(c) 2000-2001 Tawerna RPG

 
 

Nie ma żadnego związku z programem telewizyjnym nadawanym przez telewizję Polsat !!!

Magia w Trylogii Tolkiena, a magia w Sadze o Wiedźminie Sapkowskiego.

Postaram się krótko porównać dwa wielkie światy fantasy. Chodzi mi oczywiście o Śródziemie Tolkiena i krainę Nigdy-Nigdy Andrzeja Sapkowskiego. Wielu ludzi, zwłaszcza tych, którzy dopiero zaczęli swoją przygodę z książkami fantasy, uważa że są to te same światy, różniące się jedynie szczegółami. Jest jednak inaczej. Oprócz tych samych ras, praktycznie nie ma między nimi cech wspólnych. W tym miesiącu rozpocznę od magii w obu światach, a za miesiąc, jak GanD'owi się spodoba, to może porównam rasy (szczególnie krasnoludów i elfów), bo one, wbrew pozorom, również nie są tak do końca takie same. Tak więc magia. Magia zawsze odgrywała ważną rolę w książkach fantasy. Zacznijmy może od Tolkienowskiego Śródziemia. Otóż tam magia używana jest w ostateczności, zazwyczaj do obrony. Gandalf używał magii broniąc współ towarzyszów najpierw przed wilkami, później przed innymi potworami, by na końcu zmierzyć się z Nieprzyjacielem, Sauronem (przy okazji pozdrowionka dla Saurona i jego klanu Unitet Task Forces:)) Czasami też przyświecał jasnym światłem ze swojej laski (bez skojarzeń i nie cenzurować:)) [yhy jasne :) - dop. GhanD] w ciemnych korytarzach i tunelach. Na tym kończą się możliwości magii w Śródziemiu.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w świecie Sapkowskiego. Tutaj aż roi się od czarodziejów, którzy magii używają w wielu sytuacjach. Dokładnie opisana jest nauka sztuki magicznej Ciri, poznawanie teorii, czerpanie mocy z ziemi, wody. Nawet na balu czarodziejów, gdy skończył się kawior, czarodziejki stworzyły iluzję tegoż i delektowały się delikatnym smakiem. Magia również używana była do przyciągania uwagi innych. Gdy czarodziejka Yennefer wjeżdżała wraz z Ciri do miasta, a nie chciała aby ktokolwiek rozpoznał w jej podopiecznej zaginioną księżniczkę, po prostu rzuciła na siebie czar upiększający i nikt nie mógł oderwać od niej wzroku. Nie zwracając oczywiście uwagi na Ciri.
Gdy Ciri po wbiegnięciu przez portal na pustynie, w nocy nie mogła wytrzymać z zimna (tak, tak na pustyni też bywa zimno) zaczerpnęła mocy z ziemi i użyła czaru rozgrzewającego. Teraz mogła dalej maszerować na południe. Oczywiście magia była używana też do walki, ale nie miało to aż takiego znaczenia. Potężne czary telekinetyczne (?) pozwalały odrzucić przeciwnika na kilka metrów. Poza tym zwiększały szybkość, wyostrzały zmysły itp.
W tym wypadku więc, Mistrz Tolkien nie umywa się do Mistrzunia Sapkowskiego (teraz sobie nagrabię u GanD'a, ale to szczegół) [popieram twoje zdanie, więc nic ci się nie stanie :), powiedzmy... -dop. GhanD]. Gdyby w Trylogii Tolkiena magia zajęła trochę więcej miejsca, bez wątpienia była by to ciekawsza książka. A tak werdykt jest jednoznaczny. Wielki plus dla pana Andrzeja.
Ps. Oczywiście nie mówię, że we wszystkich książkach Tolkiena magia zajmuje tak mało miejsca. wystarczy sięgnąć po Sillmarilion, gdzie stanowi ona większość dzieła.