|
|
|
|
|
|
|
Wpisz swój
e-mail, jeśli chcesz być powiadamia- ny o
nowych numerach OGM:
|
|
[W mailu
znajdzie się informacja o najnow- szym
numerze, a także kilka linków, dzięki którym
będzie można bezpośrednio pobrać magazyn.
Zostań naszym prenumerato- rem - to nic nie
kosztuje!]
|
|
|

|
|
Materiały zawarte w OGM nie mogą być w całości lub we fragmentach kopiowane, powielane bez zgody ich autorów. Wszelkie znaki towarowe i firmowe są zastrzeżone przez ich wydawców i zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych.
Wyróżnienie:

|
|
|
|
|
 |
|
- ACE COMBAT 5: SQUADRON LEADER
[PS2]
- Wszystko wygląda na to, że
dopiero teraz, po 5 latach
panowania PS2 Namco zaczyna
odzyskiwać dawny blask. Na piątą
odsłonę Ace Combat trzeba
było czekać aż 3 lata. Sporo,
biorąc pod uwagę dużą
popularność serii (szczególnie
w Japonii). Mimo tak długiego
okresu czasu jaki autorzy mogli poświęcić
na przemyślenie i doszlifowanie
swojego projektu, i tak większość
osób spodziewała się prostego
"odcinania kuponów" od
znanej marki. Ja także, chociaż
po cichu wierzyłem, że dostanę
w swoje łapki coś więcej. Warto
było!
 |
- Na starcie do wyboru są dwa
tryby - klasyczna 'kampania', oraz
'arcade'. Oprócz tego można
przejrzeć dość rozbudowany
tutorial, który wszystkich początkujących
nauczy sterowania i wyjaśni
najbardziej użyteczne w powietrzu
manewry. Faktem jednak jest, że
dla weteranów serii nie jest on
zbyt przydatny... Wróćmy jednak
do mięsa. Najważniejszym trybem
w Squadron Leader jest 'Campaign',
która poprowadzi cię z jednej do
drugiej misji przeplatając świetnie
zrealizowanymi wstawkami
filmowymi. Od samego początku
prac nad grą widoczny był duży
rozmach z jakim przygotowywany był
AC5. Dość powiedzieć, że swoją
widowiskowością przekazu
trailery niewiele ustępowały MGS'om.
Wstawki filmowe podczas samej gry
nie są już może tak genialne,
jednak z całą odpowiedzialnością
mogę napisać, że nie widziałem
lepiej poprowadzonej strzelaniny w
takim stylu. Fabuła pokazywana
poprzez przerywniki nie powala na
kolana, niemniej stoi na wysokim,
dobrym poziomie. Gracz bierze
udział w fikcyjnym konflikcie
pomiędzy dwoma mocarstwami,
jednak to dopiero początek
wszelkich intryg. Scenariusz jest
ciekawy na tyle, na ile ciekawy może
być film o pilotach lotniczych -
bez większych rewelacji, ale na
plus. Daleki jednak jestem od
wychwalania fabuły pod niebiosa,
co też niektórzy czynili...
Teraz króciutko jeszcze o drugim
trybie - 'Arcade'. Przeznaczony
jest on dla wszystkich, którzy
nie przepadają za oglądaniem
przydługich filmików pomiędzy
misjami, nie interesuje ich żadne
tło fabularne, tylko od razu chcą
wziąć sprawy w swoje ręce. Gra
od razu rzuca Cię w wir walki, a
konstrukcja rozgrywki przypomina
trochę arcade'owe wyścigi.
Mianowicie w rogu ekranu ukazany
jest czas, który cały czas
maleje, a zadaniem gracza jest
zestrzelenie wymaganej ilości celów
- czy to powietrznych, czy
naziemnych. Z każdym zestrzelonym
obiektem wroga, dodawanych jest
 |
kilkanaście sekund do licznika. I
tak w kółko, aż do zestrzelenia
wymaganej ilości celów w danej
misji... Oczywiście nie ma tak
dobrze, że do dyspozycji są setki
rakiet naprowadzających i jedyne co
trzeba zrobić to odpalić pocisk.
Autorzy do każdej z misji
przygotowali jakiś limit rakiet, więc
trzeba gospodarować oszczędnie siłami,
i nie unikać także
szybkostrzelnego działka ukrywającego
się pod "X" na padzie.
Podobało mi się też to, że 'Arcade'
jest dość rozbudowane - do jego
ukończenia prowadzi kilka różnych
dróg (misje rozdzielają się), więc
można go ukończyć nawet
kilkukrotnie chcąc wycisnąć z gry
wszystkie soki. Podsumowując - miły
przerywnik. Dobrze, że Namco pomyślało
także o graczach, którzy nie mają
kilkunastu godzin wolnego czasu na
grę.
Wracamy jednak do głównej
kampanii. Najważniejsze w grze
takiej jak AC5 są oczywiście
misje. Także w tym wypadku nie
trzeba się specjalnie obawiać.
Trzeba przyznać, że są bardzo różnorodne,
jednak siłą rzeczy wpadają trochę
w "syndrom sequela", i
niewiele tu tak naprawdę
innowacyjnych zadań. Eskorta,
obrona portu, infiltracja wrogich
oddziałów, niszczenie celów
naziemnych, charakterystyczne misje
w kanionach... To wszystko doskonale
znamy z poprzednich części. Trafiło
się wprawdzie kilka ciekawych,
nowych misji, ale jeśli ktoś liczył
na coś zdecydowanie nowego, z pewnością
się przeliczy. Nowością jest
wprowadzenie możliwości wydawania
prostych komend swoim pilotom, a także
rozmów w trakcie misji. Musisz
bowiem wiedzieć, że bardzo szybko
stajesz się dowódcą
czteroosobowego oddziału (z początku
jesteś pionkiem, ale jak to w grach
bywa...:). Twoi pomagierzy wbrew
pozorom nie są tylko statystami -
wiele razy potrafią sporo pomóc na
polu walki, choć trzeba odpowiednio
nimi dyrygować. W trakcie
wykonywania misji piloci rozmawiają
też między sobą (na szczęście są
napisy na górze ekranu, bo czasami
ciężko zrozumieć co mówią) od
czasu do czasu zagadując też do
ciebie. Wtedy trzeba wybrać jedną
z odpowiedzi - "tak", lub
"nie". Co ciekawe ma to często
wpływ na dalszy przebieg misji, więc
nie warto wciskać na "chybił-trafił".
Od biedy można w ogóle nie
odpowiadać, ale lepiej nie tracić
zaufania swoich ludzi.
 |
 |
Już poprzednia część
zaskakiwała pozytywnie swoją oprawą.
"Piątka" podnosi ten
poziom jeszcze wyżej. Największą
wagę przywiązano naturalnie do
samolotów. Wspaniałe, pełne
detali modele aż proszą się o
podziwianie ich godzinami na
replayach. Można spokojnie
zaryzykować stwierdzenie, że w
kwestii wykonania wizualnego Ace
Combat 5 jest tym dla
powietrznych strzelanin, czym Gran
Turismo 4 jest (będzie) dla
racerów. Po prostu najwyższy
poziom. Nawet po zejściu swoim
samolotem nad powierzchnię ziemi
nie można narzekać - naprawdę
znacznie poprawiono jakość
tekstur, wrzucono też większą ilość
obiektów naziemnych, dzięki czemu
całość prezentuje się bardzo
korzystnie. A z większych wysokości...
foto-realizm jednym słowem. No i
chyba oczywistym jest fakt, że całość
pędzi w 50/60 (PAL/NTSC) fps'ach?
Chciałoby się napisać: w końcu
to Namco! Bardzo mile mnie też
zaskoczyła oprawa muzyczna, która
niejako wróciła do korzeni - świetne,
zagrzewające do boju utwory,
niezwykle bogate tło dźwiękowe
(gadki pilotów, huk wystrzałów,
świst latających samolotów)...
Nie ma się do czego przyczepić.
AC5 aż się prosi, by odpalać go
na odpowiednim nagłośnieniu.
-
Wspaniałe jest to, że gra wręcz
tonie od różnego rodzaju bonusów
i sekretów. Odkrywanie nowych
samolotów (w sumie ponad 50
modeli), zaliczanie misji na najwyższe
rangi (niektóre maszyny da się
zdobyć tylko w ten sposób), kilka
dróg przejścia... Naprawdę jest
co robić. Bardzo podoba mi się, że
by zaliczyć wybrane misje na najwyższą
rangę należy wykonać alternatywne
zadania, nie wymagane normalnie do
zaliczenia wybranego etapu. Warto też
wspomnieć, że poziom trudności
jest dość wysoki, a po
odblokowaniu ukrytego można zwątpić
w swoje umiejętności :). Gra
prezentuje nam fikcyjny konflikt
rozgrywający się w przyszłości,
jednak samoloty są znane z obecnych
czasów. Oczywiście postarano się
również o prototypy, więc dla
znawców tematu będzie to swego
rodzaju encyklopedia mechanicznych
ptaków. Coś, czym Gran Turismo
jest dla motoryzacji. I co ciekawe
poszczególne modele zauważalnie różnią
się miedzy sobą w prowadzeniu -
zmiany są wyczuwalne gołym okiem.
 |
- Posłodziliśmy trochę, więc
czas na parę wad. Przede
wszystkim mi bardzo rzucała się
w oczy spora wtórność. Ok, jest
fabuła, są pomocnicy, są
rozmowy podczas misji. Nikt mi
jednak nie wmówi, że te nowości
zbawią serię. Tak naprawdę od
drugiej części niewiele się tu
zmienia. Jasne, wielu osobom nie będzie
to przeszkadzało, bo chcą więcej,
ale... Nie napiszę, że seria
stoi w miejscu, bo tak nie jest.
Ale w przypadku "szóstki"
(o ile takowa powstanie) Namco
musi wreszcie zdecydowanie popchnąć
ten tytuł do przodu. Szkoda też,
że zabrakło jakiegokolwiek trybu
multiplayer. Bardzo ucieszyłbym
się np. z kooperacji dla dwóch
graczy na podzielonym ekranie, a
nic takiego nie ma tu miejsca.
Dodatkowe porcje miodu zostały więc
zmarnowane, a szkoda.
Warto było czekać na najnowszą
część Ace
Combat. Seria nie została
wprawdzie pchnięta na nowe tory,
ale i tak jest grywalna jak za
starych dobrych czasów. Gdyby nie
była to już piąta część, z
pewnością ocena byłaby wyższa.
Ale i tak nie ma co narzekać,
tylko łapać za pady i grać. Bo
to chyba maksimum co było do wyciśnięcia
ze sposobu rozgrywki proponowanego
przez Namco. Kolejna część musi
przynieść ze sobą więcej
innowacji. Ale tym będziemy się
martwić przy okazji jej
premiery... A na razie cieszmy się
tym, co dostaliśmy. Świetna gra.
Baron Ski
PS. W USA AC5 dostało
podtytuł "The Unsung
War".
Reklama
|
|
|
|
 | | |