Moim zdaniem, zdaniem wielu - kulturystyka przeżywa teraz kryzys. Na najbardziej znanych zawodach kulturystycznych Mr. Olympia niestety doceniani są przede wszystkim kulturyści o ogromnej masie. Według statystycznych danych waga przeciętnego kulturysty co 10 lat wzrasta o 4,5 kg, czyli w przeciągu 50 lat wzrosła prawie o 50 kg, aż 50 kg!!!
Wystarczy porównać dwóch kulturystów z tych epok - Reg Park vs Ronnie Coleman. Różnica jest widoczna gołym okiem.
Zastanawiam się czy słowo kulturystyka w niektórych kręgach sportowych jeszcze coś oznacza. Przecież niecałe 50-60 lat temu to słowo "kulturystyka" oznaczała piękną, zharmonizowaną sylwetkę, a mięśnie miały większe znaczenie niż tylko wizualne. Odznaczały się kiedys giętkościa, w zawodach na najbardziej umięśnionego sportowca były przeznaczone temu zawody, porównania siły itp.
Nie było mowy o dobrej diecie, jedyne co było dostępne to własne umiejętności, silna wola, chęć walki. A przecież to jest własnie najwazniejsze, to dzięki temu zdobywa się upragniony cel. Nieważne czy jest nim wygranie zawodów, wspięcie się na wysoką górę czy bycie dobrym ojcem. Należy poprostu tego pragnąć- tylko to jest niezbędne.
Tamten okres charakteryzował się zdrową rywalizacją, brak dopingu wydobył z tego sportu to co najpiękniejsze. Wygrać zawody mógł każdy, wystarczy tylko szczere chęci.
Było wielu wspaniałych kulturystów takich jak wyżej wspomniany Reg Park, Vince Gironda. Błędem było by pominąć polskich sportowców takich jak Wiesław Chałas, Henryk Szczepański, Jan Włodarek, Przemysław Kwiatkowski, Mieczysław i Bogusław Krydzyńscy .... . Mógłbym tak wyliczać w nieskończoność. To są postacie o których nie powinniśmy zapomnieć.
Każdy młody chłopak mógł spróbowac swoich sił i wiedział, że ma sznasę, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od niego.
Niestety coraz częściej dochodzę do wniosku, że to już jest przeszłość. Coraz częściej młodzi adepci kulturystyki myślą o dopingu, często wręcz jest to pierwsza myśl jaka nasuwa im się. Pragną być lepiej zbudowani, nie więksi (tak to dobre słowo) od swoich kolegów. Czasami pragną zaimponować dziewczynom. Często za sprawą swoich "doświadczonych" (tzw. ekspertów) kolegów sięgają po doping. Jednakże najczęściej nie wiedzą co tak naprawdę oznacza "koks". Czasami nie wiedzą o skutkach ubocznych jakie mogą wystapić (czyt. zawsze takie są). Brak wiedzy na temat brania odpowiednich ilości. A w rzeczywistości biorą wręcz niewyobrażalne ilości koksu. Sądząc, że im więcej wezmą tym szybszy będzie przyrost, wieksze mięśnie itd. To co opisałem jest coraz bardziej powszechniejsze, coraz częściej można spotkać takich zapaleńców w klubach. Prawda jest taka, że ci młodzi zapaleńcy nie wiedzą czym tak naprawdę może stać się życie od cyklu do cyklu.
Ja równiez nie byłem inny, choć sportem zajmowałem sie od dziecka, to kulturystykę zacząłem uprawiać dopiero w wieku 16 lat, przez rok trenowałem ostro, siłownia była dla mnie jak drugi dom, poprostu kochałem trening, najbardziej na świecie. Trenowałem 4-5 razy dziennie, mój plan opierał się na dość sporej ilości serii, choć wielu uznało by go za błędny, mnie odpowiadał. Na szczęście nigdy się nie przetrenowałem. Wielogodzinny trening (2 - 3,5) sprawiał mi przyjemność, po prostu byłem usatysfakcjonowany. Przyrosty miałem zarówno w sile jak i masie, może niebyt wielkie, ale wystarczały. No cóz ale oczywiście ja również chciałem więcej i sięgnełem po doping. Na początku była metka - zaczełem od dwóch tabletek a skończyłem na 10. Dość szybko zszedł zapas, ale różnia w sile była ogromna, jeśli chodzi o mase to równiez wyglądałem lepiej. Hmm, no powiedzmy w każdym razie tak mi sie kiedyś wydawało, a moi "koledzy" to potwierdzali. Jednakże nie przybyło mi ani kilograma, zapomniałem o diecie.
Po skończonym cyklu (który miał być według ustalonego przeze mnie planu, a skończyło się inaczej) zaczełem dbać o dietę. Spożywałem dużo sera białego, mleka, ryżu - po prostu potrzebnego do wzrostu pokarmu. Po miesiący przybyło mi 6-7 kg, jak mi się mogło wtedy wydawać czystej masy.
W każdym razie morał z tego taki, że dobrze dopasowana dieta dała mi więcej niż koks, ponieważ nie jest on w stanie zastąpić odpowiedniego posiłku.
Ale doping wciągnął mnie na tyle, że chciałem więcej, sięgnąłem po ome. Pierwszy zastrzyk był zwykły, zaś następny już "podwójny", co zreszta zdziwiło mojego znajomego, który mi go robił. Na szczęście albo nieszczęście była to podróba i nic się nie stało. No ale ja już byłem uwięziony w sieci dopingu i nadal pragnęłem poczuć tego "powera", tą agresję, która we mnie siedziała. Z pewnych źródeł dowiedziałem się o "leku" czy jak ktoś woli "preparacie", który brany w mega dawkach daje przyrosty o wiele szybszy niż sterydy, jednakże jest to przyrost toksyczny. Nadmiar nieprzepracowanego przez system metaboliczny "preparatu" pozostaje w nerkach, rozpoczynając tam proces wapnienia. A co za tym idzie była by to droga na cmentarz, oczywiście nerki sygnalizowały by stan zapalny, ale znając siebie niezważał bym na to. Zdawałem sobie sprawe, że moge wylądować w szpitalu, moze nawet gorzej. Ale czułem wielkie pragnienie. W myślach słyszałem tylko jeden głos, głos głodu. Nic pozatem się nieliczyło - NIC.
Podobnie jak wielu chciałem wziąść to tylko raz, a potem poprostu przerwać. Potrzebowałem tylko masy.
Na szczęście cos się wydarzyło i w ostatniej chwili, dosłownie w ostatniej chwili odpuściłem. W sumie sam niewiem skąd miałem tyle sił.
Po 2-3 latach od tego okresu rzadko kiedy miałem dzień wolny od myśli o tym co by było gdyby ... . Często miałem ochotę sięgnąć po sterydy, tak jest nawet teraz, dzisiaj.
Przez doping przerwałem trenowanie na 2-3 lata. Nie byłem w stanie już ćwicyć, czegoś mi brakowało, wiedziałem , że nie osiągne już takich przyrostów.
Na szczęście miłość do sportu nie pozwoliła mi na trwałe zerwanie z nim. Okazjonalnie chodziłem na siłownie, poprostu raz na jakiś czas, aby się sprawdzić. Przez te 2-3 lata ciągle miałem styczność z ludzmi , którzy uprawiają ten sport, dużo czytałem, dużo się uczyłem. Od jakiegoś czasu próbuje wrócić, jest ciężko, ciężej niż na początku. Czasami brak wiary we własne możliwości, depresja - lubie wtedy czytać o starej kulurystyce, o historii, o ludziach którzy ją tworzyli - to mi dodaje sił.
Kiedys znaczenie miała dla mnie masa, teraz już co innego. Zwróciłem sie w stronę "starej kulturystyki", a obecnie coraz częściej przyglądam się ku kulturystyce naturalnej - w niej jestem jeszcze w stanie dostrzec to piękno sportu. Prawda jest taka, że zastanawiam sie czy nie zwrócić się właśnie w jej kierunku i zacząć ją uprawiać, od początku.
Kulturystyka powinna sie odznaczać przyjemnymi dla oka kształtami, zdrowiem - warto o tym pamiętać.
Wielu wspaniałych kulturystów pożegnało sie z życiem przez doping, wielu leżało w szpitalu, niektórzy tego uniknęli. Jaką oni mieli przewagę nad młodszymi? - byli pod opieką specjalistów - choć niektórym i to nie pomogło.
No cóż, mogę powiedzieć tylko jedno "TWÓJ WYBÓR"!!!
Autor: Michał Jokiel |