Na początku był "Wiedźmin". Opowiadanie nadesłane przez Andrzeja
Sapkowskiego na konkurs literacki "Fantastyki" w roku 1985. Jedna z
pierwszych historii fantasy w Polsce, w dodatku nie powielająca bezmyślnie
wzorców amerykańskich, lecz sięgająca wprost do słowiańskiej demonologii.
Tytułowy bohater zajmuje się tępieniem strzyg, południc, leszych,
bazyliszków, i innych okropieństw świata, w którym przyszło mu żyć. Wartka
akcja i rozbudowane dialogi sprawiły, że przeszczep fantasy na rodzimy
grunt się przyjął. Czytelnicy uznali "Wiedźmina" za najlepsze fantastyczne
opowiadanie roku.
Z podobnym entuzjazmem przyjmowane następne teksty poświęcone
wiedźminowi Geraltowi z Rivii: "Drogę, z której się nie wraca" i "Ziarno
prawdy", które już otwarcie przetwarzały motywy znanych polskich baśni.
Autor wielokrotnie wspominał, że to podane przez niego wersje wydarzeń
są prawdziwe, a już na pewno bardziej wiarygodne od swoich pierwowzorów. W
kolejnych opowiadaniach sięgnął do klasyki obcej - Andersena i braci
Grimm, by z kolei ich baśnie poddać odbrązawiającej obróbce i przedstawić
w "skorygowanych" wersjach. Dostało się też anonimowemu twórcy legendy o
Smoku Wawelskim, z którą Sapkowski dość okrutnie obszedł się na kartach
Granicy możliwości - jednego ze swych późniejszych opowiadań. Szewcowi
Kozojedowi, będącemu karykaturą sprytnego plebejusza z legendy, nie udaje
się tu stara sztuczka z siarką i smok go (z czego zresztą wszyscy są
radzi).
Początkowo wszystko to, czego nie mógł zawrzeć w historiach o
wiedźminie, przemyca Sapkowski w innych opowiadaniach, między innymi w
"Maladie" - dość swobodnej trawestacji dziejów Tristana i Izoldy oraz
groteskowej i przewrotnej fikcji politycznej "W leju po bombie" ("Fenix"
1993, 4). Warto na chwilę zatrzymać się nad tą ostatnią, bo odnosi się ona
do naszego "tu i teraz" tak bardzo, jak żaden tekst Sapkowskiego. Żeruje w
perfidny sposób na polskiej rzeczywistości, przedstawiając ją zdeformowaną
do granic możliwości.
Jesteśmy w Suwałkach. Rok 2000 - może trochę wcześniej, może później.
Miasto jest ogniskiem takich samych narodowowyzwoleńczych starć, jakie
obecnie nękają kilka krajów postkomunistycznych. Lewobrzeżni Żmudzini
walczą ze Wschodnimi Prusakami pod nieobecność Polaków, dokonujących
demonstracji siły na Śląsku Cieszyńskim. Żadnej ze stron ta narodowa wojna
nie przeszkadza w rzucaniu się w objęcia Zachodowi. W Suwałkach
Sapkowskiego ogląda się "Dynastię", słucha MTV, a je u MacDonalda.
Czekoladki firmy Milka Poland (dawniej E.Wedel) popija się coca-colą. Na
pomniku Marii Konopnickiej ktoś nabazgrał "Unsere Szkapa", a jeden z
bohaterów, chcąc zyskać litewskie obywatelstwo, za nic nie godzi się na
zmianę nazwiska. Jako Polak nazywał się Indyk, zaś jako Litwinowi
przyszłoby mu stać się Kałakutasem... Cóż patriotyzm wymaga wyrzeczeń.
"W leju po bombie" napisane zostało z wyraźnej potrzeby chwili i za
kilka lat po prostu się zdezaktualizuje (przyjmuje optymistyczny wariant
przemian w Polsce). Lecz jest przy tym znakomitym świadectwem tego, jak w
Sapkowskim ucichł eskapista, a obudził się publicysta. Widać to także w
przygodach wiedźmina Geralta, co jedni uznali za początek nowego
spojrzenia na fantasy, inni zaś - za początek końca.
