|
s k u t e c z n a r e k l a m a
Magazyn Reporter nr 09/2002
Data wydania: 2002.09.01

Hiram Bullock
Marcin Kłusak
W ciepły letni wieczór wybrałem się poza nagrzany do granic wytrzymałości Kraków i znalazłem się na... rancho (to miejsce NAPRAWDĘ tak się nazywa;)) wypełnionym stoiskami grillowymi, piwem i ogromnym namiotem. W tym ostatnim znajdowały się scena i biesiadne stoły, co zupełnie skłaniało do porównań z imprezą plenerowo-rodzinną. A jednak właśnie tam miał odbyć się koncert osoby nagrywającej płyty ze Stingiem, Erikiem Claptonem i innymi - naprawdę jasnymi - gwiazdami.
Pozycję zagranicznego gościa w świecie muzyki podkreślał już zresztą support - supergrupa złożona z cenionych polskich instrumentalistów (współpracujących między innymi z Grzegorzem Turnauem czy Anną Marią Jopek; "między innymi" - bo np. lista pracodawców Jacka Królika przekroczyłaby znacznie objętość tego tekstu) nie rozgrzewałaby przecież publiczności dla byle kogo. Panowie fachowo posługiwali się instrumentami i
to właściwie wszystko, czym mnie zainteresowali - ich twórczość jako całość zupełnie mnie nie zachwyciła.
W trzech piosenkach-standardach pojawiła się także jedna z uczestniczek niedawnego "Idola", Aleksandra Łysak (przepraszam, jeśli przekręciłem nazwisko) - nie mam jednak najmniejszego pojęcia, do którego etapu programu dotarła (prawdopodobnie jednak daleko). Mimo dużej tremy zaśpiewała zupełnie poprawnie; tym bardziej, że jej głos doskonale pasował do takiego "joplinowskiego" repertuaru.
A później na scenie królował już tylko Hiram Bullock, choć trzeba przyznać, że sekcja rytmiczna w osobach Pawła Mąciwody i Krzysztofa Zawadzkiego (patrz: Walk Away) stanowiła doskonałe tło. Królował i muzycznie, i fizycznie: potężny czarny facet mogący służyć jako wzorcowy wręcz przykład steatopygii, ubrany w legginsopodobne spodnie - naprawdę barwna postać
A kiedy tylko przyłożył palce do strun swojej gitary było wiadomo, że - żeby zacytować konferansjera - jego dłonie są jak nogi baletnicy. Grał ostro, delikatnie, szybko, wolno, jazzująco, funkowo i chyba nie było takich dźwięków, których nie potrafiłby wydobyć z instrumentu. Tak zresztą dobrał repertuar, by zaprezentować pełnię swoich możliwości. Czegóż tam nie było! "Every Breath You Take" i motyw z "Różowej Pantery", "Can't Find My Way Home" i fragmenty "Ody do radości", "Hey Joe" i
"Get the Party Started";) I na koniec porażające, kilkunastominutowe, odegrane z niesamowitą żywiołowością połączenie "Satisfaction", "Smoke on the Water" i "Money for Nothing". Do tego wszystkiego jego ekspresja wydawała się nie mieć granic: kręcił się, skakał, leżał i, co wywołało największy aplauz, biegał po stołach ani na chwilę nie przestając grać.
Może właśnie dlatego, że mistrzowsko posługiwał się gitarą, nieco gorzej zaprezentował się jako wokalista. Bądźmy jednak szczerzy: tym razem śpiew miał być tylko i wyłącznie DODATKIEM do popisów instrumentalnych - a w tej dziedzinie Hiram Bullock osiągnął perfekcję.
Tekst możesz skomentować na Forum:
http://forum.reporter.pl/watki.php?f=023
Możesz tam także wypowiedzieć się na inne tematy związane z muzyką
Hiram Bullock
3 sierpnia 2002, Brzesko |
|
|  | |
|