Między Odrą a Bugiem sumo pojawiło się całkiem niedawno. Tak niedawno, ze w języku polskim nie ustaliła się jeszcze nazwa zawodników. Dla jednych zawodnik to sumatori, dla innych sumiata, sumoka, sumista lub sumita... Przełomowa data w dziejach polskiego sumo to 17 września 1996, własnie wtedy Walny Zjazd Delegatów Polskiego Związku Zapaśniczego włączył sumo w zakres statutowego działania.Pełnomocnikiem zarządu PZZ ds. sumo został Andrzej Wojda. Coraz większa popularność sumo nad Wisłą to przedewszystkim zasługa Sławomira Luty, którego międzynarodowa kariera powoli staje się legendą.

Luto1Sławomir Luto ma wrodzone warunki do uprawiania sumo. Ma ogromną siłę, 2 metry wzrostu i waży 180-190 kilogramów. Nic dziwnego, że w kwietniu 1997 roku na trzy dni przed pierwszymi zawodami sumo w Polsce znajomy zadzwonił do niego, żeby wziął w nich udział.


    Nie zamierzałem startować - opowiada - postanowiłem zabrać rodzinę na wycieczkę do Gdańska, a przy okazji przyjrzeć się imprezie. Na miejscu okazało się, że będę walczył, choć o zasadach wiedziałem tyle, co z telewizyjnych migawek.


Z Gdańska przywiózł tytuł mistrza Polski w kategorii open, w której może startować każdy od najcięższego do najlżejszego. W kilka miesięcy później, w mistrzostwach Europy rozgrywanych w Niemczech wystąpił również całkiem na luzie. Przed zawodami odbył krótki prowadzony przez Japończyków. Skorzystał z ich rad. W walce z faworytem gospodarzy zastosował technikę oshidashi. W ten sposób został wicemistrzem Europy. W finale przegrał, bo się pośliznął.

Luto2Z wykształcenia jest rehabilitantem, ukończył znaną szkołę w Stołecznym Centrum Rehabilitacji w Konstancinie. Od dziecka uprawiał sport. Już jako czternastolatek ćwiczył zapasy. Trafił do Legii, gdzie największym sportowym sukcesem było zdobycie medalu na mistrzostwach Europy w 1985 roku. Niestety nie mógł się porozumieć z niektórymi działaczami. Opuścił Legię w 1988 roku. Od tamtego czasu do startu w mistrzostwach Polski w 1997 roku wogóle nie trenował i przytył 50 kilogramów. Sławomir Luto śmieje się, że jedynym jego treningiem było noszenie kamieni:

    Opalałem się nad rzeczką Świder. Trzej mężczyźni wyciągali z rzeki kamienie na budowę. Z jednym głazem nie mogli sobie poradzić. Postanowili, że pójdą po czwartego i po wóz konny, którym mieli wjechać do rzeki, żeby było bliżej. Zdziwili się ,kiedy sam wytaszczyłem ten głaz na brzeg. Ważył pewnie ze 200 kilogramów...

Dwa lata temu, na mistrzostwach świata w Tokio, polska reprezentacj w składzie Sławomir Luto, Jacek Jaracz, Marek Garmulewicz zajęła 8. miejsce na 37 startujących zespołów. Luto na temat swoich startów:

    Mogę tylko wygrać lub przegrać, to dla mnie żaden problem. Najważniejsza jest radość życia! Robię to dla relaksu, przyjemności, przedłużenia młodości. Mam już 35 lat, a w sporcie to dużo, lecz na ringu znów mogę poczuć się jak osiemnastolatek. Cieszy mnie popularność jaką zdobyłem dzięki sumo. Na szczęście nie jest tak wielka, żeby była uciążliwa. Dzięki temu nakręcono o mnie film. Ostatnio dostałem propozycję zagrania w serialu.

Sławomir Luto trenuje trenuje w praskim klubie 'Orzeł'. Ma niewiele czasu na treningi, bo akurat zamierza otworzyć sklep z odzieżą dla mężczyzn , którzy mają więcej niż 100 cm w pasie.

    Jest wiele takich sklepów dla pań, więc dlaczego nie mialby być dla panów? - mówi.

Pozostaje życzyć panu Sławomirowi powodzenia zarówno w biznesie jak i na arenach sumo.


Na podstawie magazynu 'Twoja Wizja'