Raandal stał pośrodku wielkiego kamiennego kręgu na około niego stali ludzie ubrani w szaty które całkowicie zakrywały ich postacie. Raandal stał w blasku księżyca a dziwne postacie bardzo powoli przybliżały się do niego. Stał tam i nie mógł się ruszyć. Próbował biec ale właśnie uprzytomnił sobie że jest przywiązany do drzewa stojącego pośrodku kręgu. Postacie podeszły do niego, i w tej chwili drzewo zamieniło się w ołtarzyk. Raandal szarpnął rękami, nadal był przywiązany. Szarpnął nogami, nogi także były skrępowane. Postacie stanęły w cieniu kamieni. Raandal nie mógł ich dojrzeć gdyż ich szaty były identycznego koloru co kamienie. Jedna z postaci podeszła do ołtarzyka Raandal ujrzał część jego twarzy, chciał krzyknąć ale był zakneblowany. Cała twarz była ukryta przed światłem przez kaptur Raandal zobaczył tylko blask oczu. Oczy postaci świeciły się czerwienią. Postać uniosła obie ręce nad Raandalem a po chwili w dłoniach pojawił się sztylet. Ostrze sztyletu było zakrzywione, a rękojeść była wykonana z kości i zakończona małą czaszką. Raandal zobaczył błysk pioruna który trafił w jeden z głazów, potem drugi i trzeci, Wszystkie trafiały w głazy aż w końcu ostatni trafił w postać sztyletem, a tamta zamiast upaść zaśmiała się przeraźliwie i dźgnęła Raandala w samo serce.
Raandal obudził się zlany potem. Leżał w swym pokoju zza okna dobiegały odgłosy ptaków. Podszedł do okna i wyjrzał. Ujrzał Luthien siedzącą na trawie po drzewem, Otaczały ją różne zwierzęta. Ona śpiewała a one leżały i słuchały.
Czemu ty tu stoisz
Czy słonka wyglądasz
Czy wiatru się boisz
Raandal znał piosenkę i dokończył:
A ja tutaj stoję
Słonka nie wyglądam
wiatru się nie boję
gdzie sobie wyrosłem
tam sobie postoję
Luthien odwróciła się i uśmiechnęła
-nie mówiłeś że umiesz śpiewać- powiedziała Luthien
-nigdy nie pytałaś- odparł Raandal z uśmiechem
Oboje wstali i poszli do chaty. Raandala dręczył ten sen więc opowiedział go Luthien, ta powiedziała mu aby opowiedział go dziadkowi Kaletowi. Raandal więc zaczął rozmawiać z Kaletem. Opowiedział mu swój sen. Kalet wyszedł z chaty, aby po chwili wrócić i oświadczyć że będzie burza. Raandal nie miał pojęcia co burza ma wspólnego z jego snem więc spytał Kaleta.
-co ma burza do mego snu? Odpowiedz proszę.
-pokażę ci wieczorem. A na razie chodźmy na śniadanie
Raandal z Kaletem weszli do jadalni gdzie czekali już wszyscy przy stole ze śniadaniem. Raandal ukłonił się nisko przywitał wszystkich po kolei i usiadł na wolnym miejscu między Gredem i Kaletem. Na widok jedzenia zrobił się głodny jak wilk. Nie wiedział od czego zacząć więc nabrał sobie wszystkiego po trochu.
-Apetyt widzę że masz-przemówił Gred- ciekawe czy usłyszymy dziś coś od ciebie
-dziś usłyszycie trochę o wojnach jakie toczymy z stworami mroku-odparł Raandal
-wciąż wiedziecie te idiotyczne wojny- przemówił Kalet- Jeszcze wam nie mało
-wybór nie jest nasz, a cóż mogę zdziałać w pojedynkę aby zaprzestać walkom
-nawet najmniejsza osoba może zmienić bieg historii-wtrąciła się Luthien
Na tym skończyła się pogawędka. Po śniadaniu wszyscy poszli do pokoju głównego. Obsiedli dookoła fotel Raandala i zaczęli słuchać opowieść co zmieniło się od czasu gdy Kalet opuścił tamte tereny na rzecz miejsca w którym się znajdowali, a zmieniło się wiele. Wiele państw które pamiętał Kalet już nie istniały, wiele miast w których Kalet przebywał było zrujnowanych, wielu ludzi których znał dawno temu śmierć dopadła i zaciągnęła do kurhanów. I tak podczas opowieści nadeszła pora obiadowa. Obiadu oczywiście nie było. Raandal zamiast jeść usłyszał tylko że naje się podczas kolacji. Mieli tylko małą przerwę podczas której Raandal się napoił. Raandal po wypiciu nie małej ilości wody kontynuował opowieść, mówił dalej o tym co było, a czego nie ma. Mówił aż do wieczora kiedy to żona Greda, Kora zaczęła krzątać się po mieszkaniu i przygotowywać kolację pomagali jej dzieci wraz z Gredem. Raandal natomiast poszedł wraz z Kaletem na najwyższe wzgórze w okolicy.
Stali bezczynnie patrząc się w punkt na horyzoncie który wskazał Kalet. Punkt ten niczym się nie wyróżniał. Było to wzgórze, jedno z wielu wzgórz znajdujących się dookoła. Lecz w pewnym momencie zaczęło się coś dziać. Na wzgórzu pojawiło się światło, początkowo małe światełko jaśniało z każdą chwilą stając się jaśniejsze. Na wzgórze zaczęły zlatywać się kolejne małe kropki. Kropek było dwanaście, co razem dawało trzynaście cośów na wzgórzu
Raandal patrzył nie mogąc oderwać wzroku od wzgórza. Nagle rozpętała się burza. Pioruny zaczęły uderzać we wzgórze. Piorunów także było trzynaście. Raandal już wiedział co tam się dzieje. Raandal tam kiedyś był. Był tam we śnie. W teraz sen powracał na jawie. Raandal nic nie mówił, chciał uciec ale Kalet go powstrzymał ruchem ręki.
-Druidzi-powiedział beznamiętnie Kalet
-ale czego oni chcą ode mnie- pytał przerażony Raandal
-oni chcą żebyś tam poszedł- Odpowiedział Kalet
Hehe Czy Raandal poszedł? Tego się dowiecie ale nie teraz