AS ZONE:

ARTYKUŁY
Ciąg dalszy Marka Szyjewskiego polemiki z Mirosławem Boguwskim


Fahrenheit 3
polemiki cz. 2

[Lista dyskusyjna SAPEK]

       Mirosław   Boguwski  odpowiedział  na  zarzuty  Marka  Szyjewskiego w
  artykule,  który  ukazał  się w elektronicznym zinie Fahrenheit 3. Poniżej
  kolejna kontra Marka.

                                    * * *

       Oooo!  Chcesz,  żeby traktować Cię jak dorosłego? A nie boisz się, że
  będzie  bolało? Bo będzie, będzie... W każdym razie cieszy mnie, że opinie
  "żenująco naiwne", "szczególnie głupie", "nieudolne" zastąpiłeś opinią "On
  to pisał pięknie".

       Ale  najpierw  wyjaśnijmy  sobie kilka spraw. Słowo Sevres jest nazwą
  własną.  Z  powodu  sewrskiej porcelany nazwa ta powinna być znana osobom,
  ktore  mają coś wspólnego z historią kultury. Przy okazji: jak się sewrska
  porcelana nazywa po angielsku? Ten błąd - i wiele innych błędów - skłoniły
  mnie do przypuszczenia, że autorem omawianego tekstu jest dziecko. Błędnie
  przyjąłem,  że  to  polskie  dziecko. Chociaż kłopoty z rozróżnieniem słów
  mających   więcej  niż  osiem  liter  (lokomocyjna-lokomotywa)  wskazywały
  właśnie  na Amerykanina. Tylko że Amerykanin piszący po polsku - to bardzo
  mało  prawdopodobne... Nie rozumiem uwag o kulturze wypowiedzi w sytuacji,
  w  której  Ty piszesz kompletne bzdury o treści utworów Sapkowskiego, a ja
  Ci  podaję, raz za razem, na której stronie jest właściwa informacja. I co
  najdziwniejsze,  Twoja  odpowiedź  oznacza,  że  masz  ochotę  ciągnąć  tę
  wyliczankę:  Ty  -  piramidalne  głupstwo,  ja - tytuł i strona z właściwą
  informacją... Tylko to się zaczyna robić nudne...
       Dalej,  wypisujesz  nonsensy  na temat historii, a ja Ci pokazuję, że
  nie  masz  racji...  Przyjęcie  wysoce  prawdopodobnej hipotezy, że jesteś
  dzieckiem   nadawało   sens  odpowiadaniu  na  Twój  tekst.  Do  dorosłego
  należałoby  napisać:  najpierw  przeczytaj powieść, potem ją recenzuj, a o
  historii nie ma sensu z Tobą rozmawiać.
       Sapkowskiego  lubię  czytać.  Nie  pałam  do niego miłością, ale jego
  świat w dziwny sposób mnie fascynuje.
       Tym  niemniej  sprawa  jego  związków  z naszym światem najdokładniej
  wyjaśniona  jest  przez motto do innego utworu Sapkowskiego, "Maladie" (A.
  Sapkowski  "Świat  króla  Artura. Maladie", Supernowa, Warszawa 1995, str.
  160).  Motto  jest  trzecią  i  czwartą  zwrotką Prologu z cyklu "Z ksiegi
  przeczuć"  (B.  Leśmian,  "Poezje  wybrane",  Zakł. Nar. im. Ossolińskich,
  Wrocław 1983, seria BN, str. 18).
       Bardzo  rozczarowało  mnie,  że  zamiast  wypowiedzi  na temat świata
  przedstawionego znalazłem dziecinne pretensje.
       Pisałem  do  dziecka  i  pomijałem  sprawy,  które uznałem za trudne.
  Koncentrowałem  się  na  tych,  które  dziecko  powinno znać, albo pozna w
  najbliższym czasie.
       Najważniejsze   było   to,  co  wyraźnie  wykazałem,  i  z  czym  nie
  polemizujesz:  piszesz  o  tekście,  którego  nie  znasz.  Teraz widzę, że
  robisz  to  za  każdym  razem,  kiedy  piszesz  o jakimkolwiek tekście. Na
  przykład moim. Nawet kiedy cytujesz fragment:
       *I   dalej:   "Wyrażenie   "pompatyczny"  na  przykład,  pochodzi  od
  triumfalnego  wjazdu  zwycięzcy  do  Rzymu (tzw. "pompy")."Twój nauczyciel
  coś  pomylił.  Pomylił  łacińskie  słowa pompa (-ae f. - parada, uroczysty
  przemarsz   ,  z  greckiego  pompe)  i  triumphus  (-i  m.,  od  greckiego
  thriambos  -  procesja  ku  czci  Dionizosa,  greckiego  boga wina), które
  właśnie   oznaczało  najwyższe  wyróżnienie  dla  zwycięskiego  rzymskiego
  wodza.  Jak  będziesz  starszy,  to  w  powieściach  R.  Gravesa o cesarzu
  Klaudiuszu  przeczytasz  o  warunkach,  jakie musiał spełnić wódz, żeby na
  triumf  zasłużyć". - A co mnie obchodzą warunki jakie wódz miał spełnić???
  Sam przyznałeś, że mam rację. *
       Przeczytaj  jeszcze  raz.  Nie  przyznałem  Ci  racji.  Wskazałem  Ci
  ewidentny,  szkolny  błąd.  I nie jeden - tego typu błędów zrobiłeś wiele.
  Jednakże    najwyraźniej   nie   dotarło   do   Ciebie,   co   tu   pisze.
  Charakterystyczne,  aluzje  też  do  Ciebie nie docierają... Zobacz niżej,
  gdzie jeszcze raz pojawia się Graves.
       Wycofujesz  się  rakiem  z  miesiączkowego "gwoździa" swojego tekstu,
  piszesz,  że  to  był  żart... W tytule, w punkcie 2. o księżycu (notabene
  bez  księżyca  w  każdym  przypadku będą pływy - mniejsze - wywołane przez
  gwiazdę   dzienną;  na  Ziemi  przypływy  w  czasie  pełni  i  nowiu,  gdy
  nakładają się na siebie oddziaływania Księżyca i Słońca, są większe, niż w
  czasie pierwszej i ostatniej kwadry; stosunek sił przypływowych Księżyca i
  Słońca  wynosi około 2,18), o którym dalej nie wiesz, czy jest, czy go nie
  ma,  i  w  charakterystycznie gustownym i charakterystycznie nieprawdziwym
  docinku o opisywaniu z upodobaniem...
       "We  are  not  amused"  -  mam  nadzieję, że sam znajdziesz źródło...
  Przyjmijmy,  zgodnie  z  Twoim  życzeniem,  że  jesteś  dorosły  i  jesteś
  Amerykaninem.  I  że  ten  fakt  tłumaczy  wszystkie  niezwykłości  Twoich
  wypowiedzi.  Że  zostałeś  skrzywdzony uznaniem za dziecko, więc należy Ci
  się zadośćuczynienie.

       Ale teraz zaboli.

       1.  Dobitnie  wykazałem,  że  nie  znasz tekstu, na podstawie którego
  oceniasz  jego  autora.  Nie  wiem  jak  w  Ameryce,  ale  w Europie takie
  postępowanie   (coraz  częstsze,  niestety)  jest  -  delikatnie  mówiąc -
  nieetyczne.  Zwłaszcza  gdy  domysły  recenzenta  na  temat  treści utworu
  służą jako oprawa do opinii w rodzaju:
       "opisy  kultury  powieściowego  świata są u Sapkowskiego z powyższych
  względów  po  prostu  naiwne.  Jest to żenująca kopia wybranych fragmentów
  historii  naszego świata bez jakiejkolwiek znajomości przyczyn, które tak,
  a nie inaczej tę historię ukształtowały."
       "to szczególnie głupie"
       "autor usiłuje im to parę razy, nieudolnie, w usta włożyć"
       "Wszelkie  usiłowania  autora,  żeby  "rzecz  podwyższyć" są niestety
  śmieszne."
       Delikatnie mówiąc - nieetyczne.

       2.  Popisywałeś  się  swoją  "dogłębną  wiedzą"  na  temat słownictwa
  średniowiecznego:  pompa,  kanał, karczmarz, przekleństwa... Otóż kiedy ja
  chodziłem  do liceum, w podręczniku do języka polskiego do pierwszej klasy
  były  większe  fragmenty  utworu pod tytułem "Rozmowa mistrza Polikarpa ze
  Śmiercią",  poematu,  napisanego  na  podstawie  łacińskiego utworu prozą.
  Datowanego na lata 1463 - 1465. Między innymi taki fragment:

       "Carcmarze, czo slye pywa dayv
       nyeczastho namya wspominayv;
       yako swe myechy natkayv,
       wthen czasz ma kosza posznayv;
       kyedy navyedza ma skola,
       bandv yem lacz wgardlo szmolą."

       W podręczniku ten tekst był w transkrypcji, co czyniło go łatwiejszym
  do  odczytania  dla  uczniów.  Ale  tego fragmentu w nowym podręczniku już
  nie ma, chociaż sam utwór jest w nim omawiany.
       A  teraz  życzysz  sobie  nie  źródeł wiedzy dla ucznia, a poważnych,
  "dorosłych"  źródeł...  Proszę  bardzo: rękopis znajdował się w Bibliotece
  Seminaryjnej   w  Płocku,  sygn.  91;  w  czasie  ostatniej  wojny  został
  zniszczony.
       I  co  teraz? Nie ma Biblioteki Kongresu, w której są wszystkie ważne
  dokumenty;   wojny,   przetaczające  się  przez  kraj  zostawiły  niewiele
  zabytków z jakiejkolwiek historii. Więc jak ze źródłami?
       Ten  sam  przykład  dość  dobrze  ilustruje,  dlaczego  Twój postulat
  pisania  średniowieczną polszczyzną utworu (którego akcja nie dzieje się w
  średniowieczu)   jest  -  delikatnie  mówiąc  -  bez  sensu  i  wskazuje -
  delikatnie mówiąc - na brak znajomości realiów.
       Istnieją  trzy  powody,  dla których nie można pisać do współczesnego
  czytelnika    średniowieczną   polszczyzną.   Nazwijmy   je:   leksykalny,
  fonetyczny i ewolucyjny.
       Powód  leksykalny:  bardzo mało wiemy o średniowiecznej polszczyźnie.
  Najstarsze  źródła to łacińskie teksty z polskimi nazwami geograficznymi i
  imionami  (np. bulla protekcyjna dla arcybiskupstwa gnieźnieńskiego z 1136
  r.,  rękopis Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie, sygn. dypl. 1). Potem
  kazania,  które  wygłaszano  po polsku - np. Kazania świętokrzyskie z XIII
  lub XIV wieku, z których zachowało się osiemnaście pasków pergaminu - ktoś
  użył  ich  jako  usztywnienia  okładki Bardzo Ważnej Książki. Glosariusze,
  roty  sądowe  (krótkie  sprawozdania  o  zeznaniach świadków zapisywano po
  polsku).   Nie   było   na   terenie   Polski   odpowiednika   "Boewulfa",
  "Kanterberyjskich  opowieści",  "Eddy", "Heimskringli" czy choćby "Słowa o
  pułku   Igora".   Nie  znamy  średniowiecznej  literackiej  ani  potocznej
  polszczyzny.  Bo,  jak  pisze  w  "Historii  języka polskiego" prof. Zenon
  Klemensiewicz,  jakiś  wyraz  należał  "do  języka  potocznego, gminnego i
  dlatego nie mógł się przyjąć w dostojnym, biblijno-psałterzowym" (Historia
  języka  polskiego,  PWN  Warszawa  1974,  str. 129). To, co było ważne lub
  ciekawe,  zapisywano  po  łacinie.  Przy  czym  bogactwo pojęciowe zapisów
  łacińskich  wyraźnie  świadczy,  że  język był całkiem bogaty. Przykład: w
  księdze  III  kroniki  mistrza  Wincentego  Kadłubka czytamy o wyprawie na
  Prusów i jej skutkach:

       "Tedy po wąskiej ścieżce pędzą na wyścigi pierwsze szeregi doborowego
  wojska, gdy z zasadzki wyskakują z obu stron nieprzyjaciele."

       Mistrz  Wincenty  urodził  się  gdzieś między 1150 a 1160. Wobec tego
  jego  kronika  napisana została wyszukaną, skomplikowaną, bardzo trudną do
  tłumaczenia  łaciną. Ale widać wyraźnie, że staropolski odpowiednik zwrotu
  "konie  pędziły"  nie  zdziwiłby  mistrza  Wincentego.  Prawdziwy człowiek
  Renesansu...
       Istniał  bogaty  język, ale go nie znamy. Przepadł. A Ty chcesz, żeby
  pisać w języku, z którego zostały nikłe ślady...
       Powód  fonetyczny:  głagolica  -  alfabet słowiański, dzieło Cyryla i
  Metodego,  z  (zapewne)  862-869;  20 samogłosek, 27 spółgłosek; cyrylica,
  dzieło (zapewne) Klimenta Ochrydzkiego z końca IX w. miała 20 samogłosek i
  24 spółgłoski; "Obiecado" Jakuba Parkoszowica (Jakub Parkoszowic zakończył
  studia  w  1427, zmarł po 1452), znane z kopii z lat 1460-1470 (rękopis nr
  1961  Biblioteki  Jagiellońskiej,  str.  3-16)  liczy  12  samogłosek i 35
  spółgłosek;  "Orthographia  seu modus recte scribendi et legendi polonicum
  idioma  quam  utilissimus" Stanisława Zaborowskiego (Florian Ungler, Kaków
  1514-1515)  wymienia  14 samogłosek i 42 spółgłoski (v jest samogłoską u i
  spółgłoską w).
       Jakim   alfabetem   należałoby   pisać   teksty   w   średniowiecznej
  polszczyźnie?  Bo  używanie  alfabetu  łącińskiego  wprowadza  zbyt  wiele
  homonimów.
       Powód  ewolucyjny: niewiele osób jest w stanie przeczytać staropolski
  tekst   bez  specjalnego  słownika.  Ba,  nawet  przy  całkiem  niedawnych
  tekstach,  w  rodzaju  "Pamiętników" Paska trwają spory o to, co w tym czy
  tamtym miejscu właściwie pisze.
       Trudno  zrozumieć  sytuację  tysiącletniej  kultury, z której zostały
  odłamki   i   paski   pergaminu  komuś,  kto  przyznaje  się  do  300  lat
  historii...  Ale to jest sytuacja najzupełniej normalna. Czy według Ciebie
  Bolesław  Prus  miał  napisać  "Faraona"  w języku średnioegipskim, a Mika
  Waltari "Egipcjanina Sinuhe" - w staroegipskim? A "Turmsa Nieśmiertelnego"
  po grecku i po etrusku (ktory wlaściwie nie jest nam znany)? Ale w Turmsie
  skleja  się  Herostrates, który spalił Artemizjon w 356 i uczeń Heraklita,
  żyjącego  w  latach  540-480.  Więc który grecki? Jak Robert Graves miałby
  napisać   "Herkulesa   z   mojej  załogi"  i  "Nauzykaeę,  córkę  Homera"?
  Dwunastowieczną  greką? I zapewne pismem linearnym B? Zaś "Ja Klaudiusz" i
  "Klaudiusz  i Messalina" powinny być napisane łaciną z przełomu er? Robert
  Graves  (zwłaszcza  w  dziedzinie  mitologii greckiej) nie jest dla Ciebie
  źródłem  ani  autorytetem,  ale  może  uznasz go za autorytet w dziedzinie
  pisania powieści historycznych?

       3.  W  tej  sytuacji  wyjaśnij mi, proszę swoją szczegółową wiedzę na
  temat  tego,  jak  w  średniowieczu  nie  mówiono.  Bo  co  do  wiedzy jak
  mówiono... jeśli Ci mało, to proszę bardzo, biję dalej i patrzę, czy równo
  puchnie.
       Uznałeś, że

       *Przekleństwo  "cholera" bierze się nie od choroby zakaźnej "cholery"
  a  od  określenia  Kretschmera  "choleryk",  którym określa on typ ludzki,
  pewną  osobowość,  rodzaj  psychiki. Pojęcie to pojawiło się w XX wieku! A
  skoro   współczesny   odpowiednik   "cholery"   nie  oznacza  choroby,  to
  przekleństwo  "zaraza" nie powinno istnieć! Dlatego człowiek średniowiecza
  nie zakląłby "zaraza" bo to dla niego nie jest przerywnik słowny! *

       Jak  zwykle  powołujesz  się  na teksty, o których treści masz bardzo
  blade    wyobrażenie.   Ernst   Kretschmer   wyróżnił   następujące   typy
  psychiczne:  astenicy  (leptosomatycy),  atletycy,  pyknicy,  cyklotomicy,
  dysplastycy.   Natomiast   określenie   "choleryk"  pochodzi  od  podziału
  temperamentów   (płynów   ustrojowych)   na   choleryczny,   flegmatyczny,
  melancholiczny   i   sangwiniczny,   który   wprowadził   Hipokrates  (ok.
  460-377);   zapewniam   Cię,   że   Hipokrates  nie  czytywał  Kretschmera
  (1888-1964).  Mam  nadzieję,  że wybaczysz mi, że nie podaję źródła takiej
  opinii.  Nie  znał  też  konstytucjonalizmu Kretschmera autor nastepującej
  porady lekarskiej z pierwszej połowy XVI wieku:

       "Ocet  często  pożywany  wzrok  mdli,  piersi obraża, kaszel porusza,
  żołądkowi  i  wątrobie  szkodzi,  stawy,  członki  barzo uciska. Ocet jest
  starszym  ludziom barzo niepożyteczny, bocim starości rychło być przynagla
  i  poćwierdza ją dla ziemności i suchości, którą ma w sobie. Ocet nerkam i
  jinszym  czlonkom,  to jest męcherzowi i stawom nożnem barzo szkodzi, ocet
  nasienie   męskie  psuje,  a  niepłodność  dzieła  często  pożywany.  Ocet
  kolerikom  i  ludziom  krewnym  jest  pozyteczny, flegmatykom szkodzi, ale
  melankolikom więcej niżli jinszem."

                (Rękopis Biblioteki Uniwersyteckiej w Uppsali, sygn. C. 462)

       Nie   znał   go   również  autor  dziełka  popularyzującego  wiedzę z
  pogranicza   filozofii,   medycyny,  fizjologii,  higieny  i  psychologii,
  wydanego  w  Ulm  w 1500, o przydługim tytule:

       "Ain   Buechlin  das  durch  die  natuerlichen  Mayster  Aristotelem,
  Avicennam,  Galienum,  Albertum  und  anderen  natuerlichen  Maystern  von
  mancherley  seltsamen  wunderlichen  Fragen  beschrieben  ist  und  hayszt
  Problemmata Aristotelis",

       a  przetłumaczonego na polski przez Andrzeja z Kobylina, i wydanego w
  Krakowie, w drugiej połowie 1535 przez oficynę Floriana Unglera:

       "Cżemu ięzik zimnicę cirpiącego, wszytkie rzecżi gorzkie mnima. Odpo.
  Bowiem żołądek takowego cżłowieka bywa w ten czas napełnion wilgosci ktorą
  lekarze  kolerą  zową.  (...) Cżemu iedni ludzie są momontliwi, drudzy też
  szepieczą.  Odpo.  Przychadza  to cżasem dla niedostatku mozgu, cżasem też
  ięzika.  Albowiem zbytnia wilgota flegmista panuiącza w żyłkach ięzikowych
  nadyma  ie,  także  ięzik nie bywa wolny, iakoż tego iest znak w dziatkach
  ktore  liter nie ktorich wymawiać nie mogą. Cżemu ięziki u wężów y robaków
  nie  ktorich  takież  y  psów  wsciekłych zarażają cżłonek vkąszony. Odpo.
  Bowiem  tam  panuią  pary  a  dymy  iadowite  z melankoliej, ktorich takie
  zwierzęta są pełne a tak kąsaiąc zarażaią."

       Masz cholerę, flegmę i melancholię w XV i XVI wieku. Moim zdaniem pan
  Jan  Chryzostom  Pasek  mógłby  napisać  w  swych  pamiętnikach "Taka mnie
  cholera/kolera zdjęła, że ręce mi się trzęsły, a ku szabli same wyciągały"
  i  mógłby również napisać "żeby cholera/kolera (zaraza) ten pomiot kaduczy
  wydusiła".  W pierwszym przypadku odwoływałby się do teorii Hipokratesa (a
  nie  Kretschmera!)  i  zwrotem  o  znaczeniu  "żółć/zła  krew mnie zalała"
  wyrażałby   myśl   "zdenerwowałem   się".   W   drugim   przypadku  użyłby
  (fantastycznej)  formuły  zaklęcia  (przekleństwa), mającego sprowadzić na
  wymienione  osoby  cholerę bądź zarazę morową - dla wyrażenia swoich uczuć
  do  przeklinanych.  Na  tej  samej  zasadzie  (odwołania do nieistniejącej
  formuły   magicznej)   funkcjonują   zapewne   niemieckie   "Zum  Pest!" i
  francuskie  "Peste!".  Ale  pan Pasek nie napisał niczego takiego w swoich
  "Pamietnikach"   -  nie  pozwalał  mu  "wzgląd  na  obyczajność",  maniera
  pisarska.  Czyli  ta  sama  przyczyna,  dla której później i gdzie indziej
  słynną  odpowiedź  Cambronne,  składającą  się z jednego słowa, zastąpiono
  całym zdaniem.
       Tobie  pozostaje,  w  myśl  Twojej  deklaracji  "Bynajmniej nie kpię.
  Choroby  nigdy  nie  były  konotowane  jako tzw. pejoratywny wykrzyknik.",
  wyjaśnić znaczenie i pochodzenie "Zum Pest!" i "Peste!". Proszę, czekam.

       4. Obiecałeś wypowiedzieć się na temat świata przedstawionego pewnego
  utworu.  Jesteś  w  sytuacji  badacza,  który  poznaje nową sytuację, dość
  rozbudowaną   -   na   oko   z   800  imion  własnych,  drugie  tyle  nazw
  geograficznych,  500  nazw zwierząt, 300 nazw roślin... Stawiasz hipotezę:
  to  Ziemia  w  Średniowieczu.  Okazuje  się,  że  "fakty  opisane" przeczą
  hipotezie.  Ja wyciągam z tego wniosek, że hipoteza jest fałszywa. Ty - że
  "Jest  to  żenująca kopia wybranych fragmentów historii naszego świata bez
  jakiejkolwiek  znajomości  przyczyn,  które tak, a nie inaczej tę historię
  ukształtowały." I protestujesz przeciw uznaniu Cię za dziecko!
       Cała  seria  przykładów  dowodzi,  że  nie  masz  pojęcia  o  świecie
  przedstawionym.  Przytoczyłem  je  z  podaniem  numerów  stron, na których
  pisze,  że  jest  inaczej,  niż  Ci  się wydaje. Ale sprzeczności w Twoich
  domysłach   uważasz   za   uzasadnienie   tezy   o   naiwności,  głupocie,
  nieudolności,  śmieszności  autora bądź jego dzieła. A jest też cała seria
  przykładów  dowodzących, że Twoje domysły na temat historii planety Ziemia
  są  po  pierwsze  sprzeczne  ze  sobą  nawzajem, a po drugie - sprzeczne z
  faktami,  w  tym powszechnie znanymi, wchodzącymi w skład szkolnej wiedzy.
  Jaki  stąd  wynika  wniosek?  Kto jest naiwny, żenujący, głupi, nieudolny,
  śmieszny  - skoro to, co pisze Mirosław Bugowski o historii jest sprzeczne
  i z historią, i z logiką?
       Ot,  wypowiadasz  się autorytatywnie o taktyce jazdy. Lekkiej jazdy w
  średniowieczu.  Teraz  twierdzisz, że czytałeś coś o Czyngis-Chanie. A nie
  widzisz,  że zgodnie z Twoją tezą o bezsensie użycia zagonów lekkiej jazdy
  Czyngis-Chan nie miał prawa podbić połowy Azji do czasów Napoleona? Czyżby
  Czyngis-Chan   był  głupi,  nie  czekając  do  epoki  cesarza  Francuzów i
  podbijając  pół  Azji  za  swojego  życia?  A  co  powiesz  o  jego wnuku,
  Batu-Chanie? Głupi był, nie słuchał Twoich teorii, zajął Rosję (zaatakował
  1237,  zdobył  Kijów  w  1240),  potem  próbował  zająć  Węgry, Bułgarię i
  Dalmację.  Dla  odciągnięcia  wojsk czeskich od Węgier użył zagonów jazdy,
  które  przejechały  przez  południową Polskę, paląc, niszcząc i rabując. I
  nie  zatrzymała  tych  zagonów  żadna  "osada  otoczona  ostrokołem".  Nie
  zatrzymała  ich murowana forteca Legnica, pod którą w 1241 pokonali polską
  armię.  Ten plan się powiódł - Tatarzy dotarli do Adriatyku. Według Ciebie
  to  nie mogło się zdarzyć przed Napoleonem. Możnaby długo o taktyce jazdy,
  choćby  o  Dymitrze  Dońskim,  który  dzięki skomplikowanym manewrom jazdy
  uniemożliwił  wojskom  Mamaja  koncentrację  we właściwym miejscu i czasie
  przed  bitwą  na  Kulikowym  Polu  (1380). Por. "Zadonszczyzna". Najeźdźcy
  dostosowywali się do wiadomości o położeniu i ruchach wojsk Dymitra.
       Zgodnie  z  Twoją  teorią o bezsensie rajdów konnicy przed Napoleonem
  pułkownik  Aleksander Józef Lisowski (ok. 1575 - 1516) powinien siedzieć w
  domu  i  czekać  na  Napoleona.  A  on  zorganizował  lisowczyków.  Którzy
  dokonywali  szybkich, dalekich rajdów i zostawiali za sobą spaloną ziemię.
  A  głupi  władcy  -  zwłaszcza Habsburgowie - drogo płacili za ich usługi,
  zamiast  czekać  z taką taktyką na Napoleona... Ach, zapomniałem. Przecież
  Ty   cytujesz   tylko   "Odrzucony  obraz"  Lewisa  jako  źródło  wiedzy o
  średniowieczu, więc domagasz się ode mnie źródeł: "powołując się na obcych
  autorów  musisz  powoływać  się na źródła! Nie na encyklopedie i słowniki,
  tylko  na  źródła!" Proszę bardzo, źródło o sytuacji, w której szybki rajd
  konnicy mógł opanować znaczny obszar:
       Kiedy  mianowicie "panowie duchowni [nuncjusz papieski J. Cesarini] i
  takież  świeccy  (...)  namowili  go  [Władysława  Warneńczyka] aby Turkom
  przymierze nie było trzymane" w 1444 roku, ten zaczął ściągać siły. Dysput
  na wezwanie króla odpowiedział tak:

       "Miłościwy   krolu,   jam  ubezpieczył  na  pierwę  rzecz  twoję,  na
  ktorejście  mię  pośledzej zostawili, a bez mej rady przeciw poganom niceś
  poczynać nie miał. (...) A przeto wiedz, iżeć teraz żadnym obyczajem gotow
  być  nie  mogę,  bo  wiesz  dobrze, iżem skażoną ziemię wzioł. Muszę grody
  niektore znowa budować i spiżą opatrzyć."

    (Konstanty Michailowić z Ostrovicy, tzw. "Pamiętniki janczara", przekład
        polski anonimowy, Biblioteka Narodowa w Warszawie, zbiory Biblioteki
                                           Ordynacji Zamoyskich, sygn. 1169)

       Wyobraźmy sobie teraz np. tatarskie zagony na "skażonej ziemi", gdzie
  grody trzeba od nowa budować i zaopatrzyć w żywność.
       Wracając do świata przedstawionego sagi: kiedy już będziesz wiedział,
  skąd  się  bierze  chleb,  skąd się bierze mąka na chleb i skąd się bierze
  ziarno  na  mąkę,  i  przeczytasz  sagę, to może zwrócisz uwagę na daty we
  wspomnieniach  Elana  Trahe (ChO 177) - to był początek sierpnia. Zbliżały
  się   żniwa.  Zauważysz,  że  opisana  kultura  była  w  większym  stopniu
  uzależniona  od handlu zagranicznego, niż średniowieczne, przeczytasz opis
  zakorkowanego  przez  mantikorę  traktu  handlowego  (CzP 12-16) i skutków
  rajdu  konnicy na taki trakt (ChO 74, 77). Inna Twoja "teoria" historyczna
  głosi  jakoby  średniowieczne armie żywiły się tym, co znalazły po drodze.
  Zdaje  się, że podstawą tej teorii są doświadczenia średniowiecznych armii
  północnoamerykańskich, ale nie podałeś żadnych źródeł.
       Tej  teorii  nie  znał  na  przykład  Władysław Jagiełło, który przed
  wyruszeniem   na   wojnę  z  Krzyżakami  zorganizował  wielkie  łowy,  aby
  zaopatrzyć  armię w żywność. Armie średniowieczne w trosce o tzw. gotowość
  bojową  woziły  ze  sobą  żywność  i  zapasowe wyposażenie (np. cięciwy do
  łuków,  środki opatrunkowe). Służyły im do tego celu tzw. tabory. Jednym z
  typowych  zadań  lekkiej  jazdy  było  opanowanie bądź zniszczenie taborów
  przeciwnika.  Dokładnie  wbrew  Twoim  teoriom  o różnicy między strategią
  średniowieczną  a  napoleońską to własnie Napoleon kiedyś we Włoszech omal
  nie  przegrał  jednej  bitwy,  bo  mu  się  armia  rozlazła w poszukiwaniu
  jedzenia.  O  taborach,  które  zastępowały  średniowiecznym  armiom linie
  zaopatrzeniowe   świadczy  na  przykład  zanany  wszystkim  z  "Krzyżaków"
  Sienkiewicza  opis  znalezisk w taborach krzyżackich po największej bitwie
  średniowiecznej  Europy,  tej  w  której  po raz pierwszy w historii użyto
  armat.  Dla  Ciebie  "Krzyżaków"  Sienkiewicza  nie warto wspominać, bo Ty
  wiesz wszystko z "Odrzuconego obrazu". Dla mnie - te fragmenty "Krzyżaków"
  są  przekładami  z  łaciny fragmentów "Annales seu cronicae inclytii regni
  Poloniae",  Jan  Długosz,  manuskrypt,  Kraków ok. 1455-1480, Bibl. Muzeum
  Narodowego  w  Krakowie, Oddział Czartoryskich. A to jest źródło. Ciekawie
  ma  się  Twoja  "teoria"  do świata opisanego, w którym proponują "Zwykły,
  skromny  żołnierski  posiłek. Sarnina, jarząbki, sterlety, trufle..." (ChO
  169),  a do uwięzionych dobiega "zapach żołnierskiej grochówki" (ChO 195).
  Wyobraź sobie armię, która po drodze zbiera, młóci i łuska groch...
       Po  prezentacji takiej "znajomości przyczyn, które tak, a nie inaczej
  tę  historię  ukształtowały",  odpowiedz  na  pytanie: kto tu jest naiwny,
  żenujący,   głupi,   nieudolny,   śmieszny?   Co  to  za  rodzaj  "kultury
  wypowiedzi"?   Ponieważ  mam  podstawy  przypuszczać,  że  treści  Twojego
  tekstu  też  nie znasz, pozwolę sobie przypomnieć Ci, że to Ty użyłeś tych
  przymiotników.

       5.  Piszesz  do  mnie:  "Chłopcze, generalna uwaga - powołując się na
  obcych   autorów  musisz  powoływać  się  na  źródła!".  Komu  innemu  bym
  odpowiedział:  medice, cura te ipsum. Specjalnie dla Ciebie (w uznaniu dla
  wyczynów pompowo-arendarskich) - lekarzu, ulecz samego siebie.

       6. Twierdzisz: "Tu jest trochę inny system edukacji - wiem, że trudno
  Ci  się  przyzwyczaić,  ale  naprawdę  są  kraje  gdzie rzeczy przebiegają
  trochę  inaczej  niż  w Polsce." Taaak, różnicę widać dobitnie... w każdym
  szczególe.

       7.  Oświadczasz:  "Rozumiem, że kilku (kilkunastu, kilkuset?) Ziemian
  dostało  się  w "cudowny" sposób na opisywaną planetę. I te kilkaset osób,
  które  doświadczyło promieniowania kultury Rzymu potrafiło narzucić łacinę
  wszystkim  innym  jako  tzw.  "język  jednolity".  Ciekawe  co ich do tego
  pchnęło? Mógłbyś wyjaśnić, chłopcze?"
       Oczywiście,  że  nic  nie  rozumiesz.  Bo  nie czytałeś tekstu, który
  oceniasz.  Jak  sobie wyobrażasz w wykonaniu kilkuset osób coś takiego: "Z
  czterech  lądujących  statków  robiły  się trzy królestwa"? Najdziwniejsze
  jest  to, że skutki jednego kataklizmu w świecie opisanym pojawiają się co
  pięćset   lat.   Ale   nie  wyjaśnię  Ci  tego.  Gdybyś  chciał  wiedzieć,
  przeczytałbyś sagę i wiedziałbyś o Koniunkcji tyle co ja.
       Jak   zwykle,  polemizujesz  z  własnymi  zmyśleniami.  Pierwsze,  to
  kilkaset  osób.  Drugie  -  że  tam, gdzie Sapkowski posługuje się łaciną,
  posługiwały  się  nią  postaci  z powieści. Trzecie - kto to są ci wszyscy
  inni?

       8. Piszesz: "Bardzo się cieszę Marku, że uważasz, iż politeizm jest w
  stanie  pełnić  rolę  nowczesnej  religii.  To  naprawdę nowy i oryginalny
  pogląd."
       Zapytaj  na przykład Japończyków. To ten kraj, gdzie wyprodukowano co
  drugi  samochód  obecnie  używany  w Stanach Zjednoczonych. Dalszego ciągu
  tego  punktu...  powiedzmy,  że  "Nie zrozumiałem (...) Zgubiłem się wśród
  kwiecistości twojej wypowiedzi, gęsto przetykanej wyszukanymi słowy."
       Ciekawe, zgadniesz skąd pochodzi ten cytat?

       9.  Niepokoi  Cię "Skąd więc diabeł? Może chodzi o satyra? Ale, jeśli
  tak,  to  skąd  ballada  Jaskra?  Gdzie  wspomniana  przeze  mnie  Grecja?
  Ukradli ją, czy co?".
       Przeczytaj  to  opowiadanie. Ono właśnie wyjaśnia, czym w tym świecie
  jest  diabeł.  I  że ballady o babie i diable oraz o Yolopie i diable były
  dla  Jaskra  starożytnymi  balladami  (OZ,  KŚ,  str.  181). Które Jaskier
  traktował jako źródło wiedzy (MP, GM 76; takoż legendy, MP, TP 205).
       A czego ty właściwie chcesz od tej Grecji? Założyłeś jednocześnie, że
  jest  i  jej  nie  ma?  Ile  słów  greckiego  pochodzenia  jest w narracji
  odautorskiej na stronach 5-9 "Wieży jaskółki"? Skąd "tytaniczne wysiłki" u
  Jaskra? Dlaczego nie przyczepiłeś się do słowa pochodzącego z jidysz? I co
  to  ma  wspólnego  z diabłem? I z przypisaniem Jaskrowi autorstwa ballady,
  którą on sam nazywa starożytną?

       10.  Protestujesz: "Tylko dlaczego zarzucasz mi, że twierdzę, w takim
  razie, iż to zwykła bajka?!!!"
       Znowu  nie  znasz  treści  tekstu,  z  którym polemizujesz. Wskaż mi,
  proszę,  te  zarzuty.  Inna  sprawa,  że  nieodróżnianie  bajki  od baśni,
  legendy, mitu i fantazji uznałem za objaw młodego wieku. Ciekawe, jak będą
  wyglądały  Twoje  recenzje,  gdy  dobrniesz  do  innych "zwykłych bajek" w
  rodzaju  "Odysei"...  Na  przykład  w  "Iliadzie"  masz  wojnę,  w  której
  uczestniczą  nie  czarodzieje,  a bogowie... Czy nie szybciej byłoby gdyby
  Atena  z  Dzeusem skrzyknęli się pewnego dnia i ustawili cały świat według
  własnych  potrzeb?  Ciekawe,  jak  wyglądałyby  Twoje rady na przykład dla
  Tetydy,  jak  uchronić Achillesa przed jego losem: wystarczy postawić przy
  Parysie  człowieka, który bez przerwy powtarzałby mu "Parys, jesteś głupi"
  (to cytaty z Twojego tekstu ze zmienionymi imionami).
       "Dlaczego  Tetyda poszła do Hefajstosa po nową zbroję? Ja bym zażądał
  czołgu!  I  rozniósłbym  mury  Troi  w  dziesięć  minut zamiast dziesięciu
  lat!"
       No  i  Odyseja... wyobrażam sobie Twoje reakcje: "Ja na miejscu Odysa
  zamiast  worka  z wiatrami wziąłbym od Eola eskadrę helikopterów z napędem
  na  korbkę."  "Dlaczego  Odyseusz  nie  wyprosił  u Ateny uzi? Nie miał by
  kłopotów z załatwieniem zalotników!".
       Twierdzisz,  że  znasz  cykl arturiański. Powiedz mi, czy występują w
  nim postaci o imionach Merlin i Morgiana? Czym się wyróżniają? Czy pisanie
  o nich masz za "szczególnie głupie"? Czy pytasz, po co tam te wojny, skoro
  Merlin  i  Morgiana  mogli  siąść  razem  i  podzielić  świat? Czy pytasz,
  dlaczego  wszechmocny i wszechwiedzący Merlin, wiedząc co Morgiana zrobi w
  przyszłości, nie zlikwidował jej, poki była młoda i słaba? Czy uważasz, że
  Artur  powinien  żądać  od  Merlina  karabinów  maszynowych?  Czy o to byś
  poprosił,  znalazłszy się w tym świecie? Tylko w przeciwieństwie do Twoich
  wyobrażeń  o  mnie, które - jak zwykle Twoje wypowiedzi - nie mają żadnych
  podstaw   (piszesz   "Znając  Ciebie  zaraz  powystrzelasz  wszystkich!" -
  ciekawe,  skąd  mnie  znasz?  ale  to,  co  piszesz  ma  stały stosunek do
  rzeczywistości:   stosunek   przeciwieństwa),   moje   ironizowanie   jest
  bezpośrednią ekstrapolacją tego, co napisałeś.

       11.  Wciąż  nie rozumiesz: "Nie rozumiem Twojej niekonsekwencji. Jest
  Księżyc, który "zachowuje się" tak jak nasz? Czy go nie ma?"
       Zanim  powtórzę  numery  stron, na których pisze o księżycu, wyjaśnij
  mi,  proszę na czym polega moja niekonsekwencja. Ja twierdzę, że ten świat
  ma  księżyc,  podobny  do  naszego,  ale  nie  identyczny.  I powtarzam to
  konsekwentnie,  natomiast  Ty piszesz, że księżyca nie ma, ale jest. Dalej
  cytujesz   "Summa   technologiae"   jako   źródlo  informacji  z  rachunku
  prawdopodobieństwa.  Brawo!  Cytowanie  Marca  Blocha  z  jego przykładami
  "prawdopodobieństwa   ex   post"  jako  kryterium  wiarygodności  wykracza
  znacznie  ponad  poziom dyskusji, w której jedna ze stron nie ma pojęcia o
  treści  omawianych  tekstów.  Ale  skoro  powołujesz  się  na  Lema, to ja
  zaproponuję  Ci  "Doskonałą  próżnię",  Cezara  Kouski "De Impossibilitate
  Vitae"  i "De Impossibilitate Prognoscendi". Wydanie dowolne. A czym różni
  się ostatnie wydanie "Summy" od poprzednich?

       12.  Przekonujesz:  "Uwierz  mi  na  słowo  albo spytaj mądrzejszych:
  SŁOWNIKI I ENCYKLOPEDIE TO NIE SĄ ŹRÓDŁA!!!"
       Dla kogoś, kto uważa, że bez księżyca nie może być pływów, że jak już
  księżyc,   to   automatycznie   masywny,  że  "arendarz"  to  dawna  nazwa
  karczmarza, a "pompa" to tryumfalny wjazd zwycięskiego wodza do Rzymu, nie
  słyszał   o   istniejących   religiach   politeistycznych   -   słowniki i
  encyklopedie  mogą być zbyt trudne, aby wykorzystał je jako źródła wiedzy.
  Zwłaszcza, że nie odróżnia on źródeł wiedzy od źródeł naukowych...
       Czy  za  mało  dobitnie  wykazałem, że na przekór Twojemu słowu można
  stawiać diamenty przeciw orzechom?
       Powiedz  mi,  jakie  źródło  uznasz  za właściwe, jeśli chodzi o opis
  słynnego  horologium  Ktesibiosa  z  Aleksandrii,  (III  w.  pne) - zegara
  wodnego,  wskazującego właściwą godzinę bez względu na porę roku? A jakież
  to  źródło  pozwoliło  Ci z wielką pewnością siebie napisać, że godziny to
  współczesny podział czasu?

       13.  W  zupełnej  zgodzie  ze  swoimi  uwagami  o kulturze wypowiedzi
  apelujesz:  "Chłopcze,  zdecyduj  się:  impetus  czy  pęd? Nie przypominam
  sobie  słowa  "impetus". Ale może nieuważnie czytałem. Jeśli zaś "pęd", to
  nauka,  która  stworzyła  to  pojęcie  w średniowieczu nie istniała! I nie
  chrzań mi o "pochopie" czy "skakaniu" - nic takiego nie zostało w powieści
  użyte!"
       Co  znowu  wskazuje  wyraźnie  na  Twój wiek: nie odróżniasz nazwy od
  desygnatu,  pojęcia  od  słowa,  które  jest  jego  nazwą. Dlatego greckie
  słowo  Chaos  uznałeś za greckie pojęcie. Zastanawiałem się uprzednio, czy
  nie   przypomnieć  starego  kawału  o  tym,  jak  ludzie  oddychali  przed
  odkryciem tlenu...
       Pytań jest kilka, tylko to mała subtelność.
       a)  Czy  ludzie  średniowiecza dysponowali pojęciami naukowymi, które
  dziś  nazywamy  "przypadkowy" "prędkość" "pęd" ? Oczywiście, że tak! Nawet
  ludzie  w  starożytności. Tu litania 127 cytatów z Arystotelesa, w których
  wystepują   "przypadek",   "przypadkowy";  i  jeszcze  troche  ze  słowami
  akcydens,  los, przypadłość, traf, zdarzenie. I tak dalej. Ciekawie by się
  czytało?  Chyba  weselszy  jest  przykład Wincentego Kadłubka, przytoczony
  wyżej.
       b) Jak brzmiały ich nazwy? Różnie.
       c)  Czy  istniały bliskoznaczne słowa w języku potocznym? Oczywiście,
  że   tak,   bez   względu  na  Twoje  wyobrażenia  na  temat  tego,  jak w
  średniowieczu nie mówiono. Które zapewne raczysz poprzeć źródłami...
       Tylko musisz trochę uważać... W Anglii i Francji i w średniowieczu, i
  w   Renesansie   liczono   za   pomocą  pestek  i  żetonów  układanych  na
  poliniowanej desce (tzw. abak); we Włoszech i w Polsce już w średniowieczu
  liczono sposobem pisemnym (który wtedy nazywał się "algorytm").
       d)  Jaka  nauka  stworzyła  potoczne  słowo  "pęd"? I pokrewne słowo,
  występujące  w  zwrocie  "rycerstwo  pedziło  na  wyścigi"  z XII wieku? I
  wreszcie  podstawowe  pytanie: dlaczego średniowieczne nazwy pojęć miałyby
  być  użyte  w powieści w miejsce słów z języka potocznego? Zwłaszcza jeśli
  nie  bardzo  wiadomo,  jak  słowa potoczne brzmiały? Dlatego, że Tobie się
  wydaje, że świat przedstawiony jest i nie jest średniowieczny?
       Że  Tobie  się  wydaje,  że  musi  być  albo średniowieczny, albo bez
  elementów średniowiecznych?

       14.  Dziwisz  się:  "Rewelacja! Czary i genetyka! Stary... Przemilczę
  ten temat, bom nieśmiały!"
       Oczywiście   i   tym  razem  możesz  wskazać  (z  tytułem  i  autorem
  oczywiście)  źródła,  rozstrzygające  jasno  i  precyzyjnie,  co  nie może
  współistnieć z czarami...
       Dalej  oznajmiasz:  "Chyba  śnię!  Wielkie piece i miecze w tej samej
  epoce??? Na co im wielkie piece?"
       Nazwa   "wielki  piec"  nie  odnosi  się  wyłącznie  do  rozmiarów. I
  oznajmiasz:   "Jeśli  miałbym  wielkie  piece  to  wyprodukowałbym  lekkie
  pojazdy pancerne i sam cesarz Nilfgaardu mógłby mnie polizać w tyłek razem
  z  całą  swoją jazdą (nieważny brak spalinowego silnika, kusznicy w środku
  wystarczą!).  Jeśli  miałbym wielkie piece zbudowałbym katapulty (zakładam
  brak  prochu srzelniczego), które rozwaliłyby wszelkie mury wrażych zamków
  w  kilka  dni!!! Wielkie piece to: stalowe sprężyny w dowolnych ilościach!
  Gdzież   więc  technologia  wykorzystująca  te  cuda?  Wielkie  piece  to:
  możliwość  produkcji  stali  narzędziowej! Skąd więc miecze? Na cholerę? A
  kusze? Gdzie w takim razie stalowe kusze? Mogę przecież wyprodukować kusze
  ze  sprężynami  i  mechanizmem  ładującym,  które w trzy godziny rozlokują
  armię przeciwnika na cmentarzu! (nie wiem na co mi aż trzy godziny?... Ale
  załóżmy,  że  w  wojsku  będę miał same łamagi, a sam będę w trakcie bitwy
  chlał  na umór i zabawiał się z panienkami!). Chłopcze! Ty śnisz na jawie!
  Daj mi wielkie piece, a sam weź armię wiedźminów!"
       I  kusznicy w środku lekkich pojazdów pancernych przeniosą te pojazdy
  przez  góry  (Masyw  Mahakam,  góry Amell), rzeki (Jarugę) i lasy... i nie
  natkną  się  na warowną osadę, która z całą pewnością zatrzymałaby (według
  Ciebie) jazdę...
       Dawne  armie właśnie z powodu kłopotliwego transportu nie ciągnęły ze
  sobą  machin,  a  narzedzia i inżynierów. Machiny wykonywały na miejscu. Z
  reguły.
       Sytuacja  wygląda  tak:  Ty  stoisz  ze  swoimi czołgami wśród urwisk
  Mahakamu  i  odgrażasz  się,  co  też  zrobisz  armii  wiedźminów  (bo nie
  przeczytałeś o bajce o głupim królu, co wiedźmina chciał zrobić wojewodą -
  ChO  10).  I  co  dalej?  Masz  czas,  żeby  w  przerwach  między  próbami
  spuszczenia  czołgów  ze  skał  przeczytać  o  kuszach w sadze. I wynaleźć
  mechanizmy ładujące... Widziałeś kiedyś kuszę? Próbowałeś naciągnąć? No to
  miłego  wynajdywania. Gdybyś był kimś w rodzaju Leonarda da Vinci, to może
  zacząłbyś  budować  gładką  drogę  przez  Mahakam  i mechanizmy napinające
  napędzane   kołem   wodnym   albo  kieratem...  Ale  nie  jesteś...  Świat
  przedstawiony  ma  Cię z głowy, aż nie oddasz czołgów i kusz ich wytwórcom
  na złom. A wtedy pogadamy inaczej... bo chciałeś toczyć wojnę, nieprawdaż?

       15.  Proponujesz:  "Ale...  spróbuj  przeciwstawić  np. Waszą kulturę
  średniowieczną   (czy   jakiegokolwiek   innego   okresu)   pod   względem
  promieniowania na inne narody."
       Średniowiecznej kulturze północnomerykańskiej?

       16.   Okazujesz   kulturę   wypowiedzi:  "Kurde  balans!  Było  takie
  opowiadanie  o  diable,  który  mówił  "dobranoc".  Miałem nadzieję, że to
  próba  dotarcia  do archetypu, do (dowcipnie ujętego) źródłosłowia... A tu
  się  dowiaduję, że to o miłości! Czyjej? Wiedźmina z diabłem? Czy Jaskra z
  Wiedźminem?  I jak to robili? Od tyłu (wszak same chłopaki w towarzystwie,
  chyba,  że  diabeł  to  samica)? Czy może (przepraszam za wulgaryzm) hm...
  inaczej?  Ciekawy  jestem  wielce!  Z  ciekawością  również  przeczytałbym
  balladę  miłosną, którą stworzył Jaskier po upojnej nocy z... wiedźminem i
  diabłem. Aczkolwiek moje preferencje seksualne są zdecydowanie inne!"
       Nie, nie będę pisał Twoim stylem i językiem.
       Czy  wydaje  Ci  się,  że autorem opowiadania jest Jaskier? Wcześniej
  przypisałeś  mu  autorstwo  ballad,  które  on  sam  nazwał  w tym właśnie
  opowiadaniu starożytnymi. Czy udało Ci się może określić wiek Jaskra w tym
  opowiadaniu?  Że możesz stwierdzić, że to początek jego drogi twórczej? Że
  z  początku  (przed spotkaniem z Geraltem), wbrew własnym opowieściom, nie
  pisał  o  miłości?  Czy  jesteś  pewien, że to, co robił w nim (przeżywszy
  zadziwiającą  przygodę  postanowił  ją  opisać  w  balladzie)  to - jak to
  określiłeś  -  "On przez cały czas wymyśla jakieś nowe tematy!" - właśnie,
  że to jego normalna praktyka, że robił to przedtem stale, przez cały czas?
  Co robi Twoim zdaniem liryk, który przeżył taką przygodę? Ale przeczytałeś
  z  tego  opowiadania tylko zakończenie... Nie przeczytałeś, jakie przygody
  do opisywania miał wcześniej...

       17.  Odpowiadasz:  "Piszesz:  "To  nie  jest  ani  średniowiecze, ani
  Odrodzenie.  Mamy  tu  zarówno kontakt ze starymi, ale mniej ekspansywnymi
  kulturami,  jak  i  np. obecność magii, konserwującej stosunki społeczne i
  stosunki produkcji (po co komu proch, skoro fajerwerki można tanio zamówić
  u czarodzieja?)." Jeśli można fajerwerki zamówić tanio u czarodzieja to ja
  poproszę o rewolwer! Ciekawe ile piruetów wykona wiedźmin zanim go trafię?
  Natomiast  co  do "konserwacji stosunków społecznych i stosunków produkcji
  (sic!  - to Marks? Czy Lenin?) przez magię", życzę wszystkiego najlepszego
  i pomyślności w Nowym Roku!"
       Popisujesz  się  dalej,  ale na tym samym poziomie. Zamiast powtórzyć
  cytat  o  kwiecistości,  zwrócę  Ci  uwagę, że brniesz w dziecinadę: teraz
  magia  to  nie  tylko  wszechmoc, ale i wszechwiedza... Prochu nie ma, ale
  czarodziej  powinien wiedzieć, co to jest rewolwer. Gratuluję znajomości -
  jak  to  było?  -  "jakiejkolwiek  znajomości  przyczyn,  które tak, a nie
  inaczej tę historię ukształtowały".

       18.  Pytasz  o  powód  krucjat:  "Jaki?  Jaki?  Błagam,  oświeć mnie,
  jaki?!!!"
       To   przynajmniej   pozytywny   objaw,  że  zaczynasz  pytać.  Bardzo
  prawdopodobne  wydaje  się  przypuszczenie,  że  przeludnienie  zachodniej
  Europy,   prowadzące   do   rozdrobnienia   majątków   ziemskich   poniżej
  ekonomicznej opłacalności.

       19. Błaznujesz: "Świetne! Nie wpadłem na to, żeby osady warowne mogły
  być  przenoszone  za  pomocą  magii!  Ja  bym  po  staremu,  ustawił  je w
  miejscach,  na  których by mi zależało, chłopcze. Bez żadnego poruszania -
  toż  osady  warowne to nie Hyundaje, Daewoo czy co tam się produkuje! I co
  by  mi mogła taka jazda zrobić? Zagrabić wioski? Pola? A może zjeść jabłka
  z sadów? O Bogowie! I co ja bym wtedy zrobił, bez jabłek?"
       Znowu  ten  sam problem. Dla Ciebie wciąż jeszcze chleb bierze się ze
  sklepu.  Co  byś zrobił bez jabłek, drobiu, bydła rzeźnego (którego nie da
  się  -  uwierz  mi - paść na ulicach), mąki i ziarna? I chłopów, którzy to
  wszystko przyniosą jako daniny i tenuty? Najzwyczajniej w świecie, co będą
  za  tydzień  jeść  mieszkańcy  Twojej  osady?  Pójdą  do McDonalda? Czy do
  chińskiej restauracji?

       20.  Dziwisz  się:  ""Kłopoty  z  lojalnością  miast"  A  co  to jest
  lojalność  miast?  Na jakiego grzyba, gdbybym był ówczesnym władcą jest mi
  lojalność  miast???  Jeśli stoi tam mój garnizon - miasto moje. Jeśli stoi
  obcy  garnizon  -  miasto  ich.  Na  jaką  cholerę mi lojalność mieszczan?
  Mógłbyś odpowiedzieć?"
       A  jeśli  mieszkańcy  wyciągną  z  cekhauzu  katapulty, a z cechowych
  zbrojowni kusze i zlikwidują garnizon?
       A  jeśli  stanie  się  to,  co  powtarza  się  kilkakrotnie  w sadze:
  kapitulacja  Rivii  (CzP  207 lub 208 - zależnie od wydania) pod naciskiem
  kupiectwa   i   cechów,   albo   otwarcie   bram   twierdz  przez  agentów
  nilfgaardzkich (WJ 100)? Co wtedy z Twoim prostym kryterium? Gdybyś został
  władcą  -  obojetne, średniowiecznym czy ze świata przedstawionego, byłbyś
  nim najwyżej kilka dni.

       21.  Również  dlatego,  że  zastanawiasz  się:  ""miał  wszędzie poza
  miastami  partyznatkę  do  zwalczenia"  -  Hm...  Po co zwalczać? Co by mi
  jako władcy taka partyznatka przeszkadzała? Toż każdy kupiec musiałby mnie
  zapłacić  za  eskortę,  mógłbym dowolnie podnosić cła, mógłbym pobierać za
  ochronę...  Taka  partyzantka  to dobrodziejstwo! Ja bym jej nie zwalczał!
  Przeciwnie,  wspomagałbym  gdyby  od  głodu  czy  chłodu osłabli! Własnych
  żołnierzy  bym  w  ich  szeregi  wysyłał! Oczywiście, według współczesnych
  zasad  ekonomii  taka polityka nie opłacałby się w dłuższym okresie czasu.
  Ale, jak powiedziałem według WSPÓŁCZESNYCH zasad!"
       Przeczytaj   powieśc,  którą  krytykujesz.  Jest  tam  sporo  obrazów
  działania tej partyzantki. Ona nawet ma tam specjalną nazwę...

       22. Informujesz: "U nas na Ziemi (nie wiem skąd Ty pochodzisz), wieki
  ciemne  to  właśnie  średniowiecze  (stąd  wszystkie  moje  odnoszenia  do
  średniowiecza).  Była  wspaniała  kultura  Grecji  i Rzymu, która upadła i
  nastało  po  niej chrześcijańskie średniowiecze (nigdy historia ludzka nie
  odnotowała tak straszliwego upadku). Potem znowu był Renesans (upraszczam,
  nie  bierz  mi  za  złe  ale  to  nie podręcznik), potem (w skrócie) nasza
  cywilizacja współczesna. My możemy mówić o wiekach ciemnych, bo znamy nasz
  wspaniały antyk śródziemnomorski, wiemy co się później stało (a raczej nie
  wiemy  bo  całe wieki, i całe regiony giną nam w braku źródeł - nie chodzi
  mi  o  ówczesne  encyklopedie i słowniki, stary... ale wiesz, postaraj się
  mnie  zrozumieć, choć wiem, że jest Ci ciężko). Dopiero dzisiaj odtwarzamy
  (a  i to tylko częściowo, bo w całości nie potrafimy zrobić czegoś takiego
  jak   Pax  Romana)  wspaniałą  przeszłość  Edenu  (błagam  tylko  nie  myl
  technologii  z  kulturą  i  prawem,  choć wychowali mnie tylko amerykańscy
  nauczyciele   wiem,  że  Rzym  nie  miał  bomby  atomowej!).  Skąd  więc u
  Sapkowskiego  wieki  ciemne?  Że było zlodowacenie? Ależ to określenie nie
  dotyczy  zlodowacenia,  to  po  pierwsze,  a  po  drugie my naszego okresu
  lodowcowego  (któregokolwiek)  nie  nazywamy  wiekami  ciemnymi!  Ludzie w
  powieści  przeżywają normalny "wzrost kultury, odkrywanie tożsamości"! Nie
  usiłuj  wmówić,  że  można nazwać "mrocznymi" wieki, w których następowały
  katastrofy!  W  takim  razie  nasz  wiek  XX  jest  najbardziej mroczny ze
  wszystkich!  Nie  mieliśmy  co prawda średniowiecznej zarazy (no... to się
  jeszcze  okaże)  ale  katastrofy  i owszem... Zwane dla niepoznaki wojnami
  światowymi."  Poważnie  się zastanawiam, czy żyjemy na tej samej planecie.
  Na  tej,  na  której  ja żyję był Sumer, Egipt, Babilonia, Asyria, Hetyci,
  kultura  egejska,  Fenicja,  Etruskowie,  Chiny,  Indie,  a  wcześniej np.
  cywilizacje   megalityczne.   A   jeszcze   wcześniej   paleolit   z  jego
  zadziwiająca  sztuką.  A mało znany kantynent nazwano (błąd w tłumaczeniu)
  "Czarnym  Lądem".  Bo  był  mało  znany.  Inne  okresy  były "mroczne" dla
  Egipcjan,  inne  dla  Chińczyków.  Kiedy  indziej  niszczono  tam  książki
  (podobno jedna z encyklopedii, zniszczonych gdy dzikusy z Europy, walczące
  o  wolność  handlu narkotykami, wtargnęły do Zamkniętego Miasta liczyła 25
  000 tomów...)
       I  domagasz  się  ode mnie wyraźnej odpowiedzi, dlaczego kilkaset lat
  później  właśnie  te  wieki,  w  których  istniało  państwo  Rivia,  nazwą
  Wiekami  Mrocznymi  ci,  którzy  będą  się spierali, gdzie właściwie Rivia
  leżała...
       A ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nie snuję bezzasadnych domysłów na
  temat  powieści.  Mogę  Ci powiedzieć, co w niej zostało opisane i jak. Ty
  chcesz,  żebym  Ci  powiedział o tym, co nie zostało napisane... Bo według
  Ciebie,  w  historii  Ziemi,  przyciętej  do  karykaturalnej  formy,  było
  inaczej!
       Mam  nadzieję,  że  podasz  (autor,  tytuł)  źródło swojej doskonałej
  wiedzy  na  temat  tego,  jak  nasze  czasy  będą nazywać za - powiedzmy -
  pięćset lat.

       23.  Żalisz  się  na  swoją  niewiedzę  o  treści  sagi: "Nikt mi nie
  powiedział."  -  ależ  podałem  Ci  numer strony! "Czy Nilfgaard to ludzie
  czy  nie?  Mają  ogony,  kły,  szczecinę na dupie, czy nie? Sądząc z opisu
  towarzysza  Wiedźmina,  Nilfgaardczyk jest człowiekiem. Nigdy nie chodziło
  mi  wyłącznie o ludzi, którzy przypłynęli okrętami. Cysorz z chłopakamy to
  tyż chyba "nasi" choć wrogie bestie... Ale to samo moglibyśmy powiedzieć o
  Niemcach  z  '39?  No  napadły cholery, ale przecież ludzie, nie elfy, ani
  krasnoludki...  tfu!  Krasnoludy!  Jak  więc  to  się  ma,  że  ludzie nie
  opanowali  kontynentu?  Co  im  zostało do ekspansji? Rezerwat Elfów w tej
  dolinie, której nazwy nie pamiętam?"
       Jak  się  to  ma  do  tezy,  że  ludzie  zajęli cały kontynent? Mirek
  Bugowski  nie pamięta nazwy doliny, nie zna ani rozciągłości południkowej,
  ani  równoleżnikowej  kontynentu, nie wie, z czym graniczy Nilfgaard, więc
  ludzie  zajęli  cały  kontynent?  Nie  pamięta,  co  było za doliną, jakie
  morza oblewają ten kontynent, więc ludzie zajęli cały?
       Oświadczasz:  "Czy  "wielkie  piece",  których  zajęcie  powinno  być
  zadaniem  strategicznym  numer  jeden?  Rach,  ciach,  daj  mi  siłę  byle
  jakiego Królestwa z powieści i zajmę to co chcę zająć (oprócz Nilfgaardu -
  to  robota  na  drugi sezon po opanowaniu wielkich pieców)."
       A ten problem wyjaśnił dokładnie Zoltan Chivay. Przeczytaj.

       24.  Zdobyłeś  się  nawet  na  podziękowanie:  "Serdecznie  dzięki za
  rozwikłanie  zagadki  historycznej,  nad  króą głowią się od lat naukowcy.
  Nie  mieli  podbudowy...  Jesteś genialny! A... skąd to wiesz? Ja czytałem
  jedynie ciągłe spory o to jaka podbudowa była... Ale wiem... Po prostu nie
  trafiłem na książkę z obrazkami, na której się opierasz i jestem zacofany!
  Powyżej,  zresztą  stek nonsensów. Skoro Mongołowie wchonęli te kultury to
  gdzie one są dzisiaj (jako resztki kultury Mongolskiej)?"
       Jeśli  ci naukowcy wiedzą o wspomnianych Tungutach i Ujgurach tyle co
  ty   ,   to   mogą  się  głowić  do  końca  świata...  I  jest  to  wysoce
  prawdopodobne,  bo literatury tych ludów nie były tworzone po angielsku. A
  naukowcy  doszli  już  do  tego,  że  Czyngis-Chan  nie  realizował "misji
  religijnej"?  Że  nie  wprowadzał na podbitych terenach "jedynie słusznej"
  religii?  Ale  przesadzam,  jesli Ty piszesz, że to naukowcy, glowiacy się
  nad  motywacja  Czyngis-Chana, to zapewne chodzi o kolekcjonerów gipsowych
  krasnali  ogrodowych,  omawiających (albo i nie omawiających) problem, czy
  czapka ma mieć szpic sterczący, czy oklapnięty.
       Na  Twojej  planecie  współczesna  Mongolia  to  pozostałość imperium
  Czyngis-Chana... Jesteś pewien, że wiesz, o kim mowa?

       25.  Skarzysz  się:  "Kpisz  z paradygmatów kultury amerykańskiej..."
  Mógłbyś  wyjaśnić  to  dokładniej?  Czy chodzi o przeświadczenie, że Satny
  zjednoczone  są  kontynuacją  cesarstwa rzymskiego? Czy sformułowanie tego
  "paradygmatu"  jest  kpiną  z  niego?  Czy  amerykańskie seriale w rodzaju
  "Robin  Hood", "Herkules", "Xena" nie są największą drwiną z amerykańskich
  paradygmatów?

       26.  Piszesz  do  mnie: ""Dlatego też jeśli ludzie rugowali elfów bez
  ideologii  -  powinni stać się elfami!" - odpowiadzasz: "Niby dlaczego? Na
  takie okazje Sapkowski przygotował kąśliwą drwinę. Jej ślad jest w sadze -
  Geralt  opowiada  o  krasnoludzie, który chciał być elfem..." Stary śnisz?
  Czy  naprawdę  nie  wiesz co chciałem powiedzieć? Co ty mi tu opowiadasz o
  kąśliwych drwinach? Słyszałeś kiedyś o procesach hitorycznych?"
       A ja Ci odpowiadam: Słyszałeś kiedyś o procesach historycznych? Ale z
  prawdziwej historii?
       Fenicja  była  podbijana kolejno przez Egipt, Hetytów, "ludy morskie"
  (XII  w.),  Asyrię  (VIII  w.  -  625),  Babilonię  (586),  Persję  (538),
  Aleksandra Wielkiego (332), należała do Ptolomeuszy (286-197), Seleucydów,
  Rzymu  (64),  Syrii,  Bizancjum,  Arabów  (VII  w.  n.e.).  Które  z  tych
  panstw/ludów stały się Fenicjanami? Kto - poza hellenizacją za Ptolomeuszy
  - wchłonął Fenicjan?
       Hannibal  omal nie podbił Rzymu. Jaka ideologia go do tego pchnęła? A
  jaka wiara?
       Katon Starszy wszystkie swoje mowy w senacie kończył słowami: ceterum
  conseo,  Carthaginem  esse  delendum.  Czy to jest ideologia? Czy religia?
  Scypion  Afrykański Młodszy zdobył Kartaginę w 146, zburzył ją, rozwłóczył
  pozostałe  kamienie,  by  nie  został  przysłowiowy  kamień na kamieniu, a
  ziemię  posypał  solą.  Zapewne  zapoczątkował  w  ten  sposób  katastrofę
  ekologiczną,  której  skutki  Afryka  Północna  odczuwa  do dziś, i będzie
  odczuwać  jeszcze  przez  wieki (zanik rynku dla rolnictwa i ochrony armii
  spowodował   wtargnięcie   koczowników   do  delikatnych,  podtrzymywanych
  sztucznie,  za  pomocą  kanałów  biocenoz;  biocenozy  zniknęły,  przyszła
  pustynia).  Jaka  ideologia  spowodowała  ten  podbój?  Jaka  wiara? Która
  kultura  okazała  się  "wyższa"?  Czy Rzymianie stali się Fenicjanami, czy
  może odwrotnie, Fenicjanie Rzymianami? Jaka ideologia pchnęła Krzyżaków do
  zagarniania  oszustwem  i  siłą  ziem  polskich i ruskich? Jaka wiara? Czy
  mieszkańcy  tych  ziem  stali  się  Krzyżakami, czy też Krzyżacy stali się
  Polakami,   Rosjanami,   Litwinami?  Czy  słyszałeś  choć  raz  w  życiu o
  jakichkolwiek  procesach  historycznych? Z rzeczywistej historii, w której
  Jan  Chryzostom  Pasek,  od  1656  do  1667  zawodowy  żołnierz  walczył o
  "spłacheć  piasku", który rozciągał się od Danii (rozdział "Roku pańskiego
  1658"  z  Jan  Pasek,  "Pamiętniki",  Zakł. Nar. im. Ossolińskich, Wrocław
  1968)  po Mohylew białoruski (rozdział "Roku pańskiego 1660" op. cit.) nad
  Dnieprem. Nie kilkadziesiąt, nawet sto lat.

       27.  Na  Twojej  planecie element fantastyczny baśni, zwany magią, to
  wszechmoc   połączona  z  wszechwiedzą  (w  tym  z  wiedzą  o  technologii
  wszystkich  możliwych  światów). Nie chodzi tylko o zamawianie rewolweru u
  czarodzieja.  Bo  proponujesz:  "Wyobraź  sobie,  że  (nawet  dzisiaj,  na
  planecie  Ziemia) masz możliwość błyskawicznego (magicznego) przekazywania
  wiadomości..."
       Przeczytaj o urządzeniu, ktore w tym właśnie celu budowała Yennefer -
  WJ  307-309,  324. Przeczytaj, co jest potrzebne do uprawiania "prawdziwej
  magii,  nie  sztuczek"  w  CzP  22.  Co  musi  mieć Ciri, żeby wykorzystać
  "prawdziwe"  zaklęcie,  dające  niewidzialność  (CzP  64).  Czy o ogólnych
  zasadach magii w opowiadaniu "Ostatnie życzenie". Dlaczego wciąż piszesz o
  produktach  swojej wyobraźni, które wywołuje samo słowo "magia" - gdy masz
  pisać  o  świecie  przedstawionym? Tłumaczę Ci, że to zupełnie inna bajka,
  ale  bez skutku... Co z tego, że możesz sprowadzić morską wodę do kąpieli,
  kiedy zagrzanie tej wody wywołuje tak niemiłe sensacje, że lepiej grzać ją
  zwyczajnie?

       28. Na Twojej planecie walka na miecze jest stałym tematem westernow:
  "Toż  to  czysta  kalka  (plus  parę westernów, przepraszam, made in USA -
  weź  choćby  pod  uwagę starcie bandy Ciri z Bonhartem)." Zapewne "Siedmiu
  samurajów"  jest  dla Ciebie westernem i nie było potrzeby kręcić "Siedmiu
  wspaniałych".  A  Rzymianie  tak uwielbiali westerny, że urządzali sobie w
  cyrku  westernowe  pokazy  ze  specjalnymi  aktorami,  gladiatorami  (łac.
  gladius - miecz). Na wzór Buffalo Billa.

       Byłoby  mi  bardzo  miło,  gdyby  Twoja  opinia, że Sapkowski napisał
  powieść  pięknie,  powstała  po  przeczytaniu powieści. Tak, jak to jest -
  muszę  na  nią  patrzeć przez pryzmat stosunku reszty Twoich wypowiedzi do
  rzeczywistości.  Obojetne,  tej  prawdziwej,  czy świata opisanego. Byłoby
  dobrze,  gdybyś  dysponował  jakimś  materiałem  porównawczym.  Żebyś czuł
  różnicę  między  bajką  a  baśnią.  Czekam,  aż  dobrniesz  do  "Iliady" i
  "Odysei". Poznasz powieść gotycką i ... długo by wyliczać. Kiedy poczujesz
  się obywatelem Ziemi, dziedzicem jej dorobku kulturalnego bez ograniczania
  do   Rzymu,  Kolumba  i  historii  Stanów  Zjednoczonych.  Kiedy  zjawisko
  stylizacji językowej przestaniesz uważać za błąd pisarza.
       Na  razie trudno mi się powstrzymać od opinii: saga o wiedźminie jest
  dla  Ciebie  za  trudna. Widać, że próbujesz zrozumieć oderwane fragmenty;
  twierdzisz,  że szukasz analogii w średniowieczu, ale - jak szydło z worka
  - wyłazi Twój jedyny wzorzec - współczesność. Widziana z jednego punktu.

                                                             Marek Szyjewski

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl