że zabiją przeciwnika, lecz
i tak to do gracza należy
odwalenie całej brudnej
roboty. Szczególnie przekonało
mnie to, gdy podczas szarży
na oddział Helghastów jeden
z moich rzucił "you go
first", albo "hold
fire" w czasie gdy nad głowami
latały setki pocisków...
Albo inna sytuacja, gdzie tym
razem broniąc doków (ta
akcja szczególnie przypomina
mi szturm na Omaha Beach),
przypłynęły łodzie wysypujące
dosłownie oddziały Helgan...
Szybko szukam jakiegoś działka
szybkostrzelnego. Jest, ok,
ale co to?! Zostało szybko
obsadzone przez innego członka
ISA... Fajnie - myślę - coś
jednak potrafią... Ale jak
przyszło co do czego, to
potrafili tylko wystrzelić w
ich kierunku kilka kulek i
tyle! Żart jakiś czy co?
Szybko jednak Helghaści
zabili żołnierza, i mogłem
dorwać się w końcu do działka
siejąc spustoszenie wśród
jajogłowych :). Podsumowując
inteligencja oddziałów
sprzymierzonych stoi raczej na
średnim poziomie, ale w końcu
co by było jakby to oni
zabijali wszystkich za nas...
A tak są lekkim wsparciem, i
dobrze.
Helhgaści to zupełnie co
innego. Po pierwsze prawie
zawsze działają w grupie.
Przykład? Idziemy sobie
spokojnie przez jakieś
zrujnowane miasto, nagle
grupka Helgan dostrzega nas.
Momentalnie próbują się
rozproszyć, ukryć za jakimiś
murkami, balustradami, aby po
chwili rzucić komendę "supresion
fire" i zaatakować kilku
naraz... Po drugie Helghaści
posiadają niesamowitą celność.
Potrafią bez problemu wysłać
w twoją stronę celną seryjkę,
a jak znajdzie się jakiś
Helganin z bazuką to radzę
czym prędzej uciekać. Nie
robią także z siebie
kamikaze idąc pod ostrzał,
cały czas prowadzą ogień z
ukrycia i dystansu, co zmusza
gracza, albo do podkradnięcia
się w ich okolice i
wystrzelania co do jednego,
albo prowadzenia ognia tak jak
Helghaści - czyli z dystansu.
Przy czym druga metoda jest
bardziej skuteczniejsza, bo
musisz widzieć, że w Killzonie
nie ma
czegoś takiego jak podążanie
prosto przed siebie z karabinem
naładowanym na maksa i
wystrzeliwanie po kolei wrogów.
Zapomnij. W Killzonie
trzeba ustalić sobie jakąś
taktykę. Chowanie się i
ostrzeliwanie Helgastów, to
sposób w jaki przechodził będziesz
całą grę... Helganie
korzystają także ze swoich
maszyn bojowych - czołgów,
pojazdów pancernych z działkami,
dropshipów, z których na
linkach jak S.W.A.T zjeżdżają
oddziały nieprzyjacielskie. Są
także miejsca z osadzonymi na
stałe karabinami maszynowymi,
działkami itp. ISA ma to samo,
ale jej maszyny wydają się
dziwnie słabe w porównaniu z
tymi, które posiadają Helghaści.
I gdzie tu sprawiedliwość ja
się pytam...
Zadania
bojowe
Podczas gry w Killzone
przemierzymy 11 leveli. Każda
misja z kolei została
podzielona na kilka mniejszych.
Poziomy są bardzo zróżnicowane
pod względem otoczenia i na
monotonię nie można narzekać.
Walki toczone są w zrujnowanych
szturmami Helghastów miastach,
dokach, w górach, dżungli,
przeróżnych bazach Helghastów
jak i ISA. Chciałbym się teraz
zatrzymać przy samych
projektach poziomów, które po
prostu zwaliły mnie z nóg...
Wprawdzie nie wszystkie, ale większość.
Szczególnie efektownie
prezentują się lokacje zamknięte
- na przykład miasto pod
okupacją Helghastów.
Zrujnowane domy, wszędzie jakieś
okopy, druty kolczaste, nie można
się na to po prostu napatrzeć...