Sapkowski nie tworzy klasycznej fantasy; tasuje problemy, konwencje i
epoki, gra z czytelnikiem w nowoczesny seans postmodernistyczny - pisał
Maciej Parowski w artykule "Wiedźmin Geralt jako podróżnik w czasie". Co
do postmodernizmu, to chyba nie należy nadużywać tego terminu, lecz z tym,
że Sapkowski nadaje swym bohaterom postawy charakterystyczne dla
współczesności, przyjdzie się chyba zgodzić - zwłaszcza po przeczytaniu
jego pierwszej powieści, "Krew elfów". Tajne służby, wojny celne, rasizm -
wszystko to kojarzy się raczej z naszą rzeczywistością niż z literaturą
spod znaku magii i miecza. Tymczasem u Sapkowskiego służby wywiadowcze
zatrudnia każdy szanujący się król, wszystkimi zbrojnymi konfliktami
rządzą nieubłagane prawa ekonomii (notabene dobrze znane autorowi, który
sam jest handlowcem) postawy rasistowskie zaś ludzi wobec elfów i
krasnoludów są na porządku dziennym. Ba, dochodzi nawet do tego, że u
baśniowych rodzi się świadomość zagrożenia ekonomicznego! "Miast żyć tak,
jak każe nam Natura, zaczęliśmy tę Naturę niszczyć I co my mamy? Powietrze
zatrute smrodem dymarek, rzeki i ruczaje splugawione przez rzeźnie i
garbarnie, lasy cięte bez opamiętania..." - mówi jedna z postaci "Krwi
elfów". Nic zatem dziwnego że na jednym z uniwersytetów wiedźmińskiego
świata (a życie akademickie toczy się beztrosko, bo monarchowie nie skąpią
pieniędzy na oświatę) powstaje projekt eksperymentalnej oczyszczalni
ścieków...
Warto prześledzić zmiany, jakim ulegał cykl opowiadań o Geralcie z
Rivii. Po kilku pierwszych, wyraźnie podporządkowanych sensacyjnej fabule,
nastąpiły teksty łączące się już w pewna spójną całość. Ze szczątkowych
informacji o życiu wiedźminów, roli praktyk magicznych i politycznych
bataliach wyłonił się powoli obraz świata, w którym podobnie jak w innych
epopejach fantasy (także u Tolkiena) - za sprawą pojedynczych bohaterów
zachodzą wielkie zmiany. Sapkowski utorował sobie w ten sposób drogę do
rozpoczęcia powieściowej sagi o wiedźminie. Odnalazł swój Never Land.
Światem wiedźmina w dużej mierze rządzi magia. I właśnie do niej
można mieć spore zastrzeżenia, bowiem co najmniej połowa cyklu - w tym
również Geralt - para się czarami, co sprawia mylne wrażenie powszedniości
magicznych praktyk, a konsekwencji tego może prowadzić do karykatury
fantasy (vide przezabawna powieść Terry Partchetta "Kolor magii"). Pisał o
tym między innymi Marek Oramus: "Choć w świecie wiedźmina Geralta magia ma
zastosowanie stricte użytkowe, to jednak przesadą jest żądać od
czytelnika, by uwierzył, że od magii rysują się mury lub unoszą pod sufit
dębowe stoły z żarciem." Stąd już tylko krok do niezamierzonej parodii
fantasy, gdy magia służyć będzie w tartaku do cięcia desek albo do
chałupniczego wyrobu filcu. Książki Sapkowskiego zbierają raczej pozytywne
recenzje. "Podziwiam umiejętność budowania akcji, wyobraźnię i kunsztowne
gry językowe" - pisał Andrzej Rostocki na łamach "Ex Librisu" 62. "Można
zarzucić Sapkowskiemu, że niewiele poza zabawą ma do zaoferowania (...),
ale to i tak więcej niż najwyraźniej jest w stanie dać z siebie
którykolwiek inny autor polski" - głosiła notka dotycząca zbioru opowiadań
"Miecz przeznaczenia" opublikowana w "Fenixie". Wiedźminem zainteresował
się ponoć film, a od dwóch lat pojawiają się również kolejne odcinki
komiksowej adaptacji. Dorzucić do tego należy nie słabnący entuzjazm
czytelników (także za naszą południową granicą - Sapkowski jest ulubionym
autorem fantasy Czechów), a otrzymamy wniosek niezwykły, Pani i Panowie,
oto wiedźmin Geralt - rzadki przykład polskiego bohatera kultury
popularnej! Poczekajmy jeszcze kilka lat a, być może doczekamy się haseł
w rodzaju "Wiedźmin żyje!" albo "Wiedźmin na prezydenta!" - analogicznych
do tych, jakie wypisywali na murach amerykańscy studenci zafascynowani
"Władcą Pierścieni" Tolkiena.
Pora teraz wrócić do "sprawy polskiej", bo Wiedźmin zainspirował całą
rzeszę młodych i starszych pisarzy, którzy stanęli w szranki z Sapkowskim
na literackim ubitym polu. Obok Rafała A. Ziemkiewicza (powieść "Skarby
Stolinów") i coraz bardziej widocznego na rynku Feliksa W. Kresa ("Król
Bezmiarów", "Serce gór", "Strażniczka istnień") pojawiło się kilka nowych
nazwisk: Ewa Białołęcka, Anna Borkowska (bardzo chwalona za książkę
"Gar'ingawi Wyspa Szczęśliwa"), Tadeusz Oszubski, Konrad T. Lewandowski,
Tomasz Kołodziejczak, czy wreszcie Artur C. Szrejter, piszący już stricte
słowiańską fantasy. Jednak Sapkowskiemu najwyraźniej wcale się nie spieszy
do rywalizacji z nimi, bo ostatnio, coraz głośniej odżegnuje się od
słowiańszczyzny, a przy okazji odsądza od czci i wiary wszystkich tych
którzy pozwolili sobie podążyć jego tropem. Przyjmuje przy tym postawę
podejrzanie chwiejną jak na guru i króla polskiej fantasy. Jeszcze w 1988
roku, w jednym z wywiadów, mówił o słowiańskiej mitologii z prawdziwym
entuzjazmem: "Nasze baśnie, nasza demonologia to naprawdę wspaniały
materiał na fantasy. (...) Dysponujemy materiałem wcale nie gorszym niż
mitologia celtycka czy germańska". Ale już pięć lat później, jako autor o
ustalonej pozycji, przyjął zdecydowanie inną postawę. W eseju "Piróg albo
Nie ma złota w Szarych Górach" (Nowa Fantastyka 1993, 5) opowiedział się
po stronie klasycznej, arturiańskiej fantasy.
"Tak, wiem, mamy słowińską mitologię, mamy różnych Swarożyców,
Swantewitów i innych Welesów. Ale mitologia owa nie sięga nas swym
archetypem i nie czujemy projekcji w sferę marzeń" - pisał. I dalej:
"Nasze legendy, mity, ba, nawet baśnie i bajeczki, na których się
wychowaliśmy zostały skastrowane przez różnych katechetów (...). Nic tedy
dziwnego, że jedyny archetyp, jaki z tych bajek przebija, jest archetypem
kruchty. Na czasie nawiasem mówiąc. Ale nie dla fantasy."
W ten sposób Sapkowski umieścił w kruchcie wszystkie swoje wczesne
opowiadania. Lecz, jak się wydaje, uczynił to nieco zbyt wcześnie, bo
właśnie teraz moda na owo "stłamszone" pogaństwo wyraźnie powraca. Doszło
nawet do rejestracji prawnej dwóch niezależnych od siebie związków
wyznaniowych wiary naszych słowiańskich praprzodków. W jakim stopniu
autorzy pokroju Sapkowskiego przyczynili się do wzrostu zainteresowania
naszymi historycznymi korzeniami - trudno orzec. Natomiast faktem jest, że
autorowi "Wiedźmina" nieprędko będzie w stanie dorównać którykolwiek z
rodzimych twórców literatury przygodowej. Udało mu się bowiem jako jednemu
z nielicznych wydostać z getta pisarzy fantastycznonaukowych, coraz wyżej
podnosi sobie poprzeczkę i - co ważne - jest znakomitym rzemieślnikiem.
Jego książki czyta się z prawdziwą przyjemnością, co sam próbował
tłumaczyć w zabawnym autowywiadzie "Z A.Sapkowskim rozmawia A.Sapkowski" w
bardzo prosty, wręcz banalny sposób:
- Na czym polega różnica między fantasy a baśnią ?
- Na rozbudowanym dialogu.
- Czym można wytłumaczyć niewytłumaczalny fakt, że czytelnicy, jak
wieść niesie, lubią pana czytać?
- Rozbudowanym dialogiem.
Bartłomiej Chaciński
[Wklepał: Bartłomiej Grenda]
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl