"Bia³y Smok" by Andrzej B³aszczyk
[BSMOK.TXT]
GERO - Smok Bia³y (Pseudoserpentis albus) - bezskrzyd³y i beznogi
smok z rodziny Dragonae. D³ugo¶æ do 20 m.; stanowi elitê w¶ród smoków.
Rasa wprawnie pos³uguj±ca siê magi± (-> smocza magia). Jak wszystkie smoki
G. ziej± ogniem. Porozumiewaj± siê telepatycznie na du¿e odleg³o¶ci w
obrêbie w³asnego gatunku. Do telepatycznego porozumiewania siê z innymi
gatunkami (elfy, ludzie) G. potrzebuje kontaktu wzrokowego. Zamieszkuje
tereny dalekiej pó³nocy, potrafi jednak przemieszczaæ siê w inne strefy
klimatyczne za pomoc± -> magicznych portali.
"Zwierzyniec, albo ¯ywio³aków opisanie" - praca zbiorowa
Górska ¶cie¿ka ³agodnym zboczem przedziera³a siê przez gêsty las, raz
po raz nikn±c w¶ród zaro¶li. S³oñce powoli dochodzi³o do zenitu. Panowa³a
cisza przerywana bzyczeniem much odprawiaj±cych swój taniec nad krowimi
plackami.
Ma³a szara jaszczurka wybiera³a swój obiad spo¶ród owadów
wygrzewaj±cych siê na pniu przewalonego ponad górskim strumieniem drzewa,
gdy z zaro¶li wy³oni³ siê wied¼min. Nie zwalniaj±c przebieg³ zwinnie po
pniu i znikn±³ w przybrze¿nych chaszczach. Jaszczurka spojrza³a z
niesmakiem na poruszaj±ce siê jeszcze odnó¿a przydeptanych owadów i
zrezygnowana ruszy³a szukaæ innego posi³ku.
Wied¼min ubrany by³, zwyczajem wszystkich wied¼minów, w skórzan±
kurtkê gêsto nabijan± srebrnymi æwiekami. Rêkoje¶æ miecza, jak u ka¿dego
wied¼mina, wystawa³a mu ponad prawym barkiem, a wê¿owa opaska
przytrzymywa³a kruczoczarne w³osy.
¦cie¿ka koñczy³a siê nagle w gêstwinie zaro¶li. Zbocze sta³o siê
bardziej strome, pokryte ³opianem i kêpami paproci. S³oñce z trudem
przedziera³o siê przez korony drzew. Strumieñ nie maj±c w tej czê¶ci
sta³ego koryta szeroko rozla³ siê po zboczu tworz±c z pod³o¿a ¶lisk± i
lepk± ma¼.
- My¶l, McGyver - powiedzia³ sam do siebie wied¼min - my¶lenie ma
przysz³o¶æ. Je¿eli starosta mówi³, ¿e prawie na pewno by³ to smok, a ty
wiesz prawie na pewno, ¿e by³o to co¶ zupe³nie innego, to albo on siê
myli, albo...
Co¶ zaszele¶ci³o. Wied¼min znieruchomia³. Cisza. K±tem oka dostrzeg³
jaki¶ ruch w¶ród ga³êzi. Ma³a sêkata ³apa powoli zniknê³a w li¶ciach
dzikiej wi¶ni. McGyver zakl±³ najplugawiej jak tylko potrafi³. Kronki.
Ma³e niespe³na pó³metrowej wielko¶ci stwory, zwane potocznie kleszczami,
nigdy nie atakowa³y samotnie. Zwykle dziel± siê na dwie grupy. Jedna
ukryta w le¶nym poszyciu p³oszy upatrzone zwierzê zaganiaj±c je pomiêdzy
drzewa na których ukrywa siê druga grupa. Spadaj±ce z ga³êzi kleszcze
wczepiaj± siê w cia³o ofiary za pomoc± trzech par odnó¿y... Po piêtnastu
minutach jedynie wysuszone z wszelkich ¿yciodajnych p³ynów truch³o znaczy
miejsce tragedii.
W kilku miejscach zaszele¶ci³y paprocie. Nagonka. Mack nawet nie
drgn±³. Szelest powtórzy³ siê bli¿ej... o wiele bli¿ej. Szybki jak
b³yskawica, kierowany wprawn± rêk± wied¼miñski miecz wyprysn±³ z pochwy i
nie zatrzymuj±c siê nawet na u³amek sekundy zanurkowa³ w morzu ³opianowych
li¶ci, aby za moment wynurzyæ siê ci±gn±c za sob± zielone ³odygi, kawa³ki
futra i piêkny, szkar³atny pióropusz posoki. Widz±c ¶mieræ towarzysza
potwory zatrzyma³y siê. Na chwilê. Wied¼min ruszy³ w ich stronê...
Po pewnym czasie, gdy runo le¶ne, oraz pobliskie krzewy zmieni³y sw±
nazwê, staj±c siê ¶ció³k± le¶n±, wied¼min zatrzyma³ siê i spojrza³ dooko³a
krytycznym wzrokiem. Z zadowoleniem pokiwa³ g³ow±. Nie mia³ sobie nic do
zarzucenia.
Nagle, wied¼miñski medalion w kszta³cie g³owy rysia pocz±³ rytmicznie
drgaæ. McGyver powoli odwróci³ siê. Z zaro¶li wynurzy³ siê
kilkunastometrowy w±¿. Powoli sun±³ w stronê wied¼mina. Drgania medalionu
stawa³y siê coraz mocniejsze. W±¿ by³ bia³y. ¯adnych maskuj±cych deseni,
¿adnych cêtków ani wzorów. Tylko czysta, jaskrawa biel. By³o to tak
nietypowe, ¿e Mack w ¿aden sposób nie móg³ sobie przypomnieæ nazwy tego
potwora. Ba, nie móg³ w ogóle sobie przypomnieæ co to za potwór. Mimo to
ruszy³ w jego stronê. Gdy pod butem zachrzê¶ci³y mu odnó¿a zabitych
kleszczy zatrzyma³ siê.
- My¶l, McGyver - mrukn±³ sam do siebie. U¶miechn±³ siê obrzydliwie,
a potem ustawi³ siê tak aby miêdzy nim, a w±¿em znalaz³y siê dzikie
wi¶nie.
Potwór wci±¿ sun±³ w jego kierunku. Mack koncentrowa³ siê
przygotowuj±c Znak Aard. Tak jak siê spodziewa³, przyczajone na drzewach
kronki zaatakowa³y potwora. Wtedy uderzy³.
Nigdy potem nie widzia³ czego¶ takiego. W±¿ przebi³ Znak nie ³ami±c
go. Zanurzy³ siê w magiczn± energiê tak jakby to by³ strumieñ
oczyszczaj±cej wody. Kronki nie by³y takie wytrzyma³e. Aard zwyczajnie
zdmuchn±³ je z bia³ego cielska. A potem TO siê sta³o... W±¿ podniós³ swój
³eb na jakie¶ trzy metry i zion±³ ogniem w stronê og³uszonych kleszczy.
- Wê¿e nie ziej± ogniem - powiedzia³ powoli wied¼min - jasna cholera,
wê¿e niczym nie ziej±.
- Dziêki za pomoc - us³ysza³.
- Telepatia. - nawet siê nