Wojna o Pierścień skonczyła się. Wyczerpany nią Gondor zawarł pokój z Haradrimami i Dunlandczykami, a orków król Elessar Kamień Elfowy uczynił wolnymi. Czyż to nie piękne, że po tysiącach lat wojen, znojów, poświęceń i strachu wreszcie nastał pokój? Wszyscy z nadzieją wypatrują przyszłości. Tak, wszyscy, bez wyjątku, nawet orkowie. Ale ile czasu ten pokój przetrwa?
Wiadome jest, że źródłem wszelkiego zła był Melkor Wielu Talentów, nazwany później przez Feanora Morgothem- co do tego nie ma wątpliwości. To on zbuntował się przeciwko Iluvatarowi Jedynemu, choć pierwotnie bez złych zamysłów. Z czasem jednak utracił świetność Ainurów i stał się bytem siejących grozę i zniszczenie. Tego dowiadujemy się z Silmarillionu. Z tego samego źródła wiemy też, że Morgoth przeciągnął na swoją stronę pomniejsze bóstwo- Majara Saurona. Ów Sauron stał się jego najwierniejszym sługą i to on kontynuował dzieło zła w Śródziemiu, gdy jego pan został powstrzymany. Tyle z historii.
Władca Pierścieni stawia czytelnika przed prawdą absolutną- zło zostało zniszczone. Zginął Sauron, Mroczna Wieża rozpadła się w proch, mieszkańcy południa wycofali się. Koniec. Ale czy napewno?
Już w Silmarillionie znajdziemy wzmianki, że będzie miała miejsce Ostatnia Bitwa, a wtedy dopiero zniknie wszelkie zło na świecie i krzatowie zostaną zrównani z z pozostałymi dziećmi Iluvatara. We Władcy Gimli powiada, że z trudem znalazł Pipina na polu Ostatniej Bitwy i od tej pory już nie zapomni, jak wygląda stopa hobbita. Czy jednak ta bitwa, o której mówił Gimli była w istocie tą, o którą chodziło Tolkienowi w mitologicznym dziele wydanym po jego śmierci? Syn Gloinowy mógł przecież określić ją mianem Ostatniej z racji tego, że był to już koniec wojny z Sauronem, że jego królestwo zła przestało istnieć. Wątpię, czy sądził, że batalia, w której brał udział, była wydarzeniem bezpośrednio poprzedzającym Dzień Sądny.
Także w innych fragmentach Silmarillionu odnajdziemy informacje, że pojedynek Dobra ze Złem nie skończy się wraz z nastaniem Czwartej Epoki. Przesłanie, że tak jak Morgoth pozostawił po sobie Saurona, tak Sauron "przekaże" władzę komuś jeszcze, jest aż nadto widoczne. Z resztą sam Gandalf na Wielkiej Radzie u Elronda w pięknej jego dziedzinie wspominał, iż nie dane jest zebranym decydować o całości losów świata. Oni muszą się zmierzyć tylko z tym, co spotyka ich teraz i tylko zło teraźniejsze mają szansę zgładzić. Wydaje mi się, że Gandalf, jako Mędrzec obdarzony wielką mocą, dobrze wiedział, jaka jest natura świata, w którym przyszło im żyć. Był świadomy tego, że prawdziwe Zło nie zginie szybko i miną setki lat, jeśli nie tysiące, zanim ziarno zasiane przez Morgotha zostanie całkowicie wyplenione. Ludzie są tylko ludźmi, a skoro panowanie nad Śródziemiem przypadło teraz im, dlaczego mieliby zachowywać się inaczej, niż na drodze swojej nie zawsze chwalebnej historii? Dlaczego nie miałaby się powtórzyć sytuacja z Numenorem, kiedy to pragnienie władzy, bogactw i nieśmiertelności zniszczyło najwspanialszą w dziejach ludzką siedzibę? A co z Haradrimami (już nawet nie wspominając o orkach)? Nigdy przecież nie byli specjalnie przychylni Gondorowi, więc jaka jest pewność, że po Wielkiej Wojnie będą? Może dekadę, może dwie, może nawet cały wiek albo i więcej. Ale czy zawsze?
Jak zawsze jestem gotów na wszelkie dyskusje dotyczące moich tekstów. Zainteresowanych proszę o listy pod adres fenske@poczta.onet.pl /ANDOS