UWAGA! Poniższy tekst pochodzi z bardzo dobrej książki na ten temat autorstwa Stanisława Kochańskiego "Brygady antyterrorystyczne", Warszawa 1992.
27 czerwca 1976 roku porwany został samolot francuskich linii lotniczych Air France. Na pokładzie, oprócz załogi, znajdowało się 254 pasażerów, wśród nich wielu Żydów. Porywacze byli członkami arabskiej Organizacji Wyzwolenia Palestyny (Palestine Liberation Organisation - PLO) oraz zachodnioniemieckiej grupy terrorystycznej Baader-Meinhof. Samolot wylądował we wschodniej Afryce w porcie lotniczym Entebbe w Ugandzie. Zgodę na lądowanie wyraził ówczesny rząd ugandyjski i osobiście szef Idi Amin. Za uwolnienie zakładników zamachowcy zażądali uwolnienia 53 Palestyńczyków przebywających w izraelskich więzieniach.
Władze izraelskie stanęły na stanowisku nie prowadzenia żadnych rozmów z terrorystami i od razu przystąpiły do organizowania dużej operacji oswobadzającej typu wojskowego. Największe obawy budziła ogromna liczba zakładników. Natychmiast podjęto dwa rodzaje działań. Służby wywiadowcze Izraela rozpoczęły intensywne gromadzenie informacji o Entebbe, zakładnikach, porywaczach i oddziałach ugandyjskich, stacjonujących w pobliżu lotniska, natomiast specjalna grupa uderzeniowa rozpoczęła na pustyni trening przygotowawczy. I po tym wszystkim przystąpiono do negocjacji. Aby zyskać na czasie.
O porcie lotniczym Entebbe wiedziano bardzo dużo i to od razu, gdyż okazało się, że wznosiła go izraelska firma budowlana. Dodatkowe informacje, w postaci zdjęć satelitarnych, uzyskano ze źródeł amerykańskich. Tymczasem 30 czerwca zamachowcy zwolnili wszystkich pasażerów nie będących Żydami. Pozostały 103 osoby, w tym francuska załoga, która odmówiła opuszczenia pasażerów dopóki nie zostaną zwolnieni wszyscy zakładnicy. To zmniejszenie liczby zakładników w istotny sposób zwiększyło prawdopodobieństwo powodzenia akcji oswobadzającej. Zwolnione osoby przekazały bardzo ważne informacje o terrorystach, żołnierzach ugandyjskich, a zwłaszcza o warunkach panujących w hallu dworca lotniczego, w którym od pewnego czasu przetrzymywano zakładników.
Grupa uderzeniowa przygotowująca się do wykonania "Operacji Piorun" (Operation Thunderbolt) liczyła ponad sto osób. Składała się z komandosów pochodzących z 35. Brygady Spadochronowej oraz z Brygady Piechoty Golani. W operacji miała również swój udział tzw. Jednostka 269. Ważną rolę w działaniach grały samoloty, ponieważ zarówno transport grupy do Entebbe, jak i wywiezienie z Ugandy odbitych zakładników miały się odbyć drogą lotniczą. Ustalono, że cała operacja, od chwili wylądowania na lotnisku, do chwili startu z tego lotniska ostatniej maszyny izraelskiej, nie może trwać dłużej niż 55 minut. Trzeba bowiem stale pamiętać o tym, że stosunki izraelsko-ugandyjskie są złe, operacja potraktowana będzie jako agresja na suwerenne państwo i w każdej chwili trzeba się liczyć z interwencją wojsk ugandyjskich.
Osobny trening prowadzili piloci maszyn, które miały polecieć do Entebbe. Musieli nauczyć się nawigacji, podchodzenia do lądowania i lądowania bez pomocy kontrolerów z wieży lotniska, ponieważ końcowa faza lotu powinna odbywać się możliwe skrycie. Przewidywano również kłopoty z paliwem i konieczność uzupełnienia go w Entebbe i w związku z tym kilku członków grupy uderzeniowej przeszkolono w obsłudze urządzeń tankujących, używanych w Entebbe.
Ustalono, że w akcji wezmą udział cztery samoloty: trzy transportowe typu C-130 oraz samolot dowodzący typu Boeing 707. Transportowce wylądują, natomiast 707 będzie krążył nad lotniskiem. Zaplanowano również, że przebieg w czasie poszczególnych faz operacji będzie następujący: opanowanie budynku dworca w ciągu 10 minut od chwili lądowania, ewakuacja zakładników - 20 minut, sprawdzenie czy w terminalu ktoś się nie zapodział oraz czynności końcowe 10 minut i wreszcie powrót grupy uderzeniowej do samolotu oraz start w ciągu 12 minut. Razem 52 minuty. Przewidywano, że najtrudniejsza w realizacji będzie pierwsza faza uderzenia, a mianowicie dotarcie grupy bojowej z miejsca lądowania do budynku z zakładnikami. Przygotowano więc aż dwa, bardzo chytre, ułatwiające manewry taktyczne.
Przygotowania trwały nadal. W pierwszych dniach lipca w rejon lotniska Entebbe przeniknęła grupa agentów z wywiadu Mossad i komandosów z Jednostki 269. Wywiadowcy mieli zdobyć i przekazać aktualne informacje z lotniska, komandosi zaś pozostawali w ukryciu. Zadaniem ich było zaminowanie dróg prowadzących do lotniska oraz odcięcie linii telefonicznych tuż po uderzeniu "Pioruna". Inna grupa komandosów z Jednostki 269 udała się do sąsiadującej z Ugandą Kenii. Ukryli się na lotnisku w Nairobi i oczekiwali rozpoczęcia akcji. Ich zadanie było następujące. Jeśli w Entebbe nie uda się uzupełnić paliwa, samoloty izraelskie skierują się do Nairobi, by tam napełnić zbiorniki. Potrzebna będzie na to zgoda władz kenijskich. Jeśli Kenia wyrazi zgodę, grupa nie wchodzi do akcji, jeśli zaś nie wyrazi, komandosi mają siłą opanować lotnisko i zapewnić tankowanie.
Ostateczną decyzję podjęto 3 lipca. Start samolotów nastąpił o godzinie 15. Trzy C-130 i 707 wzięły kurs na Entebbe. Razem z nimi wystartowała piąta maszyna. Był to również Boeing 707. Na jego pokładzie znajdował się dobrze wyposażony szpital polowy z personelem. Samolot skierował się do Nairobi. Miał być w pobliżu, w pełnym pogotowiu. Przewidywano dużą liczbę ofiar.
Jeszcze nie wylądowali w Entebbe, a już spowodowali duże zamieszanie. Nad Jeziorem Wiktoria obniżyli wysokość i połączyli się z wieżą lotniska. Poinformowali, że lecą z Izraela i wiozą na pokładzie... zwolnionych z więzień Palestyńczyków, zgodnie z życzeniem zamachowców. Konsternacja. Był to pierwszy manewr taktyczny.
Tuż po północy 4 lipca dwa C-130 wylądowały na głównym pasie startowym, trzeci zaś obok na pasie nie używanym. Skoro wiozą Palestyńczyków mogą kołować. Podciągnęli C-130 tak blisko budynku dworca, jak tylko się dało. Otworzyli klapę ładunkową i z wnętrza samolotu wyjechał... czarny mercedes, a za nim towarzyszące land rovery. Ugandyjscy strażnicy stanęli na baczność i zasalutowali! Był to drugi taktyczny manewr ułatwiający.
Mercedes został przygotowany w Izraelu. Pomalowano go i ozdobiono tak, że do złudzenia przypominał osobistą limuzynę przywódcy Ugandy Idi Amina. W Entebbe, jak i w całej Ugandzie oryginał był bardzo dobrze znany, więc doskonała kopia wywarła wielkie wrażenie i wywołała spodziewaną reakcję. A jednak coś tu się nie zgadzało. W land roverach jadą ludzie ubrani tak jak bojownicy Organizacji Wyzwolenia Palestyny. To jest w porządku, były przecież informacje, że wiozą Palestyńczyków. Ale dlaczego oni są uzbrojeni? Zanim z tej obserwacji wyciągnięto właściwe wnioski, było już za późno. Komandosi z land roverów otworzyli ogień. Uzbrojeni byli w amerykańskie szybkostrzelne pistolety maszynowe Ingram M l O oraz izraelskie karabiny Galila.
Wykorzystując kompletne zaskoczenie grupa szturmowa osiąga budynek i wdziera się do środka. Krzyczą bardzo głośno: jesteśmy Izraelczykami! Padnij!, Padnij! I otwierają huraganowy ogień do terrorystów. Trzech zakładników nie reaguje na komendę padnij, a może w tym huku wcale jej nie słyszy. Zakładnicy ci uparcie stoją i po chwili giną, zabici wraz z terrorystami. Jednocześnie z głównym uderzeniem na budynek terminalu toczą się akcje równoległe. Druga grupa szturmowa atakuje wieżę lotniska, zdobywa ją i uniemożliwia nadanie przez radio wołania o pomoc. Trzecia pospiesznie montuje zapory na drodze łączącej lotnisko z pobliskimi koszarami wojskowymi. Czwarta wreszcie wysadza w powietrze jedenaście Migów stacjonujących na lotnisku, aby utrudnić ewentualny pościg. Pospiesznej ewakuacji zakładników towarzyszy słabnąca wymiana ognia pomiędzy grupami uderzeniowymi, a żołnierzami ugandyjskimi.
Na runwayu zaczyna powoli rozpędzać się pierwszy C-130, ten który zabiera zakładników. Zwiększa prędkość, toczy się coraz szybciej, koła odrywają się od pasa, już jest w powietrzu. Od chwili lądowania minęły 53 minuty. Komandosi odlecą parę minut później. Zanim się zwiną muszą jeszcze ubezpieczać teren podczas startu samolotu z zakładnikami i zdjąć odciski palców zabitych terrorystów. Podczas startu ostatniego C-130 znowu napięcie. Gasną wszystkie światła wyznaczające brzegi pasa. Pilot kołuje w ciemności, maszynę w powietrze podnosi instynktownie. Biorą kurs na Nairobi. Kenia wyraziła zgodę na tankowanie. Jest dobrze!.
Cechą szczególną "Operacji Piorun" było to, że odbyła się nie we własnym kraju, lecz w obcym,odległym i nieprzyjaznym. Na jej powodzenie zatem, oprócz profesjonalizmu bezpośrednich wykonawców, miały wielki wpływ czynniki zewnętrzne. Pierwszym z nich było to, że nikt nie podejrzewał Izraela o akcję zbrojną. Terroryści i władze ugandyjskie były do tej akcji zupełnie nieprzygotowane. Podjęcie operacji wywołało bardzo duże zaskoczenie ogólne, co zawsze sprzyja powodzeniu. Właśnie od akcji w Entebbe wiadomo, że działania antyterrorystyczne mogą być podjęte w dowolnym punkcie na ziemi bez względu na odległość i stosunki panujące między krajami. Drugim czynnikiem była doskonała praca izraelskiego wywiadu. Zdobyto zarówno pełne informacje ogólne o kompleksie Entebbe, jak i o wielu ważnych i cennych szczegółach. Specjaliści słusznie uważają, że rozpoznanie terenu i przeciwnika gra decydującą rolę. Raczej rzadka i niezbyt sprawna sieć radarowa nad tą częścią Afryki umożliwiła to, że samoloty izraelskie przeszły właściwie niezauważone. Wykryły je dopiero radary kenijskie, ale stosunki pomiędzy Kenią i Ugandą były napięte, nie przekazano więc sąsiadowi żadnych informacji. Wreszcie zachowanie się żołnierzy ugandyjskich, spowodowane strachem przed Idi Aminem, zapewniło sukces fortelowi z mercedesem. Jednakże starcie zbrojne z wojskiem ugandyjskim było nieuniknione. Zginęło 20 żołnierzy, ponad 100 zostało rannych. Ze strony izraelskiej zginął jeden z dowódców, podpułkownik Yehonatan Netanyahu, rannych zaś komandosów było tylko kilku.
Specyficzne warunki powstania Izraela oraz źle układające się stosunki z sąsiadami powodują, że brygad izraelskich nie można nazwać antyterrorystycznymi w wąskim znaczeniu tego słowa, lecz raczej brygadami do wykonywania różnorodnych zadań specjalnych, często agresywnych o charakterze wojskowym lub partyzanckim. Wyzwalanie zakładników jest tylko jedną z form działalności.
Pierwsza brygada. Jednostka 101, powstała już w 1953 roku, jednakże ze względu na bardzo brutalne metody działań została wkrótce rozwiązana. Na jej miejsce powołano Batalion Spadochronowy, który wykonywał akcje odwetowe w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Po Wojnie Sześciodniowej w 1967 roku powstała grupa o nazwie Sayaret Matkal podporządkowana bezpośrednio szefowi wywiadu izraelskiego. Znana jest również pod innymi nazwami, a mianowicie Jednostka Rozpoznawcza Sztabu Generalnego lub Jednostka 269. W końcu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych liczyła około 200 osób i była podzielona na mniejsze jednostki, mniej więcej dwudziestoosobowe. Służbę w 269 proponuje się po okresie rekruckim najlepszym poborowym z ogólnego poboru do wojsk lądowych. Skład uzupełnia się kandydatami z wojsk spadochronowych i z morskich komandosów tzw. combat swimmers czyli pływaków bojowych. Rywalizacja o przyjęcie jest bardzo ostra.
Trening obejmuje umiejętność skrytego przenikania na teren przeciwnika, działania na pustyni, walkę z bliskiej odległości z użyciem broni palnej, noża lub gołymi rękoma, skoki ze spadochronem, posługiwanie się materiałami wybuchowymi, posługiwanie się małymi łodziami, nurkowanie z aparatem, czy wreszcie szturmowanie budynku, na przykład za pomocą lin. Szczególny nacisk kładzie się na znajomość języków obcych. Wielu członków Sayaret Matkal włada czterema językami: hebrajskim, angielskim, arabskim i jakimś jeszcze. W procesie szkolenia stosuje się bardzo oryginalną metodę. Zajęcia odbywają się na obcym terenie rzeczywistego przeciwnika po uprzednim przekroczeniu granicy lub stanowią część wykonywanej naprawdę akcji bojowej. Sposób ten powoduje, że połowa kandydatów odpada natychmiast.
Podstawowe uzbrojenie w Sayaret Matkal obejmowało pistolety samopowtarzalne Beretta M51 o kalibrze 9 mm, pistolety Beretta o kalibrze 22LR (5,6 mm long rifle), pistolety maszynowe Uzi oraz karabiny Galila i Kałasznikowa AK-47.
W grudniu 1968 roku grupa Sayaret Matkal dokonała napadu na lotnisko w Bejrucie. Po opanowaniu portu wysadzono w powietrze trzynaście arabskich samolotów.
W maju 1972 roku czterech terrorystów z organizacji Czarny Wrzesień porwało do Izraela samolot linii Sabena z 90 pasażerami na pokładzie i załogą liczącą 10 osób. Sayaret Matkal odbiła ten samolot. Jej członkowie, przebrani za mechaników, wdarli się na pokład i zabili dwu zamachowców, jednego zaś ranili. Zginął także jeden z zakładników.
W działaniach antyterrorystycznych podczas olimpiady monachijskiej w 1972 roku Sayaret Matkal udziału nie brała, mimo iż zakładnikami Czarnego Września byli sportowcy izraelscy. Zgłosiła swój akces, ale nie uzyskała zgody. Dopiero po olimpiadzie w działaniach odwetowych przeciwko wysoko postawionym osobistościom palestyńskim wzięli udział jej członkowie.
Dużym niepowodzeniem, a właściwie klęską i to na własnym terenie zakończyła się akcja przeprowadzona w maju 1974 roku. W miejscowości Ma'alot trzech członków Ludowego Demokratycznego Frontu Wyzwolenia Palestyny opanowało szkołę wraz z dużą liczbą zakładników. W operacji uwalniającej zabito wszystkich zamachowców, ale jednocześnie zginęło 22 zakładników, 60 zaś było rannych. Popełniono wówczas wiele błędów. Atak był spóźniony, wykonano go bez zaskoczenia, a z powodu złego rozpoznania grupa szturmowa uderzyła nie na to piętro budynku, na które powinna była uderzyć, i straciła w ten sposób dużo czasu.
Po tej akcji w siłach antyterrorystycznych Izraela dokonano szeregu zmian. Wydaje się, że Jednostka 269 istnieje nadal, używana jest jednak raczej w operacjach zewnętrznych. W kraju działa nowa grupa utworzona w 1975 roku. Wchodzi ona w skład Izraelskiej Policji Granicznej i liczy około 150 ludzi. Dzieli się na plutony 24 osobowe, pluton na dwie drużyny po 12 osób, drużyna zaś składa się z dwu, sześcioosobowych sekcji. Sekcja taka jest podstawową grupą operacyjną. Ma w swym składzie dwu strzelców wyborowych, specjalistę od materiałów wybuchowych oraz lekarza. Uzbrojenie podstawowe stanowią 9 mm pistolety Beretta 92SB i Browning HP, pistolety maszynowe Uzi, karabiny M16 oraz karabiny wyborowe Steyr oraz Mauser.