Naim CD 3.5
[Prezentowany dziś Naim CD 3.5 jest
następcą również recenzowanego w naszym piśmie
modelu CD 3 i chociaż dokonano w nim kilku zmian i
ulepszeń, pozostaje najprostszym źródłem cyfrowym
w ofercie brytyjskiego producenta.]
Budowa
Naim wygląda jak Naim. Tak w
największym skrócie można scharakteryzować wygląd
zewnętrzny najtańszego w ofercie brytyjskiej legendy
hifi odtwarzacza kompaktowego. Jeśli widzieliście
Państwo kiedykolwiek jakikolwiek produkt Naima, choćby
zasilacz, z łatwością będziecie potrafili sobie
wyobrazić wszystkie pozostałe. Wzornictwo, o przepraszam
(J.K.), teraz mówi się "design", a więc
wzornictwo tych urządzeń pozostaje chyba od zawsze nie
zmienione. Jednych kusi archaicznym, nieco tajemniczym
klimatem, innych odstręcza, ale zawsze spełnia swoje
zadanie - pozwala na natychmiastową i bezbłędną
identyfikację klocków Naima nawet w największym
salonie z audiofilskim oprzyrządowaniem.
Czy 3.5 mógł w jakimkolwiek
szczególe różnić się od reszty oferty? W
żadnym razie, dlatego również i w nim zamontowano
z przodu ciemnoszarą plastikową płytę czołową z kilkoma
(dokładnie: czterema) przyciskami (wybór ścieżki,
stop, odtwarzanie), staroświeckim wyświetlaczem, z
ogromnymi cyframi i czterema świecącymi diodkami po
prawej stronie, oraz uchwytem służącym do wysuwania
szuflady transportu. Oryginalności przysparza urządzeniu
fakt, że wysuwa się ona nie po linii prostej, ale po
łuku, a położoną na niej płytę należy przykryć, bo
raczej nie docisnąć, lekkim krążkiem z tworzywa
sztucznego uzbrojonym w trzy niewielkie metalowe
końcówki. Mimo małej masy gwarantuje on
bezpieczne ładowanie płyty, ponieważ jest silnie
przyciągany przez magnes otaczający oś silnika.
Na tylnej ściance jest nie mniej
ciekawostek. Od zarania dziejów Naim kontestuje
powszechnie stosowany standard RCA i montuje w swoich
urządzeniach zapomniane przez audiofilów i
konstruktorów gniazdka DIN. Posiadacze naprawdę
starych systemów wiedzą, jak wyglądały te
pięciobolcowe złącza, ale i oni nadziwić się nie mogą,
dlaczego producent, nie godząc się nawet na drobne
ustępstwa wobec popularnych rozwiązań, celowo ogranicza
kompatybilność swoich komponentów. Dla Naima
jednak sprawa jest jasna i niewarta jakiejkolwiek
dyskusji. "Wszystkie wtyki i gniazda w sprzęcie
Naim Audio zostały zastosowane, ponieważ zapewniają
najlepszą jakość połączeń" - mówi instrukcja
obsługi i na tym wypada chyba zakończyć dalsze
roztrząsanie tej kwestii. Dla sporej grupy
audiofilów nie posiadających jeszcze całego
systemu mamy dobrą wiadomość. Komunikację ze światem
zewnętrznym umożliwiają klockom Naima specjalne
przejściówki (po 45 złotych sztuka), należy się
spodziewać, że raczej nie przyczyniają się one do
poprawy jakości brzmienia. Lepszym, chociaż znacznie
bardziej kosztownym rozwiązaniem może się okazać
zamówienie przewodów sygnałowych
wyposażonych fabrycznie w nietypowe złącza. Od polskiego
dystrybutora Naima otrzymaliśmy informację, że będzie w
stanie zrealizować takie zamówienie. Na
dowód dostarczył do recenzji konfekcjonowany
interkonekt firmy Cable Talk.
CD 3.5 wyposażono tylko w wyjście
analogowe. Dwa widoczne na zdjęciu gniazda służą do
dołączania zewnętrznego zasilacza. Możliwość poprawy
brzmienia poprzez zastosowanie Flat Capa (300VA), Hi
Capa (500VA), a nawet Super Capa (2x500VA) to pierwsza
różnica pomiędzy starą "trójką"
a CD 3.5. Aby zasilacz umieścić w systemie należy wyjąć
zworkę z gniazda Link i podłączyć do wejścia Aux P/S. Po
wykonaniu tej czynności nastąpi istotna zmiana w
strukturze zasilania. Układy transportu wraz z logiką i
serwokontrolerem będą czerpać energię z zasilacza
wewnętrznego, natomiast część cyfrowo - analogowa z
filtracją i wyjściem będą zasilane z zewnątrz. Nie
trzeba chyba nikogo przekonywać o zaletach takiego
podziału obowiązków. Należy się spodziewać
dźwięku bardziej swobodnego, dynamicznego i nasyconego.
Trzeba jednak przyznać, że już sam zasilacz wewnętrzny
wygląda całkiem całkiem. Transformator toroidalny ma moc
ni mniej, ni więcej tylko 200VA! Jeśli się weźmie pod
uwagę fakt, że takie "jednostki napędowe"
stosuje się we wzmacniaczach, można się pozbyć obaw o
ciągłość dostaw energii. Tym bardziej, że filtracji
dokonują dwa potężne elektrolity o łącznej pojemności
20000(F, a stabilizują liczne tranzystory. Na lewo od
transformatora umieszczono zabudowany wspomnianą
wcześniej szufladą napęd Philipsa. Nie jest to
równie słynny jak Teac VRDS CMK4 z Coplanda 288,
Philips CDM9, ale modyfikowany przez Naima model 12.4.
Konwersji cyfrowo analogowej dokonuje jednobitowy
Philips oznaczony symbolem TDA 1305. Co prawda nie widać
go na płytce (został zamontowany na wewnętrznej
stronie), ale obecność oscylatora pozwala przypuszczać,
że umieszczono go gdzieś w pobliżu (w celu uzyskania jak
najmniejszego jittera). W sekcji analogowej zastosowano
elementy wysokiej jakości. Znajdziemy tam foliowe
kondensatory Wima oraz bardzo cenione za brzmienie
operacyjne wzmacniacze Burr Browna i rezystory z folii
metalowej.
Na koniec uwaga na temat ceny. W
Wielkiej Brytanii model CD 3.5 kosztuje 1050
funtów, u nas 7500 złotych. Różnica jest
spora, ale nie wynika z działań dystrybutora, ale ze
strategii marketingowej Naim Audio. Nie bardzo wiemy, co
Naim chce w ten sposób osiągnąć, ale konkurencja
w okolicach ośmiu tysięcy złotych jest bardzo mocna i
trzeba zaproponować naprawdę wysmakowane brzmienie, żeby
zasłużyć na najwyższe noty.
Wrażenia odsłuchowe
Naim gra jak Naim. Inaczej nie tylko od
przedstawionych dziś odtwarzaczy, ale też wszystkich,
które jak dotąd słyszeliśmy. Co ciekawe, ta
różnica, sygnatura, którą dyskretnie
kreśli w prawym dolnym rogu każdego dźwiękowego obrazu,
jest zauważalna niemal natychmiast, chociaż dość
powszechne nawet wśród audiofilów jest
przekonanie, że cechy odróżniające dobrze
wykonane źródła cyfrowe w zbliżonej cenie są
niczym w porównaniu ze wzmacniaczami, a ich
zidentyfikowanie i precyzyjny opis udaje się tylko
słuchaczom z dużym doświadczeniem. Tymczasem z CD 3.5
jest zupełnie inaczej. Jego charakter można zdefiniować
już po kilkunastu minutach spędzonych na przesłuchiwaniu
fragmentów dobrze znanych płyt. Jest to sytuacja
tym bardziej intrygująca, że naimowskie brzmienie nie
zmienia zbytnio się pomimo stale aplikowanych zmian
konstrukcyjnych. Kiedy wymieniałem (J.K.) z Maciejem
swoje odczucia na temat CD 3.5 okazały się one bardzo
zbliżone z jego opinią o poprzedniej wersji tego
urządzenia oznaczonej po prostu CD 3. A przecież
zastosowano nowy napęd i najpewniej trochę przebudowane
zasilanie, aby przystosować je do łatwej rozbudowy.
Teoretycznie zmieniło się wiele. A dźwięk? W
ogólnym zarysie pozostał. Jak więc gra ostatni
produkt brytyjskiej legendy hifi zestawiony z obcymi
(podkreślam) komponentami? Ano tak.
Uwaga słuchacza skupiana jest na
średnicy. Rozgrzanej do czerwoności i pulsującej jakby
nieco przyspieszonym rytmem. Nie jest ona do końca
neutralna po pierwsze, ze względu na owo rozgrzanie; po
drugie zaś, charakteryzuje ją nieznaczne
"wyciągnięcie" głosów, które
brzmią tak, jakby chciały wyskoczyć na środek pokoju. Są
jaśniejsze niż zwykle i łatwo to dostrzec, słuchając
choćby "New Moon Daughter" Cassandry Wilson.
Jej wokal powinien być ciemny, niski, tajemniczy i
niepokojący. W wykonaniu CD 3.5 niby zachowuje te cechy,
a jednak brzmi jaśniej i żywiej. To samo dzieje się, gdy
przysłuchamy się uważniej "Baduizmowi" Eryki
Badu. Tyle tylko, że barwa jej głosu nie jest już tak
ciemna i śladowe ożywienie odbywa się niemal na granicy
percepcji. Ciekawe jednak, że mimo tych zabiegów
dźwięk jest cały czas ciepły, a jego słuchanie sprawia
niekłamaną przyjemność.
Kolejnym wyróżnikiem brzmienia
jest granie tak zwanym bliskim planem. Niezależnie od
tego, czy słuchamy "Load" Metalliki czy
"Alice in Chains MTV Unplugged", z
którego C.E.C. 5100Z wydobył dosłownie hektary
głębi, Naim prezentuje muzykę tak, jakby chciał jej
nadać znamiona fizycznej, wręcz dotykalnej obecności.
Powietrze w pokoju drży, instrumenty są na wyciągnięcie
ręki, a Layne Staley śpiewa (dodajmy, że z fatalną
dykcją) tak blisko, że po skończonej piosence
mógłby poprosić nas o piwo. Ciekawe i wciągające,
choć na pewno nie dla każdego. Jeden z odwiedzających
mnie (J.K) gości stwierdził, że kiedy słuchał całego
systemu Naima, głębia była znakomita. W obcym torze
stało się jednak zupełnie inaczej. Czy gorzej? Rzecz
gustu, bo w takim dźwięku jest to coś, co wciąga i nie
pozwala się oderwać od słuchania. Jest on na pewno
niezwykle muzykalny i po kontakcie z CD 3.5 doskonale
rozumiem ludzi, dla których na Naimie hifi się
zaczyna i kończy. Nie jest to brzmienie neutralne,
przejrzyste do przesady czy jakoś specjalnie
szczegółowe, ale ma to coś, czego niejednokrotnie
brakuje drogim i teoretycznie bardziej zaawansowanym
produktom. Podobno audiofile dzielą się ta tych, co
Naima kochają i tych, którzy go nienawidzą. Nie
zaliczam się do żadnej z tych grup (prawdopodobnie w
jakiejś części dlatego, że nie słuchałem CD 3.5 w
najbardziej odpowiednim dla niego towarzystwie), ale
zdecydowanie bliżej mi do pierwszej.
Byłoby jeszcze bliżej, gdyby ten płaski
brzydal nieco lepiej potraktował kwestię basu. Może nie
tak jak C.E.C., który w klasie 4000 - 8000
bezlitośnie zawyżył poziom i ustanowił nowy standard
przetwarzania tego podzakresu, ale jednak trochę więcej
atencji kontrabasowi i gitarze basowej by nie
zaszkodziło. Mocniej nakreślone kontury i lepsze
zdefiniowanie czasu wybrzmień sprawiłoby, że dźwięk
byłby bardziej realistyczny i konkretny. Na bas nie będą
jednak narzekać fani Eryki Badu czy Bjork.
Elektronicznie wytwarzane "fale stojące" nie
zrobiły na CD 3.5 większego wrażenie, chociaż C.E.C.
(znowu) pokazał, co znaczy naprawdę niski, a zarazem
czysty i mocny bas.
Co do góry pasma - bez
zachwytów, ale ujdzie. Była na pewno zbyt
jednostajna jak na kompakt za 7500 zł. Co do tego nie ma
wątpliwości, ale na naganę też nie zasłużyła.
Konkluzja
Badacze pasma będą się czepiać i nie
mamy zamiaru odmawiać im racji, natomiast melomani,
którzy chcą sprzęt kupić, zainstalować i
zapomnieć, powinni koniecznie posłuchać CD 3.5 w
systemie Naima. Muzykalność i możliwość ulepszeń (gdyby
jednak doszli do wniosku, że przydałoby się coś
poprawić) czynią zeń produkt wart bacznej uwagi.