W poprzednim numerze Tawerny RPG ukazała się pierwsza część mych przygód a ich kontynuacja jest właśnie tu...
Epizod II
Pochowałem swego towarzysza a następnie musiałem ochłonąć - on uratował mi życie, a ja nie mogłem nic dla niego zrobić. Gdy oswoiłem się z tą myślą obejrzałem to, co dostałem od niego tuż przed śmiercią - był to zaadresowany zwój i spora ilość złota. List zaadresowany był do niejakiej Marianny z Kurast, nie mam zwyczaju czytać cudzej korespondencji, dlatego nie patrzyłem, co znajduje się w zwoju. Złoto jednak zabrałem gdyż moje zapasy skończyły się u sióstr Niewidzącego Oka.
Przeszedłem się po mieście - jak tam pięknie. W centrum znajduje się budynek z wielką, pozłacaną kopułą - to tam mieści się siedziba władz miejskich. Odwiedziłem także tawernę, której właścicielem jest niejaki Geglash, przez cały mój pobyt w tej karczmie zawsze się czymś przechwalał - opowiadał najczęściej o swej odwadze, ja jednak nie wierzyłem w ani jedno jego słowo, ale nieważne. Poznałem tam także, Lysandra - był on prawie głuchy, dzięki czemu nie musiał wysłuchiwać bredni Geglasha. Lysander sprzedaje mikstury, wymieniłem z nim wiedzę na ten temat i opowiedziałem mu o swym przyjacielu, on tak się wzruszył, że na przyszłość dał mi antidotum - czyli odtrutkę gdyby i mnie kiedyś coś ukąsiło.
Włożyłem ją do swego plecaka i wychodząc z tawerny natknąłem się na Drognana - tamtejszego maga. Pomyślałem, że może to właśnie u niego mógłbym się uczyć, bo przecież przybyłem do Lut Gholein by się uczyć. On niestety nie chciał mnie nauczać gdyż jak to powiedział: nie jest nauczycielem tylko magiem.
Wtedy właśnie postanowiłem, że zostanę czarodziejem gdyż takie przygody, jakich doświadczyłem fascynują mnie. Drognan po, wielu prośbach i za "dodatkowš opłatą" uległ. Zostałem jego pomocnikiem. Lecz bardzo się rozczarowałem, bo zamiast uczyć się czarować myłem podłogi, nosiłem wodę, gotowałem posiłki.
Przez jeden okrągły rok byłem takim "sługusem". Dopiero teraz mój mistrz udzielał mi lekcji magii.Gdy już znałem podstawy Drognan zażądał kolejnej zapłaty. Nie miałem już pieniędzy. Postanowiłem zarobić...
Zostałem najemnikiem - należałem do najemnej bandy Greiza. Posiadałem już podstawowe wyszkolenie bojowe, teraz chciałem zastosować teorię w praktyce. Po paru pustynnych wyprawach miałem zamiar zrezygnować - było za ciężko. To, o czym się do tej pory uczyłem o walce nie miało prawie nic wspólnego z tym, co robi się naprawdę. Musiałem jednak zarobić znacznie więcej by kontynuować nauki magiczne. Każda wyprawa niosła ze sobą nowe rany, blizny, siniaki, ale i doświadczenie bojowe - zacząłem już wprawiać się w walkę mieczem. Próbowałem toporów i halabard, ale to nie dla mnie. I tak z dnia na dzień rosły moje oszczędności...
Dalsza część mych przygód ukaże się dopiero w następnym numerze...
Jeżeli jednak nie możesz się doczekać - wejdź na poniższą stronę...
Jeżeli masz jakieś zastrzeżenia - napisz do mnie...
Jeżeli jednak chcesz poczytać więcej o samej grze poczytaj dalej Tawernę lub wejdź na poniższą stronę...
http://mrocznakraina.republika.pl