Euro-Chopin
Hanna i Andrzej Milewscy
Cudowne dziecko urodzone w 1810
rokuCHOPIN to najpopularniejsza w świecie polska marka
handlowa. To świetnie sprzedająca się wódka w
eleganckiej flaszce. To nazwa promu, na którym
rozbrzmiewa muzyka Fryderyka, wykonywana na elektrycznym
pianinie Yamaha. To hasło tournee Krystiana Zimermana i
sformowanej przezeń Polish Festival Orchestra,
która ma promować kulturę polską w
najszacowniejszych salach koncertowych globu. CHOPIN
"rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem
świata obywatelÓ, jak napisał w nekrologu Norwid.
CHOPIN - pół życia
mieszkający poza krajem, zrodzony z ojca Francuza, a
wyedukowany muzycznie przez Czecha i Niemca.
Euro-Chopin.
Ojciec grywał amatorsko na flecie i
skrzypcach. Matka, jak na szlachciankę przystało,
posiadła grę na fortepianie na poziomie dzisiejszej
szkoły muzycznej I stopnia. Otworzyła przed czteroletnim
chłopcem świat dźwięków, a kiedy skończył sześć
lat, wynajęła nauczyciela - Czecha, Wojciecha Żywnego.
Ten od razu zauważył muzykalność dziecka i jego wrodzoną
biegłość techniczną. Z zazdrością, ale i dumą wspominał
potem, że uczeń rzadko spędza przy klawiaturze dłużej
niż godzinę.
Chopin miał szczęście trafić na
życzliwego, możnego protektora w osobie swego ojca
chrzestnego, hrabiego Skarbka. To on pomógł wydać
i rozprowadzić pierwszą znaczącą kompozycję ośmiolatka -
Poloneza g-moll. A potem mały wirtuoz zaczął występować
w salonach warszawskich. Były to koncerty wyłącznie na
cele charytatywne. Ojciec Chopina stanowi przeciwieństwo
Leopolda Mozarta. Nie brał pieniędzy za występy syna i
nie stawiał przyszłości dziecka na jedną, muzyczną
kartę. Dbał o jego wszechstronne wykształcenie, zachęcał
do zabaw z kolegami z Liceum Warszawskiego (gdzie pan
Chopin wykładał język francuski), pobłażliwie patrzył na
żarty i dziecięce błazeństwa. Ojciec rozumiał jednakże,
że talentu chłopca nie wolno zmarnować. Nie odrzucał
więc zaproszeń na dwór Wielkiego Księcia
Konstantego. Carski namiestnik tak się zachwycił marszem
wojskowym skomponowanym dla niego przez malca, że
nakazał grać ten utwór garnizonowej orkiestrze.
Piętnastoletni Chopin wystąpił na specjalnym koncercie
dla cara. Monarcha, zachwycony jego improwizacjami na
"eolomelodikonie" (eksperymentalny instrument
klawiszowy), podarował Fryderykowi brylantowy pierścień.
W tym czasie młody Chopin co niedzielę grał na organach
w kościele Wizytek podczas mszy dla uczniów i
studentów.
Ojciec zachęcał szesnastoletniego
absolwenta Liceum Warszawskiego do studiów
uniwersyteckich jako bardziej praktycznych niż
artystyczne. Józef Elsner, udzielający chłopcu
prywatnych lekcji teorii muzyki nalegał na wstąpienie do
konserwatorium. Fryderyk posłuchał obu rad,
próbując przez pewien czas uczęszczać na zajęcia
na obu uczelniach. Na uniwersytecie słuchał między
innymi wykładów Kazimierza Brodzińskiego z
literatury polskiej.
Zamiłowanie do muzyki zwyciężyło. Po
trzech latach Chopin ukończył Szkołę Główną
Muzyki z adnotacją Elsnera: "Szczególna
zdatność, geniusz muzyczny".
Własna droga
Dziewiętnastoletni Chopin znał Europę z
jednego krótkiego wypadu do Berlina. Czuł, że
pozostając w Warszawie, niewiele zdziała. Próba
zdobycia stypendium zagranicznego spaliła na panewce. Co
prawda minister oświecenia publicznego przyznał mu
"trzyletni zasiłek" na wyjazd, lecz minister
spraw wewnętrznych zgłosił sprzeciw, uznając wpieranie
kompozytorów za niedorzeczność.
Fryderyk znalazł jednak
sponsorów i dzięki nim udał się do Wiednia i
Pragi. Publiczny koncert w Wiedniu zawisł na włosku,
gdyż orkiestra odmówiła czytania niechlujnie
napisanych nut "Wariacji na temat La ci darem la
mano" i "Ronda a la Krakowiak"
(rzeczywiście, kompozytor miał zamaszyste pismo).
Ostatecznie zgodziła się na wykonanie jednego utworu.
Młodzieniec zabrał pochlebne recenzje, nawiązał cenne
kontakty w środowisku artystycznym i... wrócił do
Warszawy. Tu z miejsca zaczął planować następną wyprawę
na podbój świata. 2 listopada 1830 przy rogatkach
na Woli żegnali go studenci konserwatorium, śpiewając
skomponowaną na tę okazję kantatę rektora Elsnera
"Zrodzony w polskiej krainie".
Opuszczając Polskę, jak się okazało, na
zawsze, Chopin miał już gotowe wszystkie swoje
najważniejsze dzieła orkiestrowe, w tym dwa słynne
koncerty fortepianowe. Wiedział też, że pragnie
poświęcić się tworzeniu dla jednego instrumentu -
fortepianu. Przykład Paganiniego umocnił Fryderyka w tym
postanowieniu, chociaż Elsner namawiał go do pisania
symfonii i oper. Poeta Witwicki pisał zaś do
kompozytora: "Już to koniecznie musisz być
twórcą polskiej opery... Obyś tylko ciągle miał
na uwadze: narodowość, narodowość i jeszcze raz
narodowość".
Chociaż Chopin uwielbiał operę i piękny
śpiew, wolał komponować muzykę "czystą" i
samemu ją wykonywać. Chciał zarabiać na życie
koncertami, honorariami i lekcjami prywatnymi.
Nauczyciel muzyki
Umierający Chopin nakazał spalić
wszystkie nie wydane i nie ukończone utwory. Wyjątek
uczynił dla szkiców do "Metody
fortepianowej" - pracy podsumowującej jego
dwudziestoletnie doświadczenia pedagogiczne. Jeszcze w
studenckich czasach udzielał lekcji szlachciankom, zaś
kiedy osiadł w Paryżu, stał się ozdobą salonów
nie tylko jako wirtuoz, lecz także jako nauczyciel.
Pisał w liście do kolegi ze szkoły: "Pięć lekcji
mam dzisiaj dać; myślisz, że majątek zrobię? Kabriolet
więcej kosztuje i białe rękawiczki".
Owszem, majątku nie zbił, ale
mógł przebierać w uczniach i dyktować godziwe
stawki. Nie uczył osób początkujących ani dzieci
(wyjątek zrobił dla Filtscha, który już jako
jedenastolatek koncertował). Uważał, że zrozumienie
struktury utworu jest nie mniej ważne niż pokonanie
trudności technicznych, dlatego wysyłał swoich
uczniów na dodatkowe lekcje teorii, aby muzyka
stała się dla adepta mową bez słów. Wielką wagę
przywiązywał do luźnego przegubu, subtelnego
różnicowania siły uderzenia palców oraz
naturalnego frazowania, wzorowanego na oddychaniu. Przy
realizacji ozdobników zalecał podpatrywanie
śpiewaków belcantowych. Jako codzienne ćwiczenia
zadawał preludia i fugi Bacha z "Das
Wohltemperierte Klavier". Własne utwory przerabiał
tylko z pianistyczną elitą.
Ogółem uczył 125-150
osób, w tym Marię Czartoryską, Delfinę Potocką,
Paulinę Viardot, Gutmanna, Mikulego, Mźller-Streichera.
I na pewno nie należał do legionu sfrustrowanych
pedagogów fortepianu, którzy uczą, bo
muszą, bo nie zrobili kariery.
Tajemnica Chopina
Temu, że był geniuszem muzycznym, nikt
nie zaprzecza. A co poza tym? Jakim był człowiekiem? Czy
rozwichrzonym romantykiem, w przypływie natchnienia
gryzmolącym nuty? Czy może trzeźwo rozumującym,
świadomym własnej wartości dostawcą utworów dla
wydawnictw muzycznych? Czy neurotykiem, nadwrażliwcem na
granicy autyzmu, czy raczej dowcipnym, bystrym kompanem?
Niewątpliwie był skromny, lojalny wobec
przyjaciół , pełen godności. Nie wywoływał
skandali i nawet kilkuletni nieformalny związek z George
Sand nie wpłynął destabilizująco na jego
przyzwyczajenia, poglądy czy opinię o nim. Umierał nie w
nędzy jak Schubert czy w zapomnieniu jak Norwid. W
przeciwieństwie do Mozarta miał uroczysty pogrzeb i
spoczął bynajmniej nie w zbiorowej mogile. Poznał smak
sukcesu i sławy, a jednak nie przewróciło mu się
w głowie. Nie bałamucił kobiet. Po zerwanych przez
rodziców Marii Wodzińskiej zaręczynach
zrezygnował z założenia rodziny, czy jednak, jak chcą
psychologowie, cierpiał na kompleks matki i fiksację
oralną?
Chopin nie prowadził dziennika
intymnego. Nie był też zbyt wylewny w listach. Wszystko,
co miał do powiedzenia, zamknął w swojej muzyce. George
Sand stwierdziła: "Był jakby kondensatem
wspaniałych, rządzących się własną logiką
niekonsekwencji".
Euro-Chopin
Chopin nie dał się wciągnąć do
polskiego kotła konfliktów paryskiej Wielkiej
Emigracji. Utrzymywał kontakty z najwybitniejszymi
artystami swojej epoki, bez względu na ich narodowość. Z
Lisztem grywał na cztery ręce, znał Schumanna, jego żonę
Klarę i jej ojca, profesora Wiecka, a także Heinego,
Berlioza, Gautiera, Mendelssohna. Na czele konduktu
pogrzebowego kompozytora szli Delacroix, Meyerbeer,
Franchomme i Pleyel.
Ostatni publiczny występ dał Chopin na
rzecz weteranów powstania listopadowego, w
londyńskim Guildhall.
Narzekał na rok przed śmiercią: "A
moje serce gdziem zmarnował? Ledwie że jeszcze pamiętam,
jak w kraju śpiewają".
Norwid żegnał go słowami: "Przezeń
ludu polskiego porozrzucane łzy po polach w diademie
ludzkości się zebrały na diament piękna, kryształami
harmonii osobliwej".
|