|
Reporter nr 7 - 1999.07.25
|
Dariusz Klimczak
|
Paweł Gumola
Paweł Gumola był liderem Moskwy - legendarnej łódzkiej grupy punkrockowej.
Zasłynął na początku lat osiemdziesiątych jako buntownik, wykrzykujący ze
sceny agresywne teksty. Był pewny siebie, arogancki, ekscentryczny - i za
to go uwielbiano. Miał odwagę mówienia o rzeczach, o których jedynie
szeptało się w gronie najbliższych kumpli. W Łodzi, skąd pochodzi, uważany był za guru zbuntowanej młodzieży. Kto go
nie znał, nie liczył się w towarzystwie. Przyjaciele i fani mówili na niego
"Guma".
Gdyby był tylko jednym z tych, którzy za wszelką cenę chcą się wyróżnić,
wszyscy szybko by o nim zapomnieli. Jednak Paweł miał do przekazania
więcej, niż tylko agresję i bunt. Z tekstami Moskwy identyfikowała się duża
część polskiej młodzieży, nie tylko "punkującej". Śpiewał o hipokryzji,
strachu, zagubieniu, schematach mieszczańskiego społeczeństwa. Buntował się
przeciw nim i to zjednało mu sympatię słuchaczy Rozgłośni Harcerskiej i
pielgrzymujących do mekki polskiej muzyki rockowej - Jarocina. Zbulwersował
wielu, domagając się od reporterów angielskiej telewizji zapłaty za wywiad.
Wiedział, że jest gwiazdą i zachowywał się jak gwiazda.
Nie ten czas, nie to miejsce
Gdyby Moskwa zaczynała karierę 10 lat później, prawdopodobnie na swoim
koncie miałaby dzisiaj kilka płyt, masę koncertów, a sam Guma byłby jedną z
najważniejszych postaci niezależnej muzyki, na miarę Kazika czy Maleńczuka.
Tak się jednak nie stało. Po kilku latach wspólnego grania drogi muzyków
Moskwy się rozeszły. Kłopoty z cenzurą, brak kasy, personalne przetasowania
- to wszystko doprowadziło do tego, że kapela się rozleciała. O Gumie
przestano mówić. Na jego miejsce czyhało wielu ambitnych, spragnionych
sukcesu muzyków, którzy skrzętnie wykorzystali sytuację.
Odrodzenie kurde
Na początku lat 90-tych Paweł Gumola przeżył duchową metamorfozę, po której
zmienił się w wyciszonego, łagodnego człowieka. Przestał pić i palić, od
wielu lat nie je mięsa. Jedyną jego słabością, pozostałością dawnych
czasów, jest słówko "kurde", które od czasu do czasu wtrąca w rozmowie.
Znając jego przeszłość, ta zmiana mogłaby się wydawać zaskakująca, ale
dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym czasie "odrodzili" się również
inni muzycy, których korzenie wywodziły się z polskiego punka. Wystarczy
wymienić tylko Darka Malejonka z Houka, lidera Armii - Tomka Budzyńskiego,
czy perkusistę Piotra "Stopę" Żyżelewicza, od dłuższego czasu grającego z
Voo Voo. Duchową przemianę przeżył też reprezentant innej muzycznej parafii
- Mietek Szcześniak. Jest tylko jedna, ale za to zasadnicza różnica: o ile
ci czterej szukali swoich religijnych korzeni w tradycji chrześcijańskiej,
Guma skierował swoje poszukiwania na wschód. I to Daleki Wschód.
U guru w górach
W którymś momencie życie rockmana zaczęło go męczyć. Nerwówka, stresy,
rozstania z kobietami i muzykami - wszystkie te elementy złożyły się na to,
że zaczął poszukiwać czegoś pewnego, co dałoby mu wewnętrzny spokój i
oparcie. To zaprowadziło go do ośrodka raja-yogi, gdzie zaczął medytować. W
1993 r. razem z grupą znajomych wyruszył w podróż do Indii. Nie była to
jednak wycieczka krajoznawcza. Pojechali do aśramu w górach Aravalli w
Radżastanie, żeby zgłębiać nauki duchowe. Ośrodek leży ok. 500 km od Delhi,
a najwyższy szczyt tego pasma górskiego nosi nazwę Guru Sikhar (1722 m
n.p.m.). Tak zaczęła się
Zmiana Gumy
- Pamiętam Cię sprzed dziesięciu lat. Chodziłeś wtedy w czarnej skórze,
miałeś długie włosy i otaczał cię wianuszek fanów, zapatrzonych w ciebie
jak w obrazek. A teraz? - Dres, krótkie włoski, trampki. Co się stało z
tamtym Gumą?
- Nadal jestem zbuntowanym muzykiem, tylko w innym sensie. Zacząłem nowe
życie. Nie walczę ze światem, raczej próbuję się w nim odnaleźć. Buntowałem
się, bo wewnętrznie nie byłem zadowolony z tego, co się działo. Ale jeśli
masz w sobie, kurde, spokój, wtedy wszystko się zmienia. Teraz świat jest
taki sam, jak kiedyś. Prawa, które nim rządzą, nie uległy zmianie. To ja
się zmieniłem. Moje myślenie było kiedyś na jakimś poziomie. Ale, wiesz
stary - człowiek cały czas jest w drodze, rozwija się. W którymś momencie
poczułem potrzebę zmiany. Zacząłem szukać. Zainteresowałem się hipnozą,
medytacją, odmiennymi stanami świadomości...
- Kiedy to było?
- Jakieś dziesięć lat temu. Poznałem fajnych ludzi i wybraliśmy się do
Indii. Na początku tego roku byłem tam drugi raz. Teraz wybrałem się tylko
z jednym kumplem. Polecieliśmy najpierw do Delhi, potem osiemnaście godzin
pociągiem do Matubanu. Stary, podróż była magiczna! Zupełnie inny świat.
Podróżujesz przez całą półkulę...
- Jak długo tam byłeś?
- Ponad miesiąc. Parę dni spędziłem w Delhi w podośrodku. Zwiedzałem
miasto, poznawałem Hindusów. Potem w góry, do aśramu. Siedziałem tam
miesiąc. Wracałem do Polski sam, kumpel został w Indiach dłużej. Kurde,
stary, to jest przeżycie! Lekcja samodzielności, ale też bardzo wyzwalające
uczucie, przynajmniej dla mnie...
- Dlaczego?
- Nagle zdałem sobie sprawę ze swoich możliwości na Ziemi. Dotarło do mnie,
że nie muszę być nigdzie przywiązany. Ty też nie musisz. Masz o wiele
więcej możliwości, niż ci się wydaje. Poczułem się tam naprawdę wolny...
- Nie wydaje Ci się trochę sztuczne to, że w pewnym sensie przyjąłeś
elementy filozofii Wschodu, chociaż wychowany jesteś w zupełnie innej
kulturze. Znam kilku polskich buddystów i mam wrażenie, jakby oszukiwali
nie tylko siebie, ale i innych.
- Wiesz, żeby zrozumieć Wschód, nie wystarczy tam jechać. Ja już tutaj, w
Polsce, odrodziłem się wewnętrznie. Spotkałem na swojej drodze akurat
takich ludzi i ten wyjazd był tego naturalną konsekwencją. Cel stwarza
pewną świadomość. Do kina idziesz przecież z innym nastawieniem, niż do
pubu. Można mówić o przypadku, ale ja, kurde, nie wierzę w przypadki. Tak
się stało, bo tak miało się stać...
- Masz swojego guru?
- Nie. Założyciel tego aśramu, w którym byliśmy, już nie żyje. Ale jego
kontynuatorzy pozostali. Nie ma tam mistrza - ludzie spotykają się, razem
medytują i rozmawiają. Nauczają się nawzajem. Nikt nikogo nie chce
zmieniać. Każdy z tego pobytu wyciąga coś dla siebie...
- A co Ty wyciągnąłeś?
- Zrozumiałem tam pewne prawa, które rządzą światem. Odrodziła się moja
pierwotna natura. Wysubtelniło się też poczucie piękna. Dostrzegam teraz
zupełnie inne rzeczy, niż dawniej. Poprzez medytację dotarłem do swojego
głębszego "ja", odkryłem związki z przyrodą. Miłość, niekrzywdzenie - te
elementy pokrywają się z zasadami wielu światowych religii. Zacząłem uczyć
się pozytywnego myślenia. To nie jest proste - miewam jeszcze depresje,
kiedy nad czymś w sobie pracuję. Ale staram się...
- Od lat jesteś wegetarianinem...
- To się ściśle z tym wiąże. Rozwijam w sobie świadomość pokojową. Po co,
kurde, mam zabijać zwierzęta, skoro jest tyle innych dobrych rzeczy do
jedzenia? Dużo osób nie wie, czy taka dieta jest zdrowa i odpowiednia w
naszych warunkach. Mnie służy, zresztą wielu moim znajomym też. Pozytywne
myślenie ma wpływ na zdrowie. I odwrotnie. Myśl jest energią, ale jakość
tej energii może być różna. Jak jesz dużo mięsa, stajesz się agresywny.
Targają tobą emocje, ranisz innych, a tym samym robisz sobie krzywdę. Po
co?
- Czyli nie słuchasz już punka?
- Nie potrzebuję. Interesują mnie teraz spokojniejsze klimaty - folk,
reggae, Antonina Krzysztoń. Sam też gram teraz inaczej. Mam kapelę, nazywa
się "5000 lat". Gramy reggae. Ostatnio mieliśmy koncert w Pabianicach. Było
kilkadziesiąt osób i chyba im się podobało...
- Też na nim byłem. Widziałem w tłumie paru Twoich starych kumpli. Nie byli
za bardzo zadowoleni.
- Ja się zmieniłem, oni nie...
- Dziękuję za rozmowę. Nie dasz się skusić na udko kurczaka?
- Nieee, kurde, dzięki.
|