Marka Szyjewskiego polemika z duetem pań
Dominika Materska i Ewa Popiołek w swoim eseju "TRZY GRY
SAPKOWSKIEGO", Nowa Fantastyka 8(143) sierpień 1994, piszą:
rodzaj męski rzeczownika 'wiedźma' w staropolszczyźnie to 'wieszcz'.
A mnie się nie wydaje. Nie jestem specjalistą od staropolszczyzny ani
od języków. Ale kiedyś w tomie opowiadań SF pewnego Ukrainca (tak, ja
jestem dość dostatecznie wiekowy, by znać rosyjski) natknąłem się na słowo
"wiedun". Nie dam głowy, że autor tego słowa nie wymyślił. Ale obok było
słowo "wołchw" - inny rodzaj starosłowiańskiego kapłana. A tego słowa
autor nie wymyślił. Wiem, bo widziałem wstrząsającą średniowieczną
miniaturę z Kodeksu Radziwiłłowskiego, zatytułowaną "Istrieblienie
wołchwow" (Rzeź wołchwów) - taki epizod z dziejów chrześcijaństwa między
Polską, Litwą i Białorusią... Więc rzeczywiście byli wołchwowie.
Wiedunowie (wieduni?) zapewne też. I wiedun bardziej pasuje do wiedźmy niż
wieszcz - przynajmniej moim zdaniem...
W ogóle znajomość rosyjskiego to pożyteczna rzecz. Język polski nie
ma takiego zabytku jak "Słowo o pułku Igora". Co prawda jedyna zachowana
wersja została przepisana ze zniszczonego starego odpisu, znalezionego
przypadkiem w XVIII wieku, ale pierwotna wersja pochodzi z XI czy XII
wieku. Jest to poemat historyczny o stracenczej walce z Polowcami,
koczownikami, najeżdżającymi Ruś. Otóż w tym to poemacie słowo "jaruga"
występuje wielokrotnie, a oznacza wąwóz, jar. Miałem okazję zapytać samego
Sapkowskiego o pochodzenie nazwy Jaruga. Powiedział, że jego celem było
wprowadzenie słowiańskich rdzeni i nazw. I potwierdził, że to właśnie
takie jest pochodzenie nazwy "Jaruga". Nie znam profesji ani wykształcenia
pań Dominiki Materskiej i Ewy Popiołek. Ale żadna z nich nie wpadła na
pochodzenie nazwy "Jaruga", mimo odwagi, z jaką piszą o "Grze ze słowami".
Więc nie mam kompleksów dyletanta.
Tym bardziej, że te panie nie radzą sobie zbyt dobrze z Sapkowskiego
grą z językiem. Mianowicie piszą:
Jednocześnie niektóre słowa przypominają wyrazy z języków współczesnych,
tak jakby były ich wcześniejszymi, wspólnymi przodkami ("bloede" -
angielskie "bloody", "ess" - francuskie "est", "wedd" - angielskie "wed",
"neen" - polskie "nie", niemieckie "nein", "folie" - angielskie "folly",
francuskie "folie").
No cóż...
* "bloede" - angieskie "bloody", ale staroduńskie bloed = krew, poza
tym bloede to przymiotnik;
* "ess" - francuskie "est" - ejże, ejże - rdzeń "-es-" (celtycki
odpowiednik "as-") z niewielkimi zmianami występuje we wszystkich językach
indoeuropejskich w formach osobowych czasownika "być" włącznie z polskim:
j-es-t; staroangielski czasownik (nie identycznie pisany rzeczownik!)
"arse" = jesteś, jesteście ma oboczność w postaci r. Po co "mydlić oczy
francuzczyzną? Nie lepiej zobaczyć jak się odmienia "być" po łacinie?
* "wedd" - angielskie "wed" nie oznacza - w przeciwieństwie do
sapkowego "wedd" - dziecka!
Więc i reszta tzw. ludowych etymologii na tym poziomie raczej nie
świadczy o profesjonalizmie.
Szanowne panie! Sapkowskiego "Grę z Językiem" panie przegrały. Może
następnym razem pójdzie lepiej.
Marek Szyjewski
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl