Witold Topolski
"Najważniejszym komponentem systemu McIntosha
jesteś ty" - czyż nie brzmi to fantastycznie?!
Oczywiście, ktoś nas tu ostro bierze pod włos, lizusi
bezwstydnie. Twórca nowego gatunku jabłek? Nie.
Wynalazca jabłkowego komputera? Też nie, jakkolwiek
silny związek istnieje. Ten McIntosh oddał się sprawie
audio, bez reszty.
A działo się to dawno, dawno temu w Ameryce. Ta
historia zaczęła się równo 50 lat temu, kiedy
powstał pierwszy, 50-watowy wzmacniacz wysokiej
wierności, a Frank zgłosił pierwszy z wielu
patentów. Od tamtej pory w każdy produkt ludzie
skupieni wokół Franka - oprócz niezbędnych
części - wkładali swe serca i zaangażowanie, a zatem -
zgoła niedzisiejszą uczciwość. To właśnie ów
ludzki "wsad" przesądził o sukcesach firmy i
pozycji, jaką zajmuje do dziś dnia. McIntosh ustanowił
kanon "dobrej roboty", niezmienny od
dziesięcioleci pomimo czujnego nowelizowania oferty.
Nim zajął się projektowaniem wzmacniaczy, Frank H.
McIntosh mógł się już wykazać niezłym dorobkiem.
Najpierw 10 lat w laboratoriach Bella (Murray Hill, New
Jersey), następnie w dziale sprzedaży emisji radiowej
korporacji Graybar na Zachodnim Wybrzeżu, skąd na
początku II Wojny Światowej trafił do Ministerstwa
Wojny, gdzie kierował departamentem łączności radiowej i
radiolokacji. Na początku 1942 Frank prowadził
niewielkie biuro projektowe systemów dźwiękowych,
pracujące dla stacji radiowych, działających na terenie
stanu Washington. Miał koncesję ówczesnego szefa
CBS, dr Franka Stantona i Leonarda Reinscha, radiowego
doradcy prezydenta Harry Trumanna.
Ludzie i wzmacniacze
W 1944 do Franka dołączył Maurice Painchaud - drugi
filar nienarodzonej jeszcze firmy audio, przedtem
związany z rządem. U McIntosha był szefem administracji
w latach 50. i wiceprezesem w 60. i 70.; prezesem został
po śmierci Gordona Gowa; odszedł w 1992.
W swej działalności Frank potrzebował mocnych
wzmacniaczy o niskich zniekształceniach, ale takich
wtedy na rynku nie było. Perfekcjonista Frank postanowił
zmienić tę sytuację i zbudować odpowiednie urządzenie we
własnym zakresie. W 1946 z Gordonem Gowem, trzecim
filarem firmy, wzięli się ostro do roboty; w trzy lata
powstała konstrukcja o nazwie McIntosh 50W1 Unity
Coupled Amplifier, jednostka mogąca dostarczyć 50 W mocy
w paśmie 20-20.000 Hz i przy zniekształceniach
mniejszych od 1%. Symetrycznie zasilany, ze
zbalansowanym stopniem wyjściowym na lampach 6L6,
pracujących w push pullu, wzmacniacz dystansował
wszelkie dostępne wówczas urządzenia, jako jedyny
bowiem dotrzymywał deklarowanych parametrów.
Proszę zauważyć, iż działo się to w epoce swingu, gdy
ani o hi-fi, ani o takim zboczeństwie jak audiofilizm
jeszcze się nie mówiło.
W tymże samym 1949 roku firma doradcza
McIntosh&Ingles przemianowana została na McIntosh
Engineering Laboratory i przeniesiona z Waszyngtonu do
Silver Spring (Maryland), a później do Binghamton
(NY), gdzie część zakładów znajduje się do
dzisiaj. W międzyczasie Gordon Gow, zasłużony w czasie
wojny, także jako wynalazca w dziedzinie radia i
radarów, został wiceprezesem. Już w latach 50.
powstały: pierwszy w firmie przedwzmacniacz AE-2, tuner
MR-55, a także, produkowane na licencji w Kanadzie
wzmacniacze mocy MC-30 i MC-60.
Następna dekada była bardziej urodzajna. W 1962 roku
w firmie pojawił się Dave O'Brien z fantastycznym
pomysłem, o którym później. W 1963
powstała pierwsza kombinacja przedwzmacniacz-wzmacniacz
o symbolu MA 230, natomiast w zestawie M-1/2 po raz
pierwszy zastosowano podświetlany szklany panel, do dziś
znak rozpoznawczy produktów firmy. Kolejny rok
rozbił lampowy monopol: pierwszym tranzystorowym
produktem był przedwzmacniacz C-24. Zaraz po nim na
liście pierwszaków znalazł się receiver MAC 1500,
potem hybrydowy MAC 1700, w którym na lampach
zrealizowano sekcję tunera. Działo się to w roku 1967,
który miał się okazać dla firmy przełomowym. Nie
tylko z powodu przyjścia Rogera Russella, przyjętego
jako projektanta kolumn i faktu, że stał się on
nadwornym dziejopisem.
Tak na marginesie: Roger wspomina, że gdy podejmował
pracę w laboratorium McIntosha, Frank wystawiał
100-dolarowe czeki pracownikom, którzy rzucali
palenie. Ci jednak, którzy by powrócili do
nałogu, musieli mu zapłacić 200 $; system działał
niezawodnie.
Wówczas to powstała pierwsza samodzielna
tranzystorowa końcówka mocy - MC2505, skupiająca
szereg cech charakterystycznych, kultywowanych do dziś z
niewielkimi zmianami. W wyglądzie - panele frontowe całe
ze szkła i podświetlane na zielono, podczas gdy
wskaźniki miały morski odcień, obudowa typu panlock
(do1992); zaś wewnątrz - obwód SentryMonitor i
autoformer. Transformator wyjściowy przy tranzystorach?
Pozorny nonsens. Wiadomo bowiem, że obciążenie
wzmacniacza głośnikami jest różne przy
różnych częstotliwościach. Autotransformator
McIntosha dokładnie ustawia pracę końcówki do
znamionowych 4, 8, 16 omów, eliminując ryzyko
przesterowania i przegrzania, a ponadto chroni głośniki
przed uszkodzeniem, gdy na wyjściu pojawi się impuls
prądowy (zbocznikowany przez niską oporność prądową
autotransformatora nie dochodzi do głośników).
Autotransformatory są dziś montowane tylko w najwyższych
modelach. Pomimo, że zapewniają lepsze dopasowanie
tranzystorów wyjściowych do zmiennych wartości
obciążenia, nie chronią wzmacniacza przed zwarciem na
wyjściu. Temu celowi służy, stosowany we wszystkich
nowych wzmacniaczach, obwód SentryMonitor,
kontrolujący na bieżąco przepływ prądu pod względem jego
natężenia, napięcia i szybkości. Układ nie dopuszcza do
sytuacji, by którykolwiek parametr osiągnął
wartość krytyczną. Wskaźniki - zdawałoby się prosta
rzecz. A jednak osiągnięcie wiarygodnej szybkości
odczytu nie było możliwe bez specjalnego układu
napędowego, pozwalającego nadążyć za najszybszymi
impulsami z dokładnością ponad 90% oraz drugiego,
dopasowującego z kolei czas wskazania do czasu reakcji
wzroku.
W latach 70. Sidney Corderman i Roger Russell podjęli
na szeroką skalę własne pomiary spektrum pasma, dynamiki
i szczytowych impulsów, generowanych przez
instrumenty akustyczne różnego rodzaju, a także
natężenia dźwięku w salach koncertowych. Używali do tego
aparatury Bruela&Kjaera. Inspiratorem badań był dr
Harvey Fletcher, autor pierwszego systemu
stereofonicznego (1933), oraz wciąż aktualne wyniki prac
Siviana, Dunna i White'a, przedstawione w Stowarzyszeniu
Akustyków Amerykańskich (ASA) jeszcze w roku
1929. Owocem pomiarów Cordermana i Russella był
szereg istotnych modyfikacji w projektach kolejnych
modeli, zwłaszcza w sekcji phono stage. Russell był w
stanie odkryć np. niezgodność pomiaru natężenia dźwięku
cymbałów z odczytem wskaźnika wzmacniacza i
skorygować ją.
Wówczas to (1973) Roger był już szefem
wydziału badań akustycznych i współpracował z
Larrym Fishem, Carlem van Gelderem i Davem Wheatonem,
ludźmi, którzy przygotowali i uruchomili
produkcję zespołów głośnikowych w nowym zakładzie
w Conklin. Innym ważnym wydarzeniem tamtych lat było
opatentowanie (1975) obwodu zapobiegającego
przesterowaniom, nazwanego Power Guard. Pierwszym
urządzeniem, w którym go zastosowano była
końcówka mocy o symbolu MC-2205. Układ
komparatora nieustannie porównuje kształt fali na
wyjściu wzmacniacza z impulsem wejściowym; wykrycie
deformacji automatycznie powoduje obniżenie sygnału do
bezpiecznego poziomu. Power Guard nie tylko usprawnia
pracę wzmacniacza, ale zapobiega przypadkowemu
uszkodzeniu głośników średnio- i wysokotonowych
przez niekontrolowane zniekształcenia harmoniczne.
W roku 1977 Frank H. McIntosh przeszedł na emeryturę,
odsprzedając również swe udziały, ale pozostał
związany z firmą jako jej konsultant. Na fotelu prezesa
zastąpił go Gordon Gow, człowiek o rozległych
zainteresowaniach i niespożytej energii. Początkiem lat
80. Frank zaprojektował jeszcze dwa modele wkładek z
ruchomą cewką i odpowiedni do nich przedwzmacniacz,
które jednak wraz z rozwojem techniki CD nie
znalazły już wielu nabywców. Gordon Gow zmarł w
1989; Frank odszedł rok później.
W 1990 roku firma McIntosh została wykupiona przez
japońskiego producenta car audio - Clariona. Nowy
właściciel z góry zadeklarował kultywację
osiągnięć McIntosha, niemniej w jego dziejach rozpoczął
się całkowicie nowy rozdział. W 1991 prezesem został Ron
Fone z Acoustic Research, a w 1992 odeszli ludzie,
którzy historię firmy pisali własnym życiem -
Maurice Painchaud i Roger Russell. Pole zainteresowań
firmy uległo poszerzeniu o sektor kina domowego i sprzęt
samochodowy. Obecnym szefem McIntosha jest Malt
Masuda.
Ludzie i głośniki
Jeśliby nie liczyć incydentu z 1952 roku, kiedy to
McIntosh sprzedawał zestawy F100, zawierające głośniki
wykonane przez Rudiego Bozaka, historia
"głośnikowego oddziału" firmy rozpoczęła się w
1967 roku, z chwilą przyjęcia Rogera Russella. Ten
jednak najpierw zajął się projektem stereofonicznego
przedwzmacniacza C 26, a następnie szeregiem
pomiarów rozchodzenia się i natężeń dźwięku,
zarówno instrumentów muzycznych jak i
głośników innych producentów, z głośnikami
jonowymi włącznie. Do tego celu używał wysokiej klasy
aparatury wykonanej w General Radio i mikrofonów
Bruela&Kjaera.
W oparciu o te doświadczenia i equalizer MQ 101,
zbudowany na bazie C 26 i przy pomocy Boba Cambella,
Roger zmontował w 1968 pierwszy firmowy zestaw o symbolu
ML-1C. Z braku możliwości własnych jego produkcję
McIntosh zlecił w 1970 roku firmie United Speaker
Systems, dostarczając equalizery, odpowiednią aparaturę
pomiarową i ścisłe wskazówki realizacyjne. System
pokrywał pasmo 20-20.000 Hz o praktycznie płaskiej
charakterystyce, co Roger mógł zademonstrować i
pomierzyć w nowym laboratorium w Hillcrest. Wobec
rosnącej sprzedaży ML-1C w United skonstruowano jego
większe wersje - ML-2C i ML-4C. Wyposażone w cztery
głośniki niskotonowe o średnicy 12 cali, wymagające
również equalizerów, spokojnie znosiły
duże moce. Ulubionym przez Rogera pokazem dla
niedowiarków było podłączanie ML-4C wprost do
gniazda w ścianie z napięciem 120V.
Od 1972 oba modele montowane były już u McIntosha.
Równocześnie dokonano sporych inwestycji w
najnowszy sprzęt Bruela oraz budowę komór
bezechowych i studia o odpowiednich proporcjach
(6,45x7,95x2,55 m) z kurtynami. Takie wyposażenie
pozwalało równocześnie obserwować wszystkie
podstawowe parametry zestawów oraz przeprowadzać
ślepe testy. Jednakże wszechstronne i systematyczne
badania ruszyły w momencie przyjścia Dave'a Wheatona i
Carla van Geldera, późniejszego wynalazcy
opatentowanej technologii LD/HP, drastycznie redukującej
zniekształcenia wnoszone przez głośniki. Przez pewien
czas rozważana była także współpraca z Artem
Jenszenem (Infinity).
W 1975 firma dysponowała już własną nawijarką cewek,
piecem do wulkanizacji i magnetyzerem. Rok
później narodziła się linia XR wyposażona w
kopułki dla zakresu wyższego średniego na bazie bawełny
fenolowej. Pozostałe głośniki wykonywał - ściśle według
wskazań McIntosha - Rola Jensen z Pensylwanii. Głośniki
wysokotonowe pochodziły - tradycyjnie - od duńskiego
Peerlessa. Zmienił się również układ
głośników z lustrzanego na osiowy. Pionowa
aranżacja ujednolicała warunki akustyczne po lewej i
prawej stronie obudowy i ewidentnie poprawiła
stereofonię.
W 1977 weszła do produkcji kolumna XR-6, która
na wiele lat wytyczyła kierunki projektowania
(później zastąpiona modelem XR-16 w 1980, a potem
- XR-17 /1985/). Wtedy też przystąpiono do wytwarzania
własnych głośników średnio- i niskotonowych.
Pierwszym zestawem zrobionym wyłącznie na głośnikach
McIntosha był 2-skrzyniowy XRT 20 (zastąpiony następnie
mocno zmodyfikowanym XRT 22). W 1983, po kilkudziesięciu
miesiącach prób i ulepszeń, powstała konstrukcja
wysoko ceniona przez znawców, a mianowicie XR
1051 (XR 1052 od 1986). Patent van Geldera - LD/HP (low
distorion/high power) po raz pierwszy zastosowano w
10-calowym głośniku kolumny XR 250 (1991). Zestaw ten
stał się najbardziej popularną wśród mniejszych
kolumn McIntosha. W latach 80. do wielu modeli kupowano
głośniki tajwańskiej firmy Corton, w innych natomiast
stosowano 1-calowe kopułki tekstylne Philipsa.
Po historycznym zwrocie w kierunku Japonii Gelder i
Russell zajęli się systemami car audio, którego
pierwsze elementy ukazały się w roku 1994, a
później także kinem domowym. Nowe kierownictwo
zdecydowało o pewnym unowocześnieniu linii wzorniczej, a
także zmianach konstrukcyjnych w kolumnach głośnikowych.
Roger Russell odszedł z firmy w 1992 roku. Ostatnim
modelem jego projektu były głośniki efektowe HT-3 do
systemu THX. W latach 90. linia HT została znacznie
poszerzona; pojawiła się też seria SL, w której
znalazł się aktywny subwoofer.
Ludzie i pomiary
To był pomysł na wagę złota. Do dzisiaj wiele
osób pamięta klinikę i Dave'a O'Briena, członka
AES (Audio Engineering Society) od 1949, który
prowadził ją przez 29 lat; do McIntosha dołączył po
opuszczeniu Bella w 1962 roku.
Pierwsza audioklinika wystartowała w 1960 na
nowojorskiej wystawie hi-fi. Wczesna partia
przedwzmacniacza C 20 miała wadliwie ustawioną diodę w
sekcji zasilania. Ponieważ sprzedana była głównie
w okręgu nowojorskim, McIntosh zaprosił wszystkich
posiadaczy jego urządzeń do bezpłatnych napraw i wymiany
zużytych części (lamp). Odzew był natychmiastowy i
gremialny, a o wydarzeniu mówiło się przez wiele
miesięcy. Po tym sukcesie kierownictwo firmy zdecydowało
o powtórzeniu zaproszenia, tym razem w 1962 w
trakcie bostońskiego High Fidelity Show. Wówczas
McIntosh zaoferował bezpłatne testy urządzeń dowolnych
producentów, co wywołało prawdziwą burzę:
rozpoczęły się godziny prawdy. Niejeden wzmacniacz nie
osiągnął nawet połowy deklarowanej mocy, a poziom
zniekształceń częstokroć przekraczał 7%. I znowuż
nieodpłatnie wymieniano części i lampy; testy
przeprowadzali Dave i Gordon.
Jeden z dealerów zasugerował by klinika
działała ciągle w jednym ze sklepów. Tak też się
stało. Pierwsza stała klinika otwarta została w New
Haven w październiku 1962, w witrynie sklepu i wywołała
jeszcze większą sensację. Ów marketingowy
"strzał w dziesiątkę" pozwalał nie tylko
ulepszać własne produkty, ale także poznać słabe punkty
konkurencji. Autorytet Dave'a był tak duży, iż nie raz
zdarzało się, że zgłaszał się do niego ktoś z branży z
pytaniem co złego odkrył w jego sprzęcie. Wobec
szalonego powodzenia przedsięwzięcie okazało się bardzo
pracochłonnym i wyczerpującym zajęciem: gdy do sklepu
przychodziło do 100 klientów pracownicy musieli
przerzucić ponad tonę sprzętu. W Pecar Electronic w
Detroit przez trzy dni listopada 1972, na trzech
zestawach badawczych pomierzono (i ewentualnie
naprawiono) 775 urządzeń!
Z biegiem czasu jakość konkurencyjnej produkcji
podniosła się do tego stopnia, że niektóre
urządzenia dorównywały, a nawet przewyższały w
pewnych aspektach McIntosha. Dla Dave'a - i nie tylko -
było jednakże oczywiste, że nikt nie pobije McIntosha w
długowieczności, o czym świadczyły pomiary urządzeń 20 i
30-letnich. Powszechną wówczas praktyką było (a
jest nawet dziś) przekazywanie tych modeli z pokolenia
na pokolenie. W związku z niemożnością obsłużenia
wszystkich chętnych, w latach 80. próbowano
zawęzić formułę do testów i pomiarów, i
tylko aparatów McIntosha; pod presją
użytkowników po kilku latach przywrócono
poprzednie zasady. Prowadzona przez Dave'a klinika
zakończyła ostatecznie działalność w grudniu 1991.
Główną przyczyną - jak wyjaśnia Roger - była
zmiana stylu życia; zniknęło zapotrzebowanie na szereg
liczb, świadczących o klasie produktu. Popyt stymuluje
reklama: obroty rosną stabilnie do momentu, kiedy
nakłady na reklamę przestają się zwracać. Gorzka to
refleksja...
Produkty
Aktualna oferta McIntosha podzielona jest na pięć
działów. Zgodnie z duchem obecnych czasów
na pierwszych stronach katalogu znalazły się systemy
kina domowego. Takie machiny jak MX 132 i 130 mają
wszystko co tylko można, a więc: 24-bitowe procesory
Motoroli, dekodery dts, AC-3 Dolby Digital, Dolby
ProLogic i certyfikat THX, zintegrowany tuner AM/FM oraz
możliwość obsługi dwóch stref AV (lub czterech po
dodaniu dystrybutora multiroom CR12). W grupie tej
znalazły się też pojedyncze procesory Dolby AC-3 i
5-kanałowe wzmacniacze, odtwarzacz płyt LVD oraz
kompletne zestawy głośników - serii HT i SL.
Drugą, nieco sztucznie utworzoną grupą jest audio
5.1, co oznacza 5 kanałów + 1 dla subwoofera. Są
tu procesory dźwięku dookólnego, wzmacniacze 5-
(MC 7205, 5x200W) i 6-kanałowe (MC 7106, 6x160W),
odtwarzacz CD (MCD 7010) z 20-bitowym przetwornikiem.
Oprócz wskazanych wcześniej do wyboru mamy dwa
dwuskrzynkowe modele kolumn, wszelako wykonywane na
zamówienie w terminie 4 miesięcy - XRT 25 i 26.
Oba z głośnikami w technologii LD/HP - 12-calowym
basowym i 8-calowym średniotonowym oraz 1-calowymi
kopułkami aluminiowymi (15 i 23 sztuk w pionowej
linii).
Ozdobą kolekcji określonej mianem "dwukanałowe
stereo" jest lampowy McIntosh MC 275, wspomnienie
pionierskich lat. Listę
"tranzystorowców" otwiera dwuczęściowy
przedwzmacniacz C100 i, niemniej rozbudowane,
jednoskrzynkowe C 40 i C 15. Końcówek mocy mamy
więcej do wyboru, bo aż pięć. Idąc od góry jest
to monoblok MC 1000 o mocy 1000 W, a następnie
wzmacniacze stereofoniczne o mocy 500, 300, 160 i 120 W
na kanał; tylko trzy pierwsze modele wyposażono w układ
autoformera. Natomiast z trzech jednostek zintegrowanych
- MA 6450, 6800 i 6850, dających odpowiednio 100 i 150
W, układ mają dwie ostatnie.
W tej grupie znalazł się też jeden tylko odtwarzacz
CD, ale za to dzielony. Przetwornik MDA 700 ma trzy
równolegle połączone 20-bitowe konwertery C/A,
filtr cyfrowy tego samego formatu oraz filtr analogowy
Butterwortha 3 rzędu. Transport MCD 751 oparto na
mechanizmie VRDCS (vibration free rigid disc clamping
system).
Wśród proponowanych zestawów
głośnikowych, oprócz wcześniej wspomnianych,
wyróżnia się 2 częściowa, flagowa kolumna XR 290.
Jest to dwumetrowy kolos o wadze 150 kg/sztuka,
wyposażony w 40 głośników! W tej liczbie są
cztery 12-calowe głośniki basowe, 12 głośników
średniotonowych o średnicy 5 cali i 24 1-calowe kopułki.
Parametry? Proszę bardzo: pasmo przenoszenia 20-22.000
Hz (±2 dB), skuteczność 87 dB, sugerowana moc
wzmacniacza 200-1000 W.
W grupie nazwanej multizone, obok szeregu wcześniej
wzmiankowanych spotykamy dwa nowe urządzenia. Osią
programu jest CR 12, dystrybutor sygnałów audio i
wideo do czterech, a wespół z dekoderami MX
132/MX 130, do sześciu stref. Możliwe jest niezależne
ustawienie źródła i poziomu głośności dla każdego
z pomieszczeń. Do dysozycji mamy jeszcze wzmacniacz MC
7108, którego każdy z 8 kanałów daje 40 W
mocy. Ilość kanałów może być redukowana przez
mostkowanie do 7, 6, 5, 4.
Szeroką gamę produktów McIntosh oferuje
obecnie w zakresie car audio. MX 4000 jest kombinacją
odtwarzacza i tunera AM/FM. Odtwarzacz może
współpracować z odrębnym przetwornikiem C/A (MDA
4000), do którego z kolei można przyłączyć
6-płytowy zmieniacz MCD 410. Wbudowanym przetwornikiem
dysponuje kombajn o symbolu MX 406, do którego
też można przyłączyć zmieniarkę MCD 4000.
Najwięcej do wyboru mamy wzmacniaczy. Są wśród
nich urządzenia 2-kanałowe o mocach od 40 do 300 W, a
także 300-watowy monoblok MC 443M. Pośród
wielokanałowych najsilniejszym jest MC4000M, dający na
dwóch podstawowych kanałach po 300 W i jeszcze po
100W na czterech dodatkowych. Dołączono doń moduł
3-pasmowego, parametrycznego equalizera MEC 450 z 15
decybelowym boosterem. Znacznie słabszy MCC 446 daje -
na kanałach centralnych 2x110 W, na bocznych - 4x55 W.
Modele z literką M na końcu symbolu mają wbudowany 2
pasmowy equalizer (45 i 150 Hz); wszystkie zaopatrzono w
wentylator i możliwość redukcji ilości kanałów
przez mostkowanie. Wzmacniacze 4-kanałowe oferują moc w
granicach 100 W (MC 431M, MCC 444) lub 55 W na kanał (MC
420M, MCC 224). Uzupełnieniem tej elektroniki są trzy
rodzaje oddzielnych modułów equalizerów i
aktywne zwrotnice.
W ofercie głośnikowej znalazły się 1-calowe,
neodymowe kopułki jedwabne (MS10), 5- i 6-calowe
głosniki dla średnich i środkowego basu (MS50 i MS60),
basowe i środkowo-basowe 8-calowe (M80) i basowe 10 i
12-calowe. Wszystkie zbudowane są w systemie LD/HP i
magnesem wykonanym ze strontu V. Ofertę uzupełniają
głośniki współosiowe o symbolach MSS i MSX.
Panegiryk
Żeby zrozumieć estymę jaką wyroby McIntosha cieszą
się od dziesięcioleci w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie,
a może jeszcze bardziej w Japonii, trzeba zrozumieć
jakim człowiekiem był Frank H. McIntosh. Otóż był
on reprezentantem pokolenia, dojrzewającego w okresie
międzywojennym, dla którego zawodowa sumienność,
czy szerzej - etos pracy, stanowiły nienaruszalną część
życiowego kodeksu etycznego. Ponadto Frank i ludzie,
którymi się otoczył byli autentycznymi
pionierami, zasiedlającymi dziewicze tereny audio.
Zrobili to tak jak ich nauczono w domu: solidnie i z
pełnym oddaniem, nie myśląc o szybkich i łatwych
sukcesach.
W tych przedmiotach do dziś drzemie duch dawnych
czasów. I wcale nie chodzi tu o rzecz najbardziej
widoczną, czyli stylistykę, kontynuującą jako żywo
wzornictwo lat sześćdziesiątych. Jakimś cudem wyroby
McIntosha wydają się niewrażliwe na upływ czasu i
przemijające mody. To nie jednosezonowe gadżety, ale
sprzęt kupowany raz na całe życie, a nawet przekazywany
dzieciom, jakkolwiek by to absurdalnie nie brzmiało.
Wielki wkład pracy, szereg badań i pomiarów,
koncepcji, eksperymentów i prototypów
odcisnęło swe piętno na tych urządzeniach. Rzetelność
owego rzemiosła odcisnęła się również w
świadomości kilku pokoleń odbiorców, sławiących
je jako synonim doskonałości, a sława ta głoszona była
zarówno przez zwykłych użytkowników jak i
zawodowców.
To dlatego, Jiro Kasuga, zapragnął stworzyć japoński
odpowiednik McIntosha i założył w 1972 roku Accuphase.
To dlatego, Apple Computers poprosił (w latach 80.)
McIntosha o zgodę na używanie przez 10 lat nazwy
"MacIntosh" dla tych komputerów. Stąd
właśnie są Maki. Napis na plakietce głosił: "Apple
and the Apple logo are registered trademarks of Apple
Computer, Inc. MacIntosh is a trademark of McIntosh
Laboratory, Inc. and is being used with express
permision of its owner"; pomimo innej pisowni! To
dlatego wreszcie, szereg produktów firmy
dedykowanych kinu domowemu otrzymuje certyfikaty
LucasFilm THX.
Ale zarówno wygląd jak i konstrukcja
organicznie łączą stare z nowym. O ile z jednej strony
widzimy staromodne wskaźniki, niczym choinka
rozświetlony panel, to z drugiej - korzystamy z
nowoczesnych przekaźników i obwodów
zabezpieczająco-kontrolnych, rozbudowanego pilota i
szerokiej gamy gniazd połączeniowych. Audiofil-neofita,
widząc ilości gałek i przełączników może dostać
niestrawności: regulacja balansu, płynny kontur
(podbicie niskich tonów przy małych poziomach
głośności), regulacja barwy tonu dla niskich i wysokich,
dwie pętle magnetofonowe, toż to środki wyklęte przez
ortodoksów, jako degradujące dźwięk. Guzik
prawda!
Miłościwie nam panujący Red Nacz rozpłynął się niczym
planta na rozżarzonej patelni Zeptera z dożywotnią
gwarancją opisując w majowym numerze swe intymne tete a
tete ze zintegrowanym McIntoshem (MA 6850), czym - nie
powiem - rozpalił mą wyobraźnię do czerwoności. Udało mi
się wypożyczyć MA 6450, najtańszą integrę. Jak zwykle w
takich razach, z przekory, ustawiłem się w kontrze. Ale
gdzie tam!
Cóż, słowo "analogowe" zostało już
wyeksploatowane na wszelkie możliwe sposoby. Nie ma
jednak trafniejszego określenia na oddanie miękkości,
gładkości i ciepła muzyki w wykonaniu McIntosha.
Wzmacniacz pewnie nie zachwyci audiofilów żądnych
zatykających dech w piersiach, wyczynowych akrobacji.
Najwyraźniej został zrobiony dla ludzi słuchających
muzyki, nie sprzętu; ci znajdą tu wszystko: i krew i
wino, miód i mleko, serce i szpadę... Pełne,
nasycone, prawdziwe: bez dwóch zdań szlachetna
rasa...