© 2000-2001 Tawerna RPG

 
 

    Jak pamiętacie (lub nie) w poprzedniej części opowiadania dowiedziałem się, że wampiry są wśród nas oraz zostałem złapany. Wszystko to za sprawą mojej przyjaciółki Marlvi. Następnie zaś miałem być poddany Zmianie...
    Intensywny zapach kadzideł pobudzał mój nos. Głowa mnie nadal bolała chociaż nie tak bardzo jak ostatnio. Gdy próbowałem otworzyć oczy oślepiało mnie białe, intensywne światło. Leżałem na jakimś stole, a obok czułem obecność kilku osób. Słyszałem też ich rozmowy:
- Obudził się... Wydaje mi się że możemy zaczynać. - to był głos Marlvi! - co ty na to Bil? Jeżeli będziemy jeszcze zwlekać to nastanie dzień, a ta pora dnia nie jest sprzyjając Zmianie.
- Ja jestem za rozpoczęciem. Zbyt różowiutki on jest na tej swojej mordzie. - dobiegł mnie jakiś skrzeczący głos, chyba męski.
- Zamknij się Alonso. Zaczniemy gdy piasek się przesypie. Muszę jeszcze dopracować jeden czar. - w głosie Bila wyczuwałem podniecenie. - Jeżeli chcesz to możesz iść do miasta na posiłek, jak zrobiła to reszta. Albo nie, chodź ze mną.
- Marlvia - powiedziałem gdy doszedł do mnie odgłos zamykanych drzwi. - jesteś tu?
- Tak.
- Co się ze mną stanie? Kim ty do cholery jesteś? Wampirem? I co? Ja też mam być krwio pijnym stworem, zamieniającym się w latającą mysz żeby się gdzieś przemieścić? Protestuje! Zrób coś żeby mnie stąd wydostać, ja nie chceeee!
- Musisz. - jej głos był jakiś obojętny, zimny. - Reutac, bogowie, żebyś ty teraz siebie widział. Nie ma już odwrotu. Czy ty myślisz że ja żyję? Mam 56 lat, ale zostałam poddana Zmianie gdy miałam 22 lata. Nie starzeję się. O skórę dbam jak kiedyś o dziewictwo, więc nie jestem trupo blada, a moja skóra nie jest pomarszczona. Nie ma już odwrotu, ani wyboru. Zostaniesz wampirem. Lestat na to zezwolił Bilowi.
    Nagle gdzieś po mojej prawej stronie zaczęły wydobywać się jakieś dziwne śpiewy. Głos śpiewających był trochę zdeformowany. Domyśliłem się, że to z dyskophonu leci ta muzyka. Poczułem, że ktoś się porusza po pokoju. Kilka osób zaczęło przygotowywać pokój do rytuału Zmiany. Ktoś przywiązał mnie jakimiś pasami, czy łańcuchami do ściany. Nadal nic nie widziałem i to sprawiło, że jestem aż tak zdenerwowany.
- Uwaga! - dobiegł mnie głos Bila - zaraz go zmienimy w naszego brata. Nie będe czytał tych nudnych, rytualnych pierdół. Nie będe też mówił jaki to zaszczyt dla ciebie, Reutac, że będziesz wampirem. Podziękujesz później. Panie i panowie. Kolację podano.
    Podbiegli do mnie. Muzyka ustała. - Teraz! - powiedział Bil. Każdy wgryzał się w moje półnagie ciało. Czułem lekkie ukłucie, tak jak by mnie ugryzł jakiś większy komar, a później część mnie i mojego ciała została wyssana przez ponad dziesięć wampirów.
- Dobra, starczy - Bil powstrzymał wampiry - odsunąć się, ja dam mu swojej krwi co jest chyba logiczne... Wasza jest za słaba.
    W tym momencie odzyskałem wzrok. Cóż to był za widok! Znajdowałem się w jakiejś piwnicy, w której stało bądź leżało kilka trumien. Przedemną stało, tak jak to mniej więcej obliczyłem, 13 wampirów. Ich usta były czerwone od mojej krwi, wszyscy wyglądali na zadowolonych. Marlvia wypiła chyba najmniej mojej krwi, lub szybko wytarła usta... Bil zauważywszy, że czar oślepiający przestał działać wyjął zza pasa jakiś zdobiony sztylet i przeciął sobie żyły prawej ręki! Krew trysnęła mi na twarz, trochę wpadło do ust. Nagle poczułem dużą pokusę napicia się więcej takiej krwi. Tylko ta myśl zaprzątała mi w tamtej chwili głowę, więc gdy Bil podstawił swoją czerwoną od krwi rękę to przyssałem się do niej, jak przed chwilą wampiry do mojego ciała. Ciepły, czerwony "napój" wracał do mojego ciała. Zapomniałem o całym świecie, tylko tyle pamiętam z tamtej chwili.
- Starczy! Dość! Weźcie go odemie bo zabuje nas obu. Tyle mu starczy. Gdy się obudzi powiadomcie mnie, chcę zobaczyć jak przeszedł Zmianę. - rozkazał Bil po czym uderzył mnie jakąś pałką w tył głowy.
    Znowu kończe moją opowieść w ciekawym momencie hie, hie. Tak jak w tych Elthaloskich opowieściach o bogatych rodzinach, miłości, nienawiści, zdradzie i szczęściu. No cóż, musicie poczekać na ciąg dalszy.

Reutac - dziecko kukurydzy