Jeszcze do niedawna astronomowie nie mieli bezpośrednich dowodów na to, że wokół innych gwiazd przypominających Słońce krążą planety. W październiku 1995 r. Michael Mayor i Didier Queloz z Obserwatorium Genewskiego donieśli o odkryciu masywnego ciała niebieskiego obiegającego gwiazdę typu słonecznego - 51 Pegasi. Geoffrey W. Marcy i R. Paul Butler z San Francisco State University oraz University of California w Berkley rychło potwierdzili to odkrycie i zaledwie w trzy miesiące później sami znaleźli dwa ciała, krążące po orbitach wokół innych, podobnych gwiazd, dowodząc, że pierwsze doniesienie nie było jedynie wynikiem szczęśliwego trafu. Na razie jednak nikt nie widział tych obcych światów. Wszystkie trzy zostały zidentyfikowane pośrednio, przez pomiar sposobu, w jaki wpływały na ruch innych macierzystych gwiazd. Gdy jakiś obiekt okrąża gwiazdę, jego przyciąganie grawitacyjne powoduje, że gwiazda chybocze się do przodu i do tyłu. Ruch ten powoduje okresowe przesunięcia linii widmowych gwiazdy obserwowanych z Ziemi, zwane przesunięciami Dopplera. Z ich okresu można wydedukować rozmiary i kształt orbity towarzysza gwiazdy, ich wielkość zaś wskazuje minimalną możliwą jego masę. Informacji o innych szczegółach (na przykład temperaturze czy składzie chemicznym) nie da się uzyskać tą metodą. Nawet tak skąpe informacje pozwalają stwierdzić, że nowe planety nie przypominają niczego znanego wcześniej. Obiekt związany z 51 Pegasi jest z tej gromadki najdziwniejszy. Jego masa wynosi co najmniej połowę masy Jowisza, a jednak krąży on po orbicie oddalonej jedynie o 7 000 000 km od macierzystej gwiazdy; to mniej niż ósma część odległości Merkurego od Słońca. Przy tak niewielkim dystansie powierzchnia planety powinna prażyć się w temperaturze około 1300 stopni C. Okres orbitalny planety, czyli jej rok, wynosi tylko 4,2 dnia. Jedna z planet odkrytych przez Marcy'ego i Butlera krąży wokół gwiazdy 47 Ursae Maioris; ciało to sprawia wrażenie nieco bardziej normalnego. Jego orbita o trzyletnim okresie obiegu oddalona jest o blisko 300 000 000 km od gwiazdy macierzystej (co odpowiada odległości pośredniej między Marsem a Jowiszem), a jego masa wynosi co najmniej 2,3 masy Jowisza; tego rodzaju obiekt można sobie wyobrazić nawet w naszym Układzie Słonecznym. Trzecie nowe ciało, zidentyfikowane także przez Marcy'ego i Butlera, obiega gwiazdę 70 Virgins. Ta "planeta" nieco się różni od pozostałych dwóch. Jest najcięższa z tej grupy (jej masa sięga 6,5 masy Jowisza), a jej 117-dniowa orbita ma silnie eliptyczny kształt. Marcy stwierdził, że leży ona w otaczającej gwiazdę strefie, w której temperatura panująca na powierzchni planety umożliwia występowanie wody w postaci ciekłej. Niezależnie od takich optymistycznych wypowiedzi ta gigantyczna planeta ma prawdopodobnie grubą, gęstą atmosferę, dającą małe szanse na rozwinięcie się życia. Istotnie, wielu naukowców twierdzi, powołując się na jej dużą masę i eliptyczną orbitę, że towarzyszka 70 Virgins nie powinna być w ogóle klasyfikowana jako planeta, lecz jako brązowy karzeł - obiekt gazowy, który powstaje podobnie jak gwiazda, lecz ma zbyt małą masę, by zacząć samodzielnie świecić. Nie bez powodu astronomowie odkrywają wokół innych gwiazd jedynie ciała masywne, krążące po stosunkowo ciasnych orbitach: najłatwiej je rozpoznać za pomocą techniki dopplerowskiej. Odkrycie planety na powolnej orbicie podobnej do orbity Jowisza wymagało by co najmniej 10 lat wysoce precyzyjnych obserwacji dopplerowskich. Jednym z możliwych sposobów poszerzania zakresu badań jest obserwacja soczewkowania grawitacyjnego - zjawiska, podczas którego grawitacja badanej gwiazdy chwilowo zwiększa jasność o wiele dalszej gwiazdy. Jeśli gwiazda soczewkująca ma planety, powinny one wywoływać dodatkowe krótkotrwałe pojaśnienia. W tym przypadku można obserwować jednocześnie wiele gwiazd, takie przedsięwięcie dostarczyłoby więc danych dotyczących występowania planet. Niestety, metoda nie nadaje się do poszukiwania planet okół bliskich gwiazd. Inny sposób to bezpośrednie obserwacje promieniowania odbitego przez wielkie planety krążące wokół gwiazd. W normalnych warunkach atmosfera ziemska powinna rozmazać obraz zarówno gwiazdy jak i planety. Optyka adaptacyjna - metoda usuwania zniekształceń atmosferycznych - może przezwyciężyć te trudności. Nowo odkryte planety to jedynie wierzchołek góry lodowej. Ciągłe obserwacje, uważna analiza danych oraz oryginalne rozwiązania techniczne - na przykład interferometr kosmiczny - przyniosą wkrótce o wiele więcej takich odkryć, ukazując nam prawdziwą różnorodność światów odmiennych od naszego.