Magazyn.Reporter.pl   Reporter.pl   ustaw jako stronę startową   dodaj do ulubionych   nasz e-mail
Magazyn Reporter nr 07-08  Historia Reportera  Współpraca  e-ankiety
 Archiwalne artykuły  Reportaże  Nauka  Kultura  Twórczość  Wywiady  Opinie
 
ARCHIWUM
Tematyczne
Od redakcji
Reportaże
Podróże
Wydarzenia
Nauka
Człowiek
Świat
Kosmos
Enigma
Technologie
Kultura
Muzyka
Literatura
Film
Fotografia
Sztuka
Twórczość
Opowiadania
Powieści
Poezja
Wywiady
Gość specjalny
Ludzie sieci
Opinie
Felietony
Listy
Forum
Inne
WWWybór

Wejdz i sprawdz!

s k u t e c z n a   r e k l a m a
Wejdz i sprawdz!

Magazyn Reporter nr 09/2002
Data wydania: 2002.09.01
<<< poprzedni artykułspis treści następny artykuł >>>

Twórczość
Chłopaki z miasta nie płaczą
Marceli Frączek

1.

Na wiosnę Toffi pojechała do miasta, gdzie już od roku mieszkał jej brat Delfin. Chciała spróbować swoich sił, usamodzielnić się, pracować. Miała skończone osiemnaście lat, była zdolna, silna i ładna. Dla takich jak ona jest miasto. Takie jak ona nie zostają do kresu swych dni w maleńkich wioskach u podnóża gór.

Po miesiącu Agrest dostał od niej list. Pracowała w kawiarni, nie zarabiała dużo, ale to dopiero początek, pisała. Wiedziała, co robi. Miała zamiar zrobić karierę. Napisała, żeby przyjechał. Na pewno znajdzie dla siebie dobre zajęcie. Mogą mieszkać we trójkę, u Delfina.

Agrest wsiadł na konia i pojechał do miasta, bo tam była jego Toffi.

Miasto wywarło na nim odpychające wrażenie. Niepokoił go widok domów wyższych od drzew. Jego koń wydawał się bardziej cywilizowany.

Delfin mieszkał w wysokiej żółtej kamienicy ozdobionej na frontonie galerią obrzydliwych maszkaronów z kamienia. Przywitał się z Agrestem serdecznie, przejechał konno korytarzem i zaprosił gościa do mieszkania. Na mieszkanie składał się przestronny salon, kuchnia i łazienka. Koń miał tu sporo miejsca. Zadomowił się od razu, robiąc na znak zadowolenia wielką kupę.

- To jest to! - powiedział Delfin biorąc w dłonie ciepłe końskie łajno. - Tego materiału mi tu brakowało. - I zapomniawszy o Agreście zaczął lepić zeń jakieś tajemnicze figurki.

Delfin był bowiem artystą. Rzeźbił na zamówienie banków monumentalne postacie dyrektorów stawiane w holach, malował też reklamy na ścianach budynków, a dwa razy w tygodniu uczęszczał do galerii sztuki współczesnej, gdzie przez bite dwie godziny walił kowalskim młotem w kawał stalowej blachy, czemu towarzyszyła mistyczna muzyka i śliskie spojrzenia podstarzałych kobiet (pracował z nagim torsem).

Po pewnym czasie wpadła Toffi. Uszczęśliwiona widokiem narzeczonego rzuciła mu się na szyję, jak to mają w zwyczaju wszystkie kociaki.

- Cieszę się, że jesteś już z nami, Agreście kochany! - mówiła rozpromieniona.
- Zobaczysz, tu jest całkiem inaczej, tu życie aż kipi, jest tak kolorowo i ciągle się coś dzieje! Ach, Agrest - zachłysnęła się z przejęcia powietrzem - jestem taka szczęśliwa!

Agrest wziął ją w ramiona. Delfin popatrzył na nich z uśmiechem, włożył do plecaka młot kowalski i wyszedł z domu.

2.

Przez weekend Toffi oprowadzała Agresta po mieście. Pokazała mu swoje ulubione miejsca, sklepy, w których robiła zakupy, kawiarnię, w której pracowała, Rynek z uroczymi kamieniczkami, Muzeum Osobliwości Natury, fabrykę słodyczy Markowe SA (codziennie musiała zjeść przynajmniej pół tabliczki czekolady Delikates Markowy, tak były pyszne, i robiła to mimo postponujących spojrzeń doktor Jemioły z okładki jej bestsellerowego poradnika "Jak być szczupłą i odnieść sukces, czyli dwanaście kroków do satysfakcjonującego orgazmu"). Toffi miała już wielu znajomych rodzaju męskiego. Pozdrawiali ją bardzo serdecznie, całując w policzek i dotykając przelotnie jej pośladków. Obrzucali przy tym rozbawionym wzrokiem Agresta, który wyglądał przy nich, niestety, dość nieokrzesanie, by nie powiedzieć - wiejsko.

Toffi kupiła mu miejskie ubranie. Jednak nie była zadowolona z jego wyglądu.

- Chodzisz tak, że każdy bez trudu odgadnie twoje pochodzenie - powiedziała. - Musisz się nauczyć zachowywać jak mężczyźni z miasta.

Wieczorem poszli do nocnego klubu. Toffi rzuciła się w wir tańca. Agrest szybko zrozumiał, że nie dotrzyma jej kroku, usiadł wiec przy barze i zrezygnowany patrzył, jak Toffi daje się podrywać coraz to nowym facetom. W pewnym momencie, gdy odwrócił się, by zamówić kolejnego drinka, Toffi zniknęła. Zaczął jej szukać przedzierając się przez podrygujący tłum. W końcu musiał zapytać przy wyjściu, czy nie widziano szczupłej czarnowłosej dziewczyny wychodzącej z klubu. Nie widziano. Wrócił na salę i zderzył się z nią w przejściu. Miała potargane włosy i wymiętą sukienkę.

- Gdzie byłeś? - spytała. - Zatańczmy!

Tańczyli. Toffi pachniała inaczej. W jej włosach Agrest wyczuł zapach mężczyzny. Ale przecież w tańcu mieszały się zapachy i od ruchu miała wzburzone włosy i pogniecioną sukienkę.

3.

Od poniedziałku Agrest zaczął szukać pracy. Nakupił gazet i zabrał się za metodyczne przeglądanie ofert.

Był w domu sam. Delfin wyskoczył malować reklamę nowoczesnych prezerwatyw na ośmiopiętrowcu, Toffi była w kawiarni. Konia wyprowadził rano na spacer do parku i teraz miał czas dla siebie. Zaznaczył kilka ogłoszeń, po czym odłożył gazetę i wyjrzał przez okno. Przestraszył się, gdy kątem oka dostrzegł zarys brzydkiej brodatej twarzy. To tylko kamienny maszkaron. Przemógł niechęć i poklepał rzeźbę po wygładzonym przez deszcz czole.

Włączył telewizor i udawał, że wciągnęła go intryga dwieściektóregoś odcinka jakiegoś serialu. Nie chciało mu się wychodzić z żółtego domu, oto powód tego desperackiego czynu. Bał się chodzić sam po mieście. Był rzeczywiście trochę dzikim wiejskim chłopakiem. Potrzebował kursu cywilizacyjnego.

Zabrzęczał dzwonek. Czyżby nadciągała pomoc? Agrest otworzył kobiecie o tlenionych włosach, w kusym szlafroczku.

- Dzień dobry, jestem sąsiadką - przywitała się. - Nazywam się Pamela. To moje nazwisko, nazywam się Afa Pamela.
- Bardzo mi miło - powiedział Agrest i także się przedstawił.
- Czy pan Maślanka jest w domu?v - Delfin wyszedł.v - Ach, to fatalnie, bo jest mi strasznie potrzebny. A czy pan potrafi przetkać zlew? - Spojrzała na niego spod efektownych rzęs.
- To nic trudnego.
- Tak się cieszę. Pójdzie pan ze mną?

Zaprowadziła go do mieszkania obok. Było to bardzo przytulne mieszkanko, pełne miękkich poduszek i tkanin zwisających ze ścian i okien.

- To się chyba bardzo kurzy? - spytał grzecznie Agrest.
- Tak, ale mam od tego zwabiacz kurzu - odparła machnąwszy gwiazdorsko dłonią, przy czym szczelność szlafroczka została nieco naruszona.
- Jak to działa? - zainteresował się Agrest.
- Nie wie pan? Naciska się guzik.

Agrest przykucnął przy niewielkim urządzeniu przypominającym misę, w której ustawiono pionowo wycior do czyszczenia lufy małego czołgu, ewentualnie, by użyć innego porównania, odwrócony do góry grzybnią muchomor sromotnikowy. U podstawy znalazł mały czerwony przycisk. Spojrzał pytająco na panią Pamelę, a ta skinęła głową z pobłażliwym uśmiechem. Po naciśnięciu guzika zabrzmiała delikatna muzyka.

- Pan chyba od niedawna w mieście?

Potaknął, wpatrując się z napięciem w urządzenie. Draperie na ścianach zadrżały, jakby poruszył nimi przeciąg, chociaż okna były zamknięte.

- Pewnie z prowincji? - pytała pani Pamela.

W promieniach słońca wrzynających się do wnętrza pomiędzy niedokładnie zaciągniętymi zasłonami zobaczył drobinki kurzu zbierające się wokół głowicy zwabiacza, tańczące niczym srebrzyste owady dokoła żarówki.

- Właśnie tak to działa, ale znudziła mi się już ta muzyka - powiedziała gospodyni. - Nowsze modele mają więcej melodii do wyboru. Niech pan już wyłączy. Miał mi pan pomóc z tym zlewem.

Przeszli do kuchni, gdzie Agrest przez pół godziny męczył się z zatkanym na beton odpływem. Musiał odkręcić rurę u dołu i uwalał się cały wstrętną mazią.

Pani Pamela zaciągnęła go do łazienki i osobiście umyła mu twarz, posługując się w tym celu zmoczonym ręcznikiem i mydłem.

- Ta dziewczyna, która z wami mieszka - zapytała - kim dla pana jest?
- To moja narzeczona...
- Niech pan uważa - uśmiechnęła się dziwnie. - Może się pan sparzyć. A po oparzeniu zostaje brzydka blizna.
- Powinienem już iść.
- Ja wiem o niej różne rzeczy - zaszeptała pani Pamela. Agrest zauważył wreszcie - o co cały czas zabiegała - że ma duży biust. Zakręciło mu się w głowie i odwrócił wzrok.
- Do widzenia - rzucił szybko i wyszedł.

4.

- Dostałam nową pracę - oznajmiła przy kolacji Toffi.
- Brawo - rzekł Delfin. - Będziesz więcej zarabiać?
- Oczywiście. Będę modelką w domu towarowym Guńca! - Delfin gwizdnął z podziwem. - Tak! Pamiętasz tę ogromną wystawę na dole? Właśnie tam. Przyjdźcie zobaczyć któregoś dnia. Przyjdziesz, Agrest?
- Pewnie, kochanie. - Agrest pocałował ją, po czym podszedł do okna.
- Czy on szuka sobie pracy? - chciał wiedzieć Delfin.
- Boi się miasta - zachichotała Toffi.
- Wcale nie. - Agrest poczerwieniał. - Jakieś dziwne są te rzeźby na zewnątrz - zmienił temat.
- Zauważyłeś?
- Co?
- Że wczoraj George miał otwarte oboje oczu, a dziś jedno ma zamknięte? - zaśmiał się Delfin.
- Nie żartuj sobie ze mnie. Fakt, że jesteś tu od roku, nie uprawnia cię do wyśmiewania się z mojego nieobycia.
- Daj spokój, a co mnie obchodzi twoje nieobycie. Mówię o czym innym. Te gęby... Zresztą, pokażę ci! - Delfin wyjął z lodówki kawałek świeżego mięsa. - Patrz uważnie, bo poświęcam nasz jutrzejszy obiad. - Wychylił się przed okno i podetknął mięso pod kamienny nos.

Agrest popukał się w czoło.

- No patrz! - zawołała Toffi.

Agrest krzyknął ze zdumienia, gdy nos rzeźby poruszył się i zmarszczył jak u królika. Usta rozciągnęły się w uśmiechu, a oczy kilkakrotnie obróciły dookoła swych osi. Nagle maszkaron otwarł szeroko paszczę i z zaskakującą zręcznością chwycił zębami mięso.

Delfin cofnął się.

- Trzeba uważać - powiedział. - Potrafi być szybki jak kot.
- Musisz to robić? - spytał z obrzydzeniem Agrest. - Musisz dawać mu mięso?
- Oczywiście. Każdy lokator jest zobowiązany karmić swojego maszkarona. Wystarczy raz na tydzień. I lepiej o tym nie zapominać.
- Dlaczego?
- Jak go nie nakarmisz, narobi takiego krzyku, że zlecą się wszyscy lokatorzy. Może nawet dojść do samosądu... Warto przestrzegać zwyczajów. W zamian George odstrasza ptaki i zobacz, jakie mamy czyste parapety.

5.

Następnego dnia Agrest udał się do domu towarowego Guńca zobaczyć Toffi. W wielkim holu, z którego ruchome schody i windy unosiły klientów na wyższe kondygnacje, w oczy rzucała się olbrzymia wystawa. Przypominała gigantyczne akwarium umeblowane niczym luksusowy apartament. Na eleganckich meblach rozsiadały się wygodnie piękne młode dziewczyny w samej tylko bieliźnie. Agrest dostrzegł Toffi. Leżała na sofie z przymkniętymi jak głaskany kot oczami. Jej bielizna była czysto symboliczna. Elektroniczny napis u góry wystawowego okna głosił: LUKSUSOWA BIELIZNA DLA PAŃ - TRZECIE PIĘTRO - ZAPRASZAMY!

Obok Agresta przystanął jakiś mężczyzna i zagapił się na modelki. Kilka z nich przechadzało się po pokoju z wysokimi kieliszkami w dłoniach, rzucając przechodniom powłóczyste spojrzenia.

- Piękne, co? - wysapał mężczyzna ni to do siebie, ni do Agresta. - Boże, jak chciałbym, żeby nie było tej szyby!

Twarz Agresta przeszył grymas nienawiści.

Mężczyzna obejrzał się przez ramię. - O do licha, moja żona - mruknął i oddalił się pośpiesznie.

Wieczorem Agrest poruszył ten temat.

- Te dziewczyny zachowują się jak dziwki - powiedział wzburzony. - A ty wśród nich, Toffi!
- Jesteśmy tylko modelkami - odparła Toffi. - Nie ma mowy o żadnych propozycjach ze strony mężczyzn. Nie mogą się przecież z nami porozumiewać, jesteśmy odgrodzone szybą.
- Widziałem dziś jednego takiego, pożerał je dosłownie wzrokiem. - Agrest mówił teraz do Delfina. - Mamrotał pod nosem, że gdyby nie ta szyba wziąłby je w obroty.

Toffi roześmiała się.

- Ale na szczęście jest ta szyba!
- Widziałem ich spojrzenia - gorączkował się Agrest - one prowokują wzrokiem. - Ależ to nie są spojrzenia erotyczne, mój drogi - powiedziała Toffi - tylko zachęcające do kupna. Mamy surowe instrukcje i zakaz kontaktu wzrokowego o charakterze prowokacji seksualnej.
- Słyszysz to i cię to nie obrusza?
- Daj spokój mojej siostrze - powiedział zniecierpliwiony Delfin. - Ona przynajmniej zarabia i dokłada się do czynszu. A ty, co niby robisz? Przyjechałeś tu na wakacje? Kiedy zaczniesz pracować?

Agrest zamilkł upokorzony. - Znajdę coś niedługo - powiedział po chwili.
- Jasne - mruknął Delfin.
- Znajdę pracę, słyszysz?
- Uspokój się, Agrest - powiedziała Toffi. I dodała z wyraźna kpiną w głosie: - Agrest, co to za głupie imię! Tu nikt nie nosi takich staroświeckich imion. Ono na kilometr trąci wiochą. Od tej pory będę cię nazywać... Bert.

Agrest popatrzył na nią zdumiony.

- To dobre, miejskie imię. Mój szef się tak nazywa. Tak będę do ciebie mówić. Bert, chcesz jeszcze herbaty?

6.

Agrest snuł się po mieście szukając zajęcia. Nowe imię uwierało go jak za ciasny kołnierzyk. Czuł się wyzuty z części siebie. Kto by pomyślał, że to jedno słowo jest rzeczą tak bardzo osobistą, że pozbawienie go odczuwa się jak brak jednej z kończyn.

Z pracą wciąż mu nie wychodziło. Rozmowy kwalifikacyjne polegały na tym, że siedział naprzeciw faceta w białej koszuli, patrzył na niego ze zdumieniem i zaciskał spocone dłonie na krześle - a kiedy trzeba było coś powiedzieć, nie mógł wykrztusić z siebie słowa i czuł upokorzenie podchodzące mu do gardła wielką gulą.

Pracował nawet, przez kwadrans, ale uciekł, nie będąc w stanie znieść spojrzeń umierających dzieci, którym miał sprzedawać kolorowe książeczki w miejskich szpitalach. Zabijała go ich radość i bezradność rodziców sięgających po portfel, by spełnić zachciankę nieuleczalnie chorego dziecka.

Od tego czasu prawie nie wychodził z domu. Wyprowadzał tylko konia.

W leniwe przedpołudnia czatowała na niego pani Pamela. Przychodziła w niedokładnie zawiązanym szlafroczku i zawsze miała w zanadrzu jakiś pretekst do swojej wizyty. Na przykład zabytkowy samowar do zalutowania. Albo szafę do przesunięcia. Lub zacięte drzwi od sypialni.

Pani Pamela przy każdej okazji opowiadała mu o złym prowadzeniu się Toffi.

- Zanim pan przyjechał, co tu się działo, kochany panie - opowiadała donośnym szeptem. - To wszystko u mnie słychać przez ścianę. Parzyli się jak zwierzęta. Proszę pana, takie dźwięki to się dopiero niosą. Jej brat także przyprowadzał sobie kobiety, czasem i trzy na raz. No tak, ale to artysta. A ona... Proszę pana, szkoda dla nie poświęcać swoje życie i niewinne młodzieńcze uczucia.

W końcu stało się. Uwiodła go na dywanie w mieszkaniu Delfina. Koń przyglądał się im całkiem obojętnie.

Agrest zapuszczał się coraz bardziej. Zarastał wewnętrznie, dziczał. Wyjście do miasta stawało się udręką. Z każdym dniem musiał zużywać więcej sił, by się przemóc i wyjść na ulicę. Było mu już wszystko jedno, nie tylko nie szukał pracy - nie chciał jej znaleźć. Jego przyjazd do miasta był błędem. Poniósł całkowitą porażkę. I jeszcze Toffi, jego Toffi, zdawała się go nie dostrzegać, przestawała go kochać.

Zaczął przesiadywać do późnych godzin w barach. Pieniądze początkowo wyłudzał od Toffi i Delfina, okłamując ich, że potrzebne mu są do poszukiwań pracy. Szybko się w tym zorientowali i zamknęli usta - i portfele. Poszedł więc do pani Pameli i nad szklanka Starej Łyski opowiedział jej historię swojego upadku. Pani Pamela wzruszyła się i pożyczyła mu trochę pieniędzy. Potem przytuliła go do swojego dużego biustu i skończyło się to właśnie tak, jak myślicie. Zaczął przychodzić do niej systematycznie i za każdą wlaną w nią kroplę swojej młodości brał bez słowa stówę.

Któregoś dnia znowu wrócił do domu późnym wieczorem. Trwała wielka impreza. Było mnóstwo ludzi, znajomi Delfina i Toffi. Bawili się świetnie - oczywiście bez niego. Nie istniał dla nich, bo był mięczakiem; nie pracował, tylko się nad sobą użalał. Był dla nich nikim, toteż nikt nie zauważył jego obecności. Przechodzili przez niego jak przez powietrze, dzierżąc w dłoniach szklanki z Nalewką Dziadunia. A on mógł tylko patrzeć jak Toffi oddaje się bezprzytomnie w łazience facetowi imieniem Bert. Agrest nic nie mógł zrobić, jego ręka przeszła przez kark mężczyzny jakby była ze światła.

Dopiero gdy goście wyszli, Delfin go zauważył.

- Nie mogę w to uwierzyć, Toffi - mówił Agrest. - Jak mogłaś mi to zrobić?
- Daj spokój, to była zabawa, przyjęcie - odparła beztroskim tonem. - Tak się tutaj robi, to miasto.
- Widziałem jak posuwał cię w łazience jakiś facet. To należy do tutejszego zwyczaju? Nie mieści mi się to w głowie.
- Dlaczego nie dałeś mu w mordę? - spytał szyderczo Delfin.
- Zamknij się - szepnął Agrest. - Co masz mi do powiedzenia, Toffi?

Toffi spojrzała na niego spod rzęs. Uśmiechnęła się lekko. Atmosfera gęstniała jak stygnący kisiel. Agrest czuł, że jest bliski obłędu. Chciał wstać, potrząsnąć Toffi, dać jej w twarz, ale jego ciało napotykało taki opór materii, że nie mógł poruszyć ręką.

- Zrób coś z tym! - krzyknął z trudem do Delfina.

Delfin, poruszając się jak na zwolnionym filmie, podszedł do kuchennej szafki i wyciągnął z niej puszkę. Nacisnął pompkę i rozpylił rozrzedzacz powietrza. Zrobiło się im lekko, ręka Agresta wyskoczyła do przodu i trzasnęła Toffi w policzek. Dziewczyna roześmiała się głosem Kaczora Donalda (Delfin rozpylił za dużo gazu) i krzyknęła:

- Tak, tak, nie kocham cię i mam cię dość! Będę robić to, na co mam ochotę i przestań rościć sobie do mnie jakiekolwiek prawa!

Agrest wybiegł z domu trzaskając drzwiami.

Pani Pamela, która stała przy ścianie ze szklanką przytkniętą do ucha, uśmiechnęła się zwycięsko.

7.

Biegł ulicą, w głowie mu wirowało. Pragnął natychmiast wrócić do rodzinnej wsi, wejść do domu rodziców Toffi i krzyknąć do jej ojca: Panie Maślanka, pan mi chciał oddać swoją córkę? Nie chcę jej! I nigdy nie będę pańskim synem!

Ale wieś rodzinna była daleko i Agrest nagle rozpłakał się z bezsilności. Oparł się o latarnię i płakał nad swoim przeklętym losem.

Z tego stanu skrajnej rozpaczy wyrwało go pełne powagi chrząknięcie. Spojrzał ocierając łzy rękawem - policjant.

- Słucham - powiedział pociągając nosem.
- Tu nie wolno płakać - rzekł policjant.
- Słucham? - zdziwił się Agrest.
- Widzi pan ten znak? Oznacza on: mazgajenie się wzbronione.
- Do licha, nikt nie może zabronić mi okazywania swoich uczuć - powiedział Agrest, obsychając.
- Tak, o ile zapłaci pan mandat.
- Ile?
- Tyle.
- To dużo - zauważył Agrest.
- Łamanie prawa jest kosztowną zabawą - stwierdził policjant.
- Mam to gdzieś. Chce mi się płakać, więc płaczę.
- A więc muszę pana aresztować. Z komisariatu będzie mógł pan zadzwonić do swoich bliskich lub dalekich. Jeśli wpłacą kaucję, natychmiast pana zwolnimy.

Na posterunku Agrest został spisany i zmierzony, jak nakazuje policyjna tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Później policjant poprowadził go długim korytarzem do celi. Minęli się w nim z mężczyzną w długim prochowcu, który mruknął przez zęby zaciśnięte na tlącym się cygarze: "Siemanko, Alwin". Skręcił w odnogę korytarza, a wtedy policjant Alwin uśmiechnął się pełną gębą. Dał się słyszeć odgłos solidnej eksplozji i przekleństwo mężczyzny w prochowcu.

- To inspektor Prochowiec - wyjaśnił Alwin. - Zaopatruje się w cygara w magazynie broni twierdząc, że tak mu taniej wychodzi. Czy ja wiem - zastanowił się - wszystkie te zniszczone ubrania i zepsute uczesania... - Alwin zachichotał. - Bardzo zręczny rachunek ekonomiczny, nieprawdaż? Chodźmy, tam jest telefon.

Poszli dalej korytarzem pachnącym spalonym prochem i niechtoszlagiem Prochowca.

Policjant wrzucił do automatu monetę na nitce i polecił Agrestowi wybrać numer. Potem zręcznie wydobył monetę i oddalił się na przepisowe trzy metry w celu umożliwienia aresztantowi odbycia prywatnej rozmowy.

- Toffi, to ja - powiedział Agrest do słuchawki, którą to wzruszyło, ale raczej umiarkowanie. - Jestem w areszcie na ulicy Kapitana Kobry. Proszę cię, wpłać za mnie kaucję. Obiecuję, że wszystko zwrócę, wkrótce mam dostać pracę...

- Nie, Agrest - powiedziała zimno Toffi. - Nie wyciągniemy cię z tego. Nie wiem, co zbroiłeś i nie obchodzi mnie to. Do stu ośmiornic, musisz zacząć ponosić odpowiedzialność za swoje czyny! Nie dzwoń więcej, bo nic innego nie usłyszysz. - Odłożyła swoją słuchawkę, a słuchawka trzymana przez Agresta zrobiła bip-bip-bip.

Nawet przeklinać nauczyła się na miejski sposób - pomyślał Agrest z żalem. Nie uśmiechał mu się pobyt w areszcie, ale nie warto było rozczulać się nad sobą.

- Proszę mnie zamknąć - powiedział do policjanta.
- Nie martw się, chłopcze, te pięć dni przeleci szybko. Mam akurat wolną celę, nikt ci nie będzie dokuczać. Na twoje szczęście wczoraj odwieźliśmy do więzienia o zaostrzonym rygorze dwóch morderców francuskich piesków i gwałciciela fok.

8.

Już trzeci dzień spędzał Agrest w swoim tylko towarzystwie, grając ze sobą w szachy i czytając wypożyczoną z policyjnej biblioteki pracę modnego nowofalowego filozofa Biszkopta Winnego "O przyjaźni wśród głodomorów". Czas wypełniały mu także rozmyślania. Dużo myślał o mieście, Toffi, o sobie. Zdecydował, że natychmiast po opuszczeniu aresztu wyjedzie z miasta i wróci do rodzinnej wsi u podnóża gór. Tam zajmie się oprowadzaniem turystów po głębokich jaskiniach albo założy schronisko dla wędrowców. Znajdzie sobie miłą zaradną wiejską dziewczynę, która mu w tym pomoże i tak spędzą swoje nieskomplikowane życie.

Nieoczekiwanie tego samego dnia po południu pojawił się Delfin. Miał podkrążone oczy i wyglądał bardzo nieszczególnie. Policjant Alwin otworzył drzwi celi i powiedział do Agresta: - Jesteś wolny, chłopcze.

- Wpłaciłeś kaucję? - spytał chłodnym tonem Agrest. - Niepotrzebnie, zostały mi tylko dwa dni.
- Toffi... - powiedział Delfin nie patrząc Agrestowi w oczy. - Moja siostra jest ciężko chora. Zachorowała, gdy odszedłeś. Ona... - głos mu się załamał - jest bliska śmierci. Potrzebuje cię. Musisz jej pomóc.
- Co jej jest?
- Nie wiem.
- A lekarz?
- Lekarz? Lepszą diagnozę postawiłby motorniczy tramwaju. - Delfin wybuchnął histerycznym śmiechem. - Zarzucił mnie łacińskimi terminami, które brzmiały jak sentencje Marka Aureliusza w oryginale i którymi niewątpliwie były, i nie potrafił wydać żadnej sensownej diagnozy tłumacząc, że to jakiś wyjątkowy przypadek. A bez diagnozy nie ma leczenia! - Delfin po gwałtownym wybuchu skurczył się i oklapł. - Musisz jej pomóc, ona czeka tylko na ciebie - wyszeptał.

Z Toffi było bardzo źle. Leżała w łóżku. Jej szarą twarz pokrywały ciemne plamy. Oczy szkliły się w głębokich jamach oczodołów. Włosy powleczone były patyną.

- Boże, co jej się stało - powiedział przerażony Agrest.
- Uratuj ją, proszę! - krzyknął piskliwie Delfin wbijając palce w jego ramię.
- Odejdź.

Delfin wyszedł do łazienki, gdzie puścił wodę do wanny, by zagłuszyć łkanie.

- Toffi, Toffi, co z tobą - powiedział cicho Agrest.

Popatrzyła na niego półprzytomnie, nawet nie tak, ćwierćprzytomnie.

- Agrest - usłyszał, a z jej ust wydobył się mdlący zapach śmierci. - Jestem twoja, tylko twoja. Nie powinnam od ciebie odchodzić. Ratuj mnie, kochany, ja nie chcę umierać...

Agrest poczuł rozpacz i mdłości. Nie mógł dłużej znieść widoku oszpeconej przez chorobę Toffi, nie mógł znieść dźwięku jej głosu i rozsypujących się jak suchy piasek słów. Zerwał się na nogi z uczuciem okropnego strachu i wybiegł z mieszkania.

Szklanka pani Pameli zaparowała od ciepła trzymającej ją dłoni.

Do północy pił w barze Arystokratyczna Lesbijka za pieniądze skradzione z torebki Toffi. Jego dziewczyna umierała. Szafa grająca podskakiwała w rytmie rock'n'rolla. Całe to miasto powoli zabijało swoich mieszkańców. Dziewczyna przy barze uśmiechnęła się do niego. Barman błysnął polerowanym kieliszkiem. Trzeba uciekać, uciekać, nie pozwolić, by choroba zajęła i jego ciało.

Wrócił do domu. Delfin spał w ubraniu na fotelu obok łóżka siostry. Agrest cicho zebrał swój skromny dobytek i wziął konia za uzdę.

Pani Pamela również spała, nie wiedząc, że jej miły chłopiec ją opuszcza.

Starał się nie myśleć o Toffi, o przeżytych w mieście dniach. Podkowy grzechotały na asfalcie, czasem do rynsztoka wyskoczyła spod kopyta iskra. Im bliżej było do granic miasta, tym szybciej jechał. Wreszcie zobaczył otwartą przestrzeń i runął w nią uderzywszy konia lejcami.
 

[spis treści][do góry]
Zamów bezpłatną
PRENUMERATĘ!
(więcej informacji)
WebReporter
BizReporter
Reporter
Junior
dodajusuń


Archiwum
Chronologiczne
2002
2001
2000
1999
1998
1997
1996

s k u t e c z n a   r e k l a m a
Szukaj w Internecie
Loga i dzwonki
Kliknij!

REPORTER.PL FOTOREPORTER WEBREPORTER MAGAZYN BIZREPORTER JUNIOR FORUM SZUKAJ OGŁOSZENIA SMS
- Magazyn Reporter istnieje od 1996 r. i jest najstarszym polskim miesięcznikiem elektronicznym -