GŁÓWNA STRONA


REKLAMA

NOWOSCI
MUZYKA
HI-FI
TESTY
RANKING
ZAPOWIEDZI
LISTY








poczta
poczta
do redakcji












wykonane przez:
Hi-Fi i muzyka, miesiecznik audiofila i melomana


Przetworniki

Alchemist TS-D-1
Podążając za panującą obecnie modą na stosowanie przetworników osiągających teoretyczną rozdzielczość 24 bitów, brytyjska firma Alchemist zaproponowała stosunkowo niedrogi model TS-D-1. Podobnie jak w przypadku prezentowanego w następnej recenzji Musical Fidelity X-24K, jego zastosowanie ma się przyczynić do poprawy brzmienia budżetowych kompaktów.

Budowa

Nowość Alchemista prezentuje się tak niepozornie, że nawet przy skromnym X-24K wygląda jak ubogi krewny. Pomysł na kształt obudowy nie wydaje się zbyt szczęśliwy, nie tylko z uwagi na, delikatnie rzecz ujmując - wątpliwe doznania estetyczne, ale również ze względów czysto praktycznych. TS-D-1 trudno sensownie ustawić, bo nie jest na tyle mały, by wcisnąć go w jakiś wolny kącik, a z kolei na osobnej półce, czy nawet bezpośrednio na odtwarzaczu wygląda zbyt niepozornie. Mimo to, swoim nietypowym wyglądem natychmiast przyciąga uwagę obserwatora, a to przecież pierwszy krok do udanej transakcji. Czy jednak do końca? Ano, niezupełnie. I nie chodzi nam w tej chwili o jakość brzmienia, bo to przecież zupełnie inny podrozdział, ale o własności użytkowe, które choć nie zawsze doceniane, mogą w znaczący sposób wpłynąć na stan psychiczny posiadacza danego komponentu. Właściciel TS-D-1 ma duże szanse osiwieć, tudzież nabawić się ostrej nerwicy. Już samo niestaranne wykonanie napisów, które ścierają się nawet podczas podłączania kabli, nie wpłynie na niego kojąco; to jednak dopiero początek niespodzianek. Głównym problemem jest, przekraczająca wszelkie granice przyzwoitości, tandetna wtyczka sieciowa. Odpalenie TS-D-1 graniczy z cudem, ponieważ płaskie, dwubolcowe złącze nie przylega do gniazdka w ścianie na tyle by zapewnić nieprzerwane dostawy energii elektrycznej. Mówiąc wprost - sieciówka nie kontaktuje i żeby uruchomić przetwornik trzeba ją czymś docisnąć. My do tego celu zastosowaliśmy dość ciężki transformator wtyczkowy, w który wyposażono DAC-a Musical Fidelity. Pozwalamy sobie jednak przypuszczać, że niewielu z Państwa zdecyduje się na zakup dwóch przetworników tylko po to, żeby jeden w ogóle zechciał zadziałać. Wtyczkę można również przykleić do gniazdka przeźroczystą taśmą, ale wtedy stężenie prowizorki przekroczy dopuszczalne normy o sześćset procent. Kłopoty z uruchomieniem małego Alchemista, oprócz oczywistych utrudnień natury użytkowej, mają jeszcze, znacznie poważniejszy, wymiar natury filozoficznej. Pokazują w sposób bardzo klarowny, jak bardzo chęć redukcji kosztów przesłoniła niektórym producentom rzetelne podejście i elementarny szacunek dla klienta. Można w końcu wyjść z założenia, że marka jest już na tyle "audiofilska", że sprzeda się pod nią przysłowiową pietruszkę. Tyle tylko, że jest to strategia na bardzo krótką metę i w końcu może nadejść dzień, w którym nawet hołubiący rodzimą produkcję brytyjscy dziennikarze stracą cierpliwość. Poprawcie się panowie konstruktorzy albo przenieście produkcję na Tajwan. Będzie jeszcze taniej, a kontrola jakości może się okazać znacznie skuteczniejsza. Ale dosyć już tego zrzędzenia. Przyjrzyjmy się teraz przez moment budowie czarnej skrzynki.

Na przedniej ściance umieszczono trzy diodki. Sygnalizują one podłączenie źródła sygnału, włączenie do sieci (!) i uruchomienie układu deemfazy, działającego automatycznie podczas odtwarzania kompaktów (najczęściej reedycji płyt analogowych), na których sztucznie uwypuklono wysokie tony. W to, że układ działa możemy tylko wierzyć, bo jak dotąd nie znaleźliśmy płyty, której udałoby się go uaktywnić. Tylna ścianka zawiera współosiowe i optyczne wejście dla sygnału cyfrowego oraz wyjście cyfrowe (tylko koaksjalne) i analogowe niesymetryczne (RCA). Jakość tego ostatniego jest "na oko" niższa niż w MF X24K, ale w praktyce nie powinna zauważalnie wpływać na brzmienie. Dodatkowym elementem jest trzybolcowe gniazdo służące do podłączenia dostarczanego w komplecie zewnętrznego transformatora. Wydzielenie tego elementu było konieczne ze względu na niewielką ilość miejsca w środku urządzenia, ale też na pewno wpłynęło na poprawę brzmienia i pozwoliło na osiągnięcie dobrego odstępu sygnału użytecznego od szumu. Transformator umieszczony w tak małej skrzyneczce musiałby się znaleźć w pobliżu czułych układów elektronicznych i nieźle narozrabiać. Wyrzucono go więc na świeże powietrze i pozwolono się wyszumieć do woli.

Całe wnętrze zajmuje jedna płytka drukowana, na której zainstalowano filtrację i stabilizację zasilania, całą elektronikę oraz gniazda przyłączeniowe (bez pośrednictwa przewodów). Zastosowane elementy są podobne jak w Musical Fidelity. Odbiornik sygnału cyfrowego to Crystal Semiconductors CS8414, przetwornik to także Burr Brown 1728, a na wyjściu operacyjne wzmacniacze NE5532. Jest jednak różnica. W Alchemiście zamontowano dwa takie scalaki produkcji Texas Instruments, w MF X-24K są cztery i pochodzą od Philipsa. W przeciwieństwie do wyglądu zewnętrznego i właściwości użytkowych wnętrze TS-D-1 robi wrażenie wykonanego porządnie i z głową. Całe szczęście, że to właśnie ono decyduje o brzmieniu.

Wrażenia odsłuchowe

Niepozorny produkt Alchemista ma kilka dających się łatwo zauważyć zalet, ale chyba największą z nich jest sposób w jaki reprodukuje górę pasma akustycznego. Nie jest to z pewnością brzmienie w stu procentach naturalne, ale jakoś nie potrafimy sobie wyobrazić, że taki charakter mógłby Państwu nie przypaść do gustu.

Wysokie tony są krystalicznie przejrzyste i perliste. Słychać to świetnie w nagraniach muzyki fortepianowej i w kameralistyce. Król instrumentów jest w górze skali pięknie nasycony alikwotami. Stuknięcia młoteczków w cienkie struny przekazywane są wiernie i w sposób niewymuszony. Dźwięki temu nawet ciche tryle nie tracą nic ze swej wyrazistości, a całość prezentacji nabiera życia i energii objawiającej się w odtwarzaniu mikroimpulsów.

Podobnie dzieje się w nagraniach jazzowych. Dźwięczne wybrzmienia blach perkusyjnych przydają wysokim rejestrom blasku, czynią je bardziej atrakcyjnymi w odbiorze. Oczywiście takie granie nie jest zawsze zgodne z oryginałem na żywo, ale w domu słucha się tego naprawdę świetnie. Dźwięk jest ładny i atrakcyjny. Mówiąc o drobnych modyfikacjach wysokich tonów nie można chyba nie nawiązać do recenzowanego obok Musical Fidelity X-24K. Tamto urządzenie również trochę "poprawia" naturę, ale nam bardziej do gustu przypadł TS-D-1. Nagrania w jego wykonaniu stają się bardziej wciągające. Jest to na pewno rodzaj efekciarstwa, ale wierzcie nam - w co najmniej dobrym stylu.

Średnie tony łączą się z wysokimi bardzo płynnie. Możemy się cieszyć dźwiękiem nie tylko spójnym, ale także jednakowo energicznym w dużej skali częstotliwości. Głosy ludzkie Alchemist przekazuje może nie tak słodko i ciepło jak Musical, ale nie powiedzielibyśmy, że gorzej. Są na pewno bliższe naturalności, mają właściwą lekkość i skalę dynamiczną, a że X-24K dodatkowo trochę je rozgrzewał - cóż, przecież nie wszystkim przypadnie to do gustu.

Przestrzenność TS-D-1 cechuje w stosunku do Musicala większy rozmach. Scena jest szeroka, a jej uporządkowanie nie budzi zastrzeżeń; do tego jest odrobinę lepiej rozplanowana w głąb. Nie jest to na pewno takie mistrzostwo jak w C.E.C-u TL5100Z, ale ogólne wrażenie jest pozytywne.

I na koniec bas. W porównaniu do konkurencyjnego MF jest lepiej zebrany i ma ostrzejszy kontur. Zróżnicowanie barw również jest większe, ale uwaga - po X-24K można się spodziewać odrobiny miłosierdzia dla uboższych w niskie tony głośników, Alchemist może im zacząć wytykać niedoskonałości. Podsumowując - gdyby nie dziwaczy wygląd, odpryskujący lakier i niepasująca do niczego wtyczka sieciowa byłoby świetnie.

A teraz skrótowe wrażenie z odsłuchów trzech zapowiedzianych we wstępie kombinacji.

1. z odtwarzaczem Philipsa

Wydawać by się mogło, że tani przetwornik cyfrowo-analogowy wprowadza się na rynek po to, by audiofile posiadający dotąd niezbyt wyszukany odtwarzacz kompaktowy mogli wyraźnie poprawić jakość jego brzmienia. Nasza praktyka wykazała jednak, że takie rozumowanie, chociaż z pozoru słuszne, nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Owszem, dźwięk taniego Philipsa trochę się poprawił - stał się nieco bardziej spójny i nabrał charakterystycznej dla TS-D-1 krystaliczności. Czy jednak była to poprawa warta 2000 złotych i to nie uzględniając kosztu przewodu cyfrowego? Na pewno nie. Jeśli zadacie sobie Państwo trud posłuchania tej kombinacji, nigdy już nie uwierzycie w pogląd, że napęd nie ma większego znaczenia. Owszem, ma i kto wie, czy nie równorzędne z konwerterem. Brzmienie Philipsa z Alchemistem pozostało na poziomie co najwyżej średnim w przedziale 1000Đ2000. Najlepsze odtwarzacze zintegrowane w tej klasie oferują więcej.

2. Z Micromegą Stage 3

Różnica pomiędzy kombinacją Alchemist/Philips i Alchemist/Micromega była taka, jak między felietonami Janusza Tomaszewskiego i Ludwika Stommy, czyli zasadnicza. Sygnał dostarczony z napędu StageŐa tchnął w Alchemista życie. Dźwięk stał się nie tylko bardziej nasycony i naturalny, ale przede wszystkim zyskał energię i tempo. Przekaz stał się wciągający. Poszczególne dźwięki o wiele lepiej zdefiniowane i określone w strukturze czasowej. Przestrzenność także nabrała znamion realizmu i oprócz efektownego zwiększenia rozmiarów sceny, dostarczała łatwych do natychmiastowej weryfikacji informacji o umiejscowieniu poszczególnych muzyków czy grup instrumentalnych. Krystaliczność i czystość tu objawiła się już niemal w całej pełni. Postęp jest jeszcze możliwy, co pokażą doświadczenia z rewelacyjnym napędem C.E.C-a, ale ogólny charakter brzmienia nosił już znamiona klasy. A jak wypada porównanie własnego przetwornika Micromegi i Alchemista? Zmienia się może nie tyle obiektywnie postrzegana jakość (Stage 3 to moim [J.K.] zdaniem najlepiej zrobiony i najlepiej brzmiący odtwarzacz tej firmy dostępny za rozsądne pieniądze), co charakter brzmienia. Jest to szczególnie dobrze słyszalne w górze pasma akustycznego. Alchemist jest bardziej efektowny, choć za tą efektownością kryje się małe odstępstwo od neutralności. Micromega sautŽ nie jest z pewnością tak kryształowo przejrzysta, ale za to stara się pozostać wierna oryginałowi odczytanemu z płyty CD.

Trzeba jednak powiedzieć, że dokupienie TS-D-1 do zintegrowanego odtwarzacza o zbliżonej do StageŐa 3 klasie brzmienia ma znacznie większy sens niż próby upgradeŐowania najtańszych źródeł cyfrowych. W tej kwestii odsyłamy również do działu listów, w którym jeden z czytelników przedstawia swoje wrażenia związane z dołączeniem DAC-a do CD Marantza.

3. Z C.E.C. Tl-5100Z i Coplandem CDA-289

Obydwa zestawienia dały niespodziewane rezultaty. Dźwięk DAC-a z CD Coplanda okazał się niewypałem do tego stopnia, że sprawdzaliśmy prawidłowość wszystkich połączeń. Nie potrafimy Państwu wytłumaczyć tego zjawiska, ale CDA-289 z własnym przetwornikiem grał o kilka klas lepiej. Natomiast kombinacja z TL5100Z wyznaczyła chyba maksymalny pułap jakości dźwięku budżetowego Alchemista. Brzmienie zyskało wreszcie lekkość i swobodę. Słowo "lekkość" nie oznacza wcale braku basu, bo właśnie z C.E.C-em niskie tony otrzymały ostateczny szlif, kontury były kreślone precyzyjnie (lepiej niż X-24K Musical Fidelity), a jednocześnie nie dało się zauważyć braków potęgi czy zróżnicowania brzmienia. To był naprawdę bas na piątkę i nawet w przedziale cenowym C.E.C-a nie budził zastrzeżeń. Dźwięk zyskał również energię, tak że można było wreszcie myśleć o pulsowaniu powietrza w pokoju odsłuchowym. Tempo było dobre, a wysokie tony osiągnęły wreszcie znakomitą przejrzystość.

Czy oznacza to, że Alchemist jest lepszy od własnego DAC-a C.E.C-a. Nie, ale dopiero z tym urządzeniem pokazuje, jak wysoki poziom jakości brzmienia potrafi osiągnąć.

Dystrybucja

Decibel

Cena

1890 zł

Dane techniczne

 

Rodzaj przetwornika

24 bit

Pasmo przenoszenia

b. d.

Zniekształcenia

b. d.

Sygnał/ szum

104 dB (filtr A)

Wejścia cyfrowe

1 coax, 1 toslink

Wyjścia cyfrowe

1 coax

Wyjście analogowe

RCA (2V)

Wymiary(w - s - g)

4,5 - 15,4 - 17

Neutralność

5

Dynamika

4

Stereofonia

5

Przejrzystość

5

Muzykalność

4

Bas

4

Brzmienie

5

Jakość/ cena

2


początek strony