W literaturze tradycyjnej słowa służyły jedynie przenoszeniu treści, były
podporządkowane potrzebom historii, jaką opowiadał dany tekst. Dziś, gdy
wszystkie oryginalne historie zostały już opowiedziane, sprawa wygląda
inaczej. Treść utworu schodzi na plan dalszy, a najważniejszy staje się
sposób, w jaki czytelnik odbiera i interpetuje słowa. Ważny jest nie
tekst, lecz jego twórczy odbiór - czytanie.
Postmodernizm, kierunek dominujący obecnie w literaturze głównego
nurtu, koncentruje się właśnie na czytelniku. Współczesne teksty starają
się wciągnąć odbiorcę w rozliczne pułapki, skompromitować jego
schematyczny i stereotypowy sposób myślenia, schwytać w błędne koło
mechanicznego czytania po to, by w końcu zmusić do myślenia.
Twórczość Andrzeja Sapkowskiego, przeznaczona dla szerokiej
publiczności, należy raczej do literatury popularnej. Jednak jego styl
nawiązuje do postmodernistów: Grę z Tym, Co Już Było, Grę z Językiem i Grę
z Czytelnikiem. Spojrzenie na opowiadania Sapkowskiego pod tym właśnie
kątem pozwala nie tylko lepiej zrozumieć jego świat wiedźminów,
czarowników, bardów i smoków, ale daje odpowiedź na najważniejsze pytanie:
skąd wzięły się te opowieści i jak powstała legenda Geralta z Rivii.
Gra z Tym, Co Już Było
"Wiedźmin spotykał w życiu złodziei wyglądających jak rajcy miejscy,
rajców wyglądających jak proszalne dziady, nierządnice wyglądające jak
królewny, królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak
złodzieje. A Stregobor zawszy wyglądał tak, jak wedle wszystkich prawideł
i wyobrażeń powinien wyglądać czarodziej (...) CO DZIWNIEJSZE, Stregobor
faktycznie był czarodziejem."
Od stereotypów nie da się uciec, poprzez nie postrzegamy
rzeczywistość i czytamy bajki - musimy więc ich używać pisząc owe bajki.
Sapkowski rozumie ten mechanizm i nie próbuje uciec przed schematami. Robi
jednak coś innego - każdy z często używanych przez niego stereotypów kryje
w sobie antystereotyp, jakąś część, która mówi "nie". W zacytowanym
fragmencie "Mniejszego Zła" rolę tę spełnia sformułowanie "co
dziwniejsze". Czarownik wyglądający jak czarownik staje się w ten sposób
automatycznie podejrzany. Stregobora obserwuje wiedźmin i on też
kwestionuje tu stereotyp. Istredd, czarownik z "Okruchu Lodu" wprowadza
antystereotyp sam - przyznaje, że tradycyjne praktyki magiczne to jeden
wielki teatr obliczony na to, by "byle hołota nie zaczęła eksperymentować
z czarami". Wreszcie w "Granicy Możliwości" stereotypowi błędnego rycerza
mówi "nie" krasnolud Yarpen Zigrin, wyśmiewający etos rycerski.
Kolejny element ulubionej przez Sapkowskiego Gry z Tym, Co Już Było
stanowią bohaterowie dobrze znani, postacie, których imiona są już dzisiaj
ogólnie komunikatywnymi hasłami. Królewna Śnieżka, Szewczyk Dratewka czy
Mała Syrenka - słowa te wzbudzjaą w nas określone skojarzenia. Oczekujemy,
że autor opowie nam o nich tak, jak zwykle robią to bajarze. Nic bardziej
mylnego. Sapkowski woli oddać głos samym postaciom (warto przy tym
zauważyć, że w tradycyjnych bajkach są one zawsze nieme, traktowane
podmiotowo). Historia opowiedziana przez Renfri (Królewnę Śnieżkę) różni
się bardzo od kanonicznej wersji wydarzeń: mowa tu o mutacjach, gwałtach,
wszach i brudzie. Kozojed (Szewczyk Dratewka) okazuje się prymitywnym i
wulgarnym prostakiem, który podczas krucjaty przeciw złotemu smokowi co
chwila sugeruje, "że trzeba tylko uradzić, czym napchamy ścierwo, żeby gad
skapiał co rychlej", zaś Sh'eenaz (Mała Syrenka) stwierdza, że z miłości
do księcia "co dzień wyłaziłam dla niego na skały, łuskę sobie wytarłam na
tyłku!".
Aby opowiedzieć bajkę, prócz bohaterów i stereotypów trzeba jeszcze
pewnej ideologii, starej i uznanej opozycji dobre-złe, koniecznej, by
zaistniał konflikt i walka. Dobro i zło (a właściwie porządek i chaos)
zajmują się w tych tekstach poczesne miejsce, ale tworzony przez nie
system wartości jest stale naruszany. Sapkowski zdaje sobie sprawę ze
sztuczności podziałów i konsekwentnie rozsadza ten system. Czyni to przez
ambiwalencję - nie jesteśmy na przykład w stanie stwierdzić, czy Refri to
niebezpieczna mutantka, jak twierdzi Stregobor, czy też ofiara knowań złej
macochy (wersja kanoniczna). Kolejnym sposobem naruszania jest zdrowy
rozsądek prezentowany przez Geralta, przeciwstawiony szymnym frazesom
"dobrych" postaci. Tak na przykład w "Granicy Możliwości" Dorregaray
definiuje dobro jako zachowanie równowagi w przyrodzie, zaś zło jako jej
zachwianie - poprzez zabijanie. Wiedźmin komentuje: "Druidzka teoria, znam
ją. Wyłożył mi ją kiedyś pewien stary hierofant (...). Dwa dni po naszej
rozmowie rozszarpały go szczurołaki. Zachwiania równowagi nie dało się
stwierdzić."
Kto jest po stronie porządku (dobra), a kto reprezentuje chaos (zło)?
Na to kluczowe dla każdej bajki pytanie dostajemy zwykle odpowiedź na
samym początku lektury. U Sapkowskiego z pozoru jest podobnie, jednak
bardzo szybko zaczynamy mieć wątpliwości. Postacie dobre okazują się być
niebezpiecznie powiązane z chaosem - tym, co niezdrowe i nieludzkie.
Dobrym przykładem są tu postacie kobiet - tradycyjnie anielskie, pasywne,
erotyczne obiekty, o które się walczy, nabierają nagle cech nietypowych. W
"Kwestii Ceny" okazuje się, że niewinna Pavetta, królewna, o której rękę
rywalizują rycerze, jest obdarzona nadprzyrodzoną mocą, a ponadto nie jest
dziewicą. Ukochana przez wiedźmina Yennefer to sterylna czarownica, zaś
towarzyszące smokowi dziewczęta z Zerrikani walczą okrutniej i skuteczniej
w obronie potwora niż wielu mężczyzn.
Według tradycyjnego systemu wartości dobrzy są ludzie, a złe potwory:
smoki, wilkołaki, mutanci, jednak nawet podział ludzkie-nieludzkie jest u
Sapkowskiego kwestionowany. Potwór-mimik potrafi stać się doskonałą kopią
człowieka, fizycznie i psychicznie przeżyć całe życie jako on, a walczące
z ludźmi driady to w większości ludzkie dziewczynki uprowadzone i
wychowane w lesie. Najlepszym przykładem przewrotności tekstu jest postać
Złotego Smoka z "Granicy możliwości". Nasz główny bohater Geralt to
wiedźmin walczący z potworami w obronie ludzi (dobra); Złoty Smok spełnia
funkcję alegoryczną - walczy z ludźmi w obronie potworów (zła? inaczej
pojmowanego dobra?). Wciągnięci w pułapkę nie jesteśmy już w stanie
przyporządkować tej walce żadnej oceny moralnej. Pocieszmy się - w
postmodernizmie jest to zupełnie normalne.
Gra z Językiem
"Bawisz się słowami. Upajasz się nimi (...). Twoje słowa to tylko
dźwięki" ("Okruch lodu").
Setki lat używania sprawiły, że słowa zgubiły swoje pierwotne
znaczenie, są wytarte i zdewaluowane, nieoryginalne. Sapkowski swoją grą i
sztuczkami próbuje je ożywić, przywrócić im wartość. Pierwsza taka próba
ma miejsca na poziomie pojedynczych wyrazów - teksty pełne są neologizmów,
słów zrozumiałych, ale zaskakujących nas swoją nowością. Słoem takim jest
"wiedźmin" (rodzaj męski rzeczownika "wiedźma" w staropolszczyźnie to
"wieszcz"), są "widłogony" (widły + ogon) i "szczurołaki" (szczur +
wilkołak), jest palący znak Igni (ignis - ogień). Czytelnik wciągnięty
zostaje w grę skojarzeń i poszukiwanie źródłosłowów.
Ciekawsze jeszcze niż nowe słowa są nowe (a raczej stare) języki
odkrywane przez Sapkowskiego. Nasz język okazuje się wtórny, kłamliwy i
nie przystający do rzeczywistości. Jest on zaledwie cieniem Starszej Mowy
- oryginalnej i zagubionej. Sapkowski chce ją odnaleźć. W tym celu
rozpatruje dialekty rozmaitych, odciętych od cywilizacji grup. Przykładem
będzie tu język syren ("Trochę poświęcenia") oparty na gamie muzycznej,
prawdziwszy, bo melodyczny (muzyka się nie starzeje) oraz język leśnych
driad. Ten ostatni ma pewne cechy języków uważanych powszechnie za stare:
celtyckich i starogermańskich - zbitki "gw", podwojenie końcowego "dd",
"th", sąsiedztwo dwóch samogłosek "ae" (Gwynbleidd, wedd, Braenn, Eithne).
Jednocześnie niektóre słowa przypominają wyrazy z języków współczesnych,
tak jakby były ich wcześniejszymi, wspólnymi przodkami ("bloede" -
angielskie "bloody", "ess" - francuskie "est", "wedd" - angielskie "wed",
"neen" - polskie "nie", niemieckie "nein", "foile" - angielskie "folly",
francuskie "folie").
Postmodernistyczne wyczulenie na język widoczne jest także w samym
sposobie pisania tych opowiadań. Humor charakterystyczny dla ich stylu
opiera się właśnie na zderzeniu dwóch różnych kodów - na przykład mówienie
o magii żargonem naukowym. Wiedźmin rozmawiając z człowiekiem, który był
kiedyś zaczarowany w kromorana pyta: "Wracając do uroku. Nawrotów nie
masz? Pióra ci nie rosną?" Zderzenie dwóch kodów, tym razem wysokiego,
charakterystycznego dla elitarnej kultury dworskiej i niskiego - mowy
wulgarnego krasnoluda, wykorzystane jest w "Granicy możliwości" do
uzyskania częstego w postmodernizmie tzw. efektu zwierciadła: "Niech
herold otrąbi moje imię! (...) Za smokiem siła kłów i pazurów, i piekielna
złość, a za mną prawość, za mną wiara, za mną łzy dziewic, mówi błędny
rycerz." Za chwilę jego mowa jak w krzywym zwierciadle odbija się w
słowach krasnoluda: "Hej ty smoku chędożony! Słuchaj, co ci rzeknie
herold! Znaczy się ja! Jako pierwszy zabierze się do ciebie honorowo
obłędny rycerz". Te same słowa nabierają tu zupełnie innej wymowy, co
dowodzi, że same w sobie, bez kontekstu nie znaczą nic - są tylko pionkami
w grze.
Gra z Czytelnikiem
"Jaskier mógł zmienić treść ballady, napisać o tym, co wydarzyło się
naprawdę. Nie zrobił tego. Prawdziwa historia nie wzruszyłaby przecież
nikogo."
Jak już udowodniłyśmy powyżej, każde słowo jest względne i
potencjalnie fałszywe, daje sposobność do manipulacji i kłamstwa. Teksty:
bajki, ballady, opowiadania skladają się właściwie z takich fałszywych
słów. Czy więc mogą być prawdziwe?
Czytelnika próbującego znaleźć odpowiedź na to pytanie w tekstach
Sapkowskiego czeka przykra niespodzianka - teksty te, jak na postmodernizm
przystało, nie grają fair, dają informacje sprzeczne ze sobą. Na początek
rozważmy historie i ballady opowiadane sobie przez bohaterów. Nietrudno
zauważyć, że bardzo często wraz z opowieścią cytowane jest jej
zaprzeczenie. Tak historia dobrego mistrza Iriona z "Mniejszego Zła"
zestawiona jest z historią niedobrego czarownika Stregobora, przy czym
dowiadujemy się, że chodzi o tę samą osobę. Nie inaczej jest z balladami -
wzruszającymi i pięknymi epickimi opowieściami o miłości i cnotach. Są one
cytowane, ale wraz z informacją, że "pieśniarz wiedział, że mało kto
uwierzy w historię, którą opowiadała ballada, ale nie przejmował się tym.
Wiedział, że ballad nie pisze się po to, by w nie wierzono, ale po to, by
się nimi wzruszano". Sapkowski nie oszczędza także przytaczanych tu bajek:
opowieści o jedenastu braciach zamienionych w łabędzie towarzyszy
komentarz, że brat to właściwie był jeden i to zamieniony w kormorana, zaś
łabędzie są wymysłem bajarza, który z sobie tylko wiadomych przyczyn uznał
te ptaki za bardziej romantyczne.
Powstawanie bajek - opisy prac bardów i poetów mają tu duże
znaczenie. Pokazują proces naginania i zmieniania rzeczywistości dla
potrzeb tekstu, lecz jednocześnie jej utrwalania i zachowywania. W ten
właśnie sposób zbliżamy się do błędnego koła, w które usiłuje nas wciągnąć
Sapkowski. Pozornie szuka on oryginału, historii, która wydarzyła się
naprawdę i której kanoniczne bajki są jedynie kopiami. Jednak te zakłamane
kopie są z kolei oryginałami w stosunku do samych opowiadań, które
oryginału przecież szukają. Tak oto zamyka się błędne koło.
Na marginesie warto zauważyć, że poszukiwanie oryginału jest swoistą
(również bardzo postmodernistyczną) obsesją Sapkowskiego: oryginalny
człowiek wśród mimików i driad, oryginalne słowo wśród pustych dźwięków,
Starsza Mowa, Starsza Krew i prawdziwe opowieści - wszystko to ma wiele
wspólnego, zwłaszcza w świecie, gdzie wszystkie oryginalne historie
zostały już opowiedziane.
Beznadziejność poszukiwania prawdy najlepiej obrazuje "Coś więcej",
opowiadanie-soczewka, gdzie pojawiają się wszystkie ważniejsze postacie
cyklu o wiedźminie. Ciężko ranny Geralt przeżywa tam szereg wywołanych
narkotykami wizji. Wizje te przeplatane są scenami ze świata "realnego",
szybko jednak różnica zacieraja się i obrazy pozornie realne kończą się
obudzeniem - nie wiemy już - z wizji czy w wizję? Ważne dla fabuły
pytania: czy Yennefer żyje? czy Visenna jest matką Geralta? czy Geralt
odnalazł Ciri? - dostają po kilka sprzecznych odpowiedzi. Każda kolejna
wizja/nie-wizja wydaje się schodzić w głąb, bliżej prawdy, ale okazuje się
jedynie kolejną powierzchnią. Dochodzimy w końcu do wniosku, że istnieją
jedynie powierzchnie i że nie dowiedzieliśmy się niczego nowego. Po
przeczytaniu ostatniego fragmentu "Czegoś więcej" możemy równie dobrze
wrócić do strony pierwszej i czytać dalej.
Jedną z wyeksponowanych w "Czymś więcej" postaci jest Jaskier - bard,
poeta i przyjaciel Geralta. Pojawia się on w kluczowych momentach całego
cyklu, śpiewa swoje ballady na królewskich dworach i zwykłych jarmarkach,
stara się uczestniczyć we wszystkich ważnych wydarzeniach. Ogląda je, by
następnie opisać. Dobiera rymy i wymyśla tytuły do rzeczywistości:
"Bądźcie cicho. Staram się zapamiętać, może da się wykorzystać, gdy się
dobierze rymy" ("Granica możliwości"); "Jak powiedziałeś? Granica
możliwości? Rezerwuję sobie ten tytuł do ballady"; "Już mam pierwsze
zwrotki, w mojej balladzie syrenka poświęci się dla księcia" ("Trochę
poświęcenia").
Działalność Jaskra nie jest wcale niewinna, tak jak nie może być
niewinnym nic związane z żonglowaniem złymi słowami. Wiemy, że przeinacza
on i koloryzuje: "Ależ ty łżesz, Jaskier. - Nie łżę, ale ubarwiam, a to
jest różnica".
Równocześnie z wiadomościami o Jaskrze czytelnik otrzymuje
informację, że po dworach i jarmarkach krążą legendy o czynach
Białowłosego Wiedźmina, legendy niebezpiecznie przypominające opowiadania
Sapkowskiego. Na domiar złego i one są zafałszowane i podkoloryzowane:
"Posługuje się tym wygodnym mitem, gdy mu wygodnie. Nie jest prawdą,
jakobym był tym, kogo zastano w domu, chociaż się nie spodziewano. Nie
jest prawdą, jakobym właśnie dlatego został wiedźminem", mówi sam Geralt i
w tym momencie sytuacja staje się dla nas jasna. Opowieści o wiedźminie
Geralcie to tak naprawdę ballady wyśpiewane na jarmarkach przez nałogowego
łgarza - barda Jaskra. Jako takie są oczywiście zakłamane i mylące. Nie
można wierzyć żadnej zawartej w nich informacji.
Ten postmodernistyczny paradoks nie tłumaczy jednak faktu, że
opowiadania podpisane przez Sapkowskiego ukazały się w druku - tu i teraz.
Częściowo wyjaśnia go natomiast "Coś więcej". W jednej ze scen tego
opowiadania uciekający Jaskier wyrzuca worek ze swymi utworami do rzeki.
Łatwo się domyślić, kto je wyłowił i opublikował.
Dominika Materska
Ewa Popiołek
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl