Marka Szyjewskiego polemika z Mirosławem Boguwskim
Odpowiedź Marka Szyjewskiego na tekst Mirosława Boguwskiego, który ukazał
się w elektronicznym zinie Fahrenheit 3.
* * *
"Kompleks Sapkowskiego" w polskiej SF-F musi być rozległy i
głęboki... Pewien licealista przekartkował kiedyś pierwsze trzy tomy sagi
o Lwiątku w poszukiwaniu opisów krwawych bijatyk, rozczarował się, opisał
swoje rozczarowanie, okraszone zjadliwymi uwagami - wyraźnie
zdradzającymi, ze nie czytał krytykowanego tekstu - w wypracowaniu. A Nowa
Fantastyka to wypracowanie opublikowała jako krytykę "Chrztu ognia", pod
tytułem "Czas podagry". Po szczegóły odsyłam do Sapkowski Zone.
Wspominam o tym, bo sądziłem - naiwny! - że to rekord, że tego nie da
się przelicytować. Ale redakcja Fahrenheita przebiła wysoko redakcję NF...
Panowie, wy przeczytaliście pięć losowo wybranych stron (z Sagi liczącej
już 295+319+333+428=1375 stron!) szóstoklasiście i zanotowaliście, co on o
tym myśli... Są w USA kiepskie szkoły, ale bez przesady, autor
miesiączkowych okrzyków nie skończył jeszcze podstawowej. Skoro mylą mu
się słowa "lokomocyjna" i "lokomotywa"... Skoro robi błąd w nazwie
Sevres... Skoro wierzy w opowieści z lekcji religii, że Ksieżyc (czyli
kierujący nim archanioł Gabriel) steruje cyklem menstruacyjnym...
*1. Bohaterowie powieści (szczególnie Jaskier, ale nie tylko) używają
łaciny - to sugeruje obecność (być może przeszłą) imperium rzymskiego. *
Wśród pięciu stron, które Ci przeczytano, nie znalazła się ani jedna
z tych, na których jest mowa o Koniunkcji Sfer (np. KE 93, 272, 273, ChO
87-88, 211, 288). Wobec tego nie masz pojęcia o tym, że magiczny kataklizm
sciągnął do tego świata najrozmaitsze fragmenty różnych światów, ze
zwierzętami, roślinami, istotami rozumnymi. Że proces ten był rozciągnięty
w czasie. Nie przeczytano też małemu Mirkowi dyskusji Sheldona Skaggsa pod
Bloebherisem (KE 12-22), ani wykładu Yarpena Zigrina (KE 130-132), ani
narady królów w Hagge (KE 199-213), więc nie wiesz, że ludzie w tej części
świata pojawili się 500 lat wcześniej, na statkach lądujących u ujść
Pontaru i Jarugi. Nikt wyraźnie nie wyjaśnia, skąd wzięły się te statki
(można zgadywać, że z Ziemi, z różnych miejsc i czasów), jak długo to
trwało (długo, skoro wyróżnia się Pierwsze Lądowanie - CzP 132, a "Z
czterech lądujących statków robiły się trzy królestwa" - KE 20). W każdym
razie szeregu nazwisk i imion nie da się zapisać za pomocą dwudziestu
czterech run, będących obecnie w użyciu wśród ludzi (CzP 144), a inne (de
Vries, van Bredevoort, de Tancarville) związane są z miejscowościami,
których w tym świecie nie ma. Wreszcie prastary Hen Gedymdeith w swej
książce "Elfy i ludzie" (KE 108) wyraźnie i dosłownie opisuje proces
przyswajania nowego świata przez ludzkich przybyszy: "I były inne rzeczy,
dla których nie znajdowaliśmy imion i nazw. A mieliśmy już przecież imiona
i nazwy dla wszystkiego, co w tym nowym, odrodzonym świecie widziały nasze
oczy. Nagle, gdzieś w odległych zakątkach pamięci, odnajdowaliśmy nazwy
dla smoków i gryfów, dla syren i nimf, dla sylfid i driad. Dla białych
jednorożców, które o zmierzchu piły z rzeki, schylając ku wodzie swe
smukłe głowy. Wszystkiemu nadawaliśmy nazwy. I wszystko stawało się
bliskie, znane, nasze."
Imperium rzymskie było - na Ziemi. Tam, gdzie Vries, Bredevoort i
Tancarville. Tam, gdzie można było zapisać samogłoski z umlaut. Dla części
ludzkich rozbitków w przeszłości. Ale żeby to wiedzieć, trzeba znać więcej
niż pięć stron z 1375.
*Jeśli istniał w tym świecie Rzym to czy akcja rozgrywa się przed czy
po narodzeniu Jezusa Chrystusa? *
Przynajmniej dla części przybywających tu ludzi Rzym i Chrystus były
w przeszłości. Argumenty na rzecz tej tezy niestety przekraczaja wiedzę
szóstoklasisty, więc je pominę. Ale jak pisze Hen Gedymdeith, większość
ziemskiej historii, kultury - poza bajkami - ludzie zdążyli do jego czasów
dość dokładnie zapomnieć.
*Jeśli przed (co sugeruje politeizm)*
Szkolna nauka wpoiła Ci, Mireczku, przeświadczenie o istnieniu
stałej, niezmiennej wiedzy, której źródłem jest pani w szkole, a kryterium
prawdziwości - to, czy pani tak powiedziała. Ta wizja nie ma nic wspólnego
z rzeczywistością. I wiedza, i kultura zmieniają się, rozwijają. Kiedy
dożyjesz wieku np. trzydziestu lat, który teraz wydaje Ci się sędziwym, i
rozejrzysz się, zauważysz, że świat wokół Ciebie zmienił się całkiem! Co
innego niż teraz będzie oczywiste dla wszystkich, a coś innego niż teraz -
wątpliwe, inaczej się będzie mówić, inaczej ubierać, słuchać innej muzyki.
Politeizm nie sugeruje nic co do powiązania czasu akcji z historią Ziemi.
Politeizm nie jest dowodem umieszczenia akcji w przeszłości; jest
naturalną konsekwencją tego o czym pisał Hen Gedymdeith i o czym Ci nie
przeczytano. Inna sprawa, że nie uda Ci się dowiedziec w szkole, że gdyby
ludzie, trafiający do tego świata, byli zbierani przypadkowo po Europie w
okresie od X do XIV wieku, to z dużym prawdopodobieństwem najpierw
uczciliby przeżycie katastrofy tzw. sabatem (tak, misjonarze zrobili z
tego zlot czarownic, ale możesz się przekonać, co to słowo znaczyło, jeśli
dowiesz się, co oznacza jego polski odpowiednik, Sobótka), a potem zapewne
dokończyliby usuwania ze swych szeregów zwolenników Czarnego Rzymskiego
Boga, protestujących przeciw grzesznym czarom i orgiom. Ta prawda
historyczna podlega zamazaniu wskutek niezgodności z oficjalną "prawdą". Z
drugiej strony ci, ktorych w Europie było najwięcej, ktorzy najdłużej
pielęgnowali stare obyczaje, którzy do XIV wieku próbowali zrobić to, co
przypisałem przypadkowo wybranym przybyszom - zrzucić jarzmo narzuconej,
obcej religii - niestety, rzadko poruszli się statkami...
Ludzie znalezli się wśród innych ras rozumnych, górujących nad nimi
pod każdym względem. Wśród świątyń, których kapłani umieli "czynić cuda"
(magia świątynna - opowiadania "Głos rozsądku", "Wiedźmin", "Ziarno
prawdy","Ostatnie życzenie" z tomu "Ostatnie życzenie", WJ 8-9, 309-319,
324-325, 393-395), ba, właściwie od Pierwszego Lądowania (CzP 132-136)
zwykli ludzie mogą "czynić cuda", jak Jan Bekker. Wreszcie w tym świecie
bóstwa (na przykład Żywia) najzwyczajniej w świecie mieszkają wśród ludzi
(opowiadanie "Kraniec świata" z tomu "Ostatnie życzenie"). W sadze (WJ
313-319) jest przejmująco opisane przeżycie mistyczne - nie związane z
chrześcijaństwem.
Ty masz w szkole lekcje religii, więc wydaje Ci się niemożliwe, żeby
ludzie utracili tę właśnie religię. Ale w świecie przedstawionym w
utworach Andrzeja Sapkowskiego jest to najzupełniej naturalne.
*to gdzie się podziała Grecja ze swoją kulturą, przemożnym wpływem i
mitologią? *
Jest równie obecna, jak i Rzym. W Pegazie, Chimerze, teatrze,
Akademii, Gorgonie... Kiedy poznasz trochę mitologii i historii, to sam tę
Grecję zauważysz.
*Jeśli "po" to skąd się biorą liczni bogowie? *
Widzisz, oni już tam byli. Żywia była czczona przez elfy (jako Dana
Maedbh) i krasnoludy (jako Bloemenmagde) - to jest w "Krańcu świata". O
pochodzeniu kultu Wielkiej Matki (występującej w licznych hipostazach)
można pprzeczytać w opowiadaniu "Głos rozsądku" co następuje: "Kult
boginii Melitele był jednym z najstarszych, a swego czasu jednym z
najbardziej rozpowszechnionych, a początki swe wywodził z niepamiętnych,
przedludzkich jeszcze czasów. Każda nieledwie przedludzka rasa i każde
pierwotne, koczownicze jeszcze ludzkie plemię czciły jakąś boginię
urodzaju i płodności, opiekunkę rolników i ogrodników, patronkę miłości i
małżeństwa. Większość z tych kultów skupiła się i zlała w kult Melitele.
Czas, który dość nielitościwie obszedł się z innymi religiami i kultami,
skutecznie izolując je w zapomnianych, rzadko odwiedzanych, zatopionych w
zabudowie miast świątynkach i chramach, okazał się łaskaw dla Melitele." Z
opowiadania "Wieczny ogień" z tomu "Miecz przeznaczenia" mógłbyś się
dowiedzieć czegoś o funkcjonowaniu lokalnych, w tym wypadku miejskich,
kultów. Wreszcie wspomniana już dyskusja Sheldona Skaggsa pod Bloebherisem
wskazuje, że inne rasy miały swoje religie, do których były dość
przywiązane. Ale tego Ci nie przeczytali, już wiemy.
*Powinien być tylko jeden Bóg (choćby i w Trójcy). *
Przykro mi wystepować przeciw autorytetowi katechety z Twojej szkoły,
ale to zdanie nie ma sensu w odniesieniu do świata, w którym żyje
wiedźmin. Mało tego, ono nie jest prawdziwe w pdniesieniu do znacznej
części Ziemi teraz. Że o przeszłości nie wspomnę.
*Jeśli akcja rozgrywa się w trakcie istnienia Rzymu (gdzieś indziej,
mniemam) to dlaczego nie ma choćby śladu promieniowania jego kultury? *
Jak już Ci tlumaczyłem, nie przeczytali Ci, że to nie jest Ziemia, a
zupełnie inny świat. Katastrofa, która wciągnęła do niego ludzi, tysiąc
lat przed nimi elfy (KE 131-132) i wampiry wyższe (ChO 288), jeszcze
wcześniej krasnoludy, a jeszcze przed nimi - gnomy, nie zatroszczyła się o
przetransportowanie tam imperium rzymskiego, ani nawet miasta Rzym.
*Czyżbyśmy mieli do czynienia z Chinami?*
Chiny były na Ziemi!
*Ale być może przesadzam. Być może użyta w powieści łacina jest
literackim odpowiednikiem jakiegoś wspólnego wyrafinowanego języka. *
Tak, to też, ale to akurat nie wynika wprost z treści Sagi czy
opowiadań.
*Ale jeśli tak, to skąd wziął się początek roku akurat w styczniu???
To właśnie Rzymianie, z jakichś doraźnych względów militarno-politycznych
ustalili, że nowy rok będzie zaczynał się w styczniu. Przedtem początek
roku następował (bodaj) w marcu! *
Rok w Rzymie miał z poczatku dziesięć miesięcy. Może jeszcze będziesz
się o tym uczył, jeśli pójdziesz do liceum, że legendarny król rzymski o
imieniu Numa Pompiliusz, zwiekszył ilość miesięcy do dwunastu, a długość
roku z 304 do 355 dnii. Wtedy w Rzymie początek roku był zmienny, bo co
jakiś czas dodawano trzynasty miesiąc, żeby zrównać daty z porami roku.
Więc w Rzymie rok zaczynał się w marcu, ale marzec mógł być zimą, albo
latem. Potem (w 153 roku przed naszą erą) przeniesiono początek roku na
styczeń i zachowano to po reformie kalendarza, przeprowadzonej przez
Juliusza Cezara na podstawie projektu aleksandryjskiego (Aleksandria -
miasto w Egipcie, teraz znajdziesz je w atlasie na mapie pod nazwą
Iskandarija) astronoma Sosigenosa. Może jeszcze będziesz się uczył, że np.
u muzułmanów, którzy używali wyłącznie kalendarza księżycowego, początek
roku wędrował przez wszystkie pory roku. Kalendarze, używane w Sadze są
dokładnie omówione na początku Wieży Jaskółki (WJ 5-6). Między innymi,
wyraźnie tam pisze, że "Lądując na plażach w okolicach ujść Jarugi i
Pontaru, ludzie przywieźli tu swój własny kalendarz".
*I dalej (dotyczy nie Sapkowskiego ale pozostałych autorów) skąd
wzięły się słowa "pompatyczny", "kloaka", "kanał" jeśli nie było Rzymu?*
No to powiedz mi, jakich polskich odpowiedników byś użył?
*Wyrażenie "pompatyczny" na przykład, pochodzi od triumfalnego wjazdu
zwycięzcy do Rzymu (tzw. "pompy").*
Twój nauczyciel coś pomylił. Pomylił łacińskie słowa pompa (-ae f. -
parada, uroczysty przemarsz , z greckiego pompe) i triumphus (-i m., od
greckiego thriambos - procesja ku czci Dionizosa, greckiego boga wina),
które właśnie oznaczało najwyższe wyróżnienie dla zwycięskiego rzymskiego
wodza. Jak będziesz starszy, to w powieściach R. Gravesa o cesarzu
Klaudiuszu przeczytasz o warunkach, jakie musiał spełnić wódz, żeby na
triumf zasłużyć.
*2. Autor używa takiej jednostki czasu jak miesiąc. To sugeruje, że
akcja powieści rozgrywa się na Ziemi, wokół której krąży olbrzymi księzyc
(właściwie, sądząc po stosunku mas, bliźniacza planeta), której ruch wokół
naszego globu (właściwie ich wspólny współobrót) reguluje cykl miesięczny
wśród zwierząt (np. cykl miesiączkowy u kobiet, wielokrotnie, z
upodobaniem opisywany przez autora). *
Tak, wyraźnie pisze w tekście, że ludzie dzielą rok na dwanaście
miesięcy od nowiu do nowiu (CzP 11, ChO 23, WJ 5 i kilka innych). Mało
tego, sam księżyc tego świata pojawia się wielokrotnie, nawet "we własnej
osobie" na niebie, i w opowiadaniach, i w Sadze (ma fazy, pełnia -
"Wiedźmin", wywołuje pływy - "Trochę Poświęcenia" z tomu "Miecz
Przeznaczenia", światło księżyca, KE 93, księżyc w nowiu, CzP 251, pełnia
jest dla wampirów świętem, ChO 288, Regis może latać tylko w czasie pełni,
ChO 316). Mało tego, ruch tego księżyca lepiej zgadza się z rokiem
zwrotnikowym (będziesz się o tym uczył na geografii w liceum - rachuba
czasu związana z porami roku), niż ruch naszego Księżyca - bo ludzie w
świecie wiedzmina liczą daty według ruchu księżyca, a równonoc Velen w
dwóch kolejnych latach przypada na 23 września (WJ 23 i WJ 348). Za to
różnice w czasie trwania faz księżyca są tam większe niż na Ziemi (17 dni
od nowiu do pełni jest w sierpniu - ChO 45 - i jakieś 29-30 dni w ogóle, a
19 dni we wrześniu - WJ 139; może to oznaczać, że tygodnie mają zmienną
długość). Natomiast kwestia masy owego księżyca w sadze nie pojawia się
wcale; pojawia się w opowiadaniu "Trochę poświęcenia" w związku z
wywoływaniem przez ten księżyc pływów (osiągają one ponad 10 łokci w
okolicach Przylądka Bremervoord). W sadze nie ma nic, co pozwoliłoby
oszacować stosunek mas planety i jej księżyca, więc historyjki o olbrzymim
księżycu i bliźniaczej planecie wyssałeś z palca. Żeby określić stosunek
mas księżyca i planety trzeba znać przynajmniej ich odległość, odległość
planety od jej gwiazdy dziennej i amplitudę miesięcznych odchyleń długości
ekliptycznej gwiazdy dziennej. Żadnej z tych danych nie ma w sadze.
To, co Ci w szkole powiedzieli na religii o związku menstruacji z
Księżycem i o cyklu miesięcznym u zwierząt, to zwykłe bajki. W liceum
będziesz się uczył o gruczołach wydzielania dokrewnego, o przysadce
mózgowej i szyszynce, o cyklach biologicznych i zegarze biologicznym. A
może i o zjawisku rui wśród zwierząt. Co ciekawe, u człowieka też
występuje pozostałość rui - jest takie przysłowie: " w marcu koty, w
kwietniu psy, w maju my". Co oznacza, że wbrew lekcjom religii istnieje
pokrewieństwo między zwierzętami i człowiekiem. Natomiast Twoja opinia o
upodobaniu, z jakim autor opisuje cykl menstruacyjny wynika wyłacznie z
wyboru tych pięciu stron z 1375, które Ci przeczytano. Gdybyś przeczytał
całość już wydanej Sagi, zauważyłbyś, że wbrew podtytułowi (narzuconemu
przez wydawcę w ramach źle pojętego marketingu), nie jest to wcale saga o
wiedźminie. Jest to saga o Lwiątku z Cintry, uwikłanej w przeznaczenie
księżniczce. Która przez większą część sagi ma 12-16 lat. To jest o
dojrzewającej dziewczynce! Ciebie, jako chłopca, dziwi, że można pisać
"przygodową" sagę o dziewczynce. Ale widzisz, ta saga jest raczej dla
dorosłych. Kwestia cyklu i menstruacji pojawia się w sadze kilka razy.
Raz, kiedy obserwujemy efekt wychowawczego wpływu Triss Merigold na Ciri i
wiedźminów w Kaer Morhen (KE 67-71), drugi raz, gdy Yennefer, przejmując
pod opiekę Ciri pyta jej poprzednią opiekunkę, arcykapłankę Nenneke o stan
zdrowia podopiecznej: " Migreny? Omdlenia? Skłonność do przeziębień?
Bolesne menstruacje?" (KE 260), trzeci raz - gdy w otrzymanej od Yennefer
w prezencie sakiewce z tym, co "dama zawsze winna mieć przy sobie" Ciri
znajduje tampon (CzP 250), czwarty raz - gdy po wyrzeczeniu się magii
"Ciri czuła krew na wewnętrznej stronie ud" (CzP 275), piąty raz - gdy
Regis wyjaśnia tabu krwi, zaobserwowane u ludzi (ChO 287-288), reszcie
drużyny, szósty - gdy Regis informuje drużynę o swojej diagnozie ciąży
Milvy (ChO 308) mówiąc "Odmówiła mi, i to w dośc niegrzecznej formie,
podania jakiejkolwiek daty, w tym i daty ostatniej miesiączki", siódmy -
gdy Ciri dostrzega w Hotspornie obiekt seksualny i zgodnie ze wskazówkami
Yennefer liczy dni od ostatniego krwawienia zawczasu i na zapas (WJ 58) i
ósmy - gdy zeznająca rok później przed sądem Kenna, żołnierz-baba, wali
prosto z mostu, że "rwała mnie dupa, że aż strach...". W opowiadaniach
krew menstruacyjna pojawia się jeszcze raz, w "Okruchu lodu" (tom "Miecz
przeznaczenia"), kiedy to Geralt docina Istreddowi w zwiazku ze
stosowaniem tejże w magii. Widzę, że wszystko, co Ci przeczytali z sagi,
zawierało się w tych stronach, na których miesiączka się pojawia, ale
powiedz, proszę, który z tych fragmentów jest opisywaniem przez autora z
upodobaniem cyklu miesięcznego u kobiet? Nie pokręciło Ci się coś? A może
tak Cię zaskoczyło to, że pierwszy raz dowiedziałeś o istnieniu owego
cyklu z tych kilku stron sagi, które Ci przeczytano, że uznałeś to za
opisywanie z upodobaniem? Czy może powiedziano Ci, że wspominanie o "tych
sprawach" to straszny grzech, i dlatego samo słowo "miesiączka" masz za
opisywanie z upodobaniem?
*Z kolei inne elementy świata przedstawionego sugerują, że rzecz nie
dzieje się na Ziemi. *
Ależ nie, nie sugerują, tylko mówią wprost, dosłownie, jasno i
wyraźnie. Było o tym wyżej.
*W takim razie, jeśli to nie Ziemia to skąd, choćby, cykl
miesiączkowy u kobiet? Powinna być ruja!*
Już Ci tłumaczyłem, że z tym archaniołem Gabrielem i Księżycem to
bajka. Ale jak to jest, że wiesz o istnieniu czegoś takiego, jak ruja, a
nie wiesz, że na Ziemi występuje ona u nieudomowionych ssaków mimo
obecności Księżyca?
*Notabene nie można też użyć określeń "przypływ" i "odpływ morza" -
jeśli nie ma księżyca i to potężnych rozmiarów, nie będzie pływów morza w
żadnym wypadku.*
No przecież wiesz już, że redaktorzy pominęli strony, na których jak
wół pisze, że ten świat ma swój księżyc. I wiesz już, że księżyc, jako
przyczyna przypływów i odpływów, pojawia się w opowiadaniu "Trochę
poświęcenia". Poza tym zastanów się chwilę. To Ty (a nie Sapkowski)
najpierw piszesz, że księżyc jest, a potem, że go nie ma. U Sapkowskiego
księżyc jest od pierwszego opowiadania. Zdecyduj się na jedno. Albo
lepiej: poczekaj parę lat i przeczytaj całą sagę. I dwa tomy opowiadań -
wiele osób, nawet niechętnych Sapkowskiemu, uważa, że opowiadania są
jeszcze lepsze od sagi.
*3. Oczywiście Autor może się bronić, że rzecz dzieje się na Ziemi
ale... po upadku naszej cywilizacji. Cha, cha... To skąd wzięły się miecze
z żelaza? Albo akcja ma miejsce bezpośrednio po upadku cywilizacji (i są
jeszcze dostępne zapasy stali z naszych narzędzi - ale wtedy powinny być w
powieści zaznaczone jakieś ślady choćby betonowych miast) albo akcja ma
miejsce dużo, dużo później... W takim razie ciekawe skąd ludzie biorą rudę
żelaza? Przecież wyeksploatowano już dawno (przed naszymi czsami) wszelkie
złoża powierzchniowe. Żeby zdobyć rudę potrzebne są obecnie wyrafinowane
technologie kopania głębinowego. Jeśli nasza cywilizacja upadła dawno (tak
dawno, że zdążyło zapanować "nowe" średniowiecze) to skąd wzięło się
żelazo niemożliwe do uzyskania przy zastosowaniu średniowiecznych
technologiii na wyeksploatowanej Ziemi? [domyślam się, że Krasnoludy nie
dysponowały czarami dla uzyskania rudy tylko bardziej konwencjonalnymi
narzędziami - hm... spróbujcie dzisiaj choćby znaleźć głębinowe złoże nie
dysponując nawet najmarniejszym komputerem i satelitami...]*
Dość typowe jest, że ci, którzy uważają za swój obowiązek "dołożyć"
Sapkowskiemu po przeczytaniu paru stron z sagi, dyskutują długo i
zawzięcie ze swoimi ekstrapolacjami tego, czego nie przeczytali. Powtórzę:
jesteś nad wiek rozwinięty, jeszcze trochę poczekaj, aż będziesz w drugiej
klasie liceum. I wtedy przeczytaj - najpierw opowiadania, a potem sagę. Bo
te Twoje ekstrapolacje nie mają nic wspólnego ze światem przedstawionym
sagi. Ale pięć stron, dobranych przez złośliwych redaktorów pod kątem
miesiączki to naprawdę za mało, żeby samemu domyśleć się pozostałych
1370-ciu.
*4. Miary, jednostki itp. Skąd słowa np. "wieczorną godziną"? *
W szóstej klasie masz prawo nie wiedzieć, że godzin używano w
zamierzchłych czasach - w Sumerze, starożytnym Egipcie, w Chinach... Nie
uczyłeś się jeszcze o tzw. ruchu dziennym Słońca i nie wiesz, co to jest
zegar słoneczny. Ani że zachowały się do dziś zegary słoneczne, wskazujące
godziny, a liczące sobie 3000 lat. Wszystko przed Tobą, może nawet dowiesz
się, który ze starożytnych astronomów wpadł na pomysł pochylenia gnomonu
("wskazówki") ku północy. Dzięki temu zegar słoneczny lepiej wskazuje
właśnie godziny poranne i wieczorne...
Trochę były dziwne te godziny w starożytności, bo Sumerowie dzielili
dzień na dwanaście godzin bez względu na jego długość - więc godziny
bywały krótkie i długie. W Chinach zdaje się innej długości były godziny
poranne i wieczorne, a innej południowe. Ale nie zawsze. To minuty i
sekundy pojawiły się nie tak dawno.
*Musiałoby istnieć pojęcie "godziny", a co za tym idzie współczesnego
podziału czasu.*
Nie współczesnego, tylko dowolnego od starożytności. Ludzie,
przybywając do tego świata z wczesnego średniowiecza (na przykład),
przywieźli ze sobą podział czasu.
*Skąd metry (centymetry, cale, mile, itp.). *
A, tu już redaktorzy zrobili Ci świństwo i przeczytali Ci kawałek z
innej książki. W sadze są cale, piędzi, stopy, łokcie, staje, mile - ale
nie ma ani metrów, ani centymetrów. Natomiast mile są właściwą nazwą dla
jednostki odległości, którą fanom Sapkowskiego udało się na podstawie
różnych danych oszacować na około 5/3 km.
*Czyżby w średniowieczu istniało już Sevre? *
Sevres. Sewrska porcelana. Już Ci tłumaczyłem, przeczytali Ci kawałek
z innej książki.
*Użycie określenia "stajania" byłoby bardziej odpowiednie. Nawet
gdzieś go użyto... *
Pare razy.
*Tyle tylko, że "stajanie" to odległość, którą koń przebywa między
jednym odpoczynkiem, a drugim. *
Coś pokręciłeś. Nie wiem, czy uczyłeś się już o słownikach i
encyklopediach. To takie specjalne książki, w których są wyjaśnione różne
trudne słowa. Tu masz kawałek z bardzo użytecznego w sprawach literatury
fantasy "Słownika mitów i tradycji kultury" Władysława Kopalińskiego:
"STAJE, stajanie, staropolska miara miara długości, różna w różnych
okolicach i czasach: staje milowe (miara drogowa) dzieliło się na 20
sznurów a. 200 prętów (ok. 0,9 km), staje nowopolskie, do 1818, równało
się 1,067 m; jako miara gruntu dzieliło się na 3 sznury a. 30 prętów i
równało się od 90 do 135 m; bywało też miarą powierzchni."
Ten, kto Ci naopowiadał bajek o koniach czerpał swoją wiedzę z
tłumaczeń Marii Skibniewskiej "Władcy pierścieni" Tolkiena. Nie mając
dobrej nazwy dla wystepującej u Tolkiena jednostki odległości (drogowej)
wiekszej niż mila, użyła ona słowa "staje" właśnie w tym znaczeniu.
*Jeśli więc stajanie oznacza (w łatwm terenie - bowiem ta miara
zmienia się wraz z rodzajem "nawierzchni") odległość około dwóch
kilometrów (jak można wywnioskować z powieści - cytuję z pamięci) to
musiałaby rzecz dotyczyć górskich turni... A nie dotyczy, niestety.*
I znowu, krytykujesz własne ekstrapolacje... O stajach, używanych w
świecie przedstawionym sagi możesz przeczytać np. w WJ (331-332), gdzie
Vysogota tłumaczy: "Różne stajania bywały w użyciu, ale przyjmijmy
najpopularniejszą rachubę, zgodnie z którą sześćset stajań daje na okrągło
pięćdziesiąt mil." Naprawdę, lepiej jest najpierw przeczytać książkę, a
potem się zastanawiać, co jest co. I ten sam Vysogota trochę wcześniej (WJ
329) tłumaczy:
"Wiesz, Ciri, co dają człowiekowi studia uniwersyteckie?
- Nie. Co?
- Umiejetność korzystania ze źródeł."
Słowniki i encyklopedie (będziesz się jeszcze o tym uczył) zaliczją
się do tych źródeł. Wszystko przed Tobą. Skończ najpierw szkołę
podstawową.
*5. Skąd wzięły się słowa "lokomocyjna" "przypadkowy" "prędkość"
"pęd" *
Za rok będziesz miał fizykę. Jak dobrze pójdzie, dowiesz się, że
"pęd" pod nazwą "impetus" znany był w Średniowieczu. Ale nie dowiesz się,
że tego pojęcia używał Arystoteles (taki mędrzec grecki i filozof z IV w.
przed naszą erą).
Zaskoczyłeś mnie. Różnych rzeczy szukałem w sadze i opowiadanich, ale
słów języka potocznego, które są również terminami naukowymi nie szukałem.
Ale czy uważasz, że spisując dla nas dzieje Ciri z fragmentów we Wspólnym
(ten cudowny dialog między Triss i Ciri w KE 90...), Starszej Mowie i jej
nilfgaardzkim dialekcie, Sapkowski powinien do nas pisać średniowieczną
polszczyzną? No i wydaje mi się, że nie doceniasz naszych przodków z
śreniowiecza. Nie studiowałem średniowiecznej literatury, ale mam
wrażenie, że ich nie doceniasz. Taki Witelo czy Kadłubek...
*(np. "konie pędziły" -słysząc to określenie prawdziwy człowiek
średniowiecza powinien wrzasnąć zdziwiony: "Jezu, co robiły???"). *
Nie wiem. U Kochanowskiego (będziesz się o nim uczył w następnej
klasie) jest np. słowo "pochop" oznaczające właśnie pęd w znaczeniu
potocznym. Może "prawdziwy człowiek średniowiecza" powiedziałby "konie
skakały", jak to robi autor "Słowa o pułku Igora"?
Ale dlaczego sądzisz, że właśnie ludzi średniowiecza trzeba zestawiać
z postaciami sagi? Tamtejsi biolodzy używaja systematyki zwierząt podobnej
do systematyki Linneusza (KE 163-168, będzie w liceum), czarodzieje
wiedzą, że właśnie księżyc wywołuje pływy, więc muszą mieć pojęcie o
prawie powszechnego ciążenia, zasadach dynamiki (będziesz się tego uczył w
następnej klasie) i przynajmniej o dodawaniu wektorów (będzie w liceum)...
Ludzie średniowiecza nie uczyli się ani od elfów, które chlubią się
ciągłością kultury od kilkudziesięciu tysięcy lat (ChO 254), ani od
gnomów, czy krasnoludów, a o wieku ich kultury nie wiemy nic. Za to wiemy,
że krasnoludy i gnomy mają huty (ChO 160) z wielkimi piecami w
przeciwieństwie do ludzkich dymarek (ChO 132), młoty wodne i parowe, że
dla gnoma diament to krystaliczny węgiel , a rubin to korund (ChO 134).
*Te nauki i te urządzenia techniczne, które sprawiły, że znamy
powyższe pojęcia, w średniowieczu, przy ich technologii jeszcze nie
istniały!*
Nauki istniały już w antycznej Grecji, u Arystotelesa na przykład. A
o jakie urządzenia techniczne Ci chodzi? "Lokomocja" to nie urzadzenie
techniczne (to się nazywa "lokomotywa", albo "lokomobila" - zależy, co
miałeś na myśli), a przemieszczanie się. Ani "przypadkowy", ani
"prędkość", ani "pęd" nie są urządzeniami technicznymi. "Pędzące konie" to
też nie jest urządzenie techniczne.
*Właściwie większość używanych współcześnie słów nie mogła być wtedy
znana (np. czas we współczesnym rozumieniu) - a autorzy szermują tymi
pojęciami w znaczeniu współczesnym. *
Widzisz, Jan Kochanowski (o którym pisałem wyżej) to nie
średniowiecze a Odrodzenie (czyli nieco później). Używał on takich słów
jak wspomniany już "pochop", czy "wierę" (prawdopodobnie). I w
średniowiecznej polszczyźnie zapewne istniały odpowiedniki słów, o które
pytasz. Ale wtedy (i w średniowieczu, i w Odrodzeniu) nie było takiego jak
dziś związku między językiem potocznym a językiem nauki. Jak jeszcze
będziesz się uczył, językiem nauki była w Europie łacina. Do osiemnastego
wieku włącznie. Nawet w dziewiętnastym zdarzały się rozprawy naukowe,
pisane po łacinie. Powstanie polskiej terminologii naukowej (i zwiazku
między językiem potocznym a językiem nauki) zdarzyło się w epoce, zwanej
Oświeceniem - będziesz się o tym uczył w liceum. Tak, podnosisz sztuczny
problem. Ani w świecie opisanym nie ma średniowiecza, ani w średniowieczu
nie brakło (zapewne) odpowiedników słów, które teraz pokrywają się z
terminami naukowymi. I znaczenie naukowe nie musi być związane z
potocznym. Już nie masz szans poznać w liceum pojęcia matematycznego,
które bodajże Jan Śniadecki nazwał po polsku "całka" - ponoć w
staropolskim oznaczało to dziewicę. Wprowdzone przez J. Dooba pojęcie
"martygał" z bardzo trudnej dziedziny matematyki, zwanej rachunek
prawdopodobieństwa, potocznie oznacza (po angielsku) chomąto. Ale chomąta
wraz ze swymi nazwami istniały na długo przed latami pięćdziesiątymi
naszego wieku, kiedy to Doob wprowadził do rachunku prawdopodobieństwa
martyngały. A co to za pomysł z czasem? Współczesne pojęcie pomiaru czasu,
związane z atomowym wzorcem, istnieje bodajże od roku 1960, ale pojęcie
czasu było tak samo rozumiane i w XVIII, i w XIX, i w XX wieku. Gdzie w
sadze znalazłeś coś o sekundach? O ich mierzeniu drganiami atomowymi?
Redaktorzy nie przeczytali Ci początku "Wieży jaskółki" (str. 5) z
przedstawioną tam koncepcją pomiaru czasu, to już wiemy - tam nie ma słowa
"miesiączka". Jest za to Koło, którym toczy się Wszechświat, wyznaczając
cykl roczny. I osiem punktów na jego obwodzie...
*Skoro już jesteśmy przy języku: jeśli Sapkowski sili się na
średniowiecze *
Ależ wcale się nie sili. Aksjomatyczne, aprioryczne uznawanie, że
wszystko w fantasy (włącznie z filmowym Herkulesem) musi być
średniowieczne, wraz z blaszanymi biustonoszami wojowniczek, wywodzi się
ze Stanów Zjednoczonych. Mieszkańcy tego wielkiego kraju uczą się historii
imperium rzymskiego, a potem o Kolumbie i swojej ojczyźnie. A
średniowiecze to dla nich bajkowy okres obejmujący i mity greckie, i cykl
arturiański i wszystko, co poza historią - sprowadzoną do cesarstwa
rzymskiego, odkrycia Ameryki i walki o niepodległość, ogłoszenia
konstytucji, pierwszych prezydentów... Masz szczęście, że chodzisz do
polskiej szkoły zanim podciągną ją pod amerykański strychulec.
Natomiast Sapkowski wielokrotnie - i w utworach literackich, i w
publicystyce - wskazywał, że średniowiecze wcale nie musi być czasem, w
którym dzieją się utwory fantasy. I że nie powinno być.
*to skąd pojęcie np. "karczmarz", które w średniowiecznej
polszczyźnie nie istniało (jego odpowiednikiem jest "arendarz"). *
Znowu Cię nabrali. Albo źle zrozumiałeś przypis z lektury (z
"Placówki"?). Po pierwsze, arendarz to wcale nie karczmarz, a dzierżawca
(od średniowieczno-łacińskiego "arendare" - dzierżawić). Po drugie nie
jestem językoznawcą, ale wiem, że "karczma" była zadomowiona w
polszczyźnie przed XVI w., bo w XVI w. zaczęto w karczmach podawć wódkę
oprócz dotychczasowego miodu i piwa. Na ile przed XVI wiekiem - nie wiem.
Ale to można sprawdzić... Tylko dlaczego chcesz, żeby Sapkowski posługiwał
się średniowieczną polszczyzną tłumacząc ze Wspólnego i Starszej Mowy?
*Jeżeli natomiast jest karczmarz (i rzecz dotyczy epoki, w której
określenie to już istniało) to gdzie w powieści działa, armaty i
muszkiety?*
To samo można by napisać o karawanseraju w Baśniach 1001 nocy. Jeśli
hotel w Bagdadzie w VIII wieku, to dlaczego bez windy? Ale widzisz już, że
składa się tu za dużo Twoich ekstrapolacji. I średniowiecze jest Twoim
pomysłem, a nie Sapkowskiego, i arendarz zamiast karczmarza jest Twoim
pomysłem, i nowożytność karczmy... To raczej wewnętrzna sprzeczność twoich
domysłów z pięciu stron na temat pozostałych 1370-ciu, niż błąd
Sapkowskiego. Powiem więcej. Saga nie dzieje się ani na Ziemi, ani w
średniowieczu, ale ludzie ze świata przedstawionego znają ziemniaki (ChO
275), kukurydzę ("Kraniec świata") i hikorę ("Miecz przeznaczenia" w tomie
"Miecz przeznaczenia")! Za to nie znają tytoniu (przynajmniej dotychczas
się nie pojawił). Jak sam widzisz, to ani Europa, ani średniowiecze, ani
przyszłość.
*6. Jeden z poważniejszych zarzutów. Jeśli to ma być średniowiecze to
skąd bierze się poezja Jaskra??? On przez cały czas wymyśla jakieś nowe
tematy!*
Nie, on z początku cały czas pisze na jeden temat - o miłości. Jak
truwerzy, minnesingerzy, jak poezja prowansalska, jak historia Tristana z
Lionesse ( poznasz ją w liceum)... A potem pisze o heroicznych czynach.
Ale dlaczego to miałoby być średniowiecze? Niespójność Twoich domysłów nie
jest błedem Sapkowskiego.
*Wszyscy średniowieczni poeci (i literaci) ekspoloatowali już
istniejące wątki (nie tylko biblijne). Nie było pojęcia "nowych tematów"
tak jak to się rozumie dzisiaj! Wystarczy zajrzeć do "Odrzuconego obrazu"
Lewisa, żeby zrozumieć na czym polega umysł średniowieczny i literatura
tego okresu. *
A co to jest? Do której klasy to podręcznik? A gdyby tak zajrzeć do -
powiedzmy "Eddy poetyckiej", "Słowa o pułku Igora", Klonowica czy
Szymonowica... Chyba więcej można się dowiedzieć o poezji średniowiecznej
z niej samej, niż z podręcznika szkolnego.
*To było powielanie istniejących wątków, a nie tworzenie ciągle
nowych! Jaskier mógby istnieć w Renesansie, ale znowu... w takim razie
gdzie działa, gdzie muszkiety, gdzie nowoczesny sposób prowadzenia wojen,
który nie polegał, jak w powieści, na zdobywaniu nowych terytoriów, a
jedynie na walkach zawodowców, którzy oszczędzali swoje armie i potrafili
walczyć trzydzieści lat (lub nawet sto) o spłacheć, ciągle tego samego
piasku! Gdzie kupcy, którzy finansowali wojny, w których zresztą interesie
były w dużej mierze prowadzone? *
Znowu niespójność swoich domysłów na podstawie pięciu stron o
pozostałych 1370-ciu ma być błędem świata przedstawionego. To nie jest ani
średniowiecze, ani Odrodzenie. Mamy tu zarówno kontakt ze starymi, ale
mniej ekspansywnymi kulturami, jak i np. obecność magii, konserwującej
stosunki społeczne i stosunki produkcji (po co komu proch, skoro
fajerwerki można tanio zamówić u czarodzieja?). A kupiec, finansujący
walki (i zarabiający na nich krocie) w sadze jest, tylko tych stron (WJ
112, 144-157) Ci nie przeczytali.
*[powtarzam, w powieści nie ma wiary, jako intencji sprawczej wojen,
jest nieudolna próba wyjaśnień racjonalnych - trzymajmy się więc przyczyn
społeczno-ekonomicznych konfliktów zbrojnych... tymczasem nie mamy pojęcia
dlaczego Nilfgaard zdobywa z łatwością tak ogromne przestrzenie.*
No, to dość śmiałe jak na szóstoklasistę, który wierzy, że Księżyc
wywołuje menstruację. Zgadza się, większość wiar służyła jako pretekst do
wojen. Wiara była pretekstem do krucjat, ale powód był trochę inny. Ale
wróćmy do sagi. Gdybyś przeczytał sagę, wiedziałbyś. Nilfgaard realizuje
wytyczone od dziesięcioleci, precyzyjnie określone cele precyzyjnie
określonymi srodkami. Ale z pięciu stron tego się nie da wyczytać, więc
nie rozumiesz. I łatwość zdobywania też jest sprzeczna z treścią sagi -
bitwa w dolinie Marnadal, druga bitwa o Sodden, partyzantka w Angrenie....
*Zresztą opisany sposób użycia lekkiej jazdy na tyłach wroga to
dopiero... Napoleon Bonaparte i jego epoka. *
To również jest w sadze dość dokładnie umotywowane. We fragmentach, o
których już wspominałem i wielu innych. Naprawdę, żeby coś powiedzieć o
sadze, nie wystarczy pięć stron, przeczytanych przez telefon.
*Śmieszy mnie opis głębokich zagonów i użycia samodzielnych oddziałów
jazdy do dezorganizacji tyłów przeciwnika! Po co? Toż przeciwnik
zatrzymałby takie oddziały przy pierwszej osadzie otoczonej głupim
ostrokołem! A poza tym co dezorganizować? Dostawy mieczy i halabard dla
wrogiej armii? *
I to też jest dość dokładnie wyjaśnione, ale nie w jednym miejscu, bo
to nie podręcznik taktyki czy strategii w rodzaju wymienionych w sadze
"Historii wojen" marszałka Pelligrama, "Strategii" diuka de Ruytera,
"Przewag elearów redańskich" Bronibora (KE 249) czy dzieł typu "Za cesarza
i ojczyznę..." Elana Trahe (ChO 177). To jest historia dziewczynki,
szukającej swojego przeznaczenia i swojego miejsca w walącym się świecie.
Nie mogę tym razem wypisać Ci, od której do której strony powinieneś
przeczytać. Raczej należałoby przeczytać całą sagę, ale pewne pojęcie daje
narada królów w Hagge, o której już wspominałem. Natomiast pomysł
ustawiania osad warownych na drodze szybko jadącej z niespodziewanego
kierunku kawalerii jest... Przeceniasz możliwości tamtejszej magii. Co
prawda z opowiadania "Ostatnie życzenie" wiemy, że słynny dawny czarodziej
Herbert Stammelford przesunął kiedyś góre, ale to była jednorazowa sztuka
i wiązała się z wykorzystaniem nieodnawialnego magicznego zasobu. Nie było
możliwości dowolnego i szybkiego przemieszczania warownych osad, żeby
zatrzymać kawalerię. Po raz kolejny Twoja ekstrapolacja z pięciu stron na
1370 płata Ci figla. Ale jak dorośniesz, będziesz mógł sam napisać
powieść, w której ruchami warownych osad zatrzymuje się konnicę
przeciwnika. Powodzenia!
*Ile świeżych potrzebowali? A może chodzi o dezorganizację
zaprowiantowania? Toż ówczesne armie żywiły się tym co napotkały po
drodze! To jakiś idiotyzm, albo głupia kalka z zupełnie innej epoki.]*
Najzwyczajniej w świecie przeczytaj, jakie skutki miały rajdy
konnicy. Dla przeciwnika, który miał wszędzie poza miastami partyznatkę do
zwalczenia i kłopoty z lojalnością mieszkańców miast.
*7. Znowu język. Określenia "cholera" i "zaraza" Sapkowski podkłada
pod współczesne (łagodne) przekleństwo "cholera" słowo "zaraza". To kalka
znaczeniowa możliwa do uzyskania jedynie przy posiadaniu współczesnej
wiedzy. Przekleństwo "cholera" bierze się nie od choroby zakaźnej
"cholery" a od określenia Kretschmera "choleryk", którym określa on typ
ludzki, pewną osobowość, rodzaj psychiki. Pojęcie to pojawiło się w XX
wieku! A skoro współczesny odpowiednik "cholery" nie oznacza choroby, to
przekleństwo "zaraza" nie powinno istnieć! Dlatego człowiek średniowiecza
nie zakląłby "zaraza" bo to dla niego nie jest przerywnik słowny! Nawet
jeśli zna to pojęcie i ma ono dla niego znaczenie pejoratywne, to w jego
ustach ma to równie śmieszne znaczenie jak w naszych "No i poszedłem,
gruźlica, i niczego nie uzyskałem", albo jeszcze lepiej: "On jest, aids,
zupełnie zwariowany!". Bynajmniej nie kpię. Choroby nigdy nie były
konotowane jako tzw. pejoratywny wykrzyknik. A dzisiaj to już nawet
niemożliwe. Czy wyobrażacie sobie zdanie: "On śmiał, syndrom
Creutzfeldta-Jacoba, wziąć łapówkę!". Mówi się: "On śmiał, kurwa, wziąć
łapówkę!". A "kurwa" to nie choroba.*
Było. Sam zauważyłeś, że książki pisane są w XX wieku, dla
dwudziestowiecznego czytelnika. Autor stawia się na pozycji tłumacza i
tego, kto dobrał fragmenty, skomponował z nich całość. I tylko Ty chcesz
widzieć w świecie przedstawionym średniowiecze. Bo te pięć stroniczek o
miesiączkach to naprawdę za mało.
*Skoro już jesteśmy przy języku... Określenia w rodzaju "nisza
ekologiczna" (ciągle chodzi nam o średniowiecze) są, mam nadzieję,
wyłącznie wyrazem nieudolności autora w wyjaśnianiu skutków kataklizmów,
które człowiek tamtej epoki wyraziłby inaczej...*
Bzdura. Przeczytaj sagę. I "nisza ekologiczna" i "geny" są tam jak
najbardziej na miejscu. I dwie różne (Nenneke w "Glosie rozsądku" i Emiel
Regis w ChO, 291) informacje o zmianie widma słonecznego. I wyjaśnienia
Avallac'ha o zmianie orientacji osi planety, która sprowadzi na
zamieszkałe ziemie zlodowacenie. Bo świat przedstawiony to nie jest
średniowieczna Ziemia!
*8. Użyte wielokrotnie w powieści pojęcie chaosu zakłada istnienie
cywilizacji greckiej, a więc istnienia w średniowieczu "mistrzów", do
których (mimo zupełnie innej orientacji, opartej na wojującym monoteiźmie)
odwoływała się cała ówczesna kultura. *
No proszę, a na poczatku twierdziłeś, że nie widzisz śladów Grecji...
Tak, ktoś tu jest niekonsekwentny, ale tym kimś nie jest wcale Sapkowski.
To, że Sapkowski tłumaczy opowieść o losach Cirilli Fiony Elen Riannon na
język polski, wcale nie oznacza, że we Wspólnym czy w Starszej Mowie
obowiązuje europejska etymologia. Nasze słowo "chaos" pochodzi z greki.
Nie wiem, jakiego słowa używała Yennefer, ani jaka jest jego etymologia.
Całkiem możliwe, że używała właśnie słowa "Chaos", wywodzącego się z
ziemskiej greki. Albo słowa "męt-zamęt". Albo słowa "tohuwabohu".
Przywiezionego z imionami, nazwiskami, nie całkiem konsekwentnymi
bajkowymi nazwami dla dziwnych stworzeń zamieszkujących ten świat,
kalendarzem...
*Niczego takiego nie znajdujemy - owszem są druidowie (kalka
współczesnych ekologów, ale rozumiem, że to żart),*
Bzdura bzdurę bzdurą pogania! Sprawdź w encyklopedii, co to jest
ekologia. I co to jest sozologia. Nie widzę nic wspólnego między druidami
z sagi, a - powiedzmy - współczesnymi specjalistami od teorii populacji.
To znaczy wiem, że wam teraz w szkołach mówią, że ekologia to nierzucanie
papierków na ziemię, ale to bzdura. Poparta wrzaskiem Beotów i niczym
więcej. Na przykład ekologowie populacyjni zajmują się modelami o wiele
bardziej skomplikowanymi, niż słynne równania Fishera z lat
czterdziestych. Ale żaden z nich nie posługuje się "straszliwym,
trzystopniowym zaklęciem, od którego, zdawałoby się, zacznie się topić
posadzka". Ani krótką różdżką z głogowej gałęzi, na końcu której jest
zatknięta szczurza czaszka. A to robił "waleczny druid Myszowór",
występujący w opowiadaniach "Kwestia ceny" z tomu "Ostatnie życzenie",
"Miecz przeznaczenia" i "Coś wiecej" z tomu "Miecz przeznaczenia", które
tworzą, krok po kroku, wyjściowe założenia sagi. Znowu ekstrapolacja
prowadzi na manowce - żeby zrozumieć tekst, trzeba go najpierw
przeczytać.
*są kapłanki Melitele (niewiele o nich wiemy - jednak ich naturolubny
styl życia też wskazywałby na greckie korzenie) itp... *
A to co znowu? Jakie greckie korzenie naturolubnego stylu życia? I
jaki naturolubny styl zycia? Ty wiesz o kapłankach niewiele, bo nie
czytałeś sagi, ani opowiadań. My co nieco o nich wiemy. I Twoje domysły,
co do brakujących 1370 stron, i wizja geckiej kultury (z tego podręcznika
Lewisa?) mają mało wspólnego z rzeczywistościa.
*Jeśli tak to musi gdzieś pojawić się konotacja, jakiekolwiek
odwołanie do kultury "Edenu" - utraconego raju (bynajmniej nie w znaczeniu
chrześcijańskim). *
Znowu niespójnością Twoich domysłów na temat treści sagi obarczasz
Sapkowskiego. Dlaczego musi? Co ma Eden wspólnego z Grecją? Jaki to ma
związek z Melitele, czy jej hipostazą Freyją ze Skellige? I znowu muszę
Cię uprzedzić: Freyja ze Skellige to wcale nie germańsko-skandynawska
Freya. Ma co prawda naszyjnik Brisingamen, ale nie ma szaty z piór. Za to
ma sokoła nad głową i kota na ramieniu. I chociaż moce Chaosu płyną
Naglfarem, zrobionym z trupich paznokci na bitwę Ragh nar Roog, i
wypatruje go Hamdall, to Hamdall jest herosem, a nie bogiem. I to on
wisiał dziewięć dni i dziewięć nocy na Kosmicznym Drzewie, a nie Odyn. To
nie jest średniowiecze na Ziemi. To jest coś innego.
*Jeśli korzeniami opisywanej kultury jest odpowiednik starożytnej
Grecji to w opisywanym średniowieczu muszą istnieć silne mity odwołujące
się do "Złotego wieku" ludzkości. Do utraconych "lepszych" wartości. Nie
ma ani śladu! Skąd więc pojęcie "Wieki ciemne" czy "mroczne wieki"
pojawiające się w tomie czwartym??? Dlaczego "mroczne", skoro wcześniej
nie było żadnej "lepszej" cywilizacji, nie było upadku kultury (a więc
nadejścia chrześcijaństwa)? Nie żadne "ciemne" tylko zwykły "antyk" w tym
systemie pojęciowym!!!*
Znowu pozostaje mi zalecić Ci przeczytanie sagi, żeby wyjaśnić
niespójności Twoich domysłów na temat jej treści. Mylisz plany czasowe, a
jest ich w sadze sporo. Nie przeczytawszy całości można się pogubić. Co
właśnie uczyniłeś. W czasie głównej akcji jest XIII wiek według
nilfgaardzkiej rachuby czasu. Jak wiadomo z napisanej kilkaset lat później
"Encyclopaedia Maxima Mundi" przed końcem XIII wieku zdarzą się trzy
wielkie epidemie, na koniec tego wieku zmieni się (ochłodzi) odczuwalnie
klimat, na początku XIV wieku będzie wielka i krwawa wojna, a pod jego
koniec - najazd nie znanego nam w ogóle ludu Haaków (ChO 275). Wieki
Mroczne to albo czas akcji, albo wieki po nim następujące. Albo Mroczne,
bo nie znane - z powodów opisanych w Encyclopaedia, albo Mroczne, bo w
nich będą się działy te wszystkie katastrofy. Wystarczy przeczytać...
*Wszelkie opisy kultury powieściowego świata są u Sapkowskiego z
powyższych względów po prostu naiwne. Jest to żenująca kopia wybranych
fragmentów historii naszego świata bez jakiejkolwiek znajomości przyczyn,
które tak, a nie inaczej tę historię ukształtowały.*
Znowu odnosisz do Sapkowskiego to, co dotyczy Twoich domysłów. Każdy
użyty przez Ciebie przymiotnik wziął się z nich i pasuje do nich w całej
rozciągłości. Tylko Twoje domysły bardzo mało mają wspólnego z sagą. Z
historią ludzkości na Ziemi też mają bardzo mało wspólnego. Naprawdę,
warto sagę przeczytać. Teraz, jak widać, jest jeszcze dla Ciebie za
trudna, ale za te parę lat, kiedy będziesz w liceum, będziesz więcej
wiedział o historii, o języku, o literaturze...
*9. Nie wdaję się tu w analizę opisywanej magii bo to szczególnie
głupie. Jeśli czarownicy naprawdę posiadają taką władzę jaka jest opisana
u Sapkowskiego to skąd w ogóle akcja powieści? Czy nie szybciej byłoby
gdyby Yennefer z Vilgefortzem skrzyknęli się pewnego dnia i ustawili cały
świat według własnych potrzeb? Jeśli magowie potrafili choćby przekazywać
sobie na odległość wiadomości (jak to jest opisane bodaj w tomie drugim -
doprowadziło to zresztą do upadku konnej poczty) to nawet przeciętny uczeń
szkoły podstawowej mógłby tak spreparować informacje dotyczące (na
przykład) dyslokacji wojsk, że z łatwością doprowadziłby do wojny
światowej, lub, wedle życzenia, do światowego pokoju... Jeżeli istnieje
możliwość pojawiania się "magicznej teleportacji" Rience'a (tj. postaci,
która może widzieć, czytać i rozmawiać, a nie może być zabita ani złapana)
to po co ta cała zabawa w wywiad wojskowy i cywilny? Nie lepiej wysłać
Rience'a, żeby stał 24 godziny na dobę nad Dijkstrą i czytał mu przez
ramię wszystkie tajne raporty? Wydaje mi się zabawna cała akcja Geralta
jeśli mógłbym dysponować taką mocą, która pozwoliłaby postawić przy nim
człowieka, który dzień i noc bez przerwy powtarzałby mu nad uchem:
"Geralt, jesteś głupi!". Mam wrażenie, że już po roku takiego magla
wiedźmin sam powiesiłby się na najbliższej gałęzi!*
Tej dziecinady nawet nie skomentuję. To nie tyle są sprzeczne domysły
na temat treści lektury, której się nie przeczytało, co kompletne
nonsensy, zbudowane na jednej informacji - że w tym świecie działa magia.
Od szóstoklasisty nie można wymagać zbytniej precyzji i konsekwencji, ale
zauważ proszę, że fakt istnienia magii kładzie wszystkie Twoje
wcześniejsze próby ulokowania świata opisanego na Ziemi. Albo przyjmujesz
istnienie magii do wiadomości i rezygnujesz z potrząsania "Prawdami
Historycznymi" z podręcznika do szóstej klasy, albo pozostajesz przy
pełnym zadowolenia wskazywaniu niezgodności historii świata opisanego ze
znaną Ci historią Ziemi, ale nie bierzesz pod uwagę istnienia magii. Ale
oba naraz i w zupełnym oderwaniu od świata sagi - to za dużo.
Kiedy w liceum będziesz się uczył elementów teorii literatury,
dowiesz się również czegoś o baśni i fantazji. Nie ma wielu baśni o
wszechmocnych - bo nie miałyby sensu z przytoczonych przez Ciebie powodów.
I Sapkowski czegoś takiego nie napisał. Przeczytaj, co napisał. Bo dla
czytelnika, który jak dziecko jest przeświadczony, że magia to wszechmoc,
Sapkowski umieścił w sadze taki dialog:
"-Powiedz mi, czy za pomocą magii można zrobić wszystko?
- Nie.
- Ale można wiele, prawda?
- Prawda - czarodziejka zamknęła na chwilę oczy, dotknęła palcami
powiek. - Bardzo wiele." (KE 292)
Ten gest, dotknięcie powiek właśnie w tym momencie, ma akurat
znaczenie. Jakie? Przejmujące. Przeczytaj sagę, to się dowiesz. Magia w
świecie przedstawionym nie jest wszechmocą bez względu na to, co na temat
stosunku między cudem a czarem powiedział Ci katecheta na lekcji
religii.
*10. Z wielu enuncjacji dowiadujemy się, że kultura ludzka to kultura
"najeźdźców". Ludzie pewnego dnia przypłynęli łodziami i podbili świat
elfów i innych stworzeń (częściowo lub całkowicie rozumnych).*
To też nie ta książka. W sadze kontakty między ludźmi i innymi rasami
są malowane dość subtelnie - tu kreseczka, tam kreseczka - jak i wiele
innych składników, z których ten świat jest skonstruowany. Nie ma rady,
trzeba przeczytać całe 1375 stron, żeby wytworzyć sobie obraz. Pięć z nich
nie wystarczy - zastępowanie treści domysłami doprowadzi do nonsensów w
rodzaju "pewnego dnia przypłynęli i podbili".
*Owszem Sapkowski dobrze przedstawia tu swoistą symbiozę kultur
(dominującej i podbitej), mieszanie języków, pojęć, kalendarzy itp. *
Jaką znowu symbiozę? Kto tu jest podbity? To, co Geralt opowiada Ciri
o historii wojen z elfami (KE 146-149) wyraźnie mówi, że nie było kultury
podbitej! Były ludy wyparte z danego ternu, były ludy tolerowane na danym
terenie, ale podbitych, podległych ani dominujących nie było. Starsze Ludy
dopracowały się idei koegzystencji jakieś sto lat temu. A dwieście lat
temu wrzała wojna. Przed pojawieniem się ludzi też bywały tego typu wojny
- według Yarpena Zigrina nie jeden raz. Trzeba tylko przeczytać...
*Tymczasem jednak zupełnie pomija milczeniem jakiekolwiek podstawy,
archetypy kultury ludzkiej. Jeśli jest to kultura "najeźdźców" to dlaczego
nie ma o tym ani słowa?*
Znowu starasz się ośmieszyć Twoje domysły na temat tego, co jest
wyraźnie napisane, a czego nie przeczytałeś, czy nie przeczytano Ci przez
telefon. Ale one nie maja nic wspólnego ze światem przedstawionym. Na
przykład nie najeźdźcy, a rozbitkowie. Nie "pomija milczeniem", tylko
"opisuje na stronach, na których nie ma słowa miesiączka", czyli na tych,
których nie znasz.
*Ludzie zawsze podbijali w imię czegoś! (np. wiary, szerzenia
cywilizacji, krzewienia kultury wyższej - domyślnie: nad niższą,
tubylczą).*
Albo chleba. Ziemia jałowieje po pewnym czasie i trzeba zmienić
ziemię. A przyrost populacji .... trzeba więcej ziemi. Ale zdobywanie
ziemi drogą wojny z innymi ludami zaczęło się 300 lat po pojawieniu się
ludzi w tym świecie. Jedne rasy (bobołaki, Vranowie) zniknęły szybko. Inne
broniły się, albo miały odpowiednią pozycję ekonomiczną. Ale twierdzenie o
imieniu do podbijania wydaje mi się wyssane z palca albo z lekcji religii.
*Tymczasem ludzie u Sapkowskiego, przedstawieni są tak jak my
dzisiaj. Ot, przyjechali, osiedli i tyle. Proste przeciwstawienie ("elfy
to nie ludzie, więc trzeba je zabijać") nie wystarczy. Nigdy w historii
cywilizacji nie udało się podbicie jakichś ogromnych terenów tylko
dlatego, że mieszkali tam "inni", więc "my" ich zabiliśmy. *
Nam? Nam, Słowianom, na przykład? Tak, tego nie uczą w szóstej
klasie. Ani w żadnej, jeśli mam być szczery. Nasi przodkowie przyjechali
nie wiadomo skąd (i nie wiadomo kiedy), podbili, wymordowali podbitych i
rozsypali się po Europie. W historii ludzkości na Ziemi bardzo często
podbijano ogromne tereny, bo mieszkali tam "inni". I morodwano ich, bo
byli "inni".
*Jakiekolwiek imperialne lub kulturowe, podłoże ekspansji istniało
prawie zawsze! Nie ma o tym ani słowa.*
Zdecyduj się. Albo przyjmujesz do wiadomości odmienność świata (np.
magię, Starsze Ludy), albo żądasz kopiowania ziemskiej historii. Ale nie
jedno i drugi naraz! Zresztą, ta Twoja historia jest taka trochę
nierzeczywista. Jakby z szóstej klasy. Już podręczniki do liceum nie będą
się z nią zgadzały - zobaczysz.
*Ja rozumiem, że bohaterowie Sapkowskiego to nie ówcześni
intelektualiści (choć bywają i tacy), tylko zwykli ludzie nie zadający
sobie pytania "dlaczego" (choć autor usiłuje im to parę razy, nieudolnie,
w usta włożyć).*
Cały czas wypisujesz bzdurki o książkach, których treści nie znasz.
Od początku pokazywałem Ci - z podaniem numerów stron, na których to pisze
- że Twoje domysły nijak się mają do tekstu. Teraz odwrócę role. Uzasadnij
swoje zdanie o nieudolności autora. Ale nie przez sprzeczności w Twoich
domysłach. I nie przez wzajemnie sprzeczne żądania. Pokaż mi nieudolnośc
pisarską Sapkowskiego. W jego tekscie, a nie w Twoich domysłach na temat
treści tego tekstu. Nawet szóstoklasiste obowiązują pewne zasady. Na razie
rodzice wpajają Ci je słowami "nie odzywaj się niegrzecznie do starszych".
Odezwałeś się niegrzecznie o starszym. Pokaż, że Twoja ocena nie jest, jak
reszta tego wypracowania, wyssana z palca. Uzasadnij swoje zdanie. Możesz
poprosić rodziców o pomoc, ale przedstaw uzasadnienie!
*Ale coś, jakieś slogany (w cudzysłowiu), elementy, szczątki
oficjalnej obrzędowości kultury zdobywców musiały przeniknąć do
świadomości przeciętnego człowieka. Spróbujmy spytać europejskiego chłopa
z czasów podboju Ameryki czy krzewienie wiary wśród Inków (włącznie z
eksterminacją rzeczonych) jest dobre czy złe... Chłop zacznie,
podejrzewam, nawet argumentować, wpojonymi z ambony komunałami! Tymczasem
u Sapkowskiego nie ma nawet śladu takiego wpływu.*
Jest. Nie tylko w opowiadaniach, w sadze też. Wystarczy przeczytać.
*W imię czego więc ludzie zajęli cały kontynent? Tylko dlatego, że
"elfy to nie ludzie"? *
Trudno Ci to zrozumieć. Chleb bierzesz z szafki i nie zastanawiasz
się skad się tam wziął. Czy przyniosła go ze sklepu mama, czy przyniósł
tata. Może nawet jeszcze wierzysz, że sprzedawczynie ten chleb robią w
sklepie, na zapleczu. Dlatego trudno Ci zrozumieć proste sprawy. Kiedy
nauczysz się trochę więcej historii, sam będziesz się śmiał z tego, co
napisałeś. I kto Ci powiedział, że ludzie zajęli cały kontynent? Bo można
przeczytać w sadze, że daleko nie cały. Że zajęli spłachetek w zlewiskach
dwóch wielkich, sąsiednich rzek i niegościnne tereny nieco na północ. I
kiedy podjęli ekspansję na południe, natrafili na przeciwnie skierowaną
falę ekspansji. Tak, całkiem niedawno zetknęli się z Nilfgaardem. W którym
jest XIII wiek. Nie wiemy od jakiego wydarzenia zaczęła się nilfgaardzka
era. "Nasi" ludzie, walczący z elfami, krasnoludami, niziołkmi,
dopplerami, driadami, są tu od pięciuset lat. Od kiedy są tu
Nilfgaardczycy? Nie wiemy. Skąd się wzięli? Nie wiemy. Ale ani
Nilfgaardczycy, ani "nasi" ludzie nie opanowali całego kontynentu.
Istnieje żegluga międzykontynentalna, kraje Ofir i Zangwebar, gdzie są
konie białe w czarne paski, skąd sprowadza się korę mimozową (opowiadania
"Granica możliwości", "Wieczny ogień", "Ostatnie życzenie"). Ale nie
wiemy, kto żegluje. Wiemy, że zostanie odkryty nowy kontynent - przez
ludzi, za kilkanaście lat (CzP 74). Ale nie wiemy, co z tego wyjdzie.
Spore pole do konfabulacji. Które mogą być ze sobą sprzeczne, ale to wina
konfabulującego, a nie Sapkowskiego.
*Tak mniej więcej przebiegało podbicie Rzymu przez Gotów, oni też nie
mieli podbudowy ideologicznej... *
Licealny kurs historii dostarczy Ci więcej przykładów. Czyngis Chan
też nie miał ani podbudowy ideologicznej, ani misji religijnej. Ponoć
pozostawiał podbitym ludom pełną swobodę religijną. Nie wchłonęły Mongołów
wysoko rozwinięte kultury tego regionu - Tunguci, Ujgurzy. To Mongołowie
wchłonęli te kultury. Z czasem zaczęli podbijane kultury niszczyć. Ale
kiedy oderwali się od zaplecza i podbili Chiny - ta ich część, która
podbijała, roztopiła się w podbitym ogromie. I co z tego? Sytuacja jest
całkowicie nieporównywalna. A przykłady z historii ludzkości na Ziemi
potwierdzają i tezę, którą wysuwasz, i tezę, którą usiłujesz zwalczyć.
*Tyle tylko, że o kulturze Gotów nie wiemy prawie niczego, kultura
Rzymu promieniuje do dziś! *
Kultura? Rzymu? To z tego..."Odrzuconego obrazu" Lewisa? Jaka
kultura? O czym ty mówisz? Gdyby to powiedziało amerykańskie dziecko,
nauczone w szkole, że najpierw było cesarstwo rzymskie, a potem Kolumb i
Stany Zjednoczone, to można by zrozumieć. Ale ty jesteś w szóstej klasie
polskiej szkoły podstawowej, której jeszcze nie zdołowano całkiem!
*Dlatego też jeśli ludzie rugowali elfów bez ideologii - powinni stać
się elfami! *
Niby dlaczego? Na takie okazje Sapkowski przygotował kąśliwą drwinę.
Jej ślad jest w sadze - Geralt opowiada o krasnoludzie, który chciał być
elfem (CzP 140). W opowiadaniu "Cos się kończy, coś się zaczyna" (którego
Sapkowski nie chce zaliczać do kanonu opowieści ze świata wiedźmina) ta
luźna uwaga robi się zupełnie konkretna: tym krasnoludem jest znany nam
(ktorzyśmy i opowiadania, i sagę przeczytali) Yarpen Zigrin. Ta postać
jest tak wspaniale namalowana, że ci, którzy sagę czytali, śmiali się z
jego pragnienia serdecznie - mimo całej sympatii do Yarpena. Dalej. I w
opowiadaniach, i w sadze Sapkowski szkicuje różne - i niejednoczesne -
procesy asymilacyjne; szkicuje także różne - i niejednoczesne - procesy
walki na wyniszczenie, wiązane z ideologiami. Ale Sapkowski nie pisze
bajki dla dzieci z szóstej klasy, w której każda postać jest albo dobra,
albo zła, a kolory są dwa: albo czarny, albo biały. I nic dziwnego, że
szóstoklasista nie może się pogodzić z tą względnością, z brakiem jasnego
podziału na dobro i zło. Ale to nie jest ani wada prozy Sapkowskiego, ani
błąd konstrukcji świata. Wręcz przeciwnie. Poza tym znowu popełniasz ten
sam błąd logiczny - niby akceptujesz odmienność świata opisanego od tego,
który znasz (a który jest maleńkim wycinkiem historii ludzkości), ale
twierdzisz, że musiało być tak, jak w tym przykładzie z historii
ludzkości, który znasz.
Nie wierzę w czarodziejską moc ideologii. I tobie nie radzę w nią
wierzyć. Za długo by tłumaczyć, ale to nie działa. Naprawdę. Działa coś
zupełnie innego.
*Kultura wyższa, nawet jeśli przegrała bezpośrednio na polu bitwy,
zawsze w końcu zaczynała dominować nad niższą (jeśli ta nie była
odpowiednio zdecydowana lub ideowo usztywniona).*
Powtórzę: ideologia nie jest magią. Ograniczny zasób przykładów
historycznych, które dopuszczasz do głosu (bo znasz takie, które przeczą
Twoim deklaracjom - np. Grecja i Rzym, ale je ignorujesz) nie dowodzi
niczego, bo sytuacje są nieporównywalne. I nie ilustrujesz żadnej
prawidłowości.
Wyjaśnij mi jeszcze, proszę, jak się mierzy "wzrost" kultur. Żeby
stwierdzić, która jest "wyższa".
Ogólnie: szóstoklasista demonstruje swoje osiągnięcia w sztuce
manipulacji. Z dostępnej sobie wiedzy historycznej, i wiedzy o
literaturze, o nauce, a także z bajek (o księżycu i miesiączce na
przykład) wybiera fragmenty, które podaje za całość, nie bacząc na
wewnętrzne sprzeczności, i przeciwstawia je swoim, również wewnętrznie
sprzecznym, domysłom na temat treści sagi o Lwiątku, opartym na tych
fragmentach sagi, w których pojawia się słowo "miesiączka". Mam nadzieję,
że Mireczek jeszcze nauczy się i konsekwencji, i rzetelności, i samej
historii. Ma czas.
A teraz panowie redaktorzy: z jakiej książki wzięliście metry i
centymetry, żeby wmówić dziecku, że Sapkowski je umieścił w sadze? I czy
to było uczciwe? I to wobec dziecka?
Jeśli już publikuje się wypracowanie szóstoklasisty, to wypadałoby
poddać je redakcji, poprawić np. błędy, usunąć sądy wartościujące. Ale
moim zdaniem publikowanie wypracowania szkolnego ze świadomością, że
uczeń, który je napisał, nie przeczytał lektury, o której pisze (nie
czarujmy się, przeczytaliście mu przez telefon może więcej niż pięć stron,
ale nie więcej niż dwadzieścia), nie ma sensu.
Marek Szyjewski
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl