Wpisz się do Księgi Gości
Tłumaczenie Agnieszka Krysiak Wszystkie prawa zastrzeżone 1998 Agnieszka Krysiak ( shout@free.polbox.pl ) |
Suzanne Clothier Zakładnicy miłości...
Powiedział, że ją kocha. Powiedział, że związek z nią znaczył dla niego więcej niż prawie cały świat. Rzekł, że cieszyła go praca z nią i dzielenie się nowymi pomysłami. A ona nie spuszczała wzroku z jego twarzy, nie zwracając uwagi na publiczność, która bez tchu czekała, by poznać tajniki jej uwielbienia i niepodzielnej uwagi. - Po pierwsze, - rzekł, - nigdy nie pozwalam jej spotykać nikogo za wyjątkiem mnie. Kiedy wychodzę do pracy, zamykam ją w pokoju. Na pewno się nudzi, lecz kiedy wracam do domu, to jak mnie wita! Jeśli chce cokolwiek zrobić, za wyjątkiem wyjścia za potrzebą, musi to zrobić ze mną. Kontroluję co je, w co się bawi i w ogóle wszystko, co robi. Gdziekolwiek jesteśmy, musi zawsze patrzeć na mnie, tak bym wiedział, że poświęca mi całą swoją uwagę. Nie może mieć żadnych znajomych, ponieważ mogliby odwrócić jej uwagę ode mnie lub zużyć energię, którą potrzebuje do pracy. Skoro jestem jej jedynym towarzyszem, jestem dla niej niezmiernie ważny. I oczywiście woli być ze mną, niż z kimkolwiek innym. Nie było słychać głosów oburzenia ani protestów. Nikt nie wstał z miejsca i nie powiedział mu, że takie postępowanie jest archaiczne i oburzające. Nikt nie wykrzyknął, że to nie jest, nie może być, tajemnica zdrowego i szczęśliwego związku. Zamiast tego wszyscy potakująco kiwali głowami.Uważali, iż jest to całkiem sensowne. Czy był to jakiś talk show pod tytułem 'Zakładnik miłości - klucz do szczęśliwego związku"? Niestety, nie było to 'Na każdy temat', lecz wykład dla osób chcących dowiedzieć się czegoś więcej o szkoleniu psów, a 'on' mówił o 'niej' - swoim psie. Gdyby był to mąż mówiący o swojej żonie, lub matka opowiadająca o sposobach wychowywania dzieci - widownia byłaby całkiem słusznie przerażona. Jednakże tu chodziło, mimo wszystko, jedynie o psa, a to były sposoby na osiągnięcie wspaniałych wyników. Jeżeli przyjrzymy się teoriom stojącym za metodyką, może się zdarzyć, że nieźle to nami wstrząśnie. Już od dłuższego czasu przerażała mnie teoria głosząca konieczność odosobnienia psa w celu zwiększenia jego chęci pracy z właścicielem. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego metoda ta nie tylko odnosi "sukcesy" (jeżeli twoja definicja sukcesu obejmuje odrzucenie normalnego, zdrowego związku, na rzecz perfekcyjnego wykonania), ale też wydawaje się nieznośnie znajoma. Odpowiedź? "Syndrom sztokholmski" - zjawisko psychologiczne, nazwane tak od pewnego zdarzenia - uprowadzenia pociągu wraz z jego pasażerami. Syndrom ten polega na tym, że, co zaskakujące, zakładnik zaczyna przejawiać pozytywne nastawienie do swego porywacza. Aby pojąć zasady działania syndromu sztokholmskiego, konieczne jest zrozumienie pojęcia deprywacji sensorycznej (odcięcia dopływu bodźców zewnętrznych). Wyobraź sobie, że ktoś siłą izoluje cię od twego codziennego życia (znajomego otoczenia, zwykłych czynności i kontaktów) i umieszcza w obcym ci miejscu, skąd nie możesz uciec. Jedynym kontaktem ze światem są dla ciebie twoi porywacze, którzy bywają z kolei dość kapryśni - to znaczy, nie jesteś w stanie zrozumieć dlaczego lub kiedy robią coś dla ciebie, z tobą lub tobie. Mogą wstrzymać pożywienie i/lub wodę, tak abyś docenił ich wartość i żebyś chciał dostosować się do ich żądań. Mogą cię bezczynnie trzymać w całkowitej ciszy lub ciemności. Nie wolno ci też rozmawiać z innymi więźniami. Mogłoby się wydawać, iż rozsądną (ludzką) reakcją byłby bunt. I tak zazwyczaj zresztą na początku jest. Jednakże, jak widzieliśmy na przykładzie zakładników ze sztokholmskiego pociągu, bardzo szybko instynkt samozachowawczy wypiera wrogość. Cały twój świat zaczyna kręcić się wokół porywaczy, a w próżni pozbawionej bodźców, w której się teraz znajdujesz, absorbują cię całkowicie ich nastroje oraz to, co robią. Przewidywanie ich zachcianek, zaspakajanie ich - oto klucz do przetrwania. I dalej, ponieważ pozbawiono cię możliwości kontaktowania się z kimkolwiek innym, zaczynasz o wiele przychylniej patrzeć na swoich oprawców. Kiedy zakładnicy z owego pociągu zostali uwolnieni, zaskoczyli policję prosząc o pobłażliwość dla porywaczy. U każdego ze stworzeń społecznych (człowieka, wieloryba, goryla, wilka, konia, psa, szympansa, delfina), najszybszym sposobem wywołania neurozy i nienormalnego zachowania jest umieszczenie go w izolacji od bodźców zewnętrznych. Pracownicy zoo wiedzą, iż dla zwierząt, by normalnie, zdrowo żyły, rozmnażały się i wychowywały potomstwo, nie ma nic lepszego, niż pozwolić im wieść życie w normalnej dla nich społeczności i hierarchii, i to w tak zróżnicowanym otoczeniu, jak to tylko w zoo możliwe. W stadninach często izoluje się ogiery od pozostałych członków stada. Ogiery te znane są ze swojej neurotyczności, skłonności do samookaleczania i wysokiego poziomu agresji. Pracowałam z ogierami, którym wolno było normalnie przebywać z innymi końmi, hasać po pastwiskach, pracować pod siodłem. Zwierzęta te były inteligentne, zdrowe i wspaniale się z nimi pracowało. Byłam też kiedyś w stajni, gdzie wszystkie konie zachowywały się neurotycznie. Te biedne stworzenia były tak troskliwie chronione w imię wydajności na ringu pokazowym, że ich życie składało się jedynie z bycia więźniem w przepięknie utrzymanej celi. Jeżeli przejrzymy podręczniki na temat rozwoju dziecka, zauważymy, że istotnym czynnikiem dla powstania dobrze ukształtowanej, twórczej i zdrowej psychiki dziecka jest wystawienie go na szerokie spektrum bodźców - nowych ludzi, otoczenia, czynności i pomysłów. Trudno sobie wyobrazić racjonalną osobę głoszącą, że aby dziecko uzyskało lepsze oceny i chętniej spełniało żądania rodziców, najlepiej je odizolować i odciąć bodźce zewnętrzne. A nie trzeba być geniuszem, by pojąć jakie skutki takie działanie by odniosło. Przyjrzyjmy się teraz teorii, mówiącej że pies nie powinien w zasadzie kontaktować się z innymi psami. Uzasadnia się to tym, że pies w kontakcie z innym psem musi być albo dominantem albo psem uległym. Tacy szkoleniowcy wierzą, że zgodnie z zasadami normalnego psiego zachowania, wrażliwa psychika psa zostanie albo nieodwracalnie zniszczona przez to, że zwierzę ulegnie innemu, albo pies stanie się zbytnio dominujący, a przez to nie będzie nadawał się do zwycięskiego współzawodnictwa w ringach posłuszeństwa i obrony. Czy ma to w ogóle sens? Co stało się ze zrównoważonymi psami, które normalnie dają sobie radę w życiu? Czytałam pewien artykuł, w którym autor starannie objaśniał, że każda nowoutworzona grupa psów musi wytworzyć własną hierarchię, a w momencie zmiany w grupie, hierarchia również musi ulec zmianie. A to niespodzianka! Za każdym razem gdy wejdziesz do jakiegoś pomieszczenia pełnego innych ludzi (człowiek to również zwierzę społeczne, podlegające strukturom władzy i hierarchii opartych na dominacji), powtarza się ten sam proces. A to właśnie dzięki takim częstym spotkaniom i przetasowaniom dowiadujesz się kim jesteś, bez względu na to gdzie jesteś. Najbardziej pewne siebie psy, które znam, to właśnie psy maksymalnie socjalizowane, zdolne zachować się odpowiednio do danej sytuacji. Jest jednak w tym wszystkim ziarnko prawdy - chociaż bardzo małe. Nie ma wątpliwości, że nieodpowiedni towarzysz zabawy może przerazić twojego psa (zwłaszcza szczeniaka), czasami pozostawiając poważny i długotrwały uszczerbek w psychice. Nie ma wątpliwości, że pies terroryzujący inne psy będzie nienajlepszym psem do zawodów - bez krzty szacunku czy rozsądku, czy też obu tych rzeczy. Jednakże o wiele bardziej prawdziwe jest stwierdzenie, że normalny pies, który jest porządnie i dogłębnie zsocjalizowany, który miał okazję by wykształcić odpowiednie zachowania, który wie, kiedy uprzejmie się ukłonić, a kiedy dumnie się wyprostować - to pies, którego nie jest łatwo wytrącić z równowagi. To, czego owi szkoleniowcy boją się najbardziej to to, że ich pies będzie wolał
sie bawić z innymi psami niż z nimi samymi. Nawet mówią o tym bez ogródek. Wobec tego
zadam pytanie: jeżeli twój pies woli bawić się z innymi psami niż z tobą, to czy to
czegoś nie sugeruje? Gdyby twoja żona / mąż wolałaby czy wolał spędzać weekendy z
innym mężczyzną / kobietą, to czy nie sugerowałoby to czegoś? Przypuśćmy, że
uwielbiasz grę w warcaby i chodzisz na każde zawody warcabowe, które się w pobliżu
odbywają. Pewnego dnia stwierdzasz, że twoja żona/kolega/dziecko/przyjaciółka
(niepotrzebne skreślić) też będzie się przy tym świetnie bawić. I kiedy tak sobie
siedzicie na zawodach, ty oczarowany mistrzowskimi ruchami na planszy, twój towarzysz
tymczasem zauważa wiewiórkę na drzewie za oknem. Można stworzyć związek oparty na wzajemnym szacunku, bez śladu zjawiska deprywacji sensorycznej, i mimo tego cieszyć się psem, który będzie pracował dla ciebie całym sercem, a co ważniejsze, będzie pracował z tobą. Ale ponieważ nie biorę udziału w zawodach posłuszeństwa, niektórzy czytelnicy będą kwestionować podstawy do takiego stwierdzenia, myląc ilość uzyskanych tytułów ze zdobytą wiedzą. Podczas mojej wieloletniej pracy z psami, te dwa lata, które spędziłam szkoląc mojego psa do pracy ratowniczej, nauczyły mnie, jaki rodzaj związku może powstać między psem a człowiekiem. Kiedy byliśmy na naszej pierwszej wyprawie ratunkowej, na oświetlonym światłem księżyca polu kukurydzy, wyparowały wszystkie zalety, które widziałam w regulaminowym szkoleniu posluszeństwa. Obserwowałam wtedy, jak mój pies pracuje bez przerwy w dziwnym dla niego otoczeniu, ze mną, bez smyczy ... aż do wschodu słońca. Przyglądałam się mojemu partnerowi, młodemu owczarkowi niemieckiemu o imieniu Chilkat, kiedy bawił się z innymi psami z zespołu poszukiwawczego, kiedy przygotowywaliśmy się do akcji ćwiczebnej. Przybiegał do mnie natychmiast na cichy gwizd czy zawołanie, gotowy do pracy - pracy na śladzie, która mogła trwać i dwie godziny w ulewnym deszczu, przenikliwym zimnie lub zniewalającym skwarze. Kiedy szłam ze znajomym przez park z siedmioma psami, spuszczonymi ze smyczy, kazałam mu się schować. Nie przejmowałam się pozostałą szóstką, tylko wysłałam Chilkata na formalne poszukiwania. Momentalnie przeszedł metamorfozę i poszedł w teren, ignorując nawet zachęty szczeniaka do podjęcia przerwanej zabawy. W obu tych przypadkach, po skończonej pracy Chilkat radośnie powraca do zabawy z pozostałymi psami, płaszcząc sie przed starszymi, upominając szczeniaka, że jego manierom brakuje szlifu. Podczas prawdziwych akcji ratunkowych zdarza się, że wędrujemy przez obce pola w środku nocy, a ja obserwuję, jak mój pies ignoruje obce psy, zwierzęta, a nawet zające i sarny, pryskające mu spod nóg. Widziałam, jak pracował przez cztery godziny na szczycie góry, po godzinnej wspinaczce (podczas której minęliśmy niedżwiedzicę z małymi). Zawiódł mnie wtedy jedynie w tym, że nie chciał odpocząć więcej niż trzy minuty, na co moje wlasne zmęczone nogi prawie sie zbuntowały. Wzburza mnie pomysł, że miałabym się sztucznie upewniać, czy moje psy uważają mnie za coś interesującego. Gdyby kiedykolwiek w jakimkolwiek związku ze zdrową istotą (człowiekiem, psem, koniem czy innym gatunkiem) zdarzyła się sytuacja, że musiałabym schlebiać, przekupywać, wkupiać się lub brać zakładnika, aby zapewnić sobie jej zainteresowanie - podeszłabym do lustra i uważnie się sobie przyjrzała. W przypadku stworzeń chorych lub niezrównoważonych, takich jak bardzo schorowane na ciele lub umyśle zwierzęta czy ludzie, to faktycznie na początek przyjaźni oferowałam różne przysmaki, zabawy, dodatkowo poświęcaną uwagę. I robiłam to świadomie, ponieważ biorąc pod uwagę ich stan, normalny związek nie był możliwy i decydowałam się na nienormalne zachowanie. Jednakże nie odbierałam im jedzenia, dostępu do swobodnej zabawy i jej towarzyszy czy mojej miłości. To nie byłby związek ani przyjaźń. Być może jest to odpowiednie oddziaływanie między organizmem a źródłem bodźców, ja jednak pragnę od psa więcej niż tylko proste, uwarunkowane reakcje. Moje psy to przede wszystkim przyjaciele, i zrobie wszystko, by je w ten sposób traktować. Często nie udaje mi się być dla nich tak hojnym i wytrwalym przyjacielem jak one dla mnie. Ale się uczę. O psie mawia się 'najlepszy przyjaciel czlowieka'. Szkoda, że pies nie potrafi mówić, chociażby po to, by powiedzieć nam, co to naprawdę dla niego znaczy. Być może niektóre psy, tak jak sztokholmscy zakładnicy, prosiłyby o wyrozumiałość dla swoich porywaczy. Copyright 1996 Suzanne
Clothier. All rights reserved. Used by permission. |
Ta strona znajduje sie
na serwerze Polbox On-Line Service |