Anegdoty skrablowe
Życie skrablowe obfituje w wiele niecodziennych, nierzadko zabawnych sytuacji. Oto niektóre z nich:
Kisiel ujmuje istotę Scrabble
W drugiej rundzie turnieju w Inowrocławiu (kwiecień '98) spotkali się Maciek Czupryniak i ośmioletni Krzyś Usakiewicz, znany jako "Kisiel". W pewnym momencie Maciek zagrał słowo ZYMAZĄ za 40 pkt. Kisiela nieco zamurowało, co Maciek zauważył i zapytał:
- Co, pewnie chcesz sprawdzić "zymazę" w słowniku?
- Nieee - odparł po chwili Kisiel - to brzmi tak idiotycznie, że na pewno jest.
Umysł skrablisty
W 11. rundzie III Mistrzostw Warszawy (luty '98) przy pierwszym stole spotkali się Tomasz Zwoliński i Dariusz Banaszek. Partię rozegrali szybko i wyszli na korytarz, zwyczajowo pozostawiając niezłożoną planszę, na górze której wyróżniała się siódemka ZASTANÓW.
Stopniowo ci, którzy kończyli swoje partie, podchodzili do pierwszego stołu, by zobaczyć, jaki padł wynik, może podpatrzyć jakieś ciekawe słowa. Jako pierwszy popisał się skrablista nieprzeciętny, zdobywca piątego miejsca w tym turnieju - Robert Duczemiński. Rzucił okiem na planszę, a zauważywszy ZASTANÓW, z niepokojem zapytał:
- A co to jest "zastan"? W którym słowniku?
Robert był pierwszy, ale nie jedyny. Lekko licząc, połowa krajowej czołówki wpadła w pułapkę schematycznego myślenia: "Skoro na planszy leży ZASTANÓW, to znaczy, że musi istnieć jakiś "zastan". A dlaczego ja go nie znam?".
Wyjaśnienie, że to tryb rozkazujący od "zastanowić (się)" tylko częściowo uspokoił tuzy polskiego Scrabble.
Skromność mistrza
Po drugiej rundzie turnieju w Poznaniu (maj '97) trzykrotny wówczas mistrz Polski Tomasz Zwoliński z niezbyt szczęśliwą miną wyszedł z sali, gdzie toczyły się rozgrywki.
- Co Tomku? Jak poszło? - posypały się pytania.
- Hm, przeciwnik był dobry, a mnie w ogóle nie szły literki... - zaczął się tłumaczyć mistrz.
- I co, i co? - sensacja zawisła w powietrzu.
- No cóż, wygrałem ze 150 punktów.
Uprzejmość mistrza
Podczas I Mistrzostw Kaszub w Kościerzynie (czerwiec '97) Tomasz Zwoliński w pierwszej rundzie spotkał się z graczem, biorącym pierwszy raz udział w turnieju Scrabble.
Debiutant, jak to debiutant, miał jeszcze kłopoty ze słowami, które dla doświadczonych skrablistów są oczywiste, więc gdy na planszy pojawiła się, ułożona przez mistrza, trzyliterówka III, zapytał:
- Jest takie coś? Co to znaczy?
- To jest taki wykrzyknik, oznaczający lekceważenie. Można go na przykład użyć w zwrocie "Iii, co z niego za gracz" . - wyjaśnił uprzejmie trzykrotny mistrz Polski.
Wielki eksperymentator
Podczas jednego z turniejów rozgrywanych w ramach wczasów skrablowych nad jeziorem Sudomie (czerwiec '97) doszło do pojedynku między dwoma czołowymi skrablistami Zdzisławem Szotą i Pawłem Stanoszem. Zdzicho wyraźnie miał "swój dzień", więc dostawszy na początku zestaw literek ACDEWYZ, postanowił zacząć od mocnego uderzenia i położył na planszy siódemkę WYCEDZA. Paweł, rzecz jasna, sprawdził i okazało się, że - ku rozżaleniu Zdzicha - czasownika "wycedzać" nie ma w słownikach.
Zdzicho zdjął więc WYCEDZA, a gdy Paweł położył GILZIE, pomieszał literki na stojaku i, śmiejąc się, pokazał grającym przy sąsiednich stolikach przygotowane do ułożenia słowo WYGDACZE. Wszyscy uznali to za dobry dowcip, ale Zdzichowi w miarę wpatrywania się w stojak słowo wydawało się coraz bardziej sensowne. I w końcu je położył!
Paweł aż parsknął śmiechem i ze słowami "Zdzichu, przestań się wygłupiać!" zakwestionował je. Grających obok dobiegły jeszcze słowa udającego się w stronę słowników Zdzicha: "Jeśli można coś wykrakać, to czemu nie można wygdakać? O! Na przykład kura może wygdakać jajko!".
Niestety, twórcy słowników nie mieli tak bujnej wyobraźni jak Zdzicho, który, choć znów zanotował stratę, nie poddał się. Gdy przyszła kolej na jego trzeci ruch, dojrzał na planszy wolną literę S, pomieszał literki na stojaku i położył kolejną premię DYSZAWCE.
- A to co znowu? - spytał Paweł.
- No co? Jest "zadyszka", to powinna być i "dyszawka". - z wiarą w głosie odparł Zdzicho.
W tym momencie ocknął się grający obok Andrzej Lożyński:
- Dyszawce? Nie ma co sprawdzać - to takie ryby.
- Jakie ryby? - zainteresowało się już kilka stolików.
- No, nie wiecie? Takie... działające na zasadzie odrzutu... - wyjaśnił prezes PFS.
- Sprawdzam! - uciął Paweł i poszedł ze Zdzichem do słowników.
Niestety, autorzy słowników po raz kolejny okazali się ignorantami - trzecia strata Zdzicha.
Natomiast Paweł po swoim kolejnym ruchu zakomunikował sąsiednim stolikom:
- Wystawiłem mu Ń tak, że może od niego zacząć. Ciekawe, co wymyśli?
Jednak Zdzicho zawiódł oczekiwania wszystkich i położył w końcu normalne słowo. A brzmiało ono: DZIWACY.
Kisiel pocieszyciel
Ośmioletni Krzyś Usakiewicz, znany też jako "Kisiel", pokonał w Chorzowie (październik '97) kilkakrotnie starszą od siebie przeciwniczkę, która po zakończeniu partii z markotną miną pozostała przy planszy. W końcu porażka z tak młodym graczem, choćby bardzo utalentowanym, to żaden powód do dumy.
Zauważywszy to i zapewne chcąc ją jakoś pocieszyć, "Kisiel" na odchodne odezwał się w te słowa:
- Niech się pani nie martwi, wygrywałem już z lepszymi od pani!
Między teorią a praktyką
Podczas turnieju w Opolu (maj '97) jeden ze skrablistów ze ścisłej krajowej czołówki po przerwie przeznaczonej na posiłek pożalił się organizatorom:
- POSZŁEM w lewo tak, jak mówiliście, ale tam nie było nic do jedzenia!
Nikt ze słyszących te słowa nie miał najmniejszych wątpliwości, że ów gracz sam nie położyłby na planszy słowa POSZŁEM, a każdemu przeciwnikowi bezwzględnie by je zdjął.
Materiał szkoleniowy
W czwartej rundzie turnieju w Łodzi (wrzesień '97) przy pierwszym stole spotkali się Tomasz Zwoliński i Maciek Czupryniak. Przed rozpoczęciem partii do stolika podszedł jeden z debiutantów i zapytał, czy może się poprzyglądać.
- Ależ oczywiście! A co, przeciwnik uciekł?
- Nie, teraz mam pauzę, - stało się jasne, że zajmuje on po trzech partiach jedno z ostatnich miejsc - więc chciałem popatrzeć, jak grają najlepsi.
Mile to połechtało obu graczy, zwłaszcza Maćka - rzadko grywającego przy pierwszym stole, więc się sprężyli i przystąpili do gry. I co zobaczył łaknący nauki debiutant?
Pierwszy ruch Tomka - WYZ - 8 pkt. Pierwszy ruch Maćka - RYS - 4 pkt. Drugi ruch Tomka - strata (WYZĘ). Drugi ruch Maćka - wymiana. Stan po dwóch kolejkach 8:4 dla mistrza Polski.
Z coraz większym zdumieniem debiutant wpatrywał się to w jeden, to w drugi stojak (oba z niezłymi literami), a jego w jego coraz większych i coraz bardziej okrągłych oczach widać było jeden wielki znak zapytania. To tak się gra na pierwszym stole?
PS Trzeba jednak odnotować, że później partia się rozkręciła, a debiutant w następnej rundzie odniósł pierwsze zwycięstwo.
Nie ze mną te numery
W szóstej rundzie turnieju nawet najlepsi przestają kojarzyć znaczenie oczywistych słów, pojawiających się na planszy.
Podczas turnieju w Chorzowie (październik '97), w ostatniej, sobotniej parti, poźniejszy zwycięzca turnieju Paweł Stanosz spotkał się z ówczesnym wicemistrzem Polski Dariuszem Putonem.
Gdy na planszy pojawiło się, ułożone przez Darka słowo CIELI, Paweł, zwłaszcza, że ruch był niezbyt drogi, zapisał go bez namysłu. Po chwili jednak z przerażeniem pomyślał:
- O rany! Jak ja mogłem sobie pozwolić wcisnąć taki kit? Przecież CIĘLI, a nie żadne CIELI!
Nie uszło natomiast jego uwadze, że CIELI zaczyna się tuż za granatową, więc ewentualne przedłużenie go do ŚCIELI dałoby ruch przynajmniej za 40 punktów.
- Dobra, dobra. Niech no tylko spróbuje mi tam wcisnąć to Ś, to mu ze słownikiem w ręku wyjaśnię, jak się pisze ŚCIĘLI! A może to CIELI się przedłuża? Ale jak? Przecież nie przez WCIELI.
Złośliwy los przydzielił jednak literkę Ś Pawłowi, stawiając go przed iście szekspirowskim dylematem: kłaść czy nie kłaść?
- Może on naprawdę nie wie, jak się to pisze? Może warto zaryzykować? Ale nie, za dobry jest. Specjalnie mnie podpuścił, żeby teraz złapać na przedłużce. A jeśli nawet położył CIELI w jakimś pijanym widzie, to na pewno już się zorientował, że to bzdura, zdejmie mi to ŚCIELI i wstyd będzie podwójny.
Po tych przemyśleniach wykorzystał Ś na znacznie tańszy ruch w innym miejscu planszy.
Dopiero przed ostatnim ruchem Paweł, głowiąc się nad tym, gdzie położyć posiadaną na stojaku siódemkę BORDOWA, doznał olśnienia i zakończył partię ruchem BORDOWA/OCIELI.
Tajemnicze słowo
Niektórym kojarzenie znaczenia słów zaczyna szwankować już podczas pierwszej partii. W pierwszej rundzie turnieju w Olsztynie (sierpień '97) doświadczona skrablistka Małgorzata Kania spotkała się z nastoletnim debiutantem.
W pewnej chwili młody skrablista ułożył na planszy słowo KLIK. Małgorzata, chcąc już sprawdzać słowo, pouczyła przeciwnika:
- Na Twoim miejscu bym nie ryzykowała. To przecież nowe, komputerowe słowo, może go jeszcze nie być w słownikach.
- Ale... ja chciałem... to miało być od "klika"... "tych klik" - wybąkał speszony debiutant.
To se ne wrati
Paweł Stanosz to niewątpliwie jeden z najlepszych polskich skrablistów. Prywatnie zaś zdeklarowany, by nie rzec wojujący, ateista, narzeka, że wiele razy przeciwnicy (zapewne jacyś fundamentaliści religijni) w ostatniej chwili blokowali mu miejsce na ułożenie siódemek takich jak ATEIZMU czy HEREZJE.
Po "Turnieju Frustratów" (listopad '97) Paweł relacjonował przy piwie, rozegraną kilka godzin wcześniej rekordową partię, w której osiągnął aż 637 punktów.
By udowodnić, że nie był to ewidentny samograj, zapisał na serwetce zestaw liter, jaki dostał na początku partii i podał pozostałym biesiadnikom ze słowami:
- Chyba ze trzy minuty myślałem, zanim znalazłem z tego premię! Znajdziecie?
Serwetkę wziął Darek Banaszek, popatrzył na zapisane literki (A, E, I, S, T, Y i blank), pomyślał chwilę, pokiwał ze zrozumieniem głową i powiedział:
- No tak. Miałeś oczywiste ATEISTY. Nareszcie, co?
Ale Pawła jakby piorun strzelił, wyrwał serwetkę, wpatrywał się w nią dłuższy czas z niedowierzaniem, po czym zrezygnowany mruknął:
- Nie. Położyłem NIESYTA.