GŁÓWNA STRONA


REKLAMA

NOWOSCI
MUZYKA
HI-FI
TESTY
RANKING
ZAPOWIEDZI
LISTY








poczta
poczta
do redakcji












wykonane przez:
Hi-Fi i muzyka, miesiecznik audiofila i melomana


AMC CD9

Oferta AMC jest bardzo szeroka. Trudno się temu dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę, że sprzęt brytyjsko-amerykańskiej korporacji jest dystrybuowany w 55 krajach. Przeglądając katalog trudno jednak nie dojść do wniosku, że AMC obrała drogę dosyć wąskiej specjalizacji. 80-90% oferty to wzmacniacze i kino domowe. Tutaj ilość propozycji przebija nawet japońskie koncerny. Wzmacniacze lampowe, hybrydowe, tranzystorowe. Dzielone i zintegrowane. Ceny od niespełna tysiąca złotych do dziesięciu tysięcy złotych. Ofertę wzmacniaczy stereofonicznych, pomimo jej bogactwa, możemy również nazwać wyspecjalizowaną, bo obejmuje niższe i średnie zakresy cenowe, nie zahaczając o pułap hi-endu. Natomiast kino domowe to już zdecydowanie wyższa klasa. Świadczyć o tym może chociażby fakt, że AMC nie produkuje ani jednego amplitunera z dekoderem. Są za to przedwzmacniacze z procesorem i procesory separowane. Do tego AMC wyraźnie odcina się od radia w kinie domowym.

Jeśli ktoś miał do czynienia z dobrą instalacją kinową zrozumie, że słuchanie radia na takim systemie to prawie egzotyczna rozrywka, jak radio w prawdziwym kinie. Jeśli jednak ktoś się uprze, to pozostawiono jeden produkt - przedwzmacniacz wielokanałowy z tunerem. Nadal jesteśmy jednak daleko od idei łączenia audiowizualnej całości w jednym pudełku. Wiele klocków ma certyfikat THX, więc jak widać - AMC mierzy tutaj wysoko.

Reszta oferty to dodatek, niewiele zresztą znaczący. Jeden tuner, dwa odtwarzacze, tani konwerter c/a i tyle. Ani jednego magnetofonu, gramofonu, minidysku, nie mówiąc o kablach czy głośnikach. To AMC pozostawia specjalistom. Słusznie - lepiej robić mniej, ale lepiej.

Odtwarzacz CD9 jest bardzo prostą i niezbyt nowoczesną maszyną. Wyposażono go w 1-bitowy konwerter typu MASH, który zapewnia rozdzielczość 18 bitów i współpracuje z filtrem cyfrowym o rozdzielczości 18 bitów i 32-krotnym nadpróbkowaniem. Transport urządzenia jest powolny. Tak jak u NAD-a musimy odczekać kilka sekund zanim wystartuje, a i zmiany ścieżek nie odbywają się natychmiast. Konstrukcja odtwarzacza jest raczej prosta. Cała elektronika mieści się na jednej płytce, zlokalizowanej nieopodal wyjść (analogowe o stałym napięciu 2V i cyfrowe współosiowe). Zasilacz też jest typowy dla tego przedziału cenowego i obsługuje obie części urządzenia. CD9 został zaprojektowany jako urządzenie przyjazne użytkownikowi. Wprawdzie pilot ma 22 jednakowe przyciski, ale zostały one rozplanowane sensownie. Wzornictwo jest surowe, jego prostotę podkreśla zielonkawy wyświetlacz. Wśród funkcji pozostawiono tylko te, które okażą się niezbędne i zapewnią wystarczający komfort obsługi.

Brzmienie

Podczas słuchaniu muzyki rozrywkowej CD9 brzmiał czysto i jasno. Trudno nie lubić tego rodzaju dźwięku, jeśli nie traci on czytelności. My jednak postanowiliśmy ponarzekać, bo często instrumenty operujące w średnicy brzmiały sucho. Może nie było to rozjaśnienie, bo NAD wykazywał podobne skłonności, ale w 522 dźwięk był bardziej nasycony i miękki, zachowując wszystkie zalety AMC przy niewielkiej różnicy cen. Przestrzenność brzmienia CD9 należałoby ocenić wyżej niż u Sherwooda, ale nadal nie był to poziom, którego można byłoby oczekiwać w tej cenie. Odtwarzacz AMC najwyraźniej nie pozwala sobie na odstępstwa od suchej obiektywności, dzięki czemu wszystko brzmiało poprawnie. Czasem jednak wyjście ponad tę poprawność przynosi niezłe efekty, tak jak to miało miejsce w przypadku Yamahy.

Bas CD9 był dosyć lekki. Pamiętając co potrafią wzmacniacze AMC, można zrozumieć takie podejście do sprawy, ale w zestawieniach z jasno brzmiącymi i pozbawionymi zdecydowania w basie wzmacniaczami ciężar niskich częstotliwości może okazać się niewystarczający.

Konkluzja

AMC buduje bardzo dobre wzmacniacze, ale specjalizacja i położenie największego nacisku na serce systemu nie pomogło niestety odtwarzaczowi. Jest to jeszcze jedno urządzenie oferujące poprawny dźwięk w swej cenie, jakich na rynku wiele, chociaż do systemu AMC pasuje jak ulał.

Dystrybucja

Polpak Poland

Cena

1299 zł

Dane techniczne

 

Rodzaj przetwornika

1-bitowy (MASH)

Pasmo przenoszenia

5 HzĐ20 kHz

Zniekształcenia

<0,02%

Stosunek sygnałĐszum

110 dB

Wyjścia analogowe

2V

Wyjścia cyfrowe

C

Wyjście słuchawkowe

Đ

Zdalne sterowanie

+

Wymiary (szxwxgł)

43x8,2x28,8

Ocena

 

Neutralność

3

Dynamika

4

Stereofonia

3

Przejrzystość

4

Muzykalność

3

Bas

3

Dźwięk

3

Jakość/Cena

4


Cambridge Audio D-500

Cambridge Audio przywiązuje dużą wagę do zadowolenia klienta. Proponuje jakość wykonania niespotykaną w swej cenie. Banał. Tak odbierze zapewne hasło z katalogu większość potencjalnych nabywców. Jeśli rozkręcicie obudowę i zerwiecie plomby to bezpowrotnie stracicie gwarancję. Pozostaje więc albo odczekać rokĐdwa, albo uwierzyć zapewnieniom producenta (choć jak tu wierzyć, jeśli wszyscy mówią to samo?). Po co więc ukrywać sedno sprawy pod pomalowaną na czarno blachą? Albo po to, żeby zajrzeli tam ciekawscy pismacy, albo żeby mieć spokój z serwisem. Wszystko jedno - dla klienta i tak komponenty i cała ta gadanina ma mniejsze znaczenie niż wzornictwo, dźwięk i cena. Jeśli chodzi o wzornictwo i obsługę to Cambridge Audio daje nam minimum. W pełni metalowa, solidna obudowa zrobiona z grubszych blach niż przyzwoitość nakazuje, nie przybiera tutaj olśniewającej formy. Prosty odtwarzacz z gałką i tyle. Funkcje - tylko absolutnie podstawowe (nawet zegar pracuje w jednym trybie). Jedynym zbytkiem jest "random", czyli odtwarzanie ścieżek płyty w losowej kolejności. Nie ma gniazda słuchawkowego, analogowe tylko o stałym napięciu, za to dwa cyfrowe: BNC i optyczne.

Źródeł tej prostoty należy się doszukiwać w możliwości prostego upgrade'u, czyli udoskonalenia urządzenia w przyszłości za możliwie najniższą cenę. Z D-500 będzie to bardzo proste. Transport i jego sterowanie zrobiono tak, aby sprostał nawet drogim przetwornikom i to jest baza. Wielobitowy przetwornik Crystala o deklarowanej rozdzielczości 24 bitów umieszczono na małej płytce, tuż obok wyjść. Obecnie jest to bardzo dobry układ wytrzymujący porównanie z tym co konkurencja montuje w droższych urządzeniach. Za dwa lata być może będzie się stosować znacznie lepsze i wtedy zamiana tej płytki na nowoczesną, oferowaną przez Cambridge Audio będzie dziecinnie prosta i - co nie mniej ważne - tania. Zastosowano bardzo dobre zasilanie w postaci transformatora toroidalnego, o wielkości sugerującej raczej wzmacniacz, odizolowanego od elektroniki miedzianą puszką co można uznać za unikat w tej cenie - proponujemy przejrzenie dwóch roczników naszego i innych pism i rzucenie okiem na "rozebrane" zdjęcia. Bez komentarzy. Złota puszka z napisem Sony(!) kryje rozbudowaną część cyfrową, wykonywaną specjalnie dla Cambridge Audio. Wszystko wskazuje na to, że za niespełna 1500 zł otrzymujemy wspaniały transport. A jak działa to w połączeniu z niewielką płytką przy wyjściach?

Brzmienie

Urządzenia Cammbridge Audio zrobią wiele zamieszania w naszym rankingu, ponieważ wyraźnie zawyżyły poziom w tym przedziale cenowym. Podobnie jak wzmacniacz, D500 nie dał cienia szansy konkurentom z tego testu. Być może nie było to urządzenie na tym poziomie co wzmacniacz, ale i tak trudno będzie znaleźć mu równoważnego partnera. Być może Marantz CD 67mK II OSE, być może Rotel RCD 951? Tak, to jest ten poziom, ale Cambridge kosztuje mniej, dysponując jednocześnie dynamiką CD67 i przestrzenią RCD 951. Słowem - produkt wart większych pieniędzy.

D500 brzmi miękko i czytelnie. Dzięki wspaniale oddanemu charakterowi średnicy fortepian Pogorelicha jest bliski temu, co możemy usłyszeć na żywo. Do tego ma wyraźnie i dobitnie przekazany bas, przez co emocje rosną wraz ze wzrostem dynamiki. A odtwarzacz potrafi tutaj pokazać naprawdę wiele. "Obrazki z wystawy" zarówno w wersji orkiestrowej (Reference Recordings), jak i organowej (Dorian) zabrzmiały z rozmachem godnym dwukrotnie droższego systemu. Gdyby do tego Cambridge zachował przejrzystość "sześćdziesiątki siódemki" Marantza, to postawilibyśmy znowu szóstkę. Ne znaczy to, że D500 cokolwiek przed nami ukrywał - w jazzowych balladach Farrel słychać było każdy szczegół, a do tego dźwięk był otwarty i spójny. W muzyce rozrywkowej największą zaletą Cambridge jest energia basu. Wzorcowa.

Konkluzja

Być może za dwa lata pojawią się na rynku lepsze odtwarzacze za 1500 zł. Wtedy wystarczy wymienić jedną płytkę.

Dystrybucja

Decibel

Cena

1495 zł

Dane techniczne

 

Rodzaj przetwornika

20-bitowy

Pasmo przenoszenia

4 HzĐ20 kHz

Zniekształcenia

0,01%

Stosunek sygnałĐszum

>110 dB

Wyjścia analogowe

2,4 V

Wyjścia cyfrowe

BNC/Opt.

Wyjście słuchawkowe

Đ

Zdalne sterowanie

+

Wymiary (szxwxgł)

32x8x30

Ocena

 

Neutralność

5

Dynamika

5

Stereofonia

5

Przejrzystość

5

Muzykalność

6

Bas

5

Dźwięk

5

Jakość/Cena

6


 

Marantz CD-57 mk II OSE

W kwietniu tego roku opisywaliśmy droższy odtwarzacz z serii Original Special Edition ĐĘCD 67 mkII. W katalogu mamy także podstawowy CD57mkII. trudno określić, któremu będzie bliższy przedmiot dzisiejszego testu, bo zamontowana elektronika sugeruje, że konstruktorzy z obu wzięli to i owo. Cena sugeruje bliższe związki z 56 OSE. Marantz w większości odtwarzaczy montuje obecnie mechanizm Philipsa CDM 12.3 z układem cyfrowej stabilizacji DSD. Seria OSE wyróżnia się tym, że zawieszono go na pływającym resorze, tłumiącym szkodliwe wibracje, powstające zarówno wewnątrz obudowy, jak i poza nią. "Pięćdziesiątka siódemka" ze złotą tabliczką także została wyposażona w opatentowany amortyzator. Poza tym znajdziemy w niej wszystko z podstawowej wersji. CD67mkIIOSE wśród podzespołów i ścieżek miał także HDAM, czyli moduł wzmacniający w buforze stopnia wyjściowego, według producenta znacznie poprawiający dynamikę. 57 OSE takiego modułu nie ma, ale przecież musi czymś się różnić od droższego modelu. Poza tym odtwarzacz wygląda identycznie. Wyposażono go w te same funkcje. Marantz nie oferuje żadnych dziwactw, a jedynym zbytkiem jest regulacja jasności wyświetlacza. Do wyboru mamy cztery stopnie, szkoda tylko, że nie można go całkowicie wygasić, skoro już przewidziano miejsce dla przycisku "drimmer". W komplecie wyjść mamy tylko niezbędne standardy - analogowe i cyfrowe koaksjalne. Miłym zaskoczeniem jest obecność złoconego gniazda słuchawkowego, które czasem okazuje się bardzo przydatne.

Obecność tylu serii w katalogu Marantza może wywoływać pewne zamieszanie. Mamy podstawowe - w zasadzie we wszystkich przedziałach cenowych (hi-endowy CD7 też zalicza się do "zwykłych" serii), mamy specjalne edycje, które przestały być specjalnymi, odkąd pojawiły się urządzenia sygnowane nazwiskiem Kena Ishiwaty. OSE to najnowszy wynalazek. Kto wie, być może już niedługo pojawią się także wzmacniacze z trzema literkami w symbolu. Krążą plotki, że Ken Ishiwata odszedł od Marantza. To mało prawdopodobne, bo jego osoba jest od dawna kojarzona równie mocno z marką, jak nazwisko założyciela - Solula Marantza. Tak czy siak, Marantz nadal realizuje politykę założoną przed laty. Specjalne edycje wydają się nam nie chwytem marketingowym, aleÉ jedyną możliwością nomenklaturową. Marantz często wprowadza w życie nowe rozwiązania i nowe modele, ale na bazie istniejącego urządzenia można stworzyć coś nowego, lepszego. Tymczasem wypełniony katalog w zasadzie uniemożliwia wstawienie czegoś "pomiędzy". Bo jak umiejscowilibyśmy CD57OSE, jeśli w cenniku mamy już 57 i 67? Symbol 58 sugerowałby nową serię. Marantz z rzadka wymienia całe linie produktów i posuwa się do przodu małymi kroczkami. O ile coś nie wyleci z oferty, być może znajdziemy coś w rodzaju KIOSE?

Brzmienie

Najtańsza "osa" Marantza gra przejrzyście i lekko. Pod względem czytelności faktury dźwięku CD 57 naprawdę nie można niczego zarzucić, tym bardziej, że nie została ona okupiona osuszeniem i wyjałowieniem średnicy, tak jak to miało miejsce u Sherwooda. Wręcz przeciwnie, CD 57 gra bardzo nasycony dźwięk, który Anglicy zwykli nazywać "pełnokrwistym". Połączenie tych cech dowodzi, że bas, średnica i wysokie tony mogą występować razem w godnej podziwu obfitości, nie wpływając wzajemnie na siebie w sensie negatywnym. Do tego, aby fortepian nabrał rozmiarów takich jak w D500 Cambridge Audio zabrakło trochę dynamiki. CD57mkIIOSE pozbawiono układu HDAM obecnego w droższym modelu i z przykrością musimy przyznać, że te dwa odtwarzacze - pomimo tego, że pochodzą od tego samego producenta, a różnica cen wynosi tylko 200 zł - dzieli różnica klasy. CD 57 w symfonice brzmi potężnie, ale brakuje mu energii Cambridge'a. Za to jest dobra przestrzeń i całkiem potężny, nieźle kontrolowany bas. Marantz jest prawie tak muzykalny jak Yamaha, czarując ciepłem wokali i czytelnością dźwięku instrumentów akustycznych. Tak otwartym dźwiękiem mże pochwalić się tylko Cambridge Audio.

Konkluzja

CD 57 mk II OSE to bardzo udany odtwarzacz, ale w naszym odczuciu warto dołożyć 200 zł i kupić droższy model. Moduły HDAM potrafią ożywić dźwięk i dodać mu tempa.

Dystrybucja

Philips Polska

Cena

1499 zł

Dane techniczne

 

Rodzaj przetwornika

1-bitowy

Pasmo przenoszenia

20 HzĐ20 kHz

Zniekształcenia

0,0025%

Stosunek sygnałĐszum

>100 dB

Wyjścia analogowe

2V

Wyjścia cyfrowe

C

Wyjście słuchawkowe

+

Zdalne sterowanie

+

Wymiary (szxwxgł)

43,9x8,7x31,2

Ocena

 

Neutralność

4

dynamika

4

Stereofonia

5

Przejrzystość

5

Bas

4

Dźwięk

4

Jakość/Cena

4


początek strony