|
|
Pomiędzy 10 a 13 lutego br. warszawski Pałac Kultury i Nauki był miejscem wystawy, która -jak należało się tego spodziewać - wzbudziła wiele emocji, zwłaszcza wśród najmłodszych fanów informatyki amatorskiej i profesjonalnej. Była to wystawa pod miłą dla Polaka, bo snobistycznie angielską, nazwą HOME, OFFICE, PERSONAL COMPUTER '87.
Utrzymując naszą ocenę owej ekspozycji w tej właśnie konwencji zaczniemy od miłego zdziwienia, że na wystawie, na którą wstęp - jak głosiła
uprzejma notatka organizującej ją firmy AGPOL
- miał być w godzinach od 9 do 16 "wyłącznie za zaproszeniami", pętało się ogromne grono 10-12-
-latków, grając ku uciesze pozostałych zwiedzających w gry komputerowe, które stanowiły zdecydowaną większość programów demonstracyjnych zgromadzonych na wystawie komputerów. Wysłannicy "MT" zauważyli również (nie bez pewnej przyjemności!) kącik komputerowej grafiki natu-rystycznej w myśl hasła "goło, ale z komputerem!". Tylko tak dalej!
Ale teraz już nieco poważniej - wystawa zorganizowana na stosunkowo niewielkiej powierzchni, co dość skutecznie (z powodu autentycznego ścisku przed stoiskami) utrudniało szczegółowe obejrzenie wszystkich stoisk. Można jednak bez popełnienia większego błędu napisać, że była to typowa wystawa komercyjna o wyraźnym wydźwięku reklamowym. Swój sprzęt wystawiało kilkadziesiąt firm zagranicznych, polonijnych i krajowych. Ich oferta niewiele "wystawała" ponad standard - zarówno komputery, jaki urządzenia peryferyjne to sprzęt typowy dla tego, co prezentowano np. na katowickim SOFTARG-u. Oprócz popularnych Meritum, ComPAN-ów, czy znanej już Czytelnikom "MT" Mazovii prezentowano wiele konstrukcji kompatybilnych z IBM. Sporo było także różnego rodzaju zestawów z drukarkami, plotterami, propozycji tzw. sieci komputerowych (najczęściej lokalnych) oraz rozbudowanych konfiguracji poszczególnych komputerów.
Trudno szczegółowo opisywać poszczególne oferty - wszak główną rolą wystawy miało być _ według organizatora "umożliwienie transmisji informacji o wyrobach i usługach od producenta do użytkownika oraz na przekazywaniu sygnałów o potrzebach rynku w odwrotnym kierunku". Warto jednak zaznaczyć, że niewiele z nich było skierowanych do indywidualnego klienta - może poza ofertą CSH i angielskiej firmy MASTER, której wyroby można zakupić na Śląsku za tzw. górnicze (!) złotówki (a więc właściwie też nie dla wszystkich). Świadomie pominąłem BOMiS, bo ten, jak wiadomo jest raczej pośrednikiem i handluje tym, co ma.
Z przykrością powracam do oferty software'o-wej - była ona bardziej niż skromna. Oczywiście nie byty to typowe targi oprogramowania, ale należałoby oczekiwać jednak nieco większego zainteresowania wystawców proponowaniem osprzętu i oprogramowania, zwłaszcza specialis-
tycznego. Dziwi to o tyle, że skoro nie możemy dorównać innym w sferze hardware'u, to, mając zdolnych programistów, moglibyśmy być chociaż dobrzy w tworzeniu własnych programów. Niestety, tak nie jest - wolimy kopiować programy, a takie "piractwo informatyczne" w konsekwencji prowadzi do zniechęcenia twórców oprogramowania, którzy nie czerpią ze swej pracy należnych im zysków. Być może jest tu pole do popisu dla naszego prawodawstwa - czas już pomyśleć o ochronie praw twórczych informatyków i firm software'owych.
Pozytywne jest na pewno ogromne zainteresowanie samą wystawą publiczności, zwłaszcza młodej i najmłodszej. Dużo gorzej niestety, jest ze zrozumieniem istoty informatyki. Widzów pociąga samo "opakowanie" sprzętu, czy też efektowność grafiki na ekranie - skoro znajduje się na nim wizerunek produktu najnowocześniejszej technologii np. wahadłowca, to musi to być świetny sprzęt. Inni sugerują się pojemnością pamięci, jeszcze inni konfiguracją systemu. Być może i słusznie, ale świadczy to o tym, jak jeszcze nieza-awansowani w naszej edukacji komputerowej jesteśmy...
Z ciekawszych spostrzeżeń z wystawy: widzieliśmy elementarz komputerowy dla dzieci oraz ciekawą ekspozycję komputerowych zabawek edukacyjnych prezentowanych przez redakcję "Radiokomputera".
Miejmy nadzieję, że wystawa komputerowa 1988 będzie bogatsza w nowości, których tym razem trochę zabrakło...
|