AS ZONE:

ARTYKUŁY
Styl Sapkowskiego


Trzy gry Sapkowskiego
[Nowa Fantastyka 8(143)/1994]

  W literaturze tradycyjnej słowa służyły jedynie przenoszeniu treści, były
   podporządkowane potrzebom historii, jaką opowiadał dany tekst. Dziś, gdy
    wszystkie oryginalne historie zostały już opowiedziane, sprawa wygląda
   inaczej. Treść utworu schodzi na plan dalszy, a najważniejszy staje się
     sposób, w jaki czytelnik odbiera i interpetuje słowa. Ważny jest nie
                 tekst, lecz jego twórczy odbiór - czytanie.

       Postmodernizm,  kierunek  dominujący  obecnie  w literaturze głównego
  nurtu,  koncentruje  się właśnie na czytelniku. Współczesne teksty starają
  się   wciągnąć   odbiorcę   w   rozliczne   pułapki,  skompromitować  jego
  schematyczny  i  stereotypowy  sposób  myślenia,  schwytać  w  błędne koło
  mechanicznego czytania po to, by w końcu zmusić do myślenia.
       Twórczość   Andrzeja   Sapkowskiego,   przeznaczona   dla   szerokiej
  publiczności,  należy  raczej  do  literatury popularnej. Jednak jego styl
  nawiązuje do postmodernistów: Grę z Tym, Co Już Było, Grę z Językiem i Grę
  z  Czytelnikiem.  Spojrzenie  na  opowiadania Sapkowskiego pod tym właśnie
  kątem   pozwala   nie   tylko  lepiej  zrozumieć  jego  świat  wiedźminów,
  czarowników, bardów i smoków, ale daje odpowiedź na najważniejsze pytanie:
  skąd wzięły się te opowieści i jak powstała legenda Geralta z Rivii.

  Gra z Tym, Co Już Było

       "Wiedźmin  spotykał w życiu złodziei wyglądających jak rajcy miejscy,
  rajców  wyglądających  jak  proszalne  dziady, nierządnice wyglądające jak
  królewny, królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak
  złodzieje.  A Stregobor zawszy wyglądał tak, jak wedle wszystkich prawideł
  i  wyobrażeń  powinien wyglądać czarodziej (...) CO DZIWNIEJSZE, Stregobor
  faktycznie był czarodziejem."
       Od   stereotypów   nie   da   się   uciec,  poprzez  nie  postrzegamy
  rzeczywistość  i  czytamy bajki - musimy więc ich używać pisząc owe bajki.
  Sapkowski rozumie ten mechanizm i nie próbuje uciec przed schematami. Robi
  jednak coś innego - każdy z często używanych przez niego stereotypów kryje
  w  sobie  antystereotyp,  jakąś  część,  która  mówi  "nie". W zacytowanym
  fragmencie   "Mniejszego   Zła"   rolę   tę   spełnia   sformułowanie  "co
  dziwniejsze".  Czarownik  wyglądający jak czarownik staje się w ten sposób
  automatycznie   podejrzany.   Stregobora   obserwuje  wiedźmin  i  on  też
  kwestionuje  tu  stereotyp.  Istredd, czarownik z "Okruchu Lodu" wprowadza
  antystereotyp  sam  -  przyznaje, że tradycyjne praktyki magiczne to jeden
  wielki  teatr obliczony na to, by "byle hołota nie zaczęła eksperymentować
  z  czarami". Wreszcie w "Granicy Możliwości" stereotypowi błędnego rycerza
  mówi "nie" krasnolud Yarpen Zigrin, wyśmiewający etos rycerski.
       Kolejny  element  ulubionej przez Sapkowskiego Gry z Tym, Co Już Było
  stanowią bohaterowie dobrze znani, postacie, których imiona są już dzisiaj
  ogólnie  komunikatywnymi  hasłami. Królewna Śnieżka, Szewczyk Dratewka czy
  Mała Syrenka - słowa te wzbudzjaą w nas określone skojarzenia. Oczekujemy,
  że  autor opowie nam o nich tak, jak zwykle robią to bajarze. Nic bardziej
  mylnego.  Sapkowski  woli  oddać  głos  samym  postaciom  (warto  przy tym
  zauważyć,  że  w  tradycyjnych  bajkach  są  one  zawsze nieme, traktowane
  podmiotowo).  Historia  opowiedziana przez Renfri (Królewnę Śnieżkę) różni
  się  bardzo od kanonicznej wersji wydarzeń: mowa tu o mutacjach, gwałtach,
  wszach  i  brudzie.  Kozojed (Szewczyk Dratewka) okazuje się prymitywnym i
  wulgarnym  prostakiem,  który  podczas krucjaty przeciw złotemu smokowi co
  chwila sugeruje, "że trzeba tylko uradzić, czym napchamy ścierwo, żeby gad
  skapiał  co  rychlej", zaś Sh'eenaz (Mała Syrenka) stwierdza, że z miłości
  do księcia "co dzień wyłaziłam dla niego na skały, łuskę sobie wytarłam na
  tyłku!".
       Aby  opowiedzieć  bajkę, prócz bohaterów i stereotypów trzeba jeszcze
  pewnej  ideologii,  starej  i  uznanej  opozycji dobre-złe, koniecznej, by
  zaistniał  konflikt  i  walka.  Dobro i zło (a właściwie porządek i chaos)
  zajmują  się  w  tych  tekstach  poczesne  miejsce, ale tworzony przez nie
  system  wartości  jest  stale  naruszany.  Sapkowski zdaje sobie sprawę ze
  sztuczności  podziałów i konsekwentnie rozsadza ten system. Czyni to przez
  ambiwalencję  - nie jesteśmy na przykład w stanie stwierdzić, czy Refri to
  niebezpieczna mutantka, jak twierdzi Stregobor, czy też ofiara knowań złej
  macochy  (wersja  kanoniczna).  Kolejnym  sposobem  naruszania jest zdrowy
  rozsądek  prezentowany  przez  Geralta,  przeciwstawiony  szymnym frazesom
  "dobrych"  postaci.  Tak  na  przykład  w  "Granicy Możliwości" Dorregaray
  definiuje  dobro  jako zachowanie równowagi w przyrodzie, zaś zło jako jej
  zachwianie - poprzez zabijanie. Wiedźmin komentuje: "Druidzka teoria, znam
  ją.  Wyłożył  mi ją kiedyś pewien stary hierofant (...). Dwa dni po naszej
  rozmowie  rozszarpały  go  szczurołaki.  Zachwiania równowagi nie dało się
  stwierdzić."
       Kto jest po stronie porządku (dobra), a kto reprezentuje chaos (zło)?
  Na  to  kluczowe  dla  każdej  bajki pytanie dostajemy zwykle odpowiedź na
  samym  początku  lektury.  U  Sapkowskiego  z pozoru jest podobnie, jednak
  bardzo  szybko  zaczynamy mieć wątpliwości. Postacie dobre okazują się być
  niebezpiecznie  powiązane  z  chaosem  -  tym,  co niezdrowe i nieludzkie.
  Dobrym  przykładem są tu postacie kobiet - tradycyjnie anielskie, pasywne,
  erotyczne obiekty, o które się walczy, nabierają nagle cech nietypowych. W
  "Kwestii  Ceny"  okazuje się, że niewinna Pavetta, królewna, o której rękę
  rywalizują rycerze, jest obdarzona nadprzyrodzoną mocą, a ponadto nie jest
  dziewicą.  Ukochana  przez  wiedźmina Yennefer to sterylna czarownica, zaś
  towarzyszące smokowi dziewczęta z Zerrikani walczą okrutniej i skuteczniej
  w obronie potwora niż wielu mężczyzn.
       Według tradycyjnego systemu wartości dobrzy są ludzie, a złe potwory:
  smoki,  wilkołaki, mutanci, jednak nawet podział ludzkie-nieludzkie jest u
  Sapkowskiego  kwestionowany. Potwór-mimik potrafi stać się doskonałą kopią
  człowieka,  fizycznie i psychicznie przeżyć całe życie jako on, a walczące
  z   ludźmi  driady  to  w  większości  ludzkie  dziewczynki  uprowadzone i
  wychowane  w lesie. Najlepszym przykładem przewrotności tekstu jest postać
  Złotego  Smoka  z  "Granicy  możliwości".  Nasz  główny  bohater Geralt to
  wiedźmin  walczący z potworami w obronie ludzi (dobra); Złoty Smok spełnia
  funkcję  alegoryczną  -  walczy  z ludźmi w obronie potworów (zła? inaczej
  pojmowanego  dobra?).  Wciągnięci  w  pułapkę  nie  jesteśmy  już w stanie
  przyporządkować  tej  walce  żadnej  oceny  moralnej.  Pocieszmy  się  - w
  postmodernizmie jest to zupełnie normalne.

  Gra z Językiem

       "Bawisz  się  słowami.  Upajasz  się nimi (...). Twoje słowa to tylko
  dźwięki" ("Okruch lodu").
       Setki  lat  używania  sprawiły,  że  słowa  zgubiły  swoje  pierwotne
  znaczenie, są wytarte i zdewaluowane, nieoryginalne. Sapkowski swoją grą i
  sztuczkami  próbuje  je ożywić, przywrócić im wartość. Pierwsza taka próba
  ma miejsca na poziomie pojedynczych wyrazów - teksty pełne są neologizmów,
  słów  zrozumiałych, ale zaskakujących nas swoją nowością. Słoem takim jest
  "wiedźmin"  (rodzaj  męski  rzeczownika  "wiedźma"  w staropolszczyźnie to
  "wieszcz"),  są  "widłogony"  (widły  +  ogon)  i  "szczurołaki" (szczur +
  wilkołak),  jest  palący  znak  Igni (ignis - ogień). Czytelnik wciągnięty
  zostaje w grę skojarzeń i poszukiwanie źródłosłowów.
       Ciekawsze  jeszcze  niż  nowe  słowa  są nowe (a raczej stare) języki
  odkrywane  przez  Sapkowskiego.  Nasz język okazuje się wtórny, kłamliwy i
  nie  przystający do rzeczywistości. Jest on zaledwie cieniem Starszej Mowy
  -  oryginalnej  i  zagubionej.  Sapkowski  chce  ją  odnaleźć.  W tym celu
  rozpatruje  dialekty rozmaitych, odciętych od cywilizacji grup. Przykładem
  będzie  tu  język  syren ("Trochę poświęcenia") oparty na gamie muzycznej,
  prawdziwszy,  bo  melodyczny  (muzyka się nie starzeje) oraz język leśnych
  driad.  Ten ostatni ma pewne cechy języków uważanych powszechnie za stare:
  celtyckich  i  starogermańskich  - zbitki "gw", podwojenie końcowego "dd",
  "th", sąsiedztwo dwóch samogłosek "ae" (Gwynbleidd, wedd, Braenn, Eithne).
  Jednocześnie  niektóre  słowa przypominają wyrazy z języków współczesnych,
  tak   jakby  były  ich  wcześniejszymi,  wspólnymi  przodkami  ("bloede" -
  angielskie  "bloody", "ess" - francuskie "est", "wedd" - angielskie "wed",
  "neen"  -  polskie "nie", niemieckie "nein", "foile" - angielskie "folly",
  francuskie "folie").
       Postmodernistyczne  wyczulenie  na  język widoczne jest także w samym
  sposobie  pisania  tych  opowiadań.  Humor charakterystyczny dla ich stylu
  opiera się właśnie na zderzeniu dwóch różnych kodów - na przykład mówienie
  o  magii  żargonem naukowym. Wiedźmin rozmawiając z człowiekiem, który był
  kiedyś  zaczarowany  w  kromorana  pyta:  "Wracając do uroku. Nawrotów nie
  masz?  Pióra  ci  nie  rosną?" Zderzenie dwóch kodów, tym razem wysokiego,
  charakterystycznego  dla  elitarnej  kultury  dworskiej  i niskiego - mowy
  wulgarnego   krasnoluda,  wykorzystane  jest  w  "Granicy  możliwości"  do
  uzyskania  częstego  w  postmodernizmie  tzw.  efektu  zwierciadła: "Niech
  herold otrąbi moje imię! (...) Za smokiem siła kłów i pazurów, i piekielna
  złość,  a  za  mną  prawość, za mną wiara, za mną łzy dziewic, mówi błędny
  rycerz."  Za  chwilę  jego  mowa  jak  w  krzywym zwierciadle odbija się w
  słowach  krasnoluda:  "Hej  ty  smoku  chędożony!  Słuchaj,  co ci rzeknie
  herold!  Znaczy  się  ja!  Jako  pierwszy  zabierze się do ciebie honorowo
  obłędny  rycerz".  Te  same  słowa  nabierają tu zupełnie innej wymowy, co
  dowodzi, że same w sobie, bez kontekstu nie znaczą nic - są tylko pionkami
  w grze.

  Gra z Czytelnikiem

       "Jaskier  mógł zmienić treść ballady, napisać o tym, co wydarzyło się
  naprawdę.  Nie  zrobił  tego.  Prawdziwa historia nie wzruszyłaby przecież
  nikogo."
       Jak   już   udowodniłyśmy   powyżej,   każde  słowo  jest  względne i
  potencjalnie  fałszywe, daje sposobność do manipulacji i kłamstwa. Teksty:
  bajki,  ballady,  opowiadania  skladają  się właściwie z takich fałszywych
  słów. Czy więc mogą być prawdziwe?
       Czytelnika  próbującego  znaleźć  odpowiedź  na to pytanie w tekstach
  Sapkowskiego czeka przykra niespodzianka - teksty te, jak na postmodernizm
  przystało,  nie grają fair, dają informacje sprzeczne ze sobą. Na początek
  rozważmy  historie  i  ballady opowiadane sobie przez bohaterów. Nietrudno
  zauważyć,   że   bardzo   często  wraz  z  opowieścią  cytowane  jest  jej
  zaprzeczenie.  Tak  historia  dobrego  mistrza  Iriona  z "Mniejszego Zła"
  zestawiona  jest  z  historią  niedobrego czarownika Stregobora, przy czym
  dowiadujemy się, że chodzi o tę samą osobę. Nie inaczej jest z balladami -
  wzruszającymi i pięknymi epickimi opowieściami o miłości i cnotach. Są one
  cytowane,  ale  wraz  z  informacją,  że  "pieśniarz wiedział, że mało kto
  uwierzy  w historię, którą opowiadała ballada, ale nie przejmował się tym.
  Wiedział,  że ballad nie pisze się po to, by w nie wierzono, ale po to, by
  się nimi wzruszano". Sapkowski nie oszczędza także przytaczanych tu bajek:
  opowieści   o   jedenastu  braciach  zamienionych  w  łabędzie  towarzyszy
  komentarz, że brat to właściwie był jeden i to zamieniony w kormorana, zaś
  łabędzie są wymysłem bajarza, który z sobie tylko wiadomych przyczyn uznał
  te ptaki za bardziej romantyczne.
       Powstawanie  bajek  -  opisy  prac  bardów  i  poetów  mają  tu  duże
  znaczenie.  Pokazują  proces  naginania  i  zmieniania  rzeczywistości dla
  potrzeb  tekstu,  lecz  jednocześnie  jej utrwalania i zachowywania. W ten
  właśnie sposób zbliżamy się do błędnego koła, w które usiłuje nas wciągnąć
  Sapkowski.  Pozornie  szuka  on  oryginału,  historii, która wydarzyła się
  naprawdę i której kanoniczne bajki są jedynie kopiami. Jednak te zakłamane
  kopie  są  z  kolei  oryginałami  w  stosunku  do  samych opowiadań, które
  oryginału przecież szukają. Tak oto zamyka się błędne koło.
       Na  marginesie warto zauważyć, że poszukiwanie oryginału jest swoistą
  (również   bardzo  postmodernistyczną)  obsesją  Sapkowskiego:  oryginalny
  człowiek  wśród  mimików i driad, oryginalne słowo wśród pustych dźwięków,
  Starsza  Mowa,  Starsza  Krew i prawdziwe opowieści - wszystko to ma wiele
  wspólnego,  zwłaszcza  w  świecie,  gdzie  wszystkie  oryginalne  historie
  zostały już opowiedziane.
       Beznadziejność  poszukiwania  prawdy najlepiej obrazuje "Coś więcej",
  opowiadanie-soczewka,  gdzie  pojawiają  się wszystkie ważniejsze postacie
  cyklu  o  wiedźminie.  Ciężko  ranny Geralt przeżywa tam szereg wywołanych
  narkotykami  wizji.  Wizje te przeplatane są scenami ze świata "realnego",
  szybko  jednak  różnica  zacieraja się i obrazy pozornie realne kończą się
  obudzeniem  -  nie  wiemy  już  -  z  wizji  czy w wizję? Ważne dla fabuły
  pytania:  czy  Yennefer  żyje?  czy Visenna jest matką Geralta? czy Geralt
  odnalazł  Ciri?  -  dostają po kilka sprzecznych odpowiedzi. Każda kolejna
  wizja/nie-wizja wydaje się schodzić w głąb, bliżej prawdy, ale okazuje się
  jedynie  kolejną  powierzchnią. Dochodzimy w końcu do wniosku, że istnieją
  jedynie  powierzchnie  i  że  nie  dowiedzieliśmy  się  niczego nowego. Po
  przeczytaniu  ostatniego  fragmentu  "Czegoś  więcej" możemy równie dobrze
  wrócić do strony pierwszej i czytać dalej.
       Jedną z wyeksponowanych w "Czymś więcej" postaci jest Jaskier - bard,
  poeta  i  przyjaciel Geralta. Pojawia się on w kluczowych momentach całego
  cyklu,  śpiewa swoje ballady na królewskich dworach i zwykłych jarmarkach,
  stara  się  uczestniczyć we wszystkich ważnych wydarzeniach. Ogląda je, by
  następnie  opisać.  Dobiera  rymy  i  wymyśla  tytuły  do  rzeczywistości:
  "Bądźcie  cicho.  Staram  się zapamiętać, może da się wykorzystać, gdy się
  dobierze   rymy"   ("Granica   możliwości");  "Jak  powiedziałeś?  Granica
  możliwości?  Rezerwuję  sobie  ten  tytuł  do  ballady"; "Już mam pierwsze
  zwrotki,  w  mojej  balladzie  syrenka  poświęci się dla księcia" ("Trochę
  poświęcenia").
       Działalność  Jaskra  nie  jest  wcale  niewinna, tak jak nie może być
  niewinnym  nic związane z żonglowaniem złymi słowami. Wiemy, że przeinacza
  on  i  koloryzuje:  "Ależ ty łżesz, Jaskier. - Nie łżę, ale ubarwiam, a to
  jest różnica".
       Równocześnie   z   wiadomościami   o   Jaskrze   czytelnik  otrzymuje
  informację,   że   po   dworach  i  jarmarkach  krążą  legendy  o  czynach
  Białowłosego  Wiedźmina, legendy niebezpiecznie przypominające opowiadania
  Sapkowskiego.  Na  domiar  złego  i one są zafałszowane i podkoloryzowane:
  "Posługuje  się  tym  wygodnym  mitem,  gdy  mu wygodnie. Nie jest prawdą,
  jakobym  był  tym,  kogo  zastano w domu, chociaż się nie spodziewano. Nie
  jest prawdą, jakobym właśnie dlatego został wiedźminem", mówi sam Geralt i
  w  tym  momencie  sytuacja staje się dla nas jasna. Opowieści o wiedźminie
  Geralcie to tak naprawdę ballady wyśpiewane na jarmarkach przez nałogowego
  łgarza  -  barda  Jaskra. Jako takie są oczywiście zakłamane i mylące. Nie
  można wierzyć żadnej zawartej w nich informacji.
       Ten   postmodernistyczny  paradoks  nie  tłumaczy  jednak  faktu,  że
  opowiadania podpisane przez Sapkowskiego ukazały się w druku - tu i teraz.
  Częściowo  wyjaśnia  go  natomiast  "Coś  więcej".  W  jednej ze scen tego
  opowiadania  uciekający  Jaskier wyrzuca worek ze swymi utworami do rzeki.
  Łatwo się domyślić, kto je wyłowił i opublikował.

                                                           Dominika Materska
                                                                Ewa Popiołek
Przeczytaj odpowiedź Marka Szyjewskiego na powyższy tekst

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl