Rozmiar: 17653 bajtów

Kilka słów wstępu.

Wszystkie przepisy są przeze mnie wielokrotnie sprawdzone.
Niekoniecznie zawsze są w 100% zgodne z panującymi kanonami, ale... na pewno są bardzo smaczne i robią na gościach wrażenie.

Nie są to również eksperymenty smakowe - są to po prostu przepisy na dobre jedzenie.
W wielkiej większości proporcje składników są podawane "około", moim zdaniem gotowanie to nie jest laboratoryjna dokładność.
O ile nie jest zaznaczone inaczej, przepisy dotyczą potrawy dla czterech średnio głodnych osób.

Rozmiar: 6664 bajtów


Łosoś z grilla w piekarniku z sosem bazyliowym
Gulasz gorący, gęsty, papryką pachnący [nowość]
Spaghetti a'la carbonara albo alla carbonara, nieważne, wyśmienite jest i już! [nowość]
Pstrąg delikatny sosem nadzwyczajnym doprawiony [nowość]
Pesto - najgenialniejszy sos do makaronu, jaki wymyślono na świecie
Prażonka
Tagiatelle z cukinią i w zasadzie z niczym więcej
Sałatka grecka na słoneczny wieczór - albo wspomnienie wiosny zimną zimą
Lasagne czyli lazania z polska mięsna i bardzo smaczna
Tarta wcale nie starta ze szpinakiem
Omlet - śniadanko jak się patrzy
Prosta a kolorowa zapiekanka
Penne z sosem pomidorowo śmietanowo serowym
Skrzydełka kurczaka, że żaden Francuz nie pozna że to nie od żaby [no, troszku przesadzam... ale... tylko troszku]
Pstrąg Julienne i sałata vinegrette
Estragon, śmietana i polędwica w jednej stały patelni
"American dream" - stek, pieczone ziemniaki, sałatka "coleslaw"
Sparowane warzywa pod beszamelem
Makaron plus 3 rzeczy równa się wykwintna kolacja
Goście są bardzo głodni i żądają kanapek,więc robimy kanapkę "niekanapkę"
Bruszetta
Jabłkowe piersi kurczaka






Robi wrażenie! Nie wymaga więcej niż 20 minut.

Łosoś z grilla w piekarniku z sosem bazyliowym


Składniki: łosoś, jogurt, czosnek, oliwa, musztarda, świeża bazylia

Łosoś to ryba bardzo, ale to bardzo, nieprawdaż. Moim zdaniem jej smak najlepiej oddają proste potrawy, w którym delikatny smak ryby jest tylko lekko uwypuklony przez delikatne dodatki.

Danie to bardzo w proste w przygotowaniu, a efekt zawsze gwarantowany. Piękne dzwonka świeżego łososia [o tym, czy pierwszej świeżości mówi jasnoróżowy kolor] skrapiam dużą ilością soku z cytryny i odstawiam na bok - niech "złapie" trochę wyrazistości.

Przygotowuję sos: miksuję pęczek bazylii [musi być świeża - to warunek tej potrawy] z dwoma standardowymi kubeczkami jogurtu, małą łyżeczką cukru, musztardy, szczypta soli i białego pieprzu. I to jest gotowy sos - wstawiam go do lodówki - im zimniejszy tym lepszy.

Dzwonka łososia osuszam papierowym ręcznikiem, delikatnie sole i pierzę i kładę na patelni, na której uprzednio rozgrzałem masło z dodatkiem oliwy. Smażę rybę po około 2-3 minut z każdej strony na średnim ogniu - nie powinna być do końca usmażona. Teraz rybę wkładam do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni. W piekarniku powinna "dochodzić" jakieś z 10 minut - jej kolor powinien być lekko złoty - wtedy jest gotowa.

Na talerze wykładam po dzwonku łososia dla osoby. Na rybę wlewam odrobinę sosu - nie polewam całej ryby - tylko kawałek. Więcej sosu wylewam na talerz dookoła ryby - dzięki temu ryba za szybko nie rozmięknie z powodu sosu, a i ich temperatury pozostaną takie powinny być. Na rybę, w miejscu, gdzie znajduje się sos układam kilka listków bazylii.

Potrawa jest gotowa - do takiego łososia najbardziej pasują ziemniaki pieczone i sałata z sosem vinegrette

Do góry






Spędzisz w kuchni co najmniej 2 godziny

Gulasz gorący, gęsty, papryką pachnący


Składniki: kawałek pięknej, jasnoczerwonej wołowiny - najlepiej polędwicy - około 3/4 kilograma, tyle samo cebuli, przecier pomidorowy, oliwa, słodka i ostra papryka w proszku, sól i pieprz, mąka

Sycąca to bardzo potrawa, najlepiej smakuje z knedliczkami, lub z bagietką. Robi się niestety dosyć długo, ale efekt wart jest "poświęcenia".

Wołowinę kroje na kawałki o wielkości jakieś półtora centymetra na półtora. Oprószam dokładnie mąką - tak by wszystkie kawałki pokryły się cienką jej warstwą. Na patelni rozgrzewam silnie oliwę i na niej na bardzo silnym ogniu smażę, cały czas intensywnie mieszając wołowinę - do momentu aż wszystkie kawałki z wszystkich stron będą miały brązowy kolor.

Usmażone mięso wrzucam do garnka, zalewam dwiema szklankami wody i zaczynam gotować na średnik ogniu. Na tym samej oliwie [jeśli mało jej na patelni zostało, to oczywiście dolewam] smażę pokrojoną na dowolnej wielkości kawałki cebulę. Kiedy cebula pięknie się zeszkli, wrzucam ją do mięsa. Teraz zmniejszam ogień i duszę mięso z cebulą przez około dwóch godzin na bardzo małym ogniu - tak, by w garnku "pyrkało". Po tym czasie mięso powinno być miękkie, a cebula powinna zamienić się w jedwabisty sos. Kiedy tak się stanie, dodaję słoik przecieru pomidorowe, dwie łyżeczki słodkiej papryki, dużą szczyptę ostrej papryki, sól i pieprz. Gotuję to jeszcze na małym ogniu przez kilkanaście minut. Sos "wykańczam" odrobiną cukru.

Efekt powinien być gęsty, pachnący pomidorami i papryką oraz ostry - ale bez przesady, jak jest bowiem przyjemność jeść coś, co wyciska łzy z oczu.

Do takiego gulaszu proponuję wodę mineralną z sokiem z cytryny albo.... piffo. Taaaaaak, piffo jest lepsze.

Gulasz podaję w talerzach, na drewnianej desce zaś porwana rękoma bagietkę.

Jeśli knedliczki - to na płaskich talerzach, pokrojone w plastry, obok zaś gulasz - niech każdy sam sobie macza knedliczki na talerzu - nie nasiąkną wtedy za bardzo sosem.

Do góry




Robi wrażenie! Nie wymaga więcej niż 20 minut.

Spaghetti a'la carbonara albo alla carbonara, nieważne, wyśmienite jest i już!


Składniki: spaghetti [paczka -zdaje się że standardowa paczka ma pół kilograma], co chyba jest oczywiste, śmietana - kubek, bekon [ewentualnie boczek wędzony, ale bekon jest lepszy] - kawałek o wadze mniej więcej 20 dkg, kilka grzybów - najlepiej prawdziwki, ale mogą być również pieczarki, 3 jaja, masło, parmezan, szczypiorek

Narażę się pewnie wielu - nazywając ta potrawę spaghetti alla carbonara, więc nazywam je a'la carbonara. Jest to bowiem pewna modyfikacja oryginalnego przepisu - moim zdaniem nadająca daniu większego "sznytu" i wyrazistości.

Makaron gotuję "al dente". W czasie gotowania makaronu jest właśnie czas na zrobienie sosu. Doskonałego sosu, sosu bardzo, ale to bardzo kalorycznego, sosu po prostu wyśmienitego.

Na rozgrzane masło wkładam pokrojony bekon. I tutaj uwaga - nie należy moim zdaniem kroć go na zbyt małe kawałki - ja kroje wpierw bekon na dosyć cienkie plastry, następni zaś każdy plaster na nie więcej niż trzy kawałki.

Chwilę, ale naprawdę chwilę trzymam bekon na średnim ogniu. Po chwili, jak masło zacznie się znowu pienić, dodaje pokrojone wzdłuż na nie za cienkie plastry grzyby [oczywiście wcześniej umyte i obrane].

Wszystko to smażę nie więcej niż 5 minut na średnim ogniu [tak, tak wiem, niektórzy powiedzą, że grzyby będą jeszcze surowe - i tak właśnie ma być - dzięki temu będą jędrne i smaczne].

Zestawiam patelnię z ognia i dodają śmietanę - wcześniej dodałem do niej trochę zawartości z patelni, dzięki temu się nie zwarzy. Wszystko mieszam dokładnie i przez chwileczkę trzymam na ogniu. Solę i pieprzę - w tym przypadku najlepszy jest biały pieprz.

I w tym właśnie momencie makaron powinien być już gotowy. Osączam go i wrzucam do sosu. Do całości dodaję trzy surowe żółtka oraz... trochę posiekanego szczypiorku [cóż za herezja!, zaraz krzykną wielbicie oryginalnej włoskiej kuchni, niech sobie krzyczą, jak spróbują, nie będą mogli krzyczeć, bo będą mieli pełne buzie] - dzięki temu sos zgęstniej i będzie miał zachęcający, żółty kolor. Wszystko dokładnie mieszam i wykładam na talerze.

Posypuję startym świeżo parmezanem.

Czas widelce i łyżki wziąć w dłonie.

Często również zamiast spaghetti do tej potrawy używam makaronu w kształcie kokardek - bardzo. Ale to bardzo, bardzo ładnie smakują z tym sosem.

Do góry




Robi wrażenie! Nie wymaga więcej niż 20 minut.

Pstrąg delikatny sosem nadzwyczajnym doprawiony


Składniki: wypatroszone całe pstrągi średniej wielkości [około 30 dkg] - po jednym na osobę, po pół pęczka świeżego kopru na każdego pstrąga, dużo czosnku, cytryny, masło, szczypiorek - ten cienki, przyprawy

Sos: chrzan, śmietana, kwaśne jabłko, majonez, cukier, sól i pieprz


To może być bardzo popisowe danie - zwłaszcza jeśli dołoży się starania przy jego podawaniu. I do tego jest bardzo proste w przygotowaniu.

Zaczynam robić potrawę, jak zwykle od dokładnego umycia ryb, osuszenia ich ręcznikami papierowymi i mocnym skropieniem sokiem z cytryny. Odstawiam ryby na bok i zajmuję się sosem.

Mieszam śmietanę pól na pół z majonezem, dodaję kilka łyżek chrzanu, starte kwaśne jabłko [doprawdy lepsze jest jabłko ze skórka niż bez skórki] doprawiam solą, pieprzem i cukrem. Sos ląduje w lodówce w oczekiwaniu na rybę.

Pstrągi - każdy oddzielnie układam na dość dużym kawałku folii aluminiowej, która uprzednio wysmarowałem oliwą. Do brzucha każdego pstrąga upycham tyle kopru ile się tylko da. Razem z koprem w środku ląduje kilka ząbków czosnku pokrojonego na dosyć duże kawałki i z pół nie obranej cytryny, też pokrojonej raczej na duże kawałki. Cytryna ze skórą nada rybie wspaniałego, z lekka egzotycznego a zarazem delikatnego aromatu.

Kiedy pstrąg jest dobrze napchany, robię trzy ukośne nacięcia na jego boku, następnie solę go i pieprzę delikatnie, zawijam w folię, tak, by zawinięcie znajdowało się na górze i wkładam do pieca [piec wcześniej nagrzałem do temperatury 200 stopni]. Pstrągi takiej wielkości pieką się nie więcej niż 20 minut. Po kilkunastu minutach odkrywam zawinięcie z folii - tak by ryba była odkryta z góry. Na każda rybę wkładam słuszny kawałek masła i wkładam na kilka minut do pieca, by masło się spieniło, a wierzch ryby zrumienił.

Rybę podaję na dużych talerzach, w folii, w której się piekła - folię rozchylam, tak by ryba ujawniła swój chrupiący wierzch. Dla dekoracji posypują rybę szczypiorkiem pokrojonym w kawałki o długości jakiś 5 centymetrów.

Sos podaję oddzielnie - cały urok tej potrawy polega na połączeniu gorącego delikatnego pstrąga z zimnym, ostrym sosem.

Do takiego pstrąga najbardziej pasują pieczone ziemniaki i sałata z sosem vinegrette z dużą ilością czosnku.

Aha - nadzienia oczywiście się nie je.

Drugie aha - wino, zimne wino, najlepiej reńskie doskonale podkreśli smak potrawy.

Trzecie aha - takiego pstrąga wyśmienicie robi się na grillu w leniwy, ciepły wieczór.

Do góry




Robi wrażenie! Nie wymaga więcej niż 20 minut.

Pesto - najgenialniejszy sos do makaronu, jaki wymyślono na świecie


Składniki: świeża bazylia, oliwa, czosnek, ziarna słonecznika

Przepisów na pesto jest kilka. Najprostszym jest wybranie się do sklepu i zakupienie sosu w słoiku. Rozwiązanie ma to co najmniej dwie wady: po pierwsze taki sos jest okropni drogi, po drugie smakuje tak sobie [aczkolwiek jest i tak bardzo dobry].

Tutaj przepis na pesto bardzo dobre i najłatwiejsze do zrealizowania w warunkach braku orzeszków piniowych.

A pesto robię w czasie, gdy makaron się gotuje - do sosu najlepsze jest tagiatelle albo grube spaghetti.
A więc, kiedy makaron się gotuje w dużej ilości wody miksuję następujące składniki: pęczek świeżej bazylii, więcej niż pół szklanki oliwy, kilka ząbków czosnku, garść pestek słonecznika, po szczypcie soli i pieprzu oraz... pól ugotowanego ziemniaka [doskonale zagęści sos, nie ingerując w jego smak]. Jak dobrze to wszystko zmiksowane to zapach oszałamiający wydaje.

Odcedzony makaron al. dente zalewam sosem - najczęściej w garnku, w którym się gotował, odrobiną sosu zostawiając dla dekoracji. Makaronowi przez chwilę pozwalam przesiąknąć aromatem.

Makaron wykładam na talerz, posypuje dużą ilością świeżo startego parmezany, na górze kładę kilka kawałeczków pomidora [oczywiście bez skóry i soku], a na pomidora kilka listków bazylii. Pozostałe pesto fantazyjnie rozlewam dookoła makaronu.

Pachnie intensywnie i przepięknie - sos mam to do siebie, że bazylii nie można niczym innym zastąpić - więc czas już nasionka ziela zasiać, by na wiosnę można było się tym ziołem delektować.

Do góry




Danie tanie niesłychanie! Doskonałe na przyjęcie na dworze.

Prażonka


Składniki: ziemniaki, czyli pyry czyli grule - raczej dużo, kiszona kapusta - im kwaśniejsza,, tym lepsza liście świeżej kjapusty, grzyby - jakiekolwiek i w jakiejkolwiek formie, cebula, boczek wędzony, kminek, dużo kminku, kiełbasa wędzona - im ciemniejsza tym lepsza oraz kilka innych pomniejszych rzeczy, które w wyposażeniu każdego nawet początkującego adepta gotowania muszą się znajdować

Potrawa to chłopska, znaczy się znakomicie łączącą prostotę wykonania z finezyjnym smakiem, nieprawdaż??? Takie jest przecież chłopskie jedzenie.

Najlepiej udaje się w specjalnym żeliwnym garnku - , który umieszcza się nad ogniskiem, ale takie garnki są teraz rzadko spotykane oraz trudno jest rozpalić ognisko w domu.

Prażonkę więc przygotuję w domu. Duże, największe naczynie żaroodporne smaruję delikatnie olejem i wykładam dokładnie liśćmi świeżej kapusty. I na te liście wrzucam warstwami wszystkie pozostałe składniki [jak ładne ziemniaki to oczywiście nie obieram ich ze skóry], pokrojone w kawałki, doprawdy dowolnej, byle nie za małej wielkości.
Najwięcej wrzucam ziemniaków, proporcje mniej więcej ilości ziemniaków do reszty składników są mniej więcej takie same. Wszystko solę i pieprzę i dorzucam na prawdę duże ilości kminku, mając na uwadze na ile jest słony boczek i kiełbasa.

Jeśli dodaję grzyby suszone - uprzednio namaczam je w wodzie i gotuję przez jakieś 15 minut, jeśli to pieczarki lub boczniaki postępuję według sposobu na nie - [dokładny opis w rekomendacje].

Kiedy wszystko jest w garnku wlewam odrobinę wody, oleju i przykrywam liśćmi kapusty. Naczynie przykrywam i wkładam do pieca - jest to prażonka, więc piec jest nagrzany do 160 stopni - potrawa ma się prażyć, a nie piec - więc to prażenia trwa co najmniej godzinę.

Po właściwym czasie - czas prażenia określa stopień miękkości ziemniaków - nie powinny się za bardzo rozwalać, prażonka jest gotowa.

Podaję ją samą, nie wymaga żadnych dodatków za wyjątkiem oziębionego piffa.
A jak to smakuje na dworze, w wietrzny wieczór wiosenny....

Do góry




Robi wrażenie! Nie wymaga więcej niż 20 minut.

Tagiatelle z cukinią i w zasadzie z niczym więcej


Składniki: tagiatelle - znaczy się makaron o kształcie długich wstążek, małe cukinie, czosnek, oliwa

Bardzo to proste i przede wszystkim szybkie danie. Robi się dokładnie tyle czasu, ile się gotuje tagiatelle, a gotuje je się mniej więcej tyle czasu ile trwa "Warrior" Wishbone Ash.

Kiedy makaron wrzucony do wrzątku i zamieszany tak, że mam pewność, iż nie przyklei się do dna, kroję ze dwie cukinie na drobną kostkę - wybieram małe sztuki - takie, które wyglądają jak ogórki. Co bardzo ważne, cukini nie obieram - bez skóry stałaby się po bardzo mdła w smaku.

Na patelni rozgrzewam słuszną ilość oliwy, na którą wrzucam kilka posiekanych ząbków czosnku i zaraz potem cukinię. Smażę bardzo krótko - tak by cukinia delikatnie się zeszkliła z zewnątrz, w środku powinna być zaś surowa - dzięki temu temu rozwinie swój delikatny smak w całej okazałości. Cukinię solę i pieprzę - tutaj zdecydowania biały pieprz pasuje.

Oddcedzone tagiatelle mieszam z cukinią, na patelni na której się smażyła. Wykładam na talerze, posypuje świeżo startym parmezanem, na ser kładę kilka, dokładnie tylko kilka kawałeczków pomidora [bez skóry i bez soku] dla pięknej dekoracji. A na samym czubku piramidki umieszczam kilka listków świeżej bazylii.

Szczególnie danie to polecam zimową porą - jest bowiem bardzo orzeźwiające, poza tym robi się je krótko i można zdążyć przed zmrokiem.

I co ewenementem jest - w zimie najlepsza i nie za droga cukinia jest w sklepach.

Do góry




Nie wymaga więcej niż 20 minut.

Sałatka grecka na słoneczny wieczór - albo wspomnienie wiosny zimną zimą


Składniki: sałata lodowa, papryki kolorowe, oliwki, pomidory, ogórki, cebula czerwona, ser feta, oliwa

Szybka, prosta, kolorowa, słoneczna miska warzyw chrupiących wzbogaconych ostrym smakiem sera i delikatnością oliwy. Z pajda razowca ze świeżym masłem szybko poprawi każdemu humor.

Dużą, najlepiej szklaną misę [efekty wizualne są nie mniej ważne niż smakowe] nacieram przekrojonym ząbkiem czosnku. Do misy wrzucam porwane palcami duże kawałki sałaty lodowej, na nią lecą pokrojone w duże kawałki papryki, żółta, zielona i czerwona. Papryki kroję w duże kółka - smak ich będzie wyrazisty wtedy.
Moim zdaniem bowiem, sedno sprawy w takiej sałatce tkwi w tym by smaki wszystkich składników były dokładnie wyczuwalne, by się za bardzo nie mieszały. Na paprykę wrzucam pokrojoną dosyć grubo cebulę - czerwona cebula ma łagodny smak i bardzo dobrze jej robi, gdy nie jest zbyt cienko pokrojona. Na cebuli swoje miejsce zajmują plastry ogórka, też grube i koniecznie, ale to koniecznie ze skórą [ogórek bez skóry to jak jajko bez żółtka]. Na ogórki lecą oliwki, których powinno być raczej więcej niż mnie. Dzieło kończy feta - pokrojona w kawałki też niezgorszej wielkości - jakieś półtora centymetra na półtora.
Sałatka w zasadzie jest gotowa - wymaga teraz tylko wzbogacenia sokiem z cytryny, dużej ilości oliwy [oczywiście extra virgine]. Jeszcze szczypta świeżo zmielonego pieprzu, odrobina bazylii [świeża, świeża nada niepowtarzalnego sznytu]. Misa z kolorową zawartością ląduje w lodówce na kilka chwil. A cały urok tej sałatki to jej nie mieszanie - nie mieszam składników - pozwalam im tylko przez kilka chwil przesiąknąć swym aromatem - dzięki temu sałatka będzie objawiała aromat swoich składników w całej okazałości.

Na stole układam na drewnianej desce pajdy razowca, kawałki bagietki, chleb z ziarnami, obok stawiam masło. W szklanym dzbanku podaję wodę z sokiem cytryny. Czas widelce złapać w dłonie.
Rzecz, która wymaga szczególne uwagi to nakładanie sałatki na talerze - każdy bowiem powinien otrzymać mniej więcej taką sama ilość poszczególnych składników - ale z aptekarskim dokładnością nie należy przesadzać!

Smacznego

Do góry




Spędzisz w kuchni co najmniej 2 godziny

Lasagne czyli lazania z polska mięsna i bardzo smaczna


Składniki: lazania - pudełko, mielone mięso - około trzy czwarte kilograma [kiedyś używałem wołowiny pól na pół z wieprzowiną, od niedawna z wiadomych powodów mieszam wieprzowinę z mielonym kurczakiem], warzywa - marchewka, cebula, seler, korzeń pietruszki, przecier pomidorowy, śmietana i jeszcze kilka rzeczy, które zawsze powinny być w lodówce

Potrawa to troszku skomplikowana i czasochłonna, ale zdecydowanie robiąca wrażenia na gościach. Podstawą dobrej lazanii jest... dobra lazania - znaczy się makaron. A można już, można kupić w sklepach - między innymi Malma [droga Malmo, czy ty wiesz, że tu twoja reklama?!] robi bardzo dobrą lazanię.

Sekret tej potrawy tkwi w tym, by lazaniii nie gotować, tylko zapiekać - dzięki temu zyska niepowtarzalnej faktury i pełnego smaku.
Przygotowanie potrawy zaczynam od sprawdzenia jakiej jakości mam mięso - jeśli jest tłuste - a takie najczęściej mięso mielone można kupić w sklepie niestety, podsmażam je cały czas energicznie mieszając, by nie porobiły się zbyt duże grudy. Kiedy mięso całkowicie zmieni kolor ze swojego pierwotnego - znaczy się czerwono białego na bliżej nieokreślony kolor mięsa smażonego, wrzucam je do cedzaka i pozwalam odpłynąć tłuszczowi - robię to oczywiście w zlewie. Jeśli mięso nie jest zbyt tłuste to i tak usuwam w ten sposób nadmiar tłuszczu.
Kiedy z mięsa odcieka tłuszcz przygotowuję warzywa - ze dwie znaczniejsze cebule kroję na piórka i podsmażam do zeszklenia na oliwie. Tak samo czynię z dwoma marchewkami i jedną pietruszką - z tym, ze te warzywa ścieram na tarce o najgrubszych oczkach. Mięso i warzywa wrzucam do dużego garnka, dolewam tyle wody by to wszystko przykryła, dodaję kilka łyżek przecieru pomidorowego, liść laurowy, ze 2 ziarnka ziela angielskiego. Teraz to wszystko gotuję na małym ogniu przez jakąś godzinę - często mieszam i uzupełniam wodę, bo się lubi przypalać, a przypalenizna to nie jest to co tygrysy lubią najbardziej.
Kiedy zawartość garnka nabierze mniej więcej jednolitego aromatu dodaję porządna porcję tłustej śmietany - jakąś szklankę. Żeby śmietana się nie "zwarzyła", przed wlaniem mieszam ją z kilkoma łyżkami zawartości garnka. To wszystko w garnku trzymam jeszcze na ogniu, aż będzie gęste - tak gęste, jak śmietan, która się tam wcześniej znalazła.

Kiedy to się dzieje, przyrządzam sos - najpierw szklę na oliwie ze trzy cebule pokrojone dosyć drobno - kiedy cebula jest miękka, dodaję do niej przecier pomidorowy, trochę wody, pieprz, oregano, sól i odrobinę cukru do smaku. Duszę to wszystko do momentu, aż cebula będzie się "rozłazić" po naciśnięciu jej widelcem. Sos jeszcze miksuję na jedwabistą masę za pomocą mechanicznego miksera. Sosu powinno być raczej dużo, a raczej zawsze go jest za mało. A tak na poważnie - powinno go być co najmniej pól tyle, ile mięsa w garnku.

Czas na finiszowanie. Naczynie do zapiekani smaruję dokładnie masłem. Na dno wylewam kilka łyżek sosu, na który układam kawałki lazanii - staram się dokładnie zakryć dno. Lazanii oczywiście prosto z pudełka, surowej, łamliwej. Na lazanie wkładam trochę mięsa - nie rozkładam go zbyt dokładnie, bo po co? - jak nie jest zbyt równo wygląda przecież efektowniej. Na mięso ląduje następna porcja lazanii, na lazanii sos i da capo senza fina - na wierzchu znajduje się lazania, którą obficie polewam resztą sosu. I teraz ten myk, który sprawia, że danie będzie wspaniałe - lazanię odstawiam na jakieś pół godziny by makaron nasiąkł sosem. Po tej pól godzinie potrawę posypuję startym żółtym serem i wstawiam do pieca. Zapiekam w temperaturze 160 stopni przez około 45 minut - ale jestem w tym przepisie dokładny, nieprawdaż - a tak naprawdę - czas pieczenia zależy od ilości warstw - im ich więcej, tym dłużej należy piec potrawę.

Ta przygotowana lzania jest doskonała - makaron jest jędrny, ślicznie pofałdowany i ma swój smak - znaczy się odróżnia się znacznie od nadzienia.
Do tego nic innego nie pasuje jak sałata z sosem vinegrette. W wersji burżujskiej do sałaty dodaję koreczki anchois - znaczy się maleńkie, okropnie słone rybeczki oraz oliwki zielone. A jak te oliwki w środku z migdałami, to mamy extra burżujską wersję. O winie chyba nie musze wspominać.

Do góry




Robi wrażenie

Tarta wcale nie starta ze szpinakiem


Składniki: mąka, margaryna, jajka, szpinak, cebula czosnek, bryndza

Tarta - kruchy placek z nadzieniem wyśmienicie nadaje się na przykład na miła kolację w dobrym towarzystwie. Doskonale towarzyszy pasjonującej rozmowie, jej spożywanie bowiem nie jest zbyt zajmujące, a łagodny smak nie rozprasza uwagi interlokutorów.

Podstawą tarty dosłownie i w przenośni jest kruche ciasto. Ciasto z gatunku tych prostych co nie może się nie udać. Jakieś pół kilograma maki i kostkę margaryny siekam nożem, aż margaryna będzie w małych kawałeczkach. Dodaje do tego ze dwa żółtka, solę i bardzo, ale to bardzo szybko zagniatam w kulę - nie wyrabiam wcale ciasta, doprowadzam tylko do stanu, ze całość jest mniej więcej sklejona w jedną bryłę. Ciasto owinięte w folię ląduje do zamrażalnika.

Czas teraz by przygotować szpinak. Oczywiście najlepszy jest świeży, ale sezon na taka jarzynkę jest doprawdy bardzo krótki, więc najczęściej używam mrożonego szpinaku. Oba rodzaje - to znaczy się świeży jak i mrożony robi się tak samo: wrzucam na patelnię, na której zeszkliłem na maśle z dodatkiem oliwy pokrojoną wcześniej średniej wielkości cebule [cebuli nie wolno doprowadzić do zbrązowienia - powinna być lekko zeszklona], zmniejszam ogień i jeśli szpinak mrożony powoli, często mieszając doprowadzam do całkowitego rozmrożenia, jeśli zaś świeży krótko smażę, by nabrał delikatnej miękkości.

Kiedy szpinak jest gotowy dorzucam do niego kilka pokrojonych w cienkie plasterki ząbków czosnku i dosyć dużo świeżo zmielonego pieprzu - chwileczkę jeszcze smażę. Odstawiam szpinak, by trochę ostygł.
Kiedy szpinak stygnie wyciągam ciasto z zamrażalnika i dokładnie "wylepiam" nim formę do pieczenia - ja używam kamionkowej okrągłej miseczki, w której potem podaję tartę na stół.
Ciasto wielokrotnie nakłuwam widelcem - warstwa ciasta powinna mieć nie więcej niż centymetr grubości. Ciasto wkładam do pieca rozgrzanego do 180 stopni na jakieś 10 minut.
Do ostudzonego szpinaku dodaję bryndzy - staram się by kawałki sera były raczej duże - wielkości co najmniej dorodnego ząbku czosnku - mieszam delikatnie, by się za bardzo masa się nie "ujednoliciła" - smaczniejsze to bowiem będzie bardziej, jeśli nadzienie będzie miało trochę zróżnicowany smak.
Kiedy ciasto odrobinę się zrumieni wyciągam je z pieca i na górę wykładam szpinak - jego warstwa powinna być co najmniej 3 razy grubsza niż ciasto. Całość posypuję rozdrobnionym miękiszem białej bułki i całość znowu ląduje w piecu - jak bułka na wierzchu będzie złotobrązowa - będzie to oznaczało że danie jest już w sam raz.

Do potrawy oczywiście najbardziej pasuje wino - białe wytrawne, mocno oziębione, sałaty raczej nie podaję, bo po co?

Do góry




Śniadanko to śniadanko, w mig...

Omlet - śniadanko jak się patrzy


Składniki: jajka, śmietana, mąką

Proponuję omlet w dwóch wersjach: puchatość z jabłkami na śniadanie, pikanteria na kolację.
By zrobić puchaty, jasnozłoty omlet nie potrzeba dużo czasu, a w zasadzie jeszcze mniej.

Tym razem podam dokładne proporcje - na jedną osobę biorę po 3 jajka, pół standardowego kubeczka śmietany i płaską łyżeczkę mąki [łyżeczkę do cukru], szczyptę soli. To wszystko albo wielokrotność ubijam w misce trzepaczką albo mikserem - ale na wolnych obrotach - tak by jak najwięcej powietrza dostało się do masy. Na dużej nie teflonowej patelni rozgrzewam duży kawałek masła, kiedy zaczyna się pienić wylewam masę omletową i zmniejszam ogień. Kiedy omlet zaczyn się ścinać, podważam krawędzie omletu i pozwalam, by płynna masa z góry dostawał się pod spód. Omleta bowiem nie przewracam i... dlatego jest taki dobry. Jest gotowy do dalszej obróbki, jeśli na środku jest jeszcze prawie płynny - pod spodem powinien być lekko brązowy.

Jeśli omlet ma być na słodko wrzucam na niego prażone jabłka i wkładam do pieca rozgrzanego do 200 stopni na kilka minut. Jabłka się zrumienią a omlet z góry nabierze złocistego koloru, jednocześnie bardzo się zwiększając.

Prażone jabłka - robi się prosto - smażę ósemki jabłek na maśle, podsypując je dużą ilością cukru - trzymam na ogniu często mieszając, aż cukier zamieni się w karmel. Do tego bita śmietana i truskawki

Jeśli omlet ma być na pikantnie, to wrzucam na środek posiekany ser pleśniowy [brie jest jak najbardziej ok.], posiekane obrane ze skóry pomidory oraz dużą ilość drobno posiekane szczypiorku. Omlet składam na pól i też wsadzam do pieca na kilka minut dłużej niż w wersji słodkiej.

Wersja "burżujska" zawiera w sobie wędzonego łososia pokrojonego w paseczki, szparagi ugotowane na parze i kilka ziarenek zielonego pieprzu.

Wersja błyskawiczna - to sam omlet posypany cukrem pudrem. Z zimnym mlekiem największy twardziel mu się nie oprze!

Do góry




Danie tanie niesłychanie!

Prosta a kolorowa zapiekanka


Składniki: ziemniaki, pomidory, bryndza, czosnek

Kiedy "w gości" mają się pojawić przyjaciołowie wegeterianie warto im zrobić zapiekankę w barwach prawie ojczystych.
A przyjaciołowie nie-wegetarianie próbując tej zapiekanki będą się zastanawiać czy nie zmienić opcji swej żywieniowej.

Potrawę zaczynam od ugotowania na "średnio twardo" ziemniaków - o ile są dobrej jakości i nie za bardzo brudne - gotuję je w łupinach - moim zdaniem najlepszy smak ziemniaka bowiem pod skórą tkwi tak niewyobrażalnie blisko, że obierając ziemniaka się go cały usuwa.
Aczkolwiek zimową porą, ziemniaki dobrze jest obrać - wtedy są smaczniejsze. Tak więc średnio ugotowane ziemniaki studzę i kroję raczej na duże plastry. W naczyniu żaroodpornym wysmarowanym czosnkiem a obficie polanym oliwą, układam warstwami plastry ziemniaków, plastry pomidorów [oczywiście obrane ze skóry i pozbawione pestek i soku], duże kawałki bryndzy. Na każdą warstwę wrzucam kilka cienkich plasterków czosnku i delikatnie pieprzę. Potrawa raczej soli nie wymaga, bryndza, o ile dobra powinna być już wściekle słona. Ostatnią warstwę - a są to ziemniaki posypuję na modłę "wege" ziarnami sezamu i skrapiam jeszcze oliwą.

I... już! Zapiekanka wędruje do pieca - powinna tam posiedzieć jakiś czas [no, powiedzmy jakieś pół godziny] w temperaturze 180 stopni.
Potrawie bardzo dobrze robi towarzystwo pikantnej sałatki. Kiedy więc zapiekanka jest w piecu trę dużą rzodkiew na tarce o dużych oczkach. Po starciu szybciutko skrapiam sokiem z cytryny - nie dość, że sprawi że rzodkiew będzie smaczna, to i nie ściemnieje. Do rzodkwi dodaję kwaśne jabłko pokrojone w kawałki trochę większe od zapałek. Jeszcze odrobina cukru, soli i kilka łyżek jogurtu.
Wegetarianie już się oblizują, nieprawdaż???
A czym to popić??? Oczywiście że piwkiem, rzodkiew bowiem trochę ostra, a nic tak gardłu nie robi po ostrzejszej potrawie jak zimne piffoo....

Do góry




Spędzisz w kuchni około godziny

Penne z sosem pomidorowo śmietanowo serowym


Składniki: penne, cebula, parmezan, śmietana, bazylia

Penne to mój ulubiony rodzaj makaronu - nie za długie i nie za krótkie rurki cięte ukośnie wspaniale wchłaniają i oblepiają się sosem.
Kiedy ugotowane al dente smak ich wyborny [a jaki makaron najlepszy - zobacz w dziale rekomendacje].
Sos pomidorowo śmietanowo serowy powinien penne dokładnie spowić swoja materią - musi być jedwabiście gładki i odpowiedniej gęstości.

Do jego przygotowania potrzeba dużo, a nawet jeszcze więcej cebuli. Na kilka osób to co najmniej 6 dużych cebul - sos bowiem bazuje na tym warzywie.
Cebule obieram i kroję niedbale, aczkolwiek bardzo szybko na niewielkie kawałki. Wrzucam na gorącą oliwę i smażę przez chwilę bardzo intensywnie, aż cebula nabierze pięknego szklistego koloru. Oliwy raczej nie żałuję, i cebulę cały czas mieszam, by się ani odrobinę nie przypaliła.
Kiedy cebula się zeszkli dolewam do niej wody, przykrywam i dusze dosyć długo - do zupełnego zmięknięcia - to znaczy jak się pod widelcem zupełnie rozpływa - znaczy się czas wrzucić do niej kilka dużych ząbków czosnku pokrojonego na plasterki, w tej chwili również dorzucam suszoną bazylię, odrobinę oregano i odrobinę pierzu. Dodaję również albo przecier pomidorowy [najczęściej] albo świeże, obrane ze skóry pomidory [do tej potrawy nadają się tylko tzw. Gruntowe, czerwone, mięsiste i oszałamiające pachnące, a że z takim coraz częściej kłopot, więc stosuję przecier]. Przecieru dodaję tyle, by potrawa nabrała naprawdę ciemnoczerwonego koloru. Przez chwile jeszcze duszę to wszystko razem - tak by wszystkie smaki przemieszały się dokładnie ze sobą.
Odstawiam sos z ognia - niech trochę przestygnie.

W tym czasie tłustą śmietanę [no na prawdę nie wierzę w cholesterol] mieszam ze startym parmezanem, jak nie mam parmezanu dodaję jakiegoś ostrego sera. Potem trę jeszcze dosyć duży kawałek sera, którym danie zostanie zwieńczone, kiedy będzie już na talerzach.
Ale wracajmy na razie do sosu - kiedy przestygnie miksuję go mikserem na idealnie gładką masę - zmienia wtedy barwę na jaśniejszą - jeszcze odrobinka cukru, dla poprawienia smaku. Ponownie stawiam sos na ogniu i wlewam śmietanę z serem - doprowadzam do zagotowania intensywnie mieszając - żeby ser nie przywarł do dna. Sos jest gotowy - ugotowany i odcedzony makaron wrzucam do sosu i pozwalam mu przez jakąś minutę dokładnie się oblepić. Aha - w oddzielnym naczyniu zostawiam trochę sosu - kiedy wyłożę makaron na talerze, na sama górę wleję jeszcze trochę sosu. Penne z sosem na talerzach na prawdę obficie posypuje parmezanem.

I co? Każdy poprosi o dokładkę!

Do góry




Robi wrażenie

Skrzydełka kurczaka, że żaden Francuz nie pozna że to nie od żaby [no, troszku przesadzam... ale... tylko troszku]


Składniki: skrzydełka kurczaka [ja liczę zawsze po co najmniej 6 na osobę], masło, czosnek, natka pietruszki

Nie wierzę w cholesterol! Dzisiaj na kolację skrzydełka kurczakowe a'la udka żabie. Pychotka to wielka. Danie jest odrobinę skomplikowane ale warte zachodu, oj warte.
Robi się je dosyć szybko, aczkolwiek na kilka godzin przed planowanym podaniem arcydzieła na stół należy już rozpocząć proces przygotowania.

A przygotowania należy zacząć od zaopatrzenia się w odpowiednią ilość skrzydełek - ja zawsze liczę co najmniej 6 na osobę, a myślę, ze optymalna liczba to i osiem albo i dziesięć [zależy jak wygłodzonych gości będę przyjmować].
Skrzydełka zalewam zimną wodą i zostawiam na w niej na kilka godzin - dzięki temu będą smaczniejsze [może to i tylko moja chora imaginacja - ale mam wrażenie że dzięki temu skrzydełka nie są tak bardzo "przemysłowe" w smaku].
Ze skrzydełek odkrajam niejadalne końców i potem gotuję w wywarze z warzyw, do miękkości, jednak niezupełnej - mięso jest ugotowane, ale jędrne i skóra nie jest popękana. Wywar do gotowania dobrze posoliłem, by skrzydełka już nie wymagały soli. Odcedzam skrzydełka z wywaru i pozwalam im dokładnie wyschnąć.

Kiedy skrzydła wysychają [a trwa to chwileczkę] siekam duży pęczek natki pietruszki, a jak mniejsze to i dwa pęczki na drobne kawałeczki, obieram i siekam na kawałki kilkanaście dużych ząbków czosnku [zdecydowania nie należy do potrawy wyciskać czosnku, tylko go posiekać]. W rondelku rozgrzewam kostkę prawdziwego masła [tak, nie zrobiłem błędu - cała kostkę masła], wsypuję duża porcję czarnego zmielonego pieprzu i pozwalam mu się trochę podsmażyć, tak by wydobyć cały aromat. Do pieniącego się masła wrzucam czosnek i natkę pietruszki oraz trochę soli [najlepiej kamiennej. Całość trzymam na ogniu jeszcze nie więcej niż pół minuty. Znaczy się sos jest gotowy.

Czas na finał, nieprawdaż? Teraz tylko podsmażam ugotowane skrzydełka na maśle, do którego wcześniej dodałem trochę oliwy [dzięki temu masło się nie pali, a skrzydełka nabierają wyśmienitego smaku]. Kiedy skrzydełka nabiorą złocistego koloru i chrupkiej konsystencji, wykładam je na duży talerz i bardzo, ale to bardzo obficie polewam sosem.

Do tego najlepsza bagietka i koniecznie [bo dużo masła] dużo zimnego wytrawnego wina. Można dać do tego jakąś sałatę... ale po co, po co????
Jak masła zostanie po skrzydełkach to goście biorą kawałki bułki i tą bułką to masło...., wspaniała to potrawa....

Do góry




Robi wrażenie

Pstrąg Julienne i sałata vinegrette

By przygotować takiego pstrąga biorę dwie dorodne ryby, które jeszcze niedawno pływały sobie beztrosko w wodzie. Świeżość ryb bowiem to podstawa wykwintnego z nich dania.
Przygotowuję z nich filety, odcinając głowy i wybebeszając wszystko ze środka- jednak zachowuję ości - ryba bez ości to przecież już nie ryba, nieprawdaż? Kiedy filety są dokładnie oczyszczone, umyte i wytarte do sucha ręcznikiem, pozwalam im przejść aromatem soku z cytryny, w którym poleżą sobie w czasie, gdy będę przygotowywać warzywa.

Dużą marchewkę, dużą cebulę, średniego pora, czerwoną, pachnącą paprykę kroję na kawałki niewiele większe od zapałki. Bardzo krótko obsmażam na gorącej oliwie, wrzucając je po kolei na patelnię co około pół minuty. Warzywom nie pozwalam się nawet zeszklić - są twarde i chrupiące - dzięki takiemu smażeniu zachowują kształt, kolor i cały swój smak.

Do naczynia wysmarowanego dobrą oliwą [oj, nie żałuje jej, nie żałuję] wkładam połowę warzyw, na to kładę pstrągi, skórą do dołu, delikatnie je solę i posypuje świeżo zmielonym białym pieprzem. Na pstrągi kładę resztę warzyw, zalewam to wszystko szklanką białego, wytrawnego wina i by nadać całości korzennego aromatu dodaję dwa liście laurowe i kilka rozgniecionych ząbków czosnku - koniecznie nieobranych, bowiem wtedy zachowują całe bogactwo aromatu.
By ryba się ugotowała, a nie zapiekła przykrywam ją folia aluminiową, jednak niezbyt dokładnie, by sos trochę odparował.
Naczynie z pstrągami ląduje w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Czas teraz zająć się sałatą z sosem vinegrette i... stołem.

Lodową sałatę lub roszponkę rwę na dosyć duże kawałki i wsypuje do misy. Teraz czas na sos - przedniej marki oliwę mieszam z sokiem z cytryny, odrobiną wody mineralnej, kilkoma zmiażdżonymi ząbkami czosnku, łyżeczka musztardy francuskiej, łyżeczką cukru, szczyptą soli i pieprzu - całość wstrząsam przez kilka chwil w zamkniętym naczyniu. Sosem zalewam sałatę i odstawiam na kilka chwil do lodówki.
Na kilka chwil przed kolacją, odkrywam pstrągi i kładę na nie kilka kawałków masła, wystarczy by się tylko roztopiło.
I już czas by na stole postawić drewnianą deskę z bagietka porwaną rękoma na dosyć duże kawałki i kromkami ciemnego razowca. Obok poczesne miejsce znajduje butelka oziębionego wina - tego samego, którym zostały zalane pstrągi. Jeszcze tylko zapalić świece....

Bon apetit.

Do góry





Nie wymaga więcej niż 20 minut

Estragon, śmietana i polędwica w jednej stały patelni

Polędwica to doskonałe mięso i... najczęściej marnowane na "schabowe". Może i te schabowe nie są takie złe, ale daleko im do potrawy, którą warto się delektować podczas sobotniego wieczoru.
Kiedy mam piękny kawałek polędwicy wieprzowej przygotowuję z niej sznycle w sosie śmietanowym z estragonem. Śmietana doskonale podkreśla delikatny smak mięsa i wydobywa z niego aromat, estragon dodaje zaś zdecydowania.

Polędwicę kroję na średnio grube plastry - tak na jakieś dwa palce, potem rozpłaszczam ręką - powinni zabronić ustawowo używania tłuczka do takiego mięsa, hehe. Delikatnie solę i pieprzę. Na patelni rozpuszczam dość dużo masła z odrobina oliwy - dzięki temu masło się nie spali, a potrwa będzie miała zdecydowanie lepszy smak. Na rozgrzane masło kładę polędwicę i smażę krótko na silnym ogniu, kiedy mięso jest lekko zrumienione z obu stron, zmniejszam ogień do minimum i zalewam śmietaną energicznie rozprowadzając ją po całej patelni - tak, żeby górna powierzchnia nie była przykryta śmietaną - tam bowiem wrzucam odrobinę suszonego estragonu.
Patelnie przykrywam i pozwalam by danie same się dokończyło - trwa to jakieś dziesięć, piętnaście minut.

Ten czas poświęcam na zrobienie sosu do sałaty - do takiego mięsa doskonale pasuje sałata z cukinią z sosem vinegrette.
Cukinię kroje wzdłuż na bardzo cienkie plastry - używam do tego obieraczki do ziemniaków. Następnie fantazyjnie układam na porwanych liściach sałaty i polewam sosem. Dla koloru wszystko posypuję garścią posiekanych na kawałki pomidorów, które wcześniej obrałem i pozbawiałem nasionek.

Takiej polędwicy doskonale robi towarzystwo bagietki lub pieczonych ziemniaków i wytrawne białe wino.

Do góry





Coś bardzo, ale to bardzo konkretnego

"American dream" - stek, pieczone ziemniaki, sałatka "coleslaw"

Czas na coś poważniejszego - tak zwykle mówią do mnie moi przyjaciele płci męskiej, kiedy mają ochotę na soczysty kawał mięsa.
A jak ma być "kawał" - od razu na myśl przychodzi mi stek - gruby, soczysty, aromatyczny - po prostu sama kwintesencja mięsa.

Sprawa wydaje się banalnie prosta - rzucić na patelnię kawałek wołowiny, podsmażyć i już! Ale... najczęściej przypomina to kawałek podeszwy a nie "american steak". Podobno żeby zrobić prawdziwy "steak" trzeba do niego użyć specjalnego rodzaju wołowiny, która poza szczególnym smakiem charakteryzuje się również kosmiczną ceną. Moim zdaniem nic bardziej błędnego - steki udają się również z "ogólnodostępnej" wołowiny, trzeba ją tylko dokładnie wybrać i odpowiednio potraktować.
Tak więc zabieram się do przyrządzenia czegoś "powazniejszego". To coś poważniejszego musi być jednak z dobrego mięsa - kawałek polędwicy wołowej [trochę za ładnym kawałkiem trzeba pochodzić] - o ile jest świeży i jasnoczerwony będzie doskonały. Kupuję więc takie kawałki o grubości około dwóch palców [liczonych wszerz, a nie wzdłuż], mocno naciskam rączynami na desce i posypuję odrobiną soli zmiękczającej mięso, której głownym składnikiem jest enzym papainowy [niestety bez tego polska wołowina się nie obejdzie].

Kiedy na wołowinę działa sól przygotowuję ziemniaki - najbardziej do steków pasują zapiekane, z mocno zrumienioną i trochę twardą skórką. Dokładnie wymyte ziemniaki bez obierania gotuję przez kilka minut, następnie doprowadzam je wszystkie za pomocą krojenia do mniej więcej takiej samej objętości - są tak na "jeden kęs". Wrzucam je do naczynia do zapiekania, które wcześniej natarłem czosnkiem i wysmarowałem oliwą. Potem polewam je jeszcze oliwą, solę i pieprzę - wstawiam na co najmniej pół godziny do piekarnika [200 oC]. W czasie pieczenia obracam je kilka razy, by z każdej strony nabrały rumieńców.

Kiedy ziemniaki zaczynają przybierać kolor złoto brązowy czas by na patelni rozgrzać oliwę - kiedy prawie dymi kładę na nią steki i smażę na dużym ogniu przez pół minuty z obu stron, następnie zmniejszam ogień do minimum, przykrywam patelnię i pozwalam im "dojść" do odpowiedniego stanu - w zależności od upodobań gości od 5 minut - steki "krwiste" do 15 minut - steki bardzo, ale to bardzo wysmażone. Kiedy osiągną żądany stan, wykładam je na talerze, a na pozostały sos po smażeniu steków sos wrzucam duży kawałek masła i wlewam odrobinę czerwonego wytrawnego wina - mieszam intensywnie. By z tego powstał aromatyczny sos wystarczy kilkadziesiąt sekund. Sosem polewam mięso. Na stole pojawiają się ziemniaki i sałatka. No cóż, do takiego mięsa nie pasuje nic innego jak sałatka w stylu "coleslaw" - pokrojoną na cienkie, ale długie kawałki kapustę mieszam z podobnie pokrojona marchewką i kwaśnym jabłkiem. Doprawiam sałatkę odrobina cukru, soli, pieprzu oraz dużą ilością soku z cytryny. Sos robię z jogurtu wymieszanego pól na pół z dobrym majonezem [dobry majonez, niestety to tłusty majonez, ale my tu przecież nie odchudzaniu, nieprawdaż]. Sałatce niewątpliwie dobrze zrobi jak postoi dłuższą chwilę w lodówce.
A do takiej kolacji, nic innego jak dobry stary blues znad delty Misissipi - do takiego zestawu ja osobiście polecam Sue Fowley - młoda i śliczna to "pieśniarka" ale bluesy zapodaje jak osiemdziesięciolatkowie spaleni słońcem z głosem przeżartym whiskey.

Kolacja na stole. Mężczyźni piją piwo, kobietom zaś, jeśli nie lubią piwa piją czerwone wino - to samo, które sprawiło że sos do steków ma taki wspaniały smak.

Do góry





Nie wymaga więcej niż 20 minut

Sparowane warzywa pod beszamelem


Składniki: warzywa świeże lub mrożone, sos beszamelowy, opcjonalnie jajka

To znowu jedna z tych bardzo szybkich potraw i jednocześnie bardzo efektownych i... nie za bardzo kalorycznych. W sam raz na kolację po ciężkim dniu pracy.

Biorę do niej różne warzywa, akurat, to co mam "na stanie". Najczęściej jest to marchewka, fasolka szparagowa, brokuły, kalafior, ziemniaki. Wszystko to obieram, kroję na dosyć duże kawałki i krótko gotuję na parze, tak by warzywa były raczej twarde niż miękkie. W czasie gotowanie przygotowuję sos beszamelowy [patrz "Jak to zrobić?].

Ugotowane warzywa wkładam, w taki sposób by się pomieszały razem ze sobą do naczynia żaroodpornego wysmarowanego masłem i zalewam je beszamelem, na wierzchu posypuję miąższem z bułki lub ziarnami sezamu [to tak na modłę wegetariańską]. Wkładam do pieca rozgrzanego do 180 stopni i czekam aż potrawa na górze nabierze złocistego koloru. W wersji bardziej "energetycznej" na warzywa przed zapieczeniem wbijam kilka całych jajek - pięknie się zetną i zamiast warzyw pod beszamelem wyjdą jajka sadzone na warzywach pod beszamelem.

Trwa to mniej więcej tyle ile "Phoenix" Wishone Ash, czyli jakiś kwadrans. Z takimi warzywami doskonale komponuje się sałatka z kapusty pekińskiej. Kapustę pokrojoną w długie i cienkie kawałki mieszam z obranymi i pokrojonymi w nie za małą kostkę i obranymi pomidorami. Zalewam to sosem vinegrette i posypuję dużą ilością posiekanej natki pietruszki.

Do góry





Nie wymaga więcej niż 20 minut

Makaron plus 3 rzeczy równa się wykwintna kolacja


Składniki: makaron tagiatelle - możliwe jak najszerszy [zobacz w rekomendacjach jaki jest najlepszy], dojrzałe pomidory, parmezan, świeża bazylia, oliwa.

Moim zdaniem szczyt prostoty a smak godny najlepszej restauracji. Potrawa, której wykonanie zajmuje tyle czasu ile trwa "Rockin' in the Free World" Neil'a Younga w wersji koncertowe, czyli jakieś 12 minut.

W dużym garnku zagotowuję wodę. Solę ją i dodaję odrobinę oliwy. Kiedy woda mocno buzuje wrzucam makaron - po trochu, by nie przerwać wrzenia wody. Mieszam intensywnie, następnie zaś zmniejszam ogień, tak by woda wrzała dosyć intensywnie, ale nie próbowała wydostać się z garnka.

Kiedy makaron się gotuje zabieram się do przygotowania pomidorów - obieram je ze skóry [sposób na to w "Jak to zrobić"] i kroję na dosyć dużą kostkę. Parmezan kroję na cienkie "wiórki" - używam do tego... obieraczki do warzyw. Dzięki temu smak sera będzie bardziej wyczuwalny w potrawie i wyglądać to będzie efektownie. Liście bazylii rwę palcami na dosyć duże kawałki.

W tym czasie makaron już na pewno ugotował się "all dente" . Odcedzam go, ale nie przelewam zimna wodą - dobremu makaronowi wręcz szkodzi "hartowanie". Gorący makaron wykładam na talerze. Posypuję parmezanem, następnie pomidorami i na górę jeszcze trochę parmezanu. Wszystko to obficie polewam oliwą. Dzieło wieńczą liście bazylii. Do tego oziębione wytrawne wino.

Bouno apetito!

Do góry





Robi wrażenie! Nie wymaga więcej niż 20 minut

Goście są bardzo głodni i żądają kanapek, a my nie ich nie lubimy - znaczy się kanapek, więc robimy kanapkę "niekanapkę"


Składniki: bagietka, camembert [raczej dużo - ze dwa kawałki], białe winogrona, oliwa

Kiedy mało czasu, a należałoby się pokazać polecam szczególnie taką oto kanapkę "niekanapkę".
Bagietke kroję wzdłuż na połowę i wydrążam miąższ ze środka, nie robię tego jednak zbyt dokładnie, dokładność nie jest bowiem czasami wskazana w kuchni. Miąższ lekko podsmażam na oliwie, uprzednio porwawszy go małe kawałki. Kiedy wystygnie, mieszam go z pokrojonym w średniej wielkości serem [powiedzmy, że kawałki są wielkości oliwki].
Do miąższu i sera dodaję połówki winogron pozbawione pestek [twardziele jeszcze obierają winogrona, mnie jednak nie starczy na to cierpliwości i przecież nie mam zbyt wiele czasu, bo goście]. Solę to wszystko odrobinę o posypuję odrobina białego pieprzu - zdecydowanie do tej potrawy pasuje biały a nie czarny. Teraz całość upycham do dolnej części bagietki, wkładam kilka wiórków masła i przykrywam drugą połową, którą spryskuję wodą - dzięki temu będzie chrupiąca.
Teraz "niekanapkę" wkładam do pieca na jakieś 15 minut - niech się zapieka w temperaturze około 180 stopni - według skali Celcjusza.

Do tego sałata z sosem vigrette.

Do góry





Nie wymaga więcej niż 20 minut

Bruszetta


Składniki: bagietka, pomidory, czosnek, świeża bazylia, oliwa

Doprawdy nie wiem jak się to dokładnie pisze, ale wiem, że wymawia się to jak napisałem powyżej. Bruszetta - czyli grzanki z pomidorami. Potrawa doskonała na przystawkę, albo jako lekkie danie kolacyjne w gorący wieczór.

Bagietkę - powinna być czerstwa, ale nie jest to nic nie szkodzi, kroję na ukośne kromki. Nacieram je czosnkiem i obficie skrapiam oliwą. Grzanki wędrują do pieca na kilka minut, by się pięknie zrumieniły. W tym czasie, albo przed grzankami, jeśli gości jest dużo przygotowuję pomidory - obrane ze skóry, pozbawione pestek, pokrojone w drobna kostkę mieszam z posiekanym drobniutko czosnkiem, bazylia porwaną rękoma na duże kawałki. Do pomidorów dodaje dużo oliwy i troszeczkę soli i czarnego pieprzu. Kiedy grzanki są gotowe - podaję je na stół, obok stawiając oziębione uprzednio pomidory z bazylią. Goście własnoręcznie nakładają sobie pomidory na gorące grzanki. Jest to genialne połączenie chrupkiego gorącego pieczywa z zimnymi, pachnącymi pomidorami.

A i łyk wina nie zaszkodzi pod taka "bruszettę."

Do góry





Robi wrażenie

Jabłkowe piersi kurczaka


Składniki: piersi z kurczaka albo indyka, kwaśne, twarde jabłka, sok jabłkowy, masło, czosnek, bułka, wędzony boczek oraz oczywiście przyprawy

Mięso z piersi kurczaka samo w sobie nie jest zbyt wyraźne w smaku. Doskonale robi mu wzmocnienie jakimś zdecydowanym dodatkiem. Doskonałe są do tego kwaśne jabłka. Przygotowanie potrawy zaczynam od delikatnego rozkrojenia piersi kurczak na możliwe dosyć duże plastry i jeszcze delikatniejszym im rozpłaszczeniu poprzez ugniatanie ich dłonią na desce. Plastry kurczaka sole i pieprzę - w tym przypadku polecam biały pieprz.

Teraz czas na farsz - składa się on z posiekanych na drobne kawałki jabłek, posiekanego czosnku, namoczonej i odciśniętej z mleka bułki, soli i pieprzu. Do farszu, by nabrał odpowiedniej lepiącej się konsystencji dodaję spory kawałek masła i dokładnie mieszam.

Na środek plastrów mięsa nakładam tyle farszu, ile się zmieści, by dały się szczelnie zawinąć. Po zawinięciu mięsa zawijam je jeszcze w cienko pokrojone plastry boczku, jeśli nie są one wystarczająco duże, roladki owijam jeszcze nitką [bawełnianą i białą, by mięso ni chwyciło żadnego niepotrzebnego kolorku]. Teraz mięso obsmażam na maśle z oliwą krótko na dużym ogniu. Roladki układam w naczyniu żaroodpornym i zalewam sokiem jabłkowy, tak mniej więcej do połowy. Naczynie przykrywam i wkładam do pieca na około pół godziny. Na kilka minut przed końcem pieczenia, odkrywam naczynie, by mięso na górze się pięknie zrumieniło.

Aby potrawa nabrała bardziej wykwintnego "sznytu" przygotowuję jeszcze "podkład". Na oliwie podsmażam młode liście szpinaku [uprzednio umyte, odsączone z wody i pozbawione łodyżek] wymieszane z czosnkiem i lekko popieprzone. Trwa to dokładnie pół minuty - szpinak ma się raczej sparzyć niż podsmażyć. Czas na finał. Na talerze wykładam szpinak, polewam go dookoła sosem z pieczenia mięsa i na górę kładę pozbawione nici roladki z kurczaka.

Do góry



MyStat