NAD 522
NAD zaczynał swoją karierę od wzmacniaczy. Z początku
wydawało się, że firma wyspecjalizuje się wyłącznie w
ich produkcji, ale dynamiczny rozwój stworzył
nowe możliwości. Do oferty dołączyły tunery, magnetofony
i gramofony. W produkcji tych ostatnich NAD nigdy nie
widział możliwości ekspansji rynkowej, więc zawierzył
doświadczeniu Regi. Gramofony NAD-a oparto na słynnym
Planar 2 i wielu twierdziło, że niczym się on nie
różni od pierwowzoru. Być może to prawda, ale 533
jest sprzedawany nadal i wiele osób chcących
skompletować zestaw jednej firmy nie zastanawia się nad
tym czy to NAD czy Rega, tym bardziej, że cena jest
podobna.
Rok 1982 przyniósł rewolucję srebrnego krążka.
Wiele firm natychmiast rozpoczęło produkcję nowego
medium. NAD ociągał się i pierwsze odtwarzacze ujrzały
światłąo dzienne na długo po rynkowej premierze
standardu. Przez długi czas NAD korzystał z rozwiązań
Technicsa, stosując w swych maszynach 1-bitowy
przetwornik typu MASH w prawie oryginalnej postaci.
Wielu krytykowało za to brytyjską firmę, bo audiofilskie
brzmienie zobowiązuje do poszukiwań własnych
technologii. NAD przez długi czas ignorował
malkontentów, doskonaląc stare konstrukcje, ale
ostatnimi czasy postanowiono skorzystać ze znanych i
lubianych kości Burr-Browna. Nowe modele 522 i 524
oparto wiąc na zupełnie innych rozwiązaniach. Dzisiaj
jedynym przedstawicielem starego porządku pozostał CD
amplituner L40, nadal z MASH-em w sekcji odtwarzacza,
ale wiadomo, że wprowadzenie na rynek jego następcy jest
tylko kwestią czasu. Odtwarzacz 522 otrzymał 20-bitowy
przetwornik delta. W najważniejszych częściach
obwodów zastosowano metalizowane rezystory i
kondensatory polipropylenowe oraz popularne wzmacniacze
operacyjne NE5532.
Aby poprawić kompatybilność urządzenia impedancję
wyjściową ustalono na 120 omów, podobnie jak w
droższym modelu 524. Tam jednak posunięto się znacznie
dalej, rozdzielając zasilanie części analogowej i
cyfrowej. W 524 wiele uwagi poświęcono jakości wyjścia
cyfrowego i być może to jest jedną z przyczyn
różnicy cen. 522 ma tylko jedno wyjście analogowe
o stałym napięciu. Nie ma gniazda dla słuchawek,
cyfrowych przyłączy i niczego, co pozwoliłoby na
stosowanie 522 jako czegokolwiek innego niż analogowe
źródło sygnału dla wzmacniacza. Dobrze, że
dostaliśmy chociaż zdalne sterowanie, ale dziś mało kto
zdecyduje się na odwagę, aby zaproponować klientom CD
bez pilota. Londyńczycy jak zwykle pozostawili tylko te
funkcje, które mogą się przydać. Na szczęście
nowy model ma wyraźny wyświetlacz, widoczny z daleka.
Obsługa odtwarzacza jest prosta, ale transport działa
bardzo wolno, co nieraz może doprowadzić do pasji.
Czekanie kilka sekund na odczytanie dysku to chyba
przesada.
Brzmienie
NAD dysponuje daleko większym potencjałem niż
odtwarzacze AMC, Sherwood i Yamaha. Jeśli zaaplikujemy
mu późnoromantyczną symfonikę, to z
głośników wydobędzie się mała fala uderzeniowa. W
tak dużych składach wszystko zakrojone jest na wielką
skalę. Bęben wielki ma siłę armaty, a tutti uderza z
mocą młota kowalskiego. 522 nie patyczkuje się także,
gdy przyjdzie zmierzyć mu się z agresywnym rockiem -
wydobędzie z niego czad tysięcy gitar. W
"Migrations" Grusina (GRP) dobrze oddana
została dynamika. Gdy miało być głośno, można było
zapomnieć o tym, że odtwarzacz czasem miał skłonność do
agresji w górze pasma. Owszem, wysokie tony
czasem pobrzmiewały metalicznie, ale w materiale
akustycznym ta przypadłość schodziła na dalszy plan, a
dźwięk pozostawiał przejrzysty. Przestrzenność 522 może
budzić pewne kontrowersje. Z jednej strony mamy szeroki
i głęboki obraz akcji, ale z drugiej czasem można
odnieść wrażenie, że pogłosu jest trochę za dużo i
źródła dźwięku trochę się rozmywają, nie są tak
punktowe jak w Cambridge Audio. Bas NAD-a jest bardzo
potężny. Nie ma tak dobrej kontroli, jak w CD 67MkIIOSE
Marantza, ale schodzi równie nisko.
Konkluzja
Odtwarzacz NAD-a najlepiej spisuje się w muzyce
rozrywkowej. W swej cenie jest jedną z najciekawszych
propozycji na rynku.
|
dystrybucja |
Trimex |
|
Cena |
1320 zł |
|
Dane techniczne |
|
|
Rodzaj przetwornika |
20-bitowy |
|
Pasmo przenoszenia |
5 HzĐ20 kHz |
|
Zniekształcenia |
0,0035% |
|
Stosunek sygnałĐszum |
108 dB |
|
Wyjścia analogowe |
2V |
|
Wyjaścia cyfrowe |
Đ |
|
Wyjście słuchawkowe |
Đ |
|
Zdalne sterowanie |
+ |
|
Wymiary (szxwxgł) |
43,5x7,5x28,5 |
|
Ocena |
|
|
Neutralność |
4 |
|
Dynamika |
5 |
|
Stereofonia |
4 |
|
Przejrzystość |
4 |
|
Muzykalność |
4 |
|
Bas |
4 |
|
Dźwięk |
4 |
|
Jakość/Cena |
5 |
Sherwood CD 880
Oprócz hi-endowego Tema, Sherwood ma w
katalogu trzy jednopłytowe odtwarzacze CD. Najdroższy z
nich, CD-980R wyposażono w 20-bitowy przetwornik
cyfrowo-analogowy Burr-Browna. Tańszy, opisywany CD 880R
ma także 20-bitowy przetwornik, tym razem pochodzący z
Analog Devices. Najtańszy CD-5090C ma z kolei 1-bitowy
konwerter. Na płytach czołowych wszystkich modeli
widnieje dumnie logo DTS, natomiast w katalogu napisano,
że w budowie odtwarzaczy wykorzystano koncepcje
dostosowujące je do systemów surroundowych.
Bardzo długo zastanawialiśmy się: o co chodzi? W jaki
sposób można "dostosować" lub
"dopasować" zwykły odtwarzacz do systemu kina
domowego? Rozumując logicznie - w kinie porzydaje się
coś odtwarzającego wizję, jak chociażby DVD czy w
ostateczności dobry, stereofoniczny magnetowid.
Odwarzacze Sherwooda wizji nie czytają, więc o
systemowym, specjalnym dopasowaniu nie może być mowy. W
każdym systemie wielokanałowym można zaistalować
odtwarzacz CD. Jego stereofoniczny sygnał trafi do
procesora, gdzie zostanie rozdzielony na sześć
kanałów. Tylko sygnał zakodowany wcześniej będzie
brzmieć lepiej, stąd od razu słychać różnice
pomiędzy ścieżkami dźwiękowymi filmów. Ale skoro
zwykły magnetowid może odczytać film w Dolby Surround
(oczywiście - magnetowid stereofoniczny) - to na każdym
można nanieść logo Dolby Surround. Jeśli więc powstaną
płyty CD nagrane w DTS, to każdy odtwaczacz je
przeczyta. A może nie mamy racji? W CD Sherwooda nie ma
dekodera, więc być może parametry? Yamaha ma lepszy
stosunek sygnałĐszum więc do kina też się nadaje. Tak
więc, spokojnie wkładając DTS CD-880R między bajki,
przejdziemy do opisu. Odtwarzacz ma bardzo bogate
wyposażenie. Oprócz standardowych funkcji mamy
także regulację prędkości obrotów (pitch
control), sterowanie jasnością wyświetlacza i wyjście
słuchawkowe o regulowanej głośności. Pilot steruje
wszystkimi funkcjami, w tym również wyszukiwaniem
najgłośniejszego fragmentu na płycie. Komplet wyjść
obejmuje dwa analogowe: o stałym i regulowanym napięciu,
i cyfrowe koakcjalne i optyczne. Transport działa dosyć
głośno. Szuflada jest ukryta za klapką, opadającą
podczas jej wysuwania. Miejsce w środku wykorzystano w
pełni. Układ jest na tyle skomplikowany, że nie zmieścił
się na jednej płytce, stąd piętrowa architektura.
Jednocześnie obudowa jest płytka, więc transformator
umieszczony za transportem nie zmieścił się i
pozostawiono wybrzuszenie w tylnej ściance. Eleganckie
nożki znajdują się tylko z przodu - z tyłu przykręcono
plastikowe pierścienie. Jak za 1400 zł to zaskakująca
oszczędność.
Brzmienie
Firmie Sherwood udało się zrobić interesujący
wzmacniacz w atrakcyjnej cenie. Jednak odtwarzacz
kosztuje już 1400 zł i niestety nie jest w stanie
powtórzyć tego, co zaoferował nam AX-5090R.
Włączając dowolny materiał muzyczny dodziemy do wniosku,
że CD-880 brzmi relaksująco. Nie drażni, nie kłuje uszu
ostrymi szpilkami, nie "ładuje" bez sensu
basem. Jednak po godzinie słuchania niechybnie dojdziemy
do wniosku, że ten relaks dawno wyszedł nam już bokiem i
- o ile nie uśniemy - stwierdzimy brak tempa, dynamiki i
przestrzeni. Wszechogarniający spokój może się
przerodzić w nudę.
Orkiestra sprawia wrażenie wyciszonej i uspokojonej.
Jest przyjemnie i cieplutko, ale tam gdzie przydałoby
się trochę agresji, Sherwood nadal zachowuje się ze
stoickim spokojem. Fortepian jest pomniejszony do
wymiarów pianina. Brakuje mu basu. Ten, o dziwo,
pojawia się w muzyce elektronicznej w zaskakującej
obfitości. Ilość niestety nie idzie w parze z jakością,
bo Sherwood słabo kontroluje niskie częstotliwości,
przez co często mamy do czynienia nie z rytmiczną
pulsacją, ale jednostajną kluchą. Przyjemny,
niezobowiązujący dźwięk powinien spodobać się osobom,
które cząsto spoglądają w rubrykę
"muzykalność". jednak owa
"muzykalność" to przede wszystkim staranność w
przekazaniu emocji zapisanej pomiędzy dźwiękami.
Sherwood pozostaje zimny i nieczuły.
Konkluzja
Za 1400 zł można kupić lepszy odtwarzacz. Jeśli
dążycie do spokoju i ciepła to zróćcie uwagę
raczej na Yamahę. Jest o klasę lepsza.
|
Dystrybucja |
The hi-end |
|
Cena |
1400 zł |
|
Dane techniczne |
|
|
Rodzaj przetwornika |
20-bitowy |
|
Pasmo przenoszenia |
20 HzĐ20 kHz |
|
Zniekształcenia |
<0,01% |
|
Stosunek sygnałĐszum |
>110 dB |
|
Wyjścia analogowe |
2V |
|
Wyjścia cyfrowe |
C/O |
|
Wyjście słuchawkowe |
+ |
|
Zdalne sterowanie |
+ |
|
Wymiary (szxwxgł) |
44x9,5x24,5 |
|
Ocena |
|
|
Neutralność |
3 |
|
Dynamika |
3 |
|
Stereofonia |
3 |
|
Przejrzystość |
2 |
|
Muzykalność |
3 |
|
Bas |
3 |
|
Dźwięk |
3 |
|
Jakość/Cena |
3 |
Yamaha CDX-593
Yamaha stosunkowo niedawno wzbogaciła ofertę o nowe
urządzenia. Pojawiły się trzy amplitunery do kina
domowego, szczytowy model wzmacniacza AV z dekoderami
AC3/DTS i odtwarzacz DVD. W linii stereofonicznej mamy
już dwa nowe rejestratory Mini Disc, cztery magnetofony
i ciekawe zestawy mini. Jednak audiofilów
najbardziej zainteresują zapewne wzmacniacze i
odtwarzacze CD, z dopiskiem "natural sound".
Jeśli chodzi o te pierwsze, to japoński koncern
postępuje dosyć zachowawczo. Wszystkie modete z
końcówką "2" w symbolu pozostały w
ofercie, do której dodano jedyne najtańszy 392,
również z klapką. To logiczne, zważywszy, że
wyraźny postęp techniczny obecnie dokonuje się jedynie
na polu techniki cyfrowej, a dobrze zrobiony wzmacniacz
będzie równie dobry za pięć lat. Yamaha stworzyła
udane konstrukcje o wyśrubowanych parametrach i
dynamicznym, ale kulturalnym brzmieniu, więc po co
kombinować. Za to wszystkie odtwarzacze zostały
zastąpione nowymi modelami. Jedynie model flagowy może
wywołać lekką niepewność wśród miłośników
brzmienia Yamahy (tak, firma wypracowała sobie własne
brzmienie i wszystkie nowe urządzenia dążą do
określonego już przed kilkoma laty celu). Dotychczasowy
flagowiec z ósemką na początku nie doczekał się
kontynuatora, za to pojawił się CDX-993 w znacznie
większej obudowie. Już same rozmiary sugerują, że mamy
do czynienia z czymś lepszym, bo do tej pory wszystkie
cyfrowe maszyny miały identyczne gabaryty. Ale nie w tym
przecież rzecz - 993 wyposażono we wzmacniacze wyjściowe
klasy A, dwa oddzielne tory zasilające dla części
analogowej i cyfrowej i stabilne chassis z
antywibracyjnymi patentami. Nie wiemy, czy pojawią się
następne ósemki, ale to już chyba nieistotne, bo
Yamaha zrobiła duży krok do przodu. CDX-593 ma także
przetwornik 1-bitowy typu Pro-bit. Wygląda identycznie
jak dwaj tańsi bracia CDX-493 i CDX-393. Wszystkie
odtwarzacze mają także takiego samego pilota (393 bez
regulacji głośności), ale 593 jest, wyłączając 993,
najbardziej zaawansowany technologicznie, pomimo że nie
jest urządzeniem zbytnio skomplikowanym. Całość
elektroniki zmieściła się na jednej płytce. Wyposażenie
jest bogate. W komplecie wyjść ujęto dwa analogowe o
regulowanej głośności - jedno typowe, drugie dla
słuchawek. Z mniej typowych funkcji można wymienić
wyszukiwanie najgłośniejszego fragmentu na płycie,
indeks, synchro start przydatny przy kopiowaniu na taśmę
i sterowanie jasnością wyświetlacza. Można wybrać dwa
poziomy lub całkowicie go wygasić. Wzornictwo jest
eleganckie i proste, do czego Yamaha zdążyła nas już
przyzwyczaić. Szkoda tylko, że zrezygnowano ze
specjalności kuchni, czyli klapki. Pod nią można było
ukryć regulację poziomu napięcia na wyjściu i klawiaturę
numeryczną. Wtedy urządzenie byłoby jeszcze ładniejsze i
zintegrowane wzorniczo ze wzmacniaczami.
Brzmienie
CDX-593 to esencja muzykalności i kultury. Nie trzeba
mieć wielkiego doświadczenia, aby już po pięciu minutach
odsłuchu stwierdzić, że Yamaha nadzwyczaj łaskawie
obchodzi się z instrumentami akustycznymi i głosami
ludzkimi.
Największym atutem odtwarzacza jest średnica: barwna,
nasycona alikwotami i otwarta jak w starych, dobrych
brytyjskich monitorach. Fortepian jest wyrównany
w całej skali, być może nie tak czytelny jak u
Cambridge'a i NAD-a, ale bardziej masywny i czasem wręcz
powiększony. Głos Eileen Farrell powędrował przed
kolumny. W muzyce symfonicznej okazało się, że
odtwarzacz dysponuje sporym potencjałem dynamicznym,
dzięki czemu "łamańce z oper" (RR) brzmiały z
rozmachem i swobodą. Pogłos został przekazany wiernie i
jedyne, czego brakowało, to błyszczące wysokie tony. W
tym względzie Yamaha wykazuje daleko idącą
powściągliwość. Trudno powiedzieć, że dźwięk był
stłumiony, bo w muzyce rozrywkowej góry nie
brakowało, raczej doszukiwać się należy ocieplenia.
Ogólnym charakterem brzmienia Yamaha przypominała
Sherwooda, ale tutaj nie może być mowy o znudzeniu.
Potrafi on wydobyć z muzyki to, co najpiękniejsze -
emocje, ciepło i coś, co wymyka się opisowi.
Konkluzja
CDX-593 umieszczamy w naszej klasyfikacji za D500
Cambridge Audio, tuż obok odtwarzacza NAD-a. Jest też od
obu wyraźnie tańsza. Polecamy.
|
Dystrybucja |
Canton |
|
Cena |
1199 zł |
|
Dane techniczne |
|
|
Rodzaj przetwornika |
1-bitowy |
|
Pasmo przenoszenia |
2 HzĐ20 kHz |
|
Zniekształcenia |
0,025% |
|
Stosunek sygnałĐszum |
115 dB |
|
Wyj.cia analogowe |
2V reg |
|
Wyjścia cyfrowe |
C/O |
|
Wyjście słuchawkowe |
+ |
|
Zdalne sterowanie |
+ |
|
Wymiary (szxwxgł) |
43,5x9,6x27,2 |
|
Ocena |
|
|
Neutralność |
4 |
|
Dynamika |
5 |
|
Stereofonia |
4 |
|
Przejrzystość |
4 |
|
Muzykalność |
5 |
|
Bas |
4 |
|
Dźwięk |
4 |
|
Jakość/Cena |
5 |
początek strony
|