Ciąg dalszy Marka Szyjewskiego polemiki z Mirosławem Boguwskim
Mirosław Boguwski odpowiedział na zarzuty Marka Szyjewskiego w
artykule, który ukazał się w elektronicznym zinie Fahrenheit 3. Poniżej
kolejna kontra Marka.
* * *
Oooo! Chcesz, żeby traktować Cię jak dorosłego? A nie boisz się, że
będzie bolało? Bo będzie, będzie... W każdym razie cieszy mnie, że opinie
"żenująco naiwne", "szczególnie głupie", "nieudolne" zastąpiłeś opinią "On
to pisał pięknie".
Ale najpierw wyjaśnijmy sobie kilka spraw. Słowo Sevres jest nazwą
własną. Z powodu sewrskiej porcelany nazwa ta powinna być znana osobom,
ktore mają coś wspólnego z historią kultury. Przy okazji: jak się sewrska
porcelana nazywa po angielsku? Ten błąd - i wiele innych błędów - skłoniły
mnie do przypuszczenia, że autorem omawianego tekstu jest dziecko. Błędnie
przyjąłem, że to polskie dziecko. Chociaż kłopoty z rozróżnieniem słów
mających więcej niż osiem liter (lokomocyjna-lokomotywa) wskazywały
właśnie na Amerykanina. Tylko że Amerykanin piszący po polsku - to bardzo
mało prawdopodobne... Nie rozumiem uwag o kulturze wypowiedzi w sytuacji,
w której Ty piszesz kompletne bzdury o treści utworów Sapkowskiego, a ja
Ci podaję, raz za razem, na której stronie jest właściwa informacja. I co
najdziwniejsze, Twoja odpowiedź oznacza, że masz ochotę ciągnąć tę
wyliczankę: Ty - piramidalne głupstwo, ja - tytuł i strona z właściwą
informacją... Tylko to się zaczyna robić nudne...
Dalej, wypisujesz nonsensy na temat historii, a ja Ci pokazuję, że
nie masz racji... Przyjęcie wysoce prawdopodobnej hipotezy, że jesteś
dzieckiem nadawało sens odpowiadaniu na Twój tekst. Do dorosłego
należałoby napisać: najpierw przeczytaj powieść, potem ją recenzuj, a o
historii nie ma sensu z Tobą rozmawiać.
Sapkowskiego lubię czytać. Nie pałam do niego miłością, ale jego
świat w dziwny sposób mnie fascynuje.
Tym niemniej sprawa jego związków z naszym światem najdokładniej
wyjaśniona jest przez motto do innego utworu Sapkowskiego, "Maladie" (A.
Sapkowski "Świat króla Artura. Maladie", Supernowa, Warszawa 1995, str.
160). Motto jest trzecią i czwartą zwrotką Prologu z cyklu "Z ksiegi
przeczuć" (B. Leśmian, "Poezje wybrane", Zakł. Nar. im. Ossolińskich,
Wrocław 1983, seria BN, str. 18).
Bardzo rozczarowało mnie, że zamiast wypowiedzi na temat świata
przedstawionego znalazłem dziecinne pretensje.
Pisałem do dziecka i pomijałem sprawy, które uznałem za trudne.
Koncentrowałem się na tych, które dziecko powinno znać, albo pozna w
najbliższym czasie.
Najważniejsze było to, co wyraźnie wykazałem, i z czym nie
polemizujesz: piszesz o tekście, którego nie znasz. Teraz widzę, że
robisz to za każdym razem, kiedy piszesz o jakimkolwiek tekście. Na
przykład moim. Nawet kiedy cytujesz fragment:
*I dalej: "Wyrażenie "pompatyczny" na przykład, pochodzi od
triumfalnego wjazdu zwycięzcy do Rzymu (tzw. "pompy")."Twój nauczyciel
coś pomylił. Pomylił łacińskie słowa pompa (-ae f. - parada, uroczysty
przemarsz , z greckiego pompe) i triumphus (-i m., od greckiego
thriambos - procesja ku czci Dionizosa, greckiego boga wina), które
właśnie oznaczało najwyższe wyróżnienie dla zwycięskiego rzymskiego
wodza. Jak będziesz starszy, to w powieściach R. Gravesa o cesarzu
Klaudiuszu przeczytasz o warunkach, jakie musiał spełnić wódz, żeby na
triumf zasłużyć". - A co mnie obchodzą warunki jakie wódz miał spełnić???
Sam przyznałeś, że mam rację. *
Przeczytaj jeszcze raz. Nie przyznałem Ci racji. Wskazałem Ci
ewidentny, szkolny błąd. I nie jeden - tego typu błędów zrobiłeś wiele.
Jednakże najwyraźniej nie dotarło do Ciebie, co tu pisze.
Charakterystyczne, aluzje też do Ciebie nie docierają... Zobacz niżej,
gdzie jeszcze raz pojawia się Graves.
Wycofujesz się rakiem z miesiączkowego "gwoździa" swojego tekstu,
piszesz, że to był żart... W tytule, w punkcie 2. o księżycu (notabene
bez księżyca w każdym przypadku będą pływy - mniejsze - wywołane przez
gwiazdę dzienną; na Ziemi przypływy w czasie pełni i nowiu, gdy
nakładają się na siebie oddziaływania Księżyca i Słońca, są większe, niż w
czasie pierwszej i ostatniej kwadry; stosunek sił przypływowych Księżyca i
Słońca wynosi około 2,18), o którym dalej nie wiesz, czy jest, czy go nie
ma, i w charakterystycznie gustownym i charakterystycznie nieprawdziwym
docinku o opisywaniu z upodobaniem...
"We are not amused" - mam nadzieję, że sam znajdziesz źródło...
Przyjmijmy, zgodnie z Twoim życzeniem, że jesteś dorosły i jesteś
Amerykaninem. I że ten fakt tłumaczy wszystkie niezwykłości Twoich
wypowiedzi. Że zostałeś skrzywdzony uznaniem za dziecko, więc należy Ci
się zadośćuczynienie.
Ale teraz zaboli.
1. Dobitnie wykazałem, że nie znasz tekstu, na podstawie którego
oceniasz jego autora. Nie wiem jak w Ameryce, ale w Europie takie
postępowanie (coraz częstsze, niestety) jest - delikatnie mówiąc -
nieetyczne. Zwłaszcza gdy domysły recenzenta na temat treści utworu
służą jako oprawa do opinii w rodzaju:
"opisy kultury powieściowego świata są u Sapkowskiego z powyższych
względów po prostu naiwne. Jest to żenująca kopia wybranych fragmentów
historii naszego świata bez jakiejkolwiek znajomości przyczyn, które tak,
a nie inaczej tę historię ukształtowały."
"to szczególnie głupie"
"autor usiłuje im to parę razy, nieudolnie, w usta włożyć"
"Wszelkie usiłowania autora, żeby "rzecz podwyższyć" są niestety
śmieszne."
Delikatnie mówiąc - nieetyczne.
2. Popisywałeś się swoją "dogłębną wiedzą" na temat słownictwa
średniowiecznego: pompa, kanał, karczmarz, przekleństwa... Otóż kiedy ja
chodziłem do liceum, w podręczniku do języka polskiego do pierwszej klasy
były większe fragmenty utworu pod tytułem "Rozmowa mistrza Polikarpa ze
Śmiercią", poematu, napisanego na podstawie łacińskiego utworu prozą.
Datowanego na lata 1463 - 1465. Między innymi taki fragment:
"Carcmarze, czo slye pywa dayv
nyeczastho namya wspominayv;
yako swe myechy natkayv,
wthen czasz ma kosza posznayv;
kyedy navyedza ma skola,
bandv yem lacz wgardlo szmolą."
W podręczniku ten tekst był w transkrypcji, co czyniło go łatwiejszym
do odczytania dla uczniów. Ale tego fragmentu w nowym podręczniku już
nie ma, chociaż sam utwór jest w nim omawiany.
A teraz życzysz sobie nie źródeł wiedzy dla ucznia, a poważnych,
"dorosłych" źródeł... Proszę bardzo: rękopis znajdował się w Bibliotece
Seminaryjnej w Płocku, sygn. 91; w czasie ostatniej wojny został
zniszczony.
I co teraz? Nie ma Biblioteki Kongresu, w której są wszystkie ważne
dokumenty; wojny, przetaczające się przez kraj zostawiły niewiele
zabytków z jakiejkolwiek historii. Więc jak ze źródłami?
Ten sam przykład dość dobrze ilustruje, dlaczego Twój postulat
pisania średniowieczną polszczyzną utworu (którego akcja nie dzieje się w
średniowieczu) jest - delikatnie mówiąc - bez sensu i wskazuje -
delikatnie mówiąc - na brak znajomości realiów.
Istnieją trzy powody, dla których nie można pisać do współczesnego
czytelnika średniowieczną polszczyzną. Nazwijmy je: leksykalny,
fonetyczny i ewolucyjny.
Powód leksykalny: bardzo mało wiemy o średniowiecznej polszczyźnie.
Najstarsze źródła to łacińskie teksty z polskimi nazwami geograficznymi i
imionami (np. bulla protekcyjna dla arcybiskupstwa gnieźnieńskiego z 1136
r., rękopis Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie, sygn. dypl. 1). Potem
kazania, które wygłaszano po polsku - np. Kazania świętokrzyskie z XIII
lub XIV wieku, z których zachowało się osiemnaście pasków pergaminu - ktoś
użył ich jako usztywnienia okładki Bardzo Ważnej Książki. Glosariusze,
roty sądowe (krótkie sprawozdania o zeznaniach świadków zapisywano po
polsku). Nie było na terenie Polski odpowiednika "Boewulfa",
"Kanterberyjskich opowieści", "Eddy", "Heimskringli" czy choćby "Słowa o
pułku Igora". Nie znamy średniowiecznej literackiej ani potocznej
polszczyzny. Bo, jak pisze w "Historii języka polskiego" prof. Zenon
Klemensiewicz, jakiś wyraz należał "do języka potocznego, gminnego i
dlatego nie mógł się przyjąć w dostojnym, biblijno-psałterzowym" (Historia
języka polskiego, PWN Warszawa 1974, str. 129). To, co było ważne lub
ciekawe, zapisywano po łacinie. Przy czym bogactwo pojęciowe zapisów
łacińskich wyraźnie świadczy, że język był całkiem bogaty. Przykład: w
księdze III kroniki mistrza Wincentego Kadłubka czytamy o wyprawie na
Prusów i jej skutkach:
"Tedy po wąskiej ścieżce pędzą na wyścigi pierwsze szeregi doborowego
wojska, gdy z zasadzki wyskakują z obu stron nieprzyjaciele."
Mistrz Wincenty urodził się gdzieś między 1150 a 1160. Wobec tego
jego kronika napisana została wyszukaną, skomplikowaną, bardzo trudną do
tłumaczenia łaciną. Ale widać wyraźnie, że staropolski odpowiednik zwrotu
"konie pędziły" nie zdziwiłby mistrza Wincentego. Prawdziwy człowiek
Renesansu...
Istniał bogaty język, ale go nie znamy. Przepadł. A Ty chcesz, żeby
pisać w języku, z którego zostały nikłe ślady...
Powód fonetyczny: głagolica - alfabet słowiański, dzieło Cyryla i
Metodego, z (zapewne) 862-869; 20 samogłosek, 27 spółgłosek; cyrylica,
dzieło (zapewne) Klimenta Ochrydzkiego z końca IX w. miała 20 samogłosek i
24 spółgłoski; "Obiecado" Jakuba Parkoszowica (Jakub Parkoszowic zakończył
studia w 1427, zmarł po 1452), znane z kopii z lat 1460-1470 (rękopis nr
1961 Biblioteki Jagiellońskiej, str. 3-16) liczy 12 samogłosek i 35
spółgłosek; "Orthographia seu modus recte scribendi et legendi polonicum
idioma quam utilissimus" Stanisława Zaborowskiego (Florian Ungler, Kaków
1514-1515) wymienia 14 samogłosek i 42 spółgłoski (v jest samogłoską u i
spółgłoską w).
Jakim alfabetem należałoby pisać teksty w średniowiecznej
polszczyźnie? Bo używanie alfabetu łącińskiego wprowadza zbyt wiele
homonimów.
Powód ewolucyjny: niewiele osób jest w stanie przeczytać staropolski
tekst bez specjalnego słownika. Ba, nawet przy całkiem niedawnych
tekstach, w rodzaju "Pamiętników" Paska trwają spory o to, co w tym czy
tamtym miejscu właściwie pisze.
Trudno zrozumieć sytuację tysiącletniej kultury, z której zostały
odłamki i paski pergaminu komuś, kto przyznaje się do 300 lat
historii... Ale to jest sytuacja najzupełniej normalna. Czy według Ciebie
Bolesław Prus miał napisać "Faraona" w języku średnioegipskim, a Mika
Waltari "Egipcjanina Sinuhe" - w staroegipskim? A "Turmsa Nieśmiertelnego"
po grecku i po etrusku (ktory wlaściwie nie jest nam znany)? Ale w Turmsie
skleja się Herostrates, który spalił Artemizjon w 356 i uczeń Heraklita,
żyjącego w latach 540-480. Więc który grecki? Jak Robert Graves miałby
napisać "Herkulesa z mojej załogi" i "Nauzykaeę, córkę Homera"?
Dwunastowieczną greką? I zapewne pismem linearnym B? Zaś "Ja Klaudiusz" i
"Klaudiusz i Messalina" powinny być napisane łaciną z przełomu er? Robert
Graves (zwłaszcza w dziedzinie mitologii greckiej) nie jest dla Ciebie
źródłem ani autorytetem, ale może uznasz go za autorytet w dziedzinie
pisania powieści historycznych?
3. W tej sytuacji wyjaśnij mi, proszę swoją szczegółową wiedzę na
temat tego, jak w średniowieczu nie mówiono. Bo co do wiedzy jak
mówiono... jeśli Ci mało, to proszę bardzo, biję dalej i patrzę, czy równo
puchnie.
Uznałeś, że
*Przekleństwo "cholera" bierze się nie od choroby zakaźnej "cholery"
a od określenia Kretschmera "choleryk", którym określa on typ ludzki,
pewną osobowość, rodzaj psychiki. Pojęcie to pojawiło się w XX wieku! A
skoro współczesny odpowiednik "cholery" nie oznacza choroby, to
przekleństwo "zaraza" nie powinno istnieć! Dlatego człowiek średniowiecza
nie zakląłby "zaraza" bo to dla niego nie jest przerywnik słowny! *
Jak zwykle powołujesz się na teksty, o których treści masz bardzo
blade wyobrażenie. Ernst Kretschmer wyróżnił następujące typy
psychiczne: astenicy (leptosomatycy), atletycy, pyknicy, cyklotomicy,
dysplastycy. Natomiast określenie "choleryk" pochodzi od podziału
temperamentów (płynów ustrojowych) na choleryczny, flegmatyczny,
melancholiczny i sangwiniczny, który wprowadził Hipokrates (ok.
460-377); zapewniam Cię, że Hipokrates nie czytywał Kretschmera
(1888-1964). Mam nadzieję, że wybaczysz mi, że nie podaję źródła takiej
opinii. Nie znał też konstytucjonalizmu Kretschmera autor nastepującej
porady lekarskiej z pierwszej połowy XVI wieku:
"Ocet często pożywany wzrok mdli, piersi obraża, kaszel porusza,
żołądkowi i wątrobie szkodzi, stawy, członki barzo uciska. Ocet jest
starszym ludziom barzo niepożyteczny, bocim starości rychło być przynagla
i poćwierdza ją dla ziemności i suchości, którą ma w sobie. Ocet nerkam i
jinszym czlonkom, to jest męcherzowi i stawom nożnem barzo szkodzi, ocet
nasienie męskie psuje, a niepłodność dzieła często pożywany. Ocet
kolerikom i ludziom krewnym jest pozyteczny, flegmatykom szkodzi, ale
melankolikom więcej niżli jinszem."
(Rękopis Biblioteki Uniwersyteckiej w Uppsali, sygn. C. 462)
Nie znał go również autor dziełka popularyzującego wiedzę z
pogranicza filozofii, medycyny, fizjologii, higieny i psychologii,
wydanego w Ulm w 1500, o przydługim tytule:
"Ain Buechlin das durch die natuerlichen Mayster Aristotelem,
Avicennam, Galienum, Albertum und anderen natuerlichen Maystern von
mancherley seltsamen wunderlichen Fragen beschrieben ist und hayszt
Problemmata Aristotelis",
a przetłumaczonego na polski przez Andrzeja z Kobylina, i wydanego w
Krakowie, w drugiej połowie 1535 przez oficynę Floriana Unglera:
"Cżemu ięzik zimnicę cirpiącego, wszytkie rzecżi gorzkie mnima. Odpo.
Bowiem żołądek takowego cżłowieka bywa w ten czas napełnion wilgosci ktorą
lekarze kolerą zową. (...) Cżemu iedni ludzie są momontliwi, drudzy też
szepieczą. Odpo. Przychadza to cżasem dla niedostatku mozgu, cżasem też
ięzika. Albowiem zbytnia wilgota flegmista panuiącza w żyłkach ięzikowych
nadyma ie, także ięzik nie bywa wolny, iakoż tego iest znak w dziatkach
ktore liter nie ktorich wymawiać nie mogą. Cżemu ięziki u wężów y robaków
nie ktorich takież y psów wsciekłych zarażają cżłonek vkąszony. Odpo.
Bowiem tam panuią pary a dymy iadowite z melankoliej, ktorich takie
zwierzęta są pełne a tak kąsaiąc zarażaią."
Masz cholerę, flegmę i melancholię w XV i XVI wieku. Moim zdaniem pan
Jan Chryzostom Pasek mógłby napisać w swych pamiętnikach "Taka mnie
cholera/kolera zdjęła, że ręce mi się trzęsły, a ku szabli same wyciągały"
i mógłby również napisać "żeby cholera/kolera (zaraza) ten pomiot kaduczy
wydusiła". W pierwszym przypadku odwoływałby się do teorii Hipokratesa (a
nie Kretschmera!) i zwrotem o znaczeniu "żółć/zła krew mnie zalała"
wyrażałby myśl "zdenerwowałem się". W drugim przypadku użyłby
(fantastycznej) formuły zaklęcia (przekleństwa), mającego sprowadzić na
wymienione osoby cholerę bądź zarazę morową - dla wyrażenia swoich uczuć
do przeklinanych. Na tej samej zasadzie (odwołania do nieistniejącej
formuły magicznej) funkcjonują zapewne niemieckie "Zum Pest!" i
francuskie "Peste!". Ale pan Pasek nie napisał niczego takiego w swoich
"Pamietnikach" - nie pozwalał mu "wzgląd na obyczajność", maniera
pisarska. Czyli ta sama przyczyna, dla której później i gdzie indziej
słynną odpowiedź Cambronne, składającą się z jednego słowa, zastąpiono
całym zdaniem.
Tobie pozostaje, w myśl Twojej deklaracji "Bynajmniej nie kpię.
Choroby nigdy nie były konotowane jako tzw. pejoratywny wykrzyknik.",
wyjaśnić znaczenie i pochodzenie "Zum Pest!" i "Peste!". Proszę, czekam.
4. Obiecałeś wypowiedzieć się na temat świata przedstawionego pewnego
utworu. Jesteś w sytuacji badacza, który poznaje nową sytuację, dość
rozbudowaną - na oko z 800 imion własnych, drugie tyle nazw
geograficznych, 500 nazw zwierząt, 300 nazw roślin... Stawiasz hipotezę:
to Ziemia w Średniowieczu. Okazuje się, że "fakty opisane" przeczą
hipotezie. Ja wyciągam z tego wniosek, że hipoteza jest fałszywa. Ty - że
"Jest to żenująca kopia wybranych fragmentów historii naszego świata bez
jakiejkolwiek znajomości przyczyn, które tak, a nie inaczej tę historię
ukształtowały." I protestujesz przeciw uznaniu Cię za dziecko!
Cała seria przykładów dowodzi, że nie masz pojęcia o świecie
przedstawionym. Przytoczyłem je z podaniem numerów stron, na których
pisze, że jest inaczej, niż Ci się wydaje. Ale sprzeczności w Twoich
domysłach uważasz za uzasadnienie tezy o naiwności, głupocie,
nieudolności, śmieszności autora bądź jego dzieła. A jest też cała seria
przykładów dowodzących, że Twoje domysły na temat historii planety Ziemia
są po pierwsze sprzeczne ze sobą nawzajem, a po drugie - sprzeczne z
faktami, w tym powszechnie znanymi, wchodzącymi w skład szkolnej wiedzy.
Jaki stąd wynika wniosek? Kto jest naiwny, żenujący, głupi, nieudolny,
śmieszny - skoro to, co pisze Mirosław Bugowski o historii jest sprzeczne
i z historią, i z logiką?
Ot, wypowiadasz się autorytatywnie o taktyce jazdy. Lekkiej jazdy w
średniowieczu. Teraz twierdzisz, że czytałeś coś o Czyngis-Chanie. A nie
widzisz, że zgodnie z Twoją tezą o bezsensie użycia zagonów lekkiej jazdy
Czyngis-Chan nie miał prawa podbić połowy Azji do czasów Napoleona? Czyżby
Czyngis-Chan był głupi, nie czekając do epoki cesarza Francuzów i
podbijając pół Azji za swojego życia? A co powiesz o jego wnuku,
Batu-Chanie? Głupi był, nie słuchał Twoich teorii, zajął Rosję (zaatakował
1237, zdobył Kijów w 1240), potem próbował zająć Węgry, Bułgarię i
Dalmację. Dla odciągnięcia wojsk czeskich od Węgier użył zagonów jazdy,
które przejechały przez południową Polskę, paląc, niszcząc i rabując. I
nie zatrzymała tych zagonów żadna "osada otoczona ostrokołem". Nie
zatrzymała ich murowana forteca Legnica, pod którą w 1241 pokonali polską
armię. Ten plan się powiódł - Tatarzy dotarli do Adriatyku. Według Ciebie
to nie mogło się zdarzyć przed Napoleonem. Możnaby długo o taktyce jazdy,
choćby o Dymitrze Dońskim, który dzięki skomplikowanym manewrom jazdy
uniemożliwił wojskom Mamaja koncentrację we właściwym miejscu i czasie
przed bitwą na Kulikowym Polu (1380). Por. "Zadonszczyzna". Najeźdźcy
dostosowywali się do wiadomości o położeniu i ruchach wojsk Dymitra.
Zgodnie z Twoją teorią o bezsensie rajdów konnicy przed Napoleonem
pułkownik Aleksander Józef Lisowski (ok. 1575 - 1516) powinien siedzieć w
domu i czekać na Napoleona. A on zorganizował lisowczyków. Którzy
dokonywali szybkich, dalekich rajdów i zostawiali za sobą spaloną ziemię.
A głupi władcy - zwłaszcza Habsburgowie - drogo płacili za ich usługi,
zamiast czekać z taką taktyką na Napoleona... Ach, zapomniałem. Przecież
Ty cytujesz tylko "Odrzucony obraz" Lewisa jako źródło wiedzy o
średniowieczu, więc domagasz się ode mnie źródeł: "powołując się na obcych
autorów musisz powoływać się na źródła! Nie na encyklopedie i słowniki,
tylko na źródła!" Proszę bardzo, źródło o sytuacji, w której szybki rajd
konnicy mógł opanować znaczny obszar:
Kiedy mianowicie "panowie duchowni [nuncjusz papieski J. Cesarini] i
takież świeccy (...) namowili go [Władysława Warneńczyka] aby Turkom
przymierze nie było trzymane" w 1444 roku, ten zaczął ściągać siły. Dysput
na wezwanie króla odpowiedział tak:
"Miłościwy krolu, jam ubezpieczył na pierwę rzecz twoję, na
ktorejście mię pośledzej zostawili, a bez mej rady przeciw poganom niceś
poczynać nie miał. (...) A przeto wiedz, iżeć teraz żadnym obyczajem gotow
być nie mogę, bo wiesz dobrze, iżem skażoną ziemię wzioł. Muszę grody
niektore znowa budować i spiżą opatrzyć."
(Konstanty Michailowić z Ostrovicy, tzw. "Pamiętniki janczara", przekład
polski anonimowy, Biblioteka Narodowa w Warszawie, zbiory Biblioteki
Ordynacji Zamoyskich, sygn. 1169)
Wyobraźmy sobie teraz np. tatarskie zagony na "skażonej ziemi", gdzie
grody trzeba od nowa budować i zaopatrzyć w żywność.
Wracając do świata przedstawionego sagi: kiedy już będziesz wiedział,
skąd się bierze chleb, skąd się bierze mąka na chleb i skąd się bierze
ziarno na mąkę, i przeczytasz sagę, to może zwrócisz uwagę na daty we
wspomnieniach Elana Trahe (ChO 177) - to był początek sierpnia. Zbliżały
się żniwa. Zauważysz, że opisana kultura była w większym stopniu
uzależniona od handlu zagranicznego, niż średniowieczne, przeczytasz opis
zakorkowanego przez mantikorę traktu handlowego (CzP 12-16) i skutków
rajdu konnicy na taki trakt (ChO 74, 77). Inna Twoja "teoria" historyczna
głosi jakoby średniowieczne armie żywiły się tym, co znalazły po drodze.
Zdaje się, że podstawą tej teorii są doświadczenia średniowiecznych armii
północnoamerykańskich, ale nie podałeś żadnych źródeł.
Tej teorii nie znał na przykład Władysław Jagiełło, który przed
wyruszeniem na wojnę z Krzyżakami zorganizował wielkie łowy, aby
zaopatrzyć armię w żywność. Armie średniowieczne w trosce o tzw. gotowość
bojową woziły ze sobą żywność i zapasowe wyposażenie (np. cięciwy do
łuków, środki opatrunkowe). Służyły im do tego celu tzw. tabory. Jednym z
typowych zadań lekkiej jazdy było opanowanie bądź zniszczenie taborów
przeciwnika. Dokładnie wbrew Twoim teoriom o różnicy między strategią
średniowieczną a napoleońską to własnie Napoleon kiedyś we Włoszech omal
nie przegrał jednej bitwy, bo mu się armia rozlazła w poszukiwaniu
jedzenia. O taborach, które zastępowały średniowiecznym armiom linie
zaopatrzeniowe świadczy na przykład zanany wszystkim z "Krzyżaków"
Sienkiewicza opis znalezisk w taborach krzyżackich po największej bitwie
średniowiecznej Europy, tej w której po raz pierwszy w historii użyto
armat. Dla Ciebie "Krzyżaków" Sienkiewicza nie warto wspominać, bo Ty
wiesz wszystko z "Odrzuconego obrazu". Dla mnie - te fragmenty "Krzyżaków"
są przekładami z łaciny fragmentów "Annales seu cronicae inclytii regni
Poloniae", Jan Długosz, manuskrypt, Kraków ok. 1455-1480, Bibl. Muzeum
Narodowego w Krakowie, Oddział Czartoryskich. A to jest źródło. Ciekawie
ma się Twoja "teoria" do świata opisanego, w którym proponują "Zwykły,
skromny żołnierski posiłek. Sarnina, jarząbki, sterlety, trufle..." (ChO
169), a do uwięzionych dobiega "zapach żołnierskiej grochówki" (ChO 195).
Wyobraź sobie armię, która po drodze zbiera, młóci i łuska groch...
Po prezentacji takiej "znajomości przyczyn, które tak, a nie inaczej
tę historię ukształtowały", odpowiedz na pytanie: kto tu jest naiwny,
żenujący, głupi, nieudolny, śmieszny? Co to za rodzaj "kultury
wypowiedzi"? Ponieważ mam podstawy przypuszczać, że treści Twojego
tekstu też nie znasz, pozwolę sobie przypomnieć Ci, że to Ty użyłeś tych
przymiotników.
5. Piszesz do mnie: "Chłopcze, generalna uwaga - powołując się na
obcych autorów musisz powoływać się na źródła!". Komu innemu bym
odpowiedział: medice, cura te ipsum. Specjalnie dla Ciebie (w uznaniu dla
wyczynów pompowo-arendarskich) - lekarzu, ulecz samego siebie.
6. Twierdzisz: "Tu jest trochę inny system edukacji - wiem, że trudno
Ci się przyzwyczaić, ale naprawdę są kraje gdzie rzeczy przebiegają
trochę inaczej niż w Polsce." Taaak, różnicę widać dobitnie... w każdym
szczególe.
7. Oświadczasz: "Rozumiem, że kilku (kilkunastu, kilkuset?) Ziemian
dostało się w "cudowny" sposób na opisywaną planetę. I te kilkaset osób,
które doświadczyło promieniowania kultury Rzymu potrafiło narzucić łacinę
wszystkim innym jako tzw. "język jednolity". Ciekawe co ich do tego
pchnęło? Mógłbyś wyjaśnić, chłopcze?"
Oczywiście, że nic nie rozumiesz. Bo nie czytałeś tekstu, który
oceniasz. Jak sobie wyobrażasz w wykonaniu kilkuset osób coś takiego: "Z
czterech lądujących statków robiły się trzy królestwa"? Najdziwniejsze
jest to, że skutki jednego kataklizmu w świecie opisanym pojawiają się co
pięćset lat. Ale nie wyjaśnię Ci tego. Gdybyś chciał wiedzieć,
przeczytałbyś sagę i wiedziałbyś o Koniunkcji tyle co ja.
Jak zwykle, polemizujesz z własnymi zmyśleniami. Pierwsze, to
kilkaset osób. Drugie - że tam, gdzie Sapkowski posługuje się łaciną,
posługiwały się nią postaci z powieści. Trzecie - kto to są ci wszyscy
inni?
8. Piszesz: "Bardzo się cieszę Marku, że uważasz, iż politeizm jest w
stanie pełnić rolę nowczesnej religii. To naprawdę nowy i oryginalny
pogląd."
Zapytaj na przykład Japończyków. To ten kraj, gdzie wyprodukowano co
drugi samochód obecnie używany w Stanach Zjednoczonych. Dalszego ciągu
tego punktu... powiedzmy, że "Nie zrozumiałem (...) Zgubiłem się wśród
kwiecistości twojej wypowiedzi, gęsto przetykanej wyszukanymi słowy."
Ciekawe, zgadniesz skąd pochodzi ten cytat?
9. Niepokoi Cię "Skąd więc diabeł? Może chodzi o satyra? Ale, jeśli
tak, to skąd ballada Jaskra? Gdzie wspomniana przeze mnie Grecja?
Ukradli ją, czy co?".
Przeczytaj to opowiadanie. Ono właśnie wyjaśnia, czym w tym świecie
jest diabeł. I że ballady o babie i diable oraz o Yolopie i diable były
dla Jaskra starożytnymi balladami (OZ, KŚ, str. 181). Które Jaskier
traktował jako źródło wiedzy (MP, GM 76; takoż legendy, MP, TP 205).
A czego ty właściwie chcesz od tej Grecji? Założyłeś jednocześnie, że
jest i jej nie ma? Ile słów greckiego pochodzenia jest w narracji
odautorskiej na stronach 5-9 "Wieży jaskółki"? Skąd "tytaniczne wysiłki" u
Jaskra? Dlaczego nie przyczepiłeś się do słowa pochodzącego z jidysz? I co
to ma wspólnego z diabłem? I z przypisaniem Jaskrowi autorstwa ballady,
którą on sam nazywa starożytną?
10. Protestujesz: "Tylko dlaczego zarzucasz mi, że twierdzę, w takim
razie, iż to zwykła bajka?!!!"
Znowu nie znasz treści tekstu, z którym polemizujesz. Wskaż mi,
proszę, te zarzuty. Inna sprawa, że nieodróżnianie bajki od baśni,
legendy, mitu i fantazji uznałem za objaw młodego wieku. Ciekawe, jak będą
wyglądały Twoje recenzje, gdy dobrniesz do innych "zwykłych bajek" w
rodzaju "Odysei"... Na przykład w "Iliadzie" masz wojnę, w której
uczestniczą nie czarodzieje, a bogowie... Czy nie szybciej byłoby gdyby
Atena z Dzeusem skrzyknęli się pewnego dnia i ustawili cały świat według
własnych potrzeb? Ciekawe, jak wyglądałyby Twoje rady na przykład dla
Tetydy, jak uchronić Achillesa przed jego losem: wystarczy postawić przy
Parysie człowieka, który bez przerwy powtarzałby mu "Parys, jesteś głupi"
(to cytaty z Twojego tekstu ze zmienionymi imionami).
"Dlaczego Tetyda poszła do Hefajstosa po nową zbroję? Ja bym zażądał
czołgu! I rozniósłbym mury Troi w dziesięć minut zamiast dziesięciu
lat!"
No i Odyseja... wyobrażam sobie Twoje reakcje: "Ja na miejscu Odysa
zamiast worka z wiatrami wziąłbym od Eola eskadrę helikopterów z napędem
na korbkę." "Dlaczego Odyseusz nie wyprosił u Ateny uzi? Nie miał by
kłopotów z załatwieniem zalotników!".
Twierdzisz, że znasz cykl arturiański. Powiedz mi, czy występują w
nim postaci o imionach Merlin i Morgiana? Czym się wyróżniają? Czy pisanie
o nich masz za "szczególnie głupie"? Czy pytasz, po co tam te wojny, skoro
Merlin i Morgiana mogli siąść razem i podzielić świat? Czy pytasz,
dlaczego wszechmocny i wszechwiedzący Merlin, wiedząc co Morgiana zrobi w
przyszłości, nie zlikwidował jej, poki była młoda i słaba? Czy uważasz, że
Artur powinien żądać od Merlina karabinów maszynowych? Czy o to byś
poprosił, znalazłszy się w tym świecie? Tylko w przeciwieństwie do Twoich
wyobrażeń o mnie, które - jak zwykle Twoje wypowiedzi - nie mają żadnych
podstaw (piszesz "Znając Ciebie zaraz powystrzelasz wszystkich!" -
ciekawe, skąd mnie znasz? ale to, co piszesz ma stały stosunek do
rzeczywistości: stosunek przeciwieństwa), moje ironizowanie jest
bezpośrednią ekstrapolacją tego, co napisałeś.
11. Wciąż nie rozumiesz: "Nie rozumiem Twojej niekonsekwencji. Jest
Księżyc, który "zachowuje się" tak jak nasz? Czy go nie ma?"
Zanim powtórzę numery stron, na których pisze o księżycu, wyjaśnij
mi, proszę na czym polega moja niekonsekwencja. Ja twierdzę, że ten świat
ma księżyc, podobny do naszego, ale nie identyczny. I powtarzam to
konsekwentnie, natomiast Ty piszesz, że księżyca nie ma, ale jest. Dalej
cytujesz "Summa technologiae" jako źródlo informacji z rachunku
prawdopodobieństwa. Brawo! Cytowanie Marca Blocha z jego przykładami
"prawdopodobieństwa ex post" jako kryterium wiarygodności wykracza
znacznie ponad poziom dyskusji, w której jedna ze stron nie ma pojęcia o
treści omawianych tekstów. Ale skoro powołujesz się na Lema, to ja
zaproponuję Ci "Doskonałą próżnię", Cezara Kouski "De Impossibilitate
Vitae" i "De Impossibilitate Prognoscendi". Wydanie dowolne. A czym różni
się ostatnie wydanie "Summy" od poprzednich?
12. Przekonujesz: "Uwierz mi na słowo albo spytaj mądrzejszych:
SŁOWNIKI I ENCYKLOPEDIE TO NIE SĄ ŹRÓDŁA!!!"
Dla kogoś, kto uważa, że bez księżyca nie może być pływów, że jak już
księżyc, to automatycznie masywny, że "arendarz" to dawna nazwa
karczmarza, a "pompa" to tryumfalny wjazd zwycięskiego wodza do Rzymu, nie
słyszał o istniejących religiach politeistycznych - słowniki i
encyklopedie mogą być zbyt trudne, aby wykorzystał je jako źródła wiedzy.
Zwłaszcza, że nie odróżnia on źródeł wiedzy od źródeł naukowych...
Czy za mało dobitnie wykazałem, że na przekór Twojemu słowu można
stawiać diamenty przeciw orzechom?
Powiedz mi, jakie źródło uznasz za właściwe, jeśli chodzi o opis
słynnego horologium Ktesibiosa z Aleksandrii, (III w. pne) - zegara
wodnego, wskazującego właściwą godzinę bez względu na porę roku? A jakież
to źródło pozwoliło Ci z wielką pewnością siebie napisać, że godziny to
współczesny podział czasu?
13. W zupełnej zgodzie ze swoimi uwagami o kulturze wypowiedzi
apelujesz: "Chłopcze, zdecyduj się: impetus czy pęd? Nie przypominam
sobie słowa "impetus". Ale może nieuważnie czytałem. Jeśli zaś "pęd", to
nauka, która stworzyła to pojęcie w średniowieczu nie istniała! I nie
chrzań mi o "pochopie" czy "skakaniu" - nic takiego nie zostało w powieści
użyte!"
Co znowu wskazuje wyraźnie na Twój wiek: nie odróżniasz nazwy od
desygnatu, pojęcia od słowa, które jest jego nazwą. Dlatego greckie
słowo Chaos uznałeś za greckie pojęcie. Zastanawiałem się uprzednio, czy
nie przypomnieć starego kawału o tym, jak ludzie oddychali przed
odkryciem tlenu...
Pytań jest kilka, tylko to mała subtelność.
a) Czy ludzie średniowiecza dysponowali pojęciami naukowymi, które
dziś nazywamy "przypadkowy" "prędkość" "pęd" ? Oczywiście, że tak! Nawet
ludzie w starożytności. Tu litania 127 cytatów z Arystotelesa, w których
wystepują "przypadek", "przypadkowy"; i jeszcze troche ze słowami
akcydens, los, przypadłość, traf, zdarzenie. I tak dalej. Ciekawie by się
czytało? Chyba weselszy jest przykład Wincentego Kadłubka, przytoczony
wyżej.
b) Jak brzmiały ich nazwy? Różnie.
c) Czy istniały bliskoznaczne słowa w języku potocznym? Oczywiście,
że tak, bez względu na Twoje wyobrażenia na temat tego, jak w
średniowieczu nie mówiono. Które zapewne raczysz poprzeć źródłami...
Tylko musisz trochę uważać... W Anglii i Francji i w średniowieczu, i
w Renesansie liczono za pomocą pestek i żetonów układanych na
poliniowanej desce (tzw. abak); we Włoszech i w Polsce już w średniowieczu
liczono sposobem pisemnym (który wtedy nazywał się "algorytm").
d) Jaka nauka stworzyła potoczne słowo "pęd"? I pokrewne słowo,
występujące w zwrocie "rycerstwo pedziło na wyścigi" z XII wieku? I
wreszcie podstawowe pytanie: dlaczego średniowieczne nazwy pojęć miałyby
być użyte w powieści w miejsce słów z języka potocznego? Zwłaszcza jeśli
nie bardzo wiadomo, jak słowa potoczne brzmiały? Dlatego, że Tobie się
wydaje, że świat przedstawiony jest i nie jest średniowieczny?
Że Tobie się wydaje, że musi być albo średniowieczny, albo bez
elementów średniowiecznych?
14. Dziwisz się: "Rewelacja! Czary i genetyka! Stary... Przemilczę
ten temat, bom nieśmiały!"
Oczywiście i tym razem możesz wskazać (z tytułem i autorem
oczywiście) źródła, rozstrzygające jasno i precyzyjnie, co nie może
współistnieć z czarami...
Dalej oznajmiasz: "Chyba śnię! Wielkie piece i miecze w tej samej
epoce??? Na co im wielkie piece?"
Nazwa "wielki piec" nie odnosi się wyłącznie do rozmiarów. I
oznajmiasz: "Jeśli miałbym wielkie piece to wyprodukowałbym lekkie
pojazdy pancerne i sam cesarz Nilfgaardu mógłby mnie polizać w tyłek razem
z całą swoją jazdą (nieważny brak spalinowego silnika, kusznicy w środku
wystarczą!). Jeśli miałbym wielkie piece zbudowałbym katapulty (zakładam
brak prochu srzelniczego), które rozwaliłyby wszelkie mury wrażych zamków
w kilka dni!!! Wielkie piece to: stalowe sprężyny w dowolnych ilościach!
Gdzież więc technologia wykorzystująca te cuda? Wielkie piece to:
możliwość produkcji stali narzędziowej! Skąd więc miecze? Na cholerę? A
kusze? Gdzie w takim razie stalowe kusze? Mogę przecież wyprodukować kusze
ze sprężynami i mechanizmem ładującym, które w trzy godziny rozlokują
armię przeciwnika na cmentarzu! (nie wiem na co mi aż trzy godziny?... Ale
załóżmy, że w wojsku będę miał same łamagi, a sam będę w trakcie bitwy
chlał na umór i zabawiał się z panienkami!). Chłopcze! Ty śnisz na jawie!
Daj mi wielkie piece, a sam weź armię wiedźminów!"
I kusznicy w środku lekkich pojazdów pancernych przeniosą te pojazdy
przez góry (Masyw Mahakam, góry Amell), rzeki (Jarugę) i lasy... i nie
natkną się na warowną osadę, która z całą pewnością zatrzymałaby (według
Ciebie) jazdę...
Dawne armie właśnie z powodu kłopotliwego transportu nie ciągnęły ze
sobą machin, a narzedzia i inżynierów. Machiny wykonywały na miejscu. Z
reguły.
Sytuacja wygląda tak: Ty stoisz ze swoimi czołgami wśród urwisk
Mahakamu i odgrażasz się, co też zrobisz armii wiedźminów (bo nie
przeczytałeś o bajce o głupim królu, co wiedźmina chciał zrobić wojewodą -
ChO 10). I co dalej? Masz czas, żeby w przerwach między próbami
spuszczenia czołgów ze skał przeczytać o kuszach w sadze. I wynaleźć
mechanizmy ładujące... Widziałeś kiedyś kuszę? Próbowałeś naciągnąć? No to
miłego wynajdywania. Gdybyś był kimś w rodzaju Leonarda da Vinci, to może
zacząłbyś budować gładką drogę przez Mahakam i mechanizmy napinające
napędzane kołem wodnym albo kieratem... Ale nie jesteś... Świat
przedstawiony ma Cię z głowy, aż nie oddasz czołgów i kusz ich wytwórcom
na złom. A wtedy pogadamy inaczej... bo chciałeś toczyć wojnę, nieprawdaż?
15. Proponujesz: "Ale... spróbuj przeciwstawić np. Waszą kulturę
średniowieczną (czy jakiegokolwiek innego okresu) pod względem
promieniowania na inne narody."
Średniowiecznej kulturze północnomerykańskiej?
16. Okazujesz kulturę wypowiedzi: "Kurde balans! Było takie
opowiadanie o diable, który mówił "dobranoc". Miałem nadzieję, że to
próba dotarcia do archetypu, do (dowcipnie ujętego) źródłosłowia... A tu
się dowiaduję, że to o miłości! Czyjej? Wiedźmina z diabłem? Czy Jaskra z
Wiedźminem? I jak to robili? Od tyłu (wszak same chłopaki w towarzystwie,
chyba, że diabeł to samica)? Czy może (przepraszam za wulgaryzm) hm...
inaczej? Ciekawy jestem wielce! Z ciekawością również przeczytałbym
balladę miłosną, którą stworzył Jaskier po upojnej nocy z... wiedźminem i
diabłem. Aczkolwiek moje preferencje seksualne są zdecydowanie inne!"
Nie, nie będę pisał Twoim stylem i językiem.
Czy wydaje Ci się, że autorem opowiadania jest Jaskier? Wcześniej
przypisałeś mu autorstwo ballad, które on sam nazwał w tym właśnie
opowiadaniu starożytnymi. Czy udało Ci się może określić wiek Jaskra w tym
opowiadaniu? Że możesz stwierdzić, że to początek jego drogi twórczej? Że
z początku (przed spotkaniem z Geraltem), wbrew własnym opowieściom, nie
pisał o miłości? Czy jesteś pewien, że to, co robił w nim (przeżywszy
zadziwiającą przygodę postanowił ją opisać w balladzie) to - jak to
określiłeś - "On przez cały czas wymyśla jakieś nowe tematy!" - właśnie,
że to jego normalna praktyka, że robił to przedtem stale, przez cały czas?
Co robi Twoim zdaniem liryk, który przeżył taką przygodę? Ale przeczytałeś
z tego opowiadania tylko zakończenie... Nie przeczytałeś, jakie przygody
do opisywania miał wcześniej...
17. Odpowiadasz: "Piszesz: "To nie jest ani średniowiecze, ani
Odrodzenie. Mamy tu zarówno kontakt ze starymi, ale mniej ekspansywnymi
kulturami, jak i np. obecność magii, konserwującej stosunki społeczne i
stosunki produkcji (po co komu proch, skoro fajerwerki można tanio zamówić
u czarodzieja?)." Jeśli można fajerwerki zamówić tanio u czarodzieja to ja
poproszę o rewolwer! Ciekawe ile piruetów wykona wiedźmin zanim go trafię?
Natomiast co do "konserwacji stosunków społecznych i stosunków produkcji
(sic! - to Marks? Czy Lenin?) przez magię", życzę wszystkiego najlepszego
i pomyślności w Nowym Roku!"
Popisujesz się dalej, ale na tym samym poziomie. Zamiast powtórzyć
cytat o kwiecistości, zwrócę Ci uwagę, że brniesz w dziecinadę: teraz
magia to nie tylko wszechmoc, ale i wszechwiedza... Prochu nie ma, ale
czarodziej powinien wiedzieć, co to jest rewolwer. Gratuluję znajomości -
jak to było? - "jakiejkolwiek znajomości przyczyn, które tak, a nie
inaczej tę historię ukształtowały".
18. Pytasz o powód krucjat: "Jaki? Jaki? Błagam, oświeć mnie,
jaki?!!!"
To przynajmniej pozytywny objaw, że zaczynasz pytać. Bardzo
prawdopodobne wydaje się przypuszczenie, że przeludnienie zachodniej
Europy, prowadzące do rozdrobnienia majątków ziemskich poniżej
ekonomicznej opłacalności.
19. Błaznujesz: "Świetne! Nie wpadłem na to, żeby osady warowne mogły
być przenoszone za pomocą magii! Ja bym po staremu, ustawił je w
miejscach, na których by mi zależało, chłopcze. Bez żadnego poruszania -
toż osady warowne to nie Hyundaje, Daewoo czy co tam się produkuje! I co
by mi mogła taka jazda zrobić? Zagrabić wioski? Pola? A może zjeść jabłka
z sadów? O Bogowie! I co ja bym wtedy zrobił, bez jabłek?"
Znowu ten sam problem. Dla Ciebie wciąż jeszcze chleb bierze się ze
sklepu. Co byś zrobił bez jabłek, drobiu, bydła rzeźnego (którego nie da
się - uwierz mi - paść na ulicach), mąki i ziarna? I chłopów, którzy to
wszystko przyniosą jako daniny i tenuty? Najzwyczajniej w świecie, co będą
za tydzień jeść mieszkańcy Twojej osady? Pójdą do McDonalda? Czy do
chińskiej restauracji?
20. Dziwisz się: ""Kłopoty z lojalnością miast" A co to jest
lojalność miast? Na jakiego grzyba, gdbybym był ówczesnym władcą jest mi
lojalność miast??? Jeśli stoi tam mój garnizon - miasto moje. Jeśli stoi
obcy garnizon - miasto ich. Na jaką cholerę mi lojalność mieszczan?
Mógłbyś odpowiedzieć?"
A jeśli mieszkańcy wyciągną z cekhauzu katapulty, a z cechowych
zbrojowni kusze i zlikwidują garnizon?
A jeśli stanie się to, co powtarza się kilkakrotnie w sadze:
kapitulacja Rivii (CzP 207 lub 208 - zależnie od wydania) pod naciskiem
kupiectwa i cechów, albo otwarcie bram twierdz przez agentów
nilfgaardzkich (WJ 100)? Co wtedy z Twoim prostym kryterium? Gdybyś został
władcą - obojetne, średniowiecznym czy ze świata przedstawionego, byłbyś
nim najwyżej kilka dni.
21. Również dlatego, że zastanawiasz się: ""miał wszędzie poza
miastami partyznatkę do zwalczenia" - Hm... Po co zwalczać? Co by mi
jako władcy taka partyznatka przeszkadzała? Toż każdy kupiec musiałby mnie
zapłacić za eskortę, mógłbym dowolnie podnosić cła, mógłbym pobierać za
ochronę... Taka partyzantka to dobrodziejstwo! Ja bym jej nie zwalczał!
Przeciwnie, wspomagałbym gdyby od głodu czy chłodu osłabli! Własnych
żołnierzy bym w ich szeregi wysyłał! Oczywiście, według współczesnych
zasad ekonomii taka polityka nie opłacałby się w dłuższym okresie czasu.
Ale, jak powiedziałem według WSPÓŁCZESNYCH zasad!"
Przeczytaj powieśc, którą krytykujesz. Jest tam sporo obrazów
działania tej partyzantki. Ona nawet ma tam specjalną nazwę...
22. Informujesz: "U nas na Ziemi (nie wiem skąd Ty pochodzisz), wieki
ciemne to właśnie średniowiecze (stąd wszystkie moje odnoszenia do
średniowiecza). Była wspaniała kultura Grecji i Rzymu, która upadła i
nastało po niej chrześcijańskie średniowiecze (nigdy historia ludzka nie
odnotowała tak straszliwego upadku). Potem znowu był Renesans (upraszczam,
nie bierz mi za złe ale to nie podręcznik), potem (w skrócie) nasza
cywilizacja współczesna. My możemy mówić o wiekach ciemnych, bo znamy nasz
wspaniały antyk śródziemnomorski, wiemy co się później stało (a raczej nie
wiemy bo całe wieki, i całe regiony giną nam w braku źródeł - nie chodzi
mi o ówczesne encyklopedie i słowniki, stary... ale wiesz, postaraj się
mnie zrozumieć, choć wiem, że jest Ci ciężko). Dopiero dzisiaj odtwarzamy
(a i to tylko częściowo, bo w całości nie potrafimy zrobić czegoś takiego
jak Pax Romana) wspaniałą przeszłość Edenu (błagam tylko nie myl
technologii z kulturą i prawem, choć wychowali mnie tylko amerykańscy
nauczyciele wiem, że Rzym nie miał bomby atomowej!). Skąd więc u
Sapkowskiego wieki ciemne? Że było zlodowacenie? Ależ to określenie nie
dotyczy zlodowacenia, to po pierwsze, a po drugie my naszego okresu
lodowcowego (któregokolwiek) nie nazywamy wiekami ciemnymi! Ludzie w
powieści przeżywają normalny "wzrost kultury, odkrywanie tożsamości"! Nie
usiłuj wmówić, że można nazwać "mrocznymi" wieki, w których następowały
katastrofy! W takim razie nasz wiek XX jest najbardziej mroczny ze
wszystkich! Nie mieliśmy co prawda średniowiecznej zarazy (no... to się
jeszcze okaże) ale katastrofy i owszem... Zwane dla niepoznaki wojnami
światowymi." Poważnie się zastanawiam, czy żyjemy na tej samej planecie.
Na tej, na której ja żyję był Sumer, Egipt, Babilonia, Asyria, Hetyci,
kultura egejska, Fenicja, Etruskowie, Chiny, Indie, a wcześniej np.
cywilizacje megalityczne. A jeszcze wcześniej paleolit z jego
zadziwiająca sztuką. A mało znany kantynent nazwano (błąd w tłumaczeniu)
"Czarnym Lądem". Bo był mało znany. Inne okresy były "mroczne" dla
Egipcjan, inne dla Chińczyków. Kiedy indziej niszczono tam książki
(podobno jedna z encyklopedii, zniszczonych gdy dzikusy z Europy, walczące
o wolność handlu narkotykami, wtargnęły do Zamkniętego Miasta liczyła 25
000 tomów...)
I domagasz się ode mnie wyraźnej odpowiedzi, dlaczego kilkaset lat
później właśnie te wieki, w których istniało państwo Rivia, nazwą
Wiekami Mrocznymi ci, którzy będą się spierali, gdzie właściwie Rivia
leżała...
A ja, w przeciwieństwie do Ciebie, nie snuję bezzasadnych domysłów na
temat powieści. Mogę Ci powiedzieć, co w niej zostało opisane i jak. Ty
chcesz, żebym Ci powiedział o tym, co nie zostało napisane... Bo według
Ciebie, w historii Ziemi, przyciętej do karykaturalnej formy, było
inaczej!
Mam nadzieję, że podasz (autor, tytuł) źródło swojej doskonałej
wiedzy na temat tego, jak nasze czasy będą nazywać za - powiedzmy -
pięćset lat.
23. Żalisz się na swoją niewiedzę o treści sagi: "Nikt mi nie
powiedział." - ależ podałem Ci numer strony! "Czy Nilfgaard to ludzie
czy nie? Mają ogony, kły, szczecinę na dupie, czy nie? Sądząc z opisu
towarzysza Wiedźmina, Nilfgaardczyk jest człowiekiem. Nigdy nie chodziło
mi wyłącznie o ludzi, którzy przypłynęli okrętami. Cysorz z chłopakamy to
tyż chyba "nasi" choć wrogie bestie... Ale to samo moglibyśmy powiedzieć o
Niemcach z '39? No napadły cholery, ale przecież ludzie, nie elfy, ani
krasnoludki... tfu! Krasnoludy! Jak więc to się ma, że ludzie nie
opanowali kontynentu? Co im zostało do ekspansji? Rezerwat Elfów w tej
dolinie, której nazwy nie pamiętam?"
Jak się to ma do tezy, że ludzie zajęli cały kontynent? Mirek
Bugowski nie pamięta nazwy doliny, nie zna ani rozciągłości południkowej,
ani równoleżnikowej kontynentu, nie wie, z czym graniczy Nilfgaard, więc
ludzie zajęli cały kontynent? Nie pamięta, co było za doliną, jakie
morza oblewają ten kontynent, więc ludzie zajęli cały?
Oświadczasz: "Czy "wielkie piece", których zajęcie powinno być
zadaniem strategicznym numer jeden? Rach, ciach, daj mi siłę byle
jakiego Królestwa z powieści i zajmę to co chcę zająć (oprócz Nilfgaardu -
to robota na drugi sezon po opanowaniu wielkich pieców)."
A ten problem wyjaśnił dokładnie Zoltan Chivay. Przeczytaj.
24. Zdobyłeś się nawet na podziękowanie: "Serdecznie dzięki za
rozwikłanie zagadki historycznej, nad króą głowią się od lat naukowcy.
Nie mieli podbudowy... Jesteś genialny! A... skąd to wiesz? Ja czytałem
jedynie ciągłe spory o to jaka podbudowa była... Ale wiem... Po prostu nie
trafiłem na książkę z obrazkami, na której się opierasz i jestem zacofany!
Powyżej, zresztą stek nonsensów. Skoro Mongołowie wchonęli te kultury to
gdzie one są dzisiaj (jako resztki kultury Mongolskiej)?"
Jeśli ci naukowcy wiedzą o wspomnianych Tungutach i Ujgurach tyle co
ty , to mogą się głowić do końca świata... I jest to wysoce
prawdopodobne, bo literatury tych ludów nie były tworzone po angielsku. A
naukowcy doszli już do tego, że Czyngis-Chan nie realizował "misji
religijnej"? Że nie wprowadzał na podbitych terenach "jedynie słusznej"
religii? Ale przesadzam, jesli Ty piszesz, że to naukowcy, glowiacy się
nad motywacja Czyngis-Chana, to zapewne chodzi o kolekcjonerów gipsowych
krasnali ogrodowych, omawiających (albo i nie omawiających) problem, czy
czapka ma mieć szpic sterczący, czy oklapnięty.
Na Twojej planecie współczesna Mongolia to pozostałość imperium
Czyngis-Chana... Jesteś pewien, że wiesz, o kim mowa?
25. Skarzysz się: "Kpisz z paradygmatów kultury amerykańskiej..."
Mógłbyś wyjaśnić to dokładniej? Czy chodzi o przeświadczenie, że Satny
zjednoczone są kontynuacją cesarstwa rzymskiego? Czy sformułowanie tego
"paradygmatu" jest kpiną z niego? Czy amerykańskie seriale w rodzaju
"Robin Hood", "Herkules", "Xena" nie są największą drwiną z amerykańskich
paradygmatów?
26. Piszesz do mnie: ""Dlatego też jeśli ludzie rugowali elfów bez
ideologii - powinni stać się elfami!" - odpowiadzasz: "Niby dlaczego? Na
takie okazje Sapkowski przygotował kąśliwą drwinę. Jej ślad jest w sadze -
Geralt opowiada o krasnoludzie, który chciał być elfem..." Stary śnisz?
Czy naprawdę nie wiesz co chciałem powiedzieć? Co ty mi tu opowiadasz o
kąśliwych drwinach? Słyszałeś kiedyś o procesach hitorycznych?"
A ja Ci odpowiadam: Słyszałeś kiedyś o procesach historycznych? Ale z
prawdziwej historii?
Fenicja była podbijana kolejno przez Egipt, Hetytów, "ludy morskie"
(XII w.), Asyrię (VIII w. - 625), Babilonię (586), Persję (538),
Aleksandra Wielkiego (332), należała do Ptolomeuszy (286-197), Seleucydów,
Rzymu (64), Syrii, Bizancjum, Arabów (VII w. n.e.). Które z tych
panstw/ludów stały się Fenicjanami? Kto - poza hellenizacją za Ptolomeuszy
- wchłonął Fenicjan?
Hannibal omal nie podbił Rzymu. Jaka ideologia go do tego pchnęła? A
jaka wiara?
Katon Starszy wszystkie swoje mowy w senacie kończył słowami: ceterum
conseo, Carthaginem esse delendum. Czy to jest ideologia? Czy religia?
Scypion Afrykański Młodszy zdobył Kartaginę w 146, zburzył ją, rozwłóczył
pozostałe kamienie, by nie został przysłowiowy kamień na kamieniu, a
ziemię posypał solą. Zapewne zapoczątkował w ten sposób katastrofę
ekologiczną, której skutki Afryka Północna odczuwa do dziś, i będzie
odczuwać jeszcze przez wieki (zanik rynku dla rolnictwa i ochrony armii
spowodował wtargnięcie koczowników do delikatnych, podtrzymywanych
sztucznie, za pomocą kanałów biocenoz; biocenozy zniknęły, przyszła
pustynia). Jaka ideologia spowodowała ten podbój? Jaka wiara? Która
kultura okazała się "wyższa"? Czy Rzymianie stali się Fenicjanami, czy
może odwrotnie, Fenicjanie Rzymianami? Jaka ideologia pchnęła Krzyżaków do
zagarniania oszustwem i siłą ziem polskich i ruskich? Jaka wiara? Czy
mieszkańcy tych ziem stali się Krzyżakami, czy też Krzyżacy stali się
Polakami, Rosjanami, Litwinami? Czy słyszałeś choć raz w życiu o
jakichkolwiek procesach historycznych? Z rzeczywistej historii, w której
Jan Chryzostom Pasek, od 1656 do 1667 zawodowy żołnierz walczył o
"spłacheć piasku", który rozciągał się od Danii (rozdział "Roku pańskiego
1658" z Jan Pasek, "Pamiętniki", Zakł. Nar. im. Ossolińskich, Wrocław
1968) po Mohylew białoruski (rozdział "Roku pańskiego 1660" op. cit.) nad
Dnieprem. Nie kilkadziesiąt, nawet sto lat.
27. Na Twojej planecie element fantastyczny baśni, zwany magią, to
wszechmoc połączona z wszechwiedzą (w tym z wiedzą o technologii
wszystkich możliwych światów). Nie chodzi tylko o zamawianie rewolweru u
czarodzieja. Bo proponujesz: "Wyobraź sobie, że (nawet dzisiaj, na
planecie Ziemia) masz możliwość błyskawicznego (magicznego) przekazywania
wiadomości..."
Przeczytaj o urządzeniu, ktore w tym właśnie celu budowała Yennefer -
WJ 307-309, 324. Przeczytaj, co jest potrzebne do uprawiania "prawdziwej
magii, nie sztuczek" w CzP 22. Co musi mieć Ciri, żeby wykorzystać
"prawdziwe" zaklęcie, dające niewidzialność (CzP 64). Czy o ogólnych
zasadach magii w opowiadaniu "Ostatnie życzenie". Dlaczego wciąż piszesz o
produktach swojej wyobraźni, które wywołuje samo słowo "magia" - gdy masz
pisać o świecie przedstawionym? Tłumaczę Ci, że to zupełnie inna bajka,
ale bez skutku... Co z tego, że możesz sprowadzić morską wodę do kąpieli,
kiedy zagrzanie tej wody wywołuje tak niemiłe sensacje, że lepiej grzać ją
zwyczajnie?
28. Na Twojej planecie walka na miecze jest stałym tematem westernow:
"Toż to czysta kalka (plus parę westernów, przepraszam, made in USA -
weź choćby pod uwagę starcie bandy Ciri z Bonhartem)." Zapewne "Siedmiu
samurajów" jest dla Ciebie westernem i nie było potrzeby kręcić "Siedmiu
wspaniałych". A Rzymianie tak uwielbiali westerny, że urządzali sobie w
cyrku westernowe pokazy ze specjalnymi aktorami, gladiatorami (łac.
gladius - miecz). Na wzór Buffalo Billa.
Byłoby mi bardzo miło, gdyby Twoja opinia, że Sapkowski napisał
powieść pięknie, powstała po przeczytaniu powieści. Tak, jak to jest -
muszę na nią patrzeć przez pryzmat stosunku reszty Twoich wypowiedzi do
rzeczywistości. Obojetne, tej prawdziwej, czy świata opisanego. Byłoby
dobrze, gdybyś dysponował jakimś materiałem porównawczym. Żebyś czuł
różnicę między bajką a baśnią. Czekam, aż dobrniesz do "Iliady" i
"Odysei". Poznasz powieść gotycką i ... długo by wyliczać. Kiedy poczujesz
się obywatelem Ziemi, dziedzicem jej dorobku kulturalnego bez ograniczania
do Rzymu, Kolumba i historii Stanów Zjednoczonych. Kiedy zjawisko
stylizacji językowej przestaniesz uważać za błąd pisarza.
Na razie trudno mi się powstrzymać od opinii: saga o wiedźminie jest
dla Ciebie za trudna. Widać, że próbujesz zrozumieć oderwane fragmenty;
twierdzisz, że szukasz analogii w średniowieczu, ale - jak szydło z worka
- wyłazi Twój jedyny wzorzec - współczesność. Widziana z jednego punktu.
Marek Szyjewski
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl