|
|
|
|
|
Zandr to średnie miasto. Miasto nietypowe, bowiem tylko namiastka elfów wie, gdzie dokładnie leży, a raczej jak się tam dostać. Nawet doświadczeni geografowie podróżujący po Rauvin nie są w stanie określić dokładnej lokalizacji miasta. Niektórzy mijają się z celem, wymyślając coraz to nowe historie związane z Zandr. Jedni rozpisują się nad położeniem miasta, myląc się głęboko, podając zupełnie inny kontynent; drudzy zaś, starają się odkryć historie miasta oraz jego mieszkańców. Tak naprawdę wszystko co piszą, nie jest w pełni poprawne. Niektórzy geografowie stracili dobrą reputację oraz mniemanie o sobie, gdy dzień za dniem pojawiały się nowe informacje o Zandr, przeczące dziełom pisarzy. Jedni kończyli swą bajkę z odkrywaniem nowych miast i krain, drudzy zaczynali. Opowiem wam pewną legendę związaną z tym miastem, która graniczyć będzie na pograniczu fikcji i prawdy. Fikcji z tego względu, że mieszkańcy – kilkanaście lat temu w tym i ja – wyobrażali sobie swojego boga, jako pomocną dłoń, który potem się objawił. Nawet ja, mieszkaniec Zandr nie wiem gdzie to miasto dokładnie leży! Dostałem się tam poprzez zesłanie portalu z niebios. Nazwaliśmy go Lehtys. W trakcie suszy zsyła z nieba strugi ulewnego deszczu, który łagodzi żar odbitych promieni od powierzchni naszej zmory, pustyni. Otóż Zandr leży na niepewnym skrawku Rauvin, o ile można powiedzieć, że w Rauvin. Miasto podzielone jest na dwie części. Połowa miasta położona jest na pustyni – głównie oazy i zapory przed burzami piaskowymi, czasami możemy znaleźć w tej części domy tymczasowe tutejszej rasy – skrzyżowanie elfów z ludźmi. Szybko przekonaliśmy się, że nie warto stawiać budowli na piasku, zresztą mówił nam o tym Lehtys. W drugiej części miasta panuje ład i harmonia. Wszystko nabiera sensu i miasto zamiera na skutek narastającej ciszy, gdyż każdy rozkoszuje się brakiem nieszczęścia, oraz życia w nędzy. Mogłoby zdawać się to dziwne. Zaledwie kilkadziesiąt metrów od granicy miasta, gdzie występują opisywane burze piaskowe, nawet nie słychać powiewu silnego wiatru. Gdy spojrzeć na osadzone drzewa w części Miasta Spokoju, wydaje się żyć w próżni, bez żadnych prądów powietrznych – za mojego życia w Zandr, ani razu nie zaobserwowałem poruszenia gałązki drzewa. Z legend opowiadanych przez tubylców, mogę powiedzieć, że miasto jest miastem dla Wybranych. Spełnić mają jakąś misję, jednak odkąd mieszkam w Zandr, ani razu Lehtys nie dał żadnego znaku, byśmy rozpoczęli oględziny na temat naszej misji i jej celu. Mimo swej harmonii, w Zandr nie było i nie ma zjawiska nudy. Jeśli ktoś miał zajęcie, wykonywał je, aż do ukończenia, natomiast zaś, gdy wszystko jest uporządkowane, każdy zamykał się w swojej chatce i nastawała cisza, jak opowiadałem wyżej. Warto wspomnieć, że żyje się tak wówczas wtedy, gdy nie nacierają na nas Jeźdźcy Ciemności. Są to ludzie - tak bynajmniej ich nazywamy), którzy opanowali tajniki czarnej magii. Podczas najazdów, Zandr staje się całkowicie bezbronne. Nawet sam Lehtys nie jest w stanie nam pomóc, gdyż nasze miasto jest Miastem Spokoju, nie znającym wojny ani cierpienia. Dlatego też, przychodzi nam strata i grabież ze strony Jeźdźców Ciemności, którzy na dodatek nie są zwykłymi ludźmi. Ostatnim razem próbowaliśmy się bronić, jednak nieskutecznie. Okazało się, że są to ludzie widmo, nawiedzający Zandr w intencji zemsty za dawne czasy - co dziwne, nikt nic nie wie w Zandr o dawnych czasach . Nawet nasi uczeni magowie nie zdołali im nigdy podołać odpierając atak, nie mówiąc już o unicestwieniu wroga. Dziś, obawiamy się kolejnego najazdu Jeźdźców Ciemności na nasze miasto, gdyż już dawno nie widzieliśmy naszego wroga. Wczoraj postanowiliśmy zaczerpnąć wiedzy o magicznych portalach. Doszliśmy do wniosku, że musimy poprzez portal, przedostać się do realnego świata Rauvin i tam szukać pomocy. Dziś rano odbyła się pierwsza próba wysłania jednego z naszych dzielniejszych uczonych do Rauvin po najlepszych wojowników. Przypomnę, że mieszkańcy Zandr nie mają i nie mieli nigdy wojowników, a złota obecnie mamy pod dostatkiem, dzięki jednej kopalni, która usytuowana jest na nie wielkim wzniesieniu, którego nie możemy nazwać nawet górą. Nasz uczony przebywa już w świecie Rauvin jeden dzień. Poradziliśmy mu odszukać mityczny kontynent Elthalos. Wspomnę dlaczego mieszkańcy Zandr nazywają kontynenty mitycznymi. Otóż, pewnego wieczora, poprosili mnie, bym opowiedział wszystkim o Rauvin. Potraktowali to jako mityczne opowiadanie, które nie może mieć miejsca. Zresztą niezbyt wieżą, że jest coś takiego jak Rauvin. Dla nich liczy się tylko Zandr. Mimo tego, postanowiliśmy wysłać uczonego, do 'fikcyjnego' świata. Nie ma go już dziesięć dni. Przed wyruszeniem w drogę, umówiliśmy się, że uczony musi wrócić za pięć dni, nawet wtedy, gdy nie podoła zadaniu. Nasze nadzieje maleją, czy nasz mag przeżył podróż umożliwioną poprzez portal. W końcu postanowiliśmy wysłać kolejnego uczonego, gdy nagle zdałem sobie sprawę, że nasi uczeni nie mogą podróżować portalem, gdyż mogą żyć tylko w Zandr. Pamiętam, jak ja przybyłem do Zandr. Następna próba miała odbyć się nazajutrz. Zasnąłem z tą myślą, jednak gdy się obudziłem, zdałem sobie sprawę, że to mi się przyśniło, aniżeli w rozmyślaniu wpadłem na ten pomysł. Potraktowałem to jeszcze z większą rozwagą i sensem, i tuż przed wysłaniem uczonego powiedziałem o tym wszystkim. Wspólnie stwierdziliśmy, że był to sen proroczy, który nakazuje, by istotą sięgającą po pomoc, byłem właśnie ja. Przed wyruszeniem, postanowiłem zebrać myśli. Powiedziałem: „oczywiście!”. To był znak od Lehtysa, który miał mi przytoczyć naszą misję zesłania mnie do Zandr. Obawiałem się jednego – jak ją wykonam, to chyba będę musiał opuścić Zandr na zawsze. Czas płynął nieubłaganie. Wraz z kolejną minutą miałem coraz większe wątpliwości, czy się nie myliłem, że tylko człowiek może przechodzić przez portal z niebios. Po spakowaniu ekwipunku, przystąpiłem do ceremonii ku czci mego boga Lehtysa, by zesłał na moją postać strumień błogosławieństwa i odwagi. W końcu nadeszła chwila prawdy i kres mojej niepewności, bowiem wszystko było przygotowane. Pożegnawszy się z przyjaciółmi, których mogłem już nie zobaczyć, rozpocząłem swą podróż z Miasta Spokoju, do Rauvin... Obudziwszy się, leżałem na plaży, odziany w skąpe
szmaty, które widziałem pierwszy raz na oczy. Początkowo myślałem,
że magiczny portal przeniósł mnie na najmniejszy kontynent,
jednak szybko się przekonałem, że tak nie jest, dostrzegając w
oddali Szkarłatne Szczyty usytuowane na olbrzymim kontynencie,
zwanym Jakonią. W dalekiej przeszłości byłem geografem, co
zaowocowało w chwili pojawienia się na Jakonii. Muszę jednak
przyznać, że Jakonia jest kontynentem odległym od mej wiedzy, i
wolałem odkrywać i badać krainy na Elthalos. Nie mam pojęcia ile
trwała moja podróż. Na myśl sunęły się mnożące pytania bez
odpowiedzi. Zastanawiałem się, czy Zandr nie jest miastem
fikcyjnym oraz czy to nie był sen. Świadczył o tym brak
przygotowań, które uczyniłem przed przybyciem do Rauvin.
Ekwipunku szukałem po całej plaży, jednak bez skutku. Nie
dopuszczałem do siebie myśli, że Zandr nie istnieje, przytaczając
coraz bardziej nieprawdziwe powody. Jeden z nich do dziś utkwił mi
w pamięci, bowiem myślałem, że moja misja dobiegła końca, która
polegała na poznaniu Zandr i rozpowiedzeniu o Mieście Spokoju
innym.
„Nic to!”, powiedziałem,
poczym zabrałem się za wędrówkę w kierunku Szkarłatnych Szczytów
z nadzieją na pomoc dla mnie i dla mieszkańców Zandr. Podróżując
i zwiedzając krajobraz pięknej Jakonii, zastanawiał mnie fakt, iż
jak do tej pory, nie trafiłem na żadne miasto i na żywą duszę,
która mogłaby mi udzielić jakichś rad, bądź pomocy. Nastał
wieczór, po czym szybko zamienił się w głęboką noc, rozjaśnioną
przez pełnię księżyca.. Rozpaliłem ognisko, które przypominało
mi płomienie z nocy proroczej, zupełnie wtedy, gdy Lehtys przypomniał
we śnie, że z Zandr mogę tylko ja przejść przez portal. Nagle
zrobiło się chłodniej i powiew wiatru obił mi się o twarz.
„Już długo nie zaznałem czegoś takiego.”, rzekłem.
Po bezsennej nocy, nastał wschód słońca, który swymi
promieniami uchwycił mnie ze snu, jednakże na tle bijących wcześniej
promieni, pojawiła się olbrzymia postać. Na pierwszy rzut oka można
było śmiało powiedzieć, że z wrogimi zamiarami. To był... Ciąg dalszy nastąpi. |