W oddali słychać strzały, czuć,
że tuż za rogiem trwają
krwawe walki. Przyjemność
samego przebywania w tej wojnie
jest czymś niezwykłym. Ten
niepowtarzalny klimat, ehh... coś
pięknego. Jeśli chodzi o misje
rozgrywane na otwartych
terenach, to powiem szczerze, że
nie przypadły mi zbytnio do
gustu. Nie to, że są słabo
zrobione - bo nie są. Prezentują
się całkiem przyzwoicie (np. dżungla),
ale po prostu nie dorównują
obszarom zamkniętym pod względem
klimatu. W takich slumsach czuć,
że niebezpieczeństwo czai się
tuż za rogiem, a idąc przez dżunglę
widzimy przeciwnika jak na dłoni
i likwidujemy go bez żadnej
obawy, że zaraz zza pleców
wyskoczy banda Helghastów.
Autorzy chyba bardziej skupili
się właśnie na levelach
zamkniętych, bo te na
"wolności" nie mają
tego CZEGOŚ.
- Killzone, nie ma co
ukrywać, jest liniowy. Podążamy
ścieżką z góry wyznaczoną
przez autorów. Wprawdzie można
czasem nie wiedzieć gdzie iść,
ale w tym sensie, że np. nie
zauważyło się wejścia, lub
drabinki. W sumie czy ja wiem,
czy jest to aż tak wielki
minus jak to opisują niektórzy...?
Na pewno lepiej byłoby, gdybyśmy
mogli przedrzeć się przez
poziom w wybrany przez nas
sposób, ale grając w Killzone'a
i śledząc jego świetną
fabułę, nie zwraca się
najmniejszej uwagi na tą
liniowość. Gra jest także
poskryptowana - wiadomo, że w
określonym momencie wyleci
np. czterech Helghastów, albo
nagle nadleci Dropship, a z
jego pokładu wypadanie
kolejnych dwóch. Skryptowanie
także nie jest jakoś bardzo
odczuwalne, jednak powiedzmy
po piątej próbie przebicia
się przez jakiś moment,
gdzie wiemy już co nas czeka,
można mieć mały żal do twórców,
że nie zadbali o więcej możliwości.
Na samym początku rozgrywki
mamy do wyboru 3 poziomy
trudności, standardowo: 'Easy',
'Normal' i 'Hard'. I teraz
zaczyna się najlepsze -
mianowicie Killzone jest
bardzo trudny. Oczywiście
mowa tutaj o dwóch ostatnich
poziomach trudności, bo na 'Easy'
gra nie stanowi większego
wyzwania, i w tym wypadku
taktyka na Johnego Rambo jest
jak najbardziej wskazana. Ale
kto by tam grał na 'Easy' :).
Przechodząc grę na 'Normalu'
często Helghaści zabijali
mnie już przy końcu etapu, i
trzeba było zaczynać od
najbliższego checkpointu (których
to nie jest za wiele, ale da
się spokojnie wytrzymać).
Poziom trudności może być
lekką barierą dla osób, które
przyzwyczajone są do ciągłego
parcia przed siebie z giwerą
w ręku i eliminowania
kolejnych wrogów - tacy
zapewne wybiorą 'Easy' i
przebiją się ot tak, bez zbędnych
narzekań. Ale gdzie tutaj
wczucie się w klimat, który
jest główną zaletą tej
gry... I właśnie taki jest Killzone
- bardzo trudny i wymagający,
zrywa z zasadą, na której
opiera się większość gier
tego typu. Tutaj trzeba myśleć,
mieć taktykę i przewidywać
zachowania wroga.
Arsnenał
Killzone'a
Uff, takiej różnorodności
broni jaka dostępna jest w Killzonie
dawno już nie widziałem.
Mamy do dyspozycji przeróżne
ciężkie karabiny maszynowe,
średnie karabinki, wyrzutnie
granatów, bazukę zwykłą i
samonaprowadzającą,
wszelkiego rodzaju pistolety
(zwykłe i pół-automatyczne),
oraz wiele innych. Jest nawet
specjalny hełm, którym
naprowadzamy na Helghastów
pociski artyleryjskie! Prawie
każdą bronią możemy siać
spustoszenie na dwa różne
sposoby - jej główną
amunicją, lub alternatywnym
ogniem wciskając R2. I tak każda
broń ma swoje wady i zalety,
np. Helghański karabin dobrze
spisuje się na krótkich
dystansach, ale długo się
przeładowywuje. Albo CKM Rica
- ma niesamowitą moc rażenia,
ale duży rozrzut jeżeli
prowadzimy ostrzał z
dystansu, a przy tym przy ciągłym
ogniu odmawia posłuszeństwa
z powodu zbytniego nagrzania
(trzeba wtedy chwilę zaczekać
aż przestygnie :). Każdy członek
drużyny może nosić jedną
broń ciężką, karabin ISA
lub Helghastów, który można
bezproblemowo zabrać od
zastrzelonego przed chwilą
wroga, mniejszy pistolet oraz
granaty. W Killzonie
amunicja do karabinów (no może
oprócz Helghańskiego) nie leży
tak sobie co kilka metrów.
Gwarantuje, że nieraz będziecie
w opałach, gdy zabraknie ww.
karabinu, lub skończy się
amunicja do posiadanego w tej
chwili. Aby oszczędzić
cennej amunicji najlepiej
strzelać do Helghastów krótkimi,
ale za to celnymi seriami.
Naprawdę, nie ma sensu tracić
kilkadziesiąt nabojów,
prowadząc nieprzerwany ogień
do wroga - rozrzut jest wtedy
tak duży, że o trafieniach w
jakiegokolwiek Helghasa możesz
spokojnie zapomnieć, a żeby
padł trzeba naprawdę sporo w
niego wpakować (szczególnie
na wyższych poziomach trudności).
Możemy także używać działek
Helghastów, jak i swoich
karabinów maszynowych stojących
przeważnie gdzieś w ukryciu,
lub w jakimś oknie, aby
zaskoczyć wrogów. Jeszcze
jedna rzecz odnośnie broni -
w Killzonie zrobiona
jest nad wyraz realistycznie.
Chodzi mi mianowicie o przeładowywanie
Niby taki drobiazg, ale samo
przeładowywanie wygląda wręcz
świetnie, szczególnie większych
działek i karabinów. Widać,
że ludzie z Guerilla pamiętali
nawet o takich drobiazgach.
 |
 |
Najpiękniejsza
Grafika w Killzonie
jest przecudowna, jedna z
najlepszych jaką widziałem w
ostatnim czasie na konsolach.
Wszystko wygląda wspaniale.
Modele postaci są wykonane z
dbałością o najmniejszy
szczegół. Bronie prezentują
się wyśmienicie. Także
wszelkie czołgi, dropshipy,
stacjonarne działka obryte
rdzą cieszą oko. Co do
otoczenia, to nie mam pytań...
Gdy po raz pierwszy wparowałem
do miasta oblężonego przez
Helghastów zaniemówiłem z
wrażenia... Popękane ściany,
brud, trupy, gdzieś w oddali
słychać strzały, krzyki
umierających żołnierzy. Świetnie
wyglądają także ściany
budynków, a na nich jakieś
hasła propagandowe, w stylu
"fuck helghast",
hehe. Co jakiś czas pod wpływem
wybuchów cały obraz zatrzęsie
się i rozmyje na sekundę -
takich smaczków jest więcej,
ale nie chcę ich teraz
zdradzać. Grać w Killzone'a
możemy w dwóch trybach:
standardowym PAL oraz NTSC
(wiadomo - 25 lub 30 klatek).
Polecam jednak granie na tym
drugim, z wiadomych przyczyn.
30 klatek nie jest wprawdzie
utrzymywane przez cały czas
(zdarza się, że coś zwolni
na chwilę, ale bez
slide-show'ów), jednak gra się
bardzo dobrze, bez zbędnych
narzekań (nie ma mowy o takim
rwaniu jak we wcześniejszych
betach, np. na Playstation
Experience). Druga sprawa to
modele postaci. Tak jak już
pisałem, zostały świetnie
stworzone (szczególnie
twarze), ale mam jedno zastrzeżenie.
Gdy przebija się przez hordy
Helghastów nie sposób nie
zauważyć jednej dla mnie
istotnej rzeczy. Autorzy
powinni przygotować więcej
modeli Helghan - ma się wrażenie
(przynajmniej na początku),
że ciągle strzela się do
tego samego. Gdyby patrzeć na
to z innej perspektywy, każde
wojsko ma swój wzór munduru
i ok, ale akurat w Killzonie
to niezbyt pasuje. Później
jest już lepiej - wyskakują
łysi Helghaści z automatami,
w innych maskach, lecz powinno
być większe zróżnicowanie
przeciwników. Przyczepię się
jeszcze do fizyki panującej w
grze. Szczerze mówiąc, gdy
nie grałem jeszcze w Killzone'a
spodziewałem się czegoś
a'la Psi Ops, gdzie
wszystko miało swoją wagę i
naturalne zachowanie. Po
kontakcie z betą wiedziałem,
że moje oczekiwania się nie
sprawdzą. W finalnej wersji
fizyka zachowuje się
przyzwoicie, lecz trochę
sztucznie. Żołnierze upadają
dziwnie sztywno, niekiedy robiąc
dziwaczne pozycje. Raz na przykład
po zastrzeleniu Helghasta, on
zamiast upaść ładnie na ziemię
zrobił szpagat i w takiej już
pozycji odchodził w
zapomnienie, hmm... Gra obłsuguje
telewizory 16x9, więc ich
posiadacze mogą rozkoszować się
obrazem panoramicznym.
Muzyka w Killzonie
dopasowana jest idealnie -
klimatyczne utwory w wykonaniu
praskiej orkiestry, to strzał w
dziesiątkę. Taka właśnie
muzyka pasuje najbardziej do
gier wojennych. Efekty dźwiękowe
także stoją na wysokim
poziomie, szczególnie odgłosy
strzałów i wybuchów. Głosy
zostały dobrze dobrane do
charakterów głównych postaci,
na pochwałę zasługują
jeszcze odgłosy jakie wydają z
siebie żołnierze podczas
szturmów i śmierci.
- Multiplayer
Co to za FPS bez multiplayera...
Oczywiście Killzone
posiada tą opcję. Możemy
grać na jednej konsoli samemu
przeciwko kilku (kilkunastu)
botom, lub też z kumplem na
podzielonym ekrania. Prawdę mówiąc
obawiałem się nieco w płynność
rozgrywki na spleet-scrennie,
ale miło się rozczarowałem.
Otóż przy grze na dwóch Killzone
zachowuje się tak, jakbyśmy
grali na singleplayer, czyli
chodzi płynnie. Oczywiście
zdarza się zwolnić, no ale cóż,
nie można mieć
wszystkiego... Samotny gracz także
znajdzie coś dla siebie. Do
dyspozycji jest kilka trybów:
Deadmatch, Team deadmatch,
Domination, Supply Drop, Assult,
oraz Defead & Destroy.
Pierwsze dwa - wiadomo,
wybieramy po której stronie
chcemy grać - Helghastów czy
też oddziałów ISA - wybieramy
mapę i jazda. W kolejnych
trybach musimy po kolei: zdobywać
nadajniki radiowe wroga,
zrzucone pakunki przenosić do
bazy, bronić urządzeń, i jak
sama nazwa wskazuje niszczyć
nieprzyjaciela i bronić własnej
siedziby. Przydałoby się
jednak więcej map i botów, ale
i tak jest nieźle. Jest także
możliwość zabawy w sieci dla
posiadaczy Network Adaptora.
ŚWIETNA
WOJNA
Przyszedł czas na werdykt, z którym
przyznam się, że mam nie lada
problem. Wiadomo, na ocenę końcową
składa się wiele elementów.
Wiele elementów, którymi ten
tytuł został obdarzony nad
wyraz sowicie. Killzone
jest czymś więcej niż tylko
kolejną strzelanką FPS. Jego
niepowtarzalny klimat i design
przykuwa do ekranu, jak CKM Rico
głowę Helghasta do ściany :).
Bezlitośni Helghaści,
wspaniale zaprojektowane
poziomy,
przecudna grafika, no i przede
wszystkim wysoka grywalność
oraz długość rozgrywki (na 'Normalu'
minimum 18h) składają się na
sukces tej gry. Chłopaki z
Guerrilla Games wiedzieli gdzie
uderzyć, ukazali świat który
przedstawia nam jak może w
przyszłości wyglądać kolejna
wojna światowa. Warto było
czekać na ten tytuł. Mimo
kilku błędów, przekłamań w
grafice, jest to pozycja w którą
każdy powinien zagrać i
przekonać się na własnej skórze
co to znaczy "nowa
wojna".
PS. Gurrilla szykują już następcę
Killzona, ale jeszcze nie
wiadomo czy na PS2, czy na następną
generację.
Diuk
|
Reklama
|
|
|
 | | |