396 zdjęć w naszej
GALERII PAKERÓW
[zobacz wszystkie galerie]
255 zdjęć w naszej
GALERII DZIEWCZYN
[zobacz wszystkie galerie]

->Skazani na suplementację
->Nieżywi lekarze nie kłamią
->Dysmorfia mięśniowa
->Kulturysta naturalny!
->Trening = Walka
->Mechanika ciała
->Mroczne oblicze dopingu
->Moje przeznaczenie - moje przesłanie - Doping
->Zakwasy – czyli czy musi boleć?
->Wpływ hormonu wzrostu na mózg
->Zabójczy trening
->Trening nóg - przysiady
->Nielegalne wspomaganie - rzeczywistość...
->Motywacja Arnolda cz. III
->Motywacja... cz.II
->7 najlepszych ćwiczeń...
->Rodzaje aktywności ruchowej
->Motywacja do treningu wg Arnolda
->Wpływ treningu na poziom hormonu wzrostu
->Miejsce wytwarzania hormonu wzrostu.
->Pozytywny wpływ hormonu wzrostu
->Motywacja podczas treningu
->Doping, a sport
->Kulturystyka, która nie powróci...
->Jak przyjmować kreatynę
->Efedryna i kofeina
->Glutamina.
->Ektomorfik, Mezomorfik, Endomorfik...
->Ćwiczenia na siłowni a wzrost.
->Czy alkohol tuczy?
->Odżywki, suplementy i inne...
->Zasady Joe Weidera
->Stagnacja...
->Znaczenie wody w treningu sportowym.
->Oporni na przyrosty
->7 rad na piękny brzuch
->Suplementy
->Prohormony
->Core board...
->Co warto wiedzieć o testosteronie – najczęściej używanym środku dopingującym...
->Jak rozpocząć swoją przygodę z siłownią? Od czego zacząć?
->Mistrzostwa Świata Mężczyzn w Kulturystyce - Yangon, Myanmar
24-25.11.2001 rok.

->Zanim przystąpisz do ćwiczeń
->Wskazówki dla początkujacych

->Lee Haney - Grzbiet
->Samir Bannout - Łydki
->Chris Dickerson - Talia
->Frank Zane - Rzeźba ciała
->Franco Columbu - Uda
->Arnold Schwarzenegger - Klatka piersiowa
->Sergio Oliva - Tricepsy
->Larry Scott - Bicepsy
->Tak to się zaczeło

Kariera


      Fenomen Arnolda Schwarzeneggera uosabia złożoność prób ustalenia, o co właściwie chodziło Venus z Milo. Podczas gdy Sylvester Stallone, czasami jego rywal filmowy, a także partner w interesach, grywał chwiejnego Rocky'ego, prawdziwym Rocky'm był właśnie Arnold. Ów małomiasteczkowy Austriak zdołał wdrapać się na sam szczyt kulturystycznego świata i - wbrew wszystkim przeciwnościom (Te okropne mięśnie! Ten okropny akcent! To okropnie trudne nazwisko!) - podbił Hollywoodzką cytadelę, by stać się najlepiej zarabiającą gwiazdą filmową.
      W "przedterminatorowskim" okresie lat siedemdziesiątych jego przeciwnicy nie zdawali sobie sprawy z tego, że ten olbrzym już miał w kieszeni dyplom Wydzialu Ekonomicznego Uniwersytetu w Wisconsin. Krytycy nie podejrzewali go o przedsiębiorczość w salonach Hollywoodu dorównującą zapałowi, z jakim trenował swoje 56-centymetrowe bicepsy na siłowni Gold's Gym w Santa Monica. Nie wiedzieli też o tym, że zgromadził już wtedy pokaźny majątek w postaci nieruchomości w Los Angeles, San Francisco oraz Denver. Nawet nie śniło im się, że któregoś dnia będzie miał własną i bardzo modną restaurację Schatzi nad Menem w Santa Monica, albo że stanie się "znaczącym akcjonariuszem" światowej sieci restauracji "Planet Hollywood".
      Niedowiarki nie powinni jednak być zbyt surowo ukarani. Mieli bowiem rację: muskularny bysior z ciężkim austriackim akcentem i nazwiskiem, od którego język może kołkiem stanąć, ma równie duże szanse zostania gwiazdą filmową co, na przyklad, "wżenienia się" w "królewską" rodzinę Ameryki - Kennedych. Bądźmy szczerzy: ci ze świata kulturystyki, którzy pragnęli jego sukcesu w tym sporcie, gdyż jego postać przyniosłaby im chwałę, może i chcieli, żeby mu się udało w Hollywood, jednak żadnemu z nich się nie śniło, że stanie się jednym z najbardziej wpływowych członków rodziny Kennedych. Wielu będzie temu zaprzeczało, ale nie doceniono enigmy pt. Arnold Schwarzenegger. Napotykając na coś niezrozumiałego Brytyjczycy zwykle mówią: "Jak on to zrobił, Stanley?"

WCZESNY ARNOLD


      Arnold Schwarzenegger przyszedł na świat w małym miasteczku Thal (ludność 1.200 mieszkańców) w austriackim kraju związkowym Srytia 30 lipca 1947 roku. Był synem Gustava Schwarzeneggera, szefa lokalnej policji, i Aurelii, i miał starszego brata Meinharda, urodzonego 17 lipca 1946 roku, który zginął w wypadku samochodowym w maju 1971 roku.
      Arnold opisuje lata dzieciństwa następująco: "Zawsze wykazywałem dużo energii i ciągle miałem ochotę na zabawę". Owa energia została później zainwestowana w różne gry zespołowe aż do momentu, gdy w wieku piętnastu lat natknął się na kulturystykę, która miała być sposobem na ukształtowanie mięśni nóg do gry w piłkę nożną. Na początku, zanim przeszedł do kulturystyki, trenował podnoszenie ciężarów. "Ciężko trenowałem i twardo postanowiłem zwyciężyć w zawodach Junior Mr. Europa oraz Mr. Universe. Miałem wielkie wizje i plany i rozpierała mnie radość."
      Pierwszy konkurs, w którym uczestniczył jako ciężarowiec, odbył się w sali piwiarni w Graz (najważniejszym mieście kraju związkowego, 7 kilometrów od Thal) na początku 1963 roku. "To było niezapomniane doświadczenie" - wspomina Arnold. "W sali przebywało 200 ludzi, siedzieli, pili, palili i okrzykami dodawali uczestnikom konkursu otuchy".
      Przedtem Arnolda stać było na podniesienie 68 kilogramów. Jednak pod wpływem dopingującego tłumu dźwignął aż 75 kilogramów i tym samym pobudzony został jego apetyt na sukces.
      "Niewiarygodne, jak wspaniałym uczuciem było bycie w centrum uwagi takiego tłumu" - przeżywa na nowo Arnold. "Jednocześnie przyjąłem to jako przeznaczenie. Pomyślałem sobie: Tak, jestem na dobrej drodze do tytułu Mr. Universe! Tak właśnie miało być."
      Wspominając ten wczesny entuzjazm twierdzi: "Będąc w tak młodym wieku zazwyczaj się nie myśli. Nie analizuje się siebie samego. Dopiero gdzieś około trzydziestki człowiek zaczyna się oglądać do tyłu i dociera do niego: "To zadziwiające, jak mi się udało wydostać z Austrii, kraju bez tradycji kulturystycznej, i stać się najlepszym na świecie. To wprost niedorzeczne. Rozumiem - jakiś mistrz narciarstwa czy też gwiazda piłki nożnej z Austrii, ale mistrz kulturystyki? To się po prostu nie zdarza."

AMERYKAŃSKI MARZYCIEL


     W wieku 16 lat Arnold czynił starania w celu uzyskania wizy wyjazdowej. "Nawet zanim zacząłem uprawiać kulturystykę, oglądałem wyświetlane w szkole filmy dokumentalne o Ameryce i nie mogłem się doczekać, żeby tam pojechać. Już wtedy odnosiłem wrażenie, że urodziłem się w złym miejscu i że powinienem dorastać właśnie w Ameryce. Mój przyjazd do tego kraju był moim marzeniem."
     "I wówczas to odkryłem kulturystykę, tak amerykański przecież sport, i pomyślałem sobie, że gdybym był w nim dobry, to mógłby się stać moim paszportem do Ameryki. Oglądałem czasopisma Joe Weidera zawierające fantastyczne wręcz artykuły. Czytałem, jak Joe trenował tego czy tamtego mistrza, jak brali suplementy i jak ich wysyłano do Kliniki Badawczej Weidera." śmieje się: „Myślałem, że ta klinika to jakieś olbrzymie centrum badawcze gdzieś w Ameryce, związane z przemysłem filmowym, w którym pełno jest facetów pragnątych zostać Herkulesami. Nastolatkowie zazwyczaj mają takie dziwne wizje i wyobrażenia. Nieważne, że były błędne, skoro motywowały mnie do wyjazdu do Ameryki."
     "Gdy po raz pierwszy tam dotarłem w 1968 roku, od razu poczułem się jak u siebie - i czułem, że tak właśnie miało być od samego początku. Kulturystyka była moim biletem do Ameryki i miała być biletem do następnego etapu, którym był film." W 1983 roku Arnold Schwarzenegger otrzymał amerykańskie obywatelstwo.

LONDYN WZYWA


     Jednak zanim wylądował w Ameryce, musiał najpierw podbić Europę. W 1965 roku zaanektował tytuł Junior Mr. Europa, a w 1966 wtargnął do swojego pierwszego konkursu Mr. Universe w Londynie. Biorąc pod uwagę plon w postaci siedmiu tytułów Mr. Olympia, jednego Mr. World oraz sześć tytułów Mr. Universe, trudno zrozumieć, dlaczego tak wryły się Arnoldowi w pamięć owe zawody z 1966 roku, których zresztą nie wygrał. Wytłumaczył dlaczego, ale - będąc wprawionym gawędziarzem - najpierw sięgnął pamięcią wstecz, by zrobić małe wprowadzenie.
     "Od samego już początku przeglądałem czasopisma z fotografiami Steve'a Reevesa, Rega Parka i Jacka Dellingera z zawodów Mr. Universe. Wyobrażałem sobie swoją twarz przyklejoną do ich ciał i że to ja pozuję na scenie na tradycyjnie czarnym tle z napisem NABBA. Wokół mnie byłoby ze stu innych kulturystów, ale to moje nazwisko wykrzykiwałby tłum widzów. Stałbym w świetle reflektorów w pełnej okazałości i chwale. W tych wizjach upatruję źródło radości, jaką czerpię z kulturystyki. Z każdym powtórzeniem zbliżałem się bowiem do zrealizowania tych marzeń bycia w samym centrum uwagi na zawodach Mr. Universe."
     "Osiągnąłem ten cel podczas zawodów Mr. Universe w 1966 roku, kiedy to zająłem drugie miejsce [w klasie amatorskiej wysokich mężczyzn] za Chetem Yortonem, który bez cienia wątpliwości był wówczas lepszy ode mnie. Jednak to ja skupiałem uwagę wszystkich, bo on miał 28 lat i był już znany, a ja miałem zaledwie 19 lat i 50 centymetrów w obwodzie ramienia i silną budowę ciała - sensacja, o której nikt jesz- cze nie słyszał. Trzykrotnie mnie wywoływano, bym pozował (dwa razy bisowałem), co nigdy wcześniej się nie zdarzało."
     Zaczyna coraz żywiej i szybciej opowiadać, cofając się w czasie o ponad trzy dekady i smakując na nowo owe najsłodsze momenty. "To wszystko wydarzyło się w ogromnym teatrze (prestiżowym Teatrze Pałacu Wiktorii i londyńskim West Endzie) wypełnionym trzema tysiącami rozwrzeszczanych fanów. Gdy tak stałem przed widownią, moje wizje z młodości stawały się rzeczywistością. Czułem się jak King Kong. Jak tylko wyszedłem zza kulis, czekały na mnie setki wielbicieli proszących o autograf - po raz pierwszy zresztą w moim życiu. Wracałem do hotelu razem z innymi kulturystami, którzy gratulowali mi i pytali, jak udało mi się zbudować takie ramiona i mięśnie piersiowe." Nieomalie wzdycha. "To były naprawdę wspaniałe chwile - najbardziej niewiarygodne doświadczenie."
     Usłyszawszy o szczytowym momencie w jego karierze trudno było się oprzeć pokusie spytania o najgorszy. I znowu było to zajęcie drugiego miejsca po Franku Zane na zawodach IFBB Mr. Universe w Miami w 1968 roku.
     Arnold przedstawia ową porażkę spokojniejszym już tonem: "Jestem pewien, że jeśli przegrywałem, to przegrywałem sprawiedliwie, nigdy mnie nie oszukano. Nie załamałem się po zajęciu drugiego miejsca po Checie Yortonie, gdyż szczytem moich marzeń było uplasowanie się w pierwszej szóstce, a Yorton był zdecydowanie lepszy ode mnie. Gdy przegrałem z Sergio Olivą (Mr. Olympia w 1969 roku), był to sprawiedliwy wynik. Był wówczas wyraźnie lepszy niż ja. Jednak gdy przegrałem z Frankiem Zane, nie mogłem wprost pojąć, jak ten kurdupel mógł mnie pobić. (Z wagą 90 kilogramów był lżejszy od Arnolda o około 22 kilogramy.) Dopiero później, gdy poznałem znaczenie jakości, gdy doceniłem wagę proporcji, posiadania wspaniałych mięśni brzucha czy łydek, zrozumiałem, dlaczego doświadczeni sędziowie wybrali wtedy właśnie Franka. Wygrał sprawiedliwie lecz w dniu zawodów nie dostrzegłem tego i będąc w obcym kraju tysiące kilometrów z dala od domu czułem się zdruzgotany."
     Jakkolwiek załamany by nie był, zdobył już wtedy poparcie Joe Weidera, który mimo porażki z Zane'm uważał, że Arnold obdarzony jest "umysłem i sercem mistrza". I tak dwudziestojednolatek przeniósł się z pomocą Joe Weidera do Santa Monica.
     Uczenie się na własnych błędach to cecha charakterystyczna Schwarzeneggera, co zresztą potwierdza fakt, iż nigdy nie przegrał dwukrotnie z tym samym zawodnikiem. W ciągu dwóch lat zdołał wypracować mięśnie brzucha, łydek i w ogóle proporcje ciała jakości wystarczającej, by wydrzeć Olivie tytuł Mr. Olympia. Żądny sukcesu Austriak miał już nigdy więcej nie przegrać.
     Chwytliwym powiedzeniem Arnolda Schwarzeneggera jest "Jeszcze powrócę", choć dewizą życiową jest raczej stwierdzenie "Nigdy nie oglądaj się do tyłu". W ten sposób określił swoją strategię zawodów kulturystycznych: "Działalem głównie w oparciu o instynkt. A moim podstawowym wówczas instynktem bylo wygrywanie; wyeliminowanie jakiejkolwiek konkurencji; zniszczenie wroga i parcie do przodu bez żadnej oznaki zawahania."
      Najbardziej pokazowymi mięśniami w kulturystyce są bicepsy i mięśnie klatki piersiowej. Arnold mial bez wątpienia najlepsze mięśnie piersiowe i bicepsy, jakże fani tego sportu kiedykolwiek ujrzeli. Zbieg okoliczności? Nie sądzę! Arnold umiał wykorzystać mgądrość ulicy i siłowni. Jego mistrzowski program kulturystyczny nie był skomplikowany. Wykorzystać najlepsze pokazowe mięfnie, maksymalnie eksploatować mocne strony, zignorować słabostki, pozwolić działać swojej charyzmie. Nigdy nie należy zmieniać sposobu, który przynosi efekty; dopracowywać, udoskonalać - tak, ale nigdy porzucić. Nigdy, przenigdy nie sprawiać innego wrażenia jak to, że pozostali faceci są tam wyłącznie po to, by zająć drugie miejsce, i w ten sposób zsubiektywizować z założenia obiektywne sędziowanie zawodów kulturystycznych. Jak inaczej bowiem można by wytłumaczyć jedno z najbardziej kontrowersyjnych zwycięstw w historii, gdy Arnold powrócił w 1980 roku do zawodów Mr. Olympia? Konkurs nie byt ustawiony. Jedyne, co krytycy mieli mu do zarzucenia, to ta postawa - "Jestem pierwszy, co mnie pozostali obchodzą?"

PIERWSZA LIGA


     Uzbierawszy sześć tytułów Mr. Olympia pod rząd Arnold stawał się obiektem zainteresowania ważniejszych przedstawicieli świata sportu. W 1974 roku George Butler i Charles Gaines wydali "Wyciskanie żelaza: Sztuka i Sport Kulturystyki", w której Arnold wystąpił u boku innych ówczesnych czołowych kulturystów. Książka stała się bestsellerem. Nagle Arnold wszystkich olśniewał i przebywał wśród takich osobistości jak Jack Nicholson, Jeff Brigdes, Sally Field, Candice Bergen czy Andy Warhol. Udzielił telewizyjnego wywiadu Barbarze Walters w programie NBC "Today" ("Dziś") i był bohaterem artykułu w "Sports Illustarted". Apogeum gwiazdorstwa Arnolda jako kulturysty nastąpiło w momencie ukazania się "Wyci skania żelaza" w 1977 roku, wyreżyserowanej przez Butlera kroniki filmowej z zawodów Mr. Olympia w 1975 roku. Stała się wręcz kultowym przebojem. Następnego roku jego autobiografia pt. "Arnold: Edukacja Kulturysty" wspięła się na szczyt list bestsellerów.
     Przy okazji 20-lecia filmu "Wyciskanie żelaza" spytano Arnolda o jego znaczenie. Czy publiczność z późnych lat siedemdziesiątych była już gotowa na tak bliskie spotkanie z kulturystyką, gdy rewolucja fitnessowa była jeszcze w powijakach? Czy ktoś inny mógłby wystąpić w tym filmie?. Bez udawanej skromności Arnold udzielił na to pytanie odpowiedzi, której wszyscy mogli się spodziewać.
     "Nie przechwalając się... to chodziło o mnie. George (Butler) zrobił "Wyciskanie żelaza II: Kobiety" (w 1985 roku), jednak film ten odniósł porażkę. Nikogo nie zdołał zainteresować zainteresować. Film "Wyciskanie żelaza zawdzięcza swój sukces mojej osobowości oraz radości i miłości do tego, co robiłem. Byłem po prostu facetem, który był tak szczęśliwy, że nie mógł się doczekać, by opowiedzieć innym o tym wspaniałym sporcie. Na ekranie ze wszystkimi igrałem - to wszystko było wyreżyserowane; to nie byłem ja. Dlatego też nazwaliśmy to "dokudramatem'. Wiele scen w „Wyciskaniu żelaza" było odgrywanych. Była to jednak dla mnie szansa pokazania, czy w ogóle mogę grać i czy mogę skłonić wszystkich, by uwierzyli w to, co opowiadam."
     "Chciałem sprawdzić, czy uwierzą w to, co mówiłem o śmierci ojca (w filmie Arnold opowiedział, że nie był na pogrzebie ojca w 1972 roku z powodu zbliżającego się konkursu; później zaś wytłumaczył, że to było jedynie dla efektu, dla podkreślenia potęgi koncentracji wymaganej u mistrza), czy uwierzą w to, że jestem silniejszy psychicznie od Lou Ferrigno, że chcę być, tak jak Jezus czy Kennedy, nieśmiertelny - być może jednak mam jakieś zadatki na aktora?"
      To, czy miał do zaoferowania zdolności aktorskie, zostało potwierdzone zdobyciem nagrody Golden Globe w 1977 roku za najlepszy debiut w filmie "Stay Hungry". Wspinaczka Arnolda na szczyt była spektakularna, jednak pomimo nagrody Golden Globe nie stał się sensacją w świecie filmu. Przynajmniej nie przed 1984 rokiem, kiedy pojawił się na ekranach film pt. "Terminator" i zaczął odnosić sukces finansowy.
     W latach osiemdziesiątych rewolucyjna wręcz technologia trylogii "Gwiezdnych Wojen" zachę- cala Hollywood do poszukiwań jeszcze bardziej spektakularnych efektów specjalnych. Gdyby nie było Arnolda Schwarzeneggera, z tym wyglądem futurystycznym jakby z innego świata, z ciałem wprost z ery kosmicznej, z tym akcentem, ze stanowiącym fonetyczne wyzwanie nazwiskiem - a więc elementami stanowiącymi niegdyś barierę dla jego kariery w filmie - ekipa od efektów specjalnych wymyśliłaby taką samą postać. Jak to ujął Steven de Souza, autor "Commando" i "Running Man", "Arnold był najlepszym z efektów specjalnych".
     Arnold schwytał otwierające się możliwości w obie dlonie. Postępując tak, jak w kulturystyce, grał wyłącznie na swoich mocnych stronach. Nie próbowal nawet konkurować z Robertem de Niro, Alem Pacino i innymi; wykreował swoją własną niszę i postać, w przypadku których nikt inny nie mógł z nim konkurować. Nie byliśmy świadkami tego, jak Arnold starał się o Oskara, czy też ubiegał się o rolę Makbeta. Tak jak w swojej karierze kulturystycznej, wydzielił własne terytorium i zdystanrowal ewentualnych konkurentów. Za- równo w kulturystyce, jak i w filmie akcji, był sobie Arnold i byli sobie jacyś inni faceci.

ŻYCIE ZACZYNA SIĘ PO PIĘĆDZIESIˇTCE


      Dziś Arnold jest uosobieniem zadowolonego rodzinnego faceta. Ożenił się z dziennikarką NBC-TV Marią Shriver, z którą żyje w przestrzennej posiadłości w Pacific Palisades w Kalifornii wraz z trójką dzieci: siedmioletnią Katherine, pięcioletnią Christine i trzyletnim Patrickiem.
     W przeciwieństwie, a przynajmniej odmiennie do opinii o nim jako strategu-planiście twierdzi: "Jestem zdecydowanie osobą, która nie lubi wiedzieć, co się ma zaraz wydarzyć. Improwizuję, co utrudnia życie otaczającym mnie osobom. Lubię mieć ogólne pojęcie na jakiś temat, lecz nie muszę znać szczegółów, ani tego, jak krok po kroku do czegoś dojść. Uwielbiam niespodzianki, niepewność następnej chwili. Dlatego też nigdy nie podpisuję kontraktów na pięć filmów pod rząd albo nie występuję w serialu telewizyjnym, podejmując zobowiązania w ten sposób na dłuższy czas - nie chcę wiedzieć, jakie będzie jutro. Uwielbiam zagadkę, niespodzianki. Uwielbiam swój sport, uwielbiam swoją pracę, uwielbiam swoją rodzinę. Od pierwszego dnia życie było fascynujące i wciąż będę odnajdywał radość we wszystkim, co robię."
      Arnold Schwarzenegger dość ironicznie skomentował "Dziennikarze - znam ich na wylot, zresztą sypiam z jedną z nich" i trzeba przyznać, że umie manipulować prasą tak dobrze, jak obraca w palcach kubańskie cygaro Romeo y Julieta. Od zarania kariery kulturysty wykazywał zdolność sprawiania, by media przedstawiały taki obraz jego osoby, jaki chciał. Weźmy na przykład wspomniane wyżej zawody Mr. Olympia z 1980 roku. Początkowo sprawozdania z tego wydarzenia opisywały je jako czarny dzień dla kulturystyki jednak po uplywie zaledwie roku media pod dyrekcją Schwarzeneggera praktycznie od nowa przepisaly historię zawodów zastępując obraz szczęściarza w image supermana. Dziś Arnold swobodnie nawiązuje do swojej kariery jako Mr. Olympia, ale raczej koncentruje się na okresie 1970-75 unikając 1980 roku.
     Nigdy nie zmieniaj programu, który przynosi sukces! Mając kontrolę nad tym, jak przedstawiają go media świata kulturystyki, czy to dziwne, że Arnold kontynuował swoją politykę w rozgrywkach ze światową prasą? Nie ulega wąptpliwości fakt, iż Arnold świetnie zbudował swoje ciało i tak samo wspaniale buduje swój image. Skoro praca światowa to kupuje i tańczy tak, jak jej zagra Arnold, ta niby dlaczego by miał zmieniać swoją strategię?

Z BÓLU W RADO¦Ć


      Radość? Albert Busek, wydawca niemieckiego "Sport Revue", który zna Arnolda odkąd jeszcze jako młodzieniec przeprowadził się do Monachium w 1966 roku, twierdzi, że jeśli miałby określić Arnolda jednym słowem, użyłby na pewno słowa "radość".
     Z kolei Jim Lorimer współpromotor Arnold Fitness Weekendu i bliski przyjaciel Arnolda od 1970 roku uważa, że odróżnia go od innych ludzi zdolność bycia szczęśliwym. Odnajduje on bowiem radość we wszystkim, co robi.
     Na początku lat siedemdziesiątych Arnold miał powiedzieć Joe Weiderowi: "Nie zazdroszczę ci tej presji życia businessmena. Dla mnie wszystko, co robię, musi przynosić mi radość."
     Skąd ta żądza radości i zdolność jej osiągania? Być może Karlowi Gerstlowi udało się rozwikłać tę zagadkę. Gerstl miał 28 lat i był pełaym entuzjazmu członkiem klubu Athletic Union Gym w Graz, gdy po raz pierwszy pojawił się na siłowni piętnastoletni Schwarzenegger latem 1962 roku. Gerstl został partnerem treningowym Arnolda i tłumaczył mu z angielskiego artykuły z "Musde Builder/Power" (prekursora "Musde & Fitness").
     Według wspomnień Gerstla 68-kilogramowy młodzieniec o wzroście 180 centymetrów wykazywał niską odporność na ból. Młodzieniec się jednak nie poddał i budowa jego ciała ulegała poprawie, co - jak wspomina Gerstl - stanowiło dla niego poważny bodziec do cięższej pracy. Uczucie bólu zastąpił sobie uczuciem radości."
     Arnold dodaje: "Zanim jeszcze zacząłem uczestniczyć w zawodach, myślałem sobie, że każde powtórzenie jest krokiem w kierunku osiągnięcia postawionego sobie celu w postaci tytułu najlepszego kulturysty na świecie. To właśnie źródło radości z trenowania."
     To zabrzmi niewiarygodnie, ale trzy zasady, których stosowanie prowadzi według Arnolda do życiowego sukcesu (ciężka praca, wiara w siebie i pozytywne myślenie) zrodziły się w prymitywnych warunkach siłowni w Graz, gdzie niczym alchemik przeistaczał ból w radość. Podobnie jak ma masochista, który preferuje zimny prysznic, Arnold wypracowal robie dość dwuznaczny sposób pojmowania bólu i zaakceptowal go jako dowód na czynienie radosnych postępów. Zwolennicy Freuda być może będą uważali, że skoro wychowywał się w katolickiej rodzinie, posiada zdolności psychicznego samobiczowania i doktorat z poczucia winy, lub coś w tym stylu. Czy istnieją jednak jakieś granice tego przeobrażania bólu w radość? Jego stwierdzenie w "Wyciskaniu żelaza": "wyciskanie jest jak orgazm" mówi samo za siebie. Czy można dalej przesunąć tę granicę?
     Wytłumaczenie, że Arnold odnióśł sukces, ponieważ umiał odpowiednio podejść do każdego zadania i wykonać je w atmosferze radości, może się wydawać nieco faustowskie i uproszczone, jednak wszyscy, którzy mieli okazję go poznać w ciągu tych trzydziestu już lat przebywania w centrum uwagi opinii publicznej, zgodnie potwierdzają jego poczucie humoru i zdolność czerpania szczęścia i zadowolenia z tego, co robi. W porządku, czarami niektórzy się cieszą z byle czego i ma się ochotę ich za to pobić, jednak Arnold wciąż utrzymuje niezmiennie tę aurę radości zarówno przed kamerą, jak ż podczas występów przy okazji Specjalnych Igrzysk Olimpijskich lub imprez organizowanych dla dzieci z miasta.
     Jeśli jego radość nie jest autentyczna, to w Hollywood powinien dostać Oscara dla najlepszego aktora.

JEDEN JEDYNY ARNOLD


      Prosząc Arnolda o sprecyzowanie tajemnicy swojego sukcesu, a on odparł: "Nie potrafię dać jednej uczciwej odpowiedzi, mogę jedynie się domyślać, że może chodzi tu o dorastanie w małej miejscowości albo o bycie drugim dzieckiem, które musi rywalizować ze starszym bratem (niektóre źródła potwierdzają fakt, że jego starszy brat Meinhard był tym "ulubionym" synem}, albo też chęć zrobienia wrażenia na rodzicach czy też skupienia na sobie uwagi. Każdy z tych czynników lub ich kombinacja mogą być potencjalnymi przyczynami, choć nie mam pojęcia, który z nich. Wydaje mi się, że mój sukces został mi dany przez bogów."
     Właśnie! Nawet jeśli Arnold pasowałby do teorii chłopca z małej miejscowości, rywalizującego ze starszym rodzeństwem, poddawanego presji ze strony rodziców, teorii, które można by zastosować do milionów młodzieńców urodzonych w surowej i rozdartej wojną Europie w późnych latach czterdziestych - to przecież narodził się tylko jeden jedyny Arnold Schwarzenegger.
     Na dobrą sprawę można też próbować dojść, skąd Sinatra wytrzasnął taki głos albo gdzie Muhamed Ali nauczył się tak boksować. Spróbuj odnieść ich sukces do warunków ich dzieciństwa i macie gotowe odpowiedzi. Tylko dlaczego nie mieliśmy całego chóru niebieskookich śpiewaków pochodzących z Hoboken w stanie New Jersey na początku lat czterdziestych? I dlączego Louisville w Kentucky nie wydał na świat całego zastępu bokserów wagi ciężkiej pod koniec lat sześćdziesiątych? A co do teorii determinacji przyszłości przez warunki otoczenia - dlaczego żaden z pozostałych ośmiu Mr. Olympia nie stał się gwiazdą Hollywoodu?
      Arnold Schwarzenegger może i jest jednym z najbardziej dochodowych aktywów Hollywoodu, jedną z najbardziej znanych na świecie twarzy, jednak a wiele dlużej był kulturystą, aniżeli gwiazdorem filmowym. A wiecie co? On wciąż jest kulturystą - jefli nie wysmarowany oliwką i w obcisłych slipach, to na pewno kulturystą gdzieś w duchu.
      Kulturyści nie roztrząsają porażek i nie pomniejszają swych osiągnięć. W kulturystyce wyolbrzymia się swoje mocne strony. Kulturyści posługują się iluzją: kladą nacisk na jedną część ciała ukrywając jednocześnie inną. Są mistrzami w utrzymywaniu, że ramię o obwodzie 48 centymetrów ma naprawdę 50 centymetrów, że wyciskając 160 kilogramów na ławeczce wyciskają w rzeczywistości 180 kilogramów. Arnold osiągnął status mistrza kulturystyki, ponieważ opanował sztukę sprawiania wrażenia większego niż jest w rzeczywistości. Czyż można wymyślić lepsze przygotowanie do roli gwiazdora w Hollywood, gdzie większe znaczy lepsze?
      Inne wspaniałe męskie ikony drugiej połowy dwudziestego wieku - Elvis, Sinatra, Ali i Beatlesi - przeszły proces ponownego odkrycia. Arnold nie tylko opanowal tę sztukę, ale nieomalże ponownie odkryl "ponowne odkrycie". Jedynie Michael Jackson zdystansował Arnolda w kwestii ponownego odkrycia - ale nie będziemy się na ten temat rozpisywać.
     W tym ponownym odkrywaniu siebie samego Arnold doskonalił swoje zdolności marketingowe. Czy to, co słyszymy, to rzeczywiście historia czy też jego opowieści? Co zresztą za różnica? W opanowanych przez sławę i pieniądze latach dziewięćdziesiątych, kiedy liczy się ilość, kiedy marketing produktu jest ważniejszy od samego produktu, kiedy nawet Prezydent Stanów Zjednoczonych wygląda na szrocie samochodowym jak u siebie w domu, Arnold stał się, niech mu Bozia blogosławi, najlepszym sprzedawcą Hollywoodu. To, co robił i czyni dalej jest jedynie przedłużeniem jego przygody z kulturystyką. świat filmu jest o wiele większy, ale za to w swej materii wcale się nie różni od świata kulturystyki.

SAMOWYSTARCZALNY


      W przeszłości usiłowano znaleźć ciemniejszą stronę Arnolda. Przecież nawet Matka Teresa stawała się ofiarą sensacyjnych plotek, a niektórzy uważają, że sam papież ukrywa gdzieś w Watykanie jakieś szkielety. Nikt nie jest doskonały. Lecz jeśli go kochasz, nienawidzisz lub jeśli nawet w ogóle cię nie obchodzi, musisz przyznać, że jest jedyny w swoim rodzaju. Samodzielnie zbudował swoje ciało, swój umysł i swoje uczucia.
      "Nigdzie bym nie zaszedł bez przejścia najpierw przez te wszystkie lata kulturystyki. Te lata ciężkich treningów i zwyciężania w konkursach, te lata bycia poddawanym różnym testom człowieczeństwa, moralnego zdrowia, siły charakteru, konsekwencji, sprawdzianom na zdolność stawiania sobie celów i osiągania ich bez względu na przeciwności - to wszystko czyni człowieka silnym.
     "To jak w przypadku miecza samurajskiego. Przechodzi przez tak wiele sprawdzianów: jest podgrzewany, bity, kuty i klepany młotem, ostrzony, wkładany w ogień, a następnie w wodę i w lód i znowu klepany, bity, kuty. Cały ten proces... cała ta praca włożona w jego wyprodukowanie sprawiają, że miecze samurajskie - te prawdziwe - są tak drogie. Tak samo jest z charakterem człowieka. Taka sama praca wkładana jest w kształtowanie i hartowanie charakteru tak, aby dać poczucie pewności i wartości. Aby móc każdego ranka stanąć przed lustrem i powiedzieć: "Jestem wielki! Udało mi się! Przeszedłem przez test i wyszedłem z tego cało!" Wydaje mi się, że dzięki mojemu zapleczu kulturystycznemu łatwiej mi jest osiągnąć stawiany sobie cel niż komuś, kto nie przeszedł w życiu tego, co ja."
     "Dlatego też mam obecnie ustabilizowane życie; nawet wobec burzliwych wzlotów i upadków, które przecież zdarzają się w karierze każdego, gdy się pracuje w tej branży. Branży, w której cały świat przygląda ci się przez mikroskop, rozbiera cię na części pierwsze i gotów jest cię zmiażdżyć. Jestem w stanie wytrzymać takie katorgi lepiej niż ktoś pozbawiony podobnego co ja zaplecza atletycznego, kulturystycznego, niż ktoś, kto nie trenował do Mr. Olympia. W ten oto sposób nigdy nie uciekałem się do narkotyków czy alkoholu lub innych świństw, za które łapią się ci, którzy nie mogą sobie poradzić z presją, wzlotami i upadkami życia. Moja miłość i szacunek do sportu wypływa stąd, że wszystko, co w życiu osiągnąłem, wzięło początek z kulturystyki."
      To jedynie prawdziwa psychika kulturysty prowadzi Arnolda do przodu. Całkowita pewność siebie, głęboko zakorzeniona etyka pracy, pozytywne myślenie i zaufanie do wypróbowanych metod popartych systematycznym powtarzaniem, są elementami programu kulturystycznego. Stanowią także podstawę funkcjonowania w Hollywood.
      Tak więc przy okazji jego pięćdziesiątych urodzin można śmiało powiedzieć, że Arnold Schwarzenegger jest wciąż przede wszystkim kulturystą, a raczej Kulturystą przex wielkie "K".



www.bodybuilding.pl - Projekt i wykonanie: digital.labs [2001-2002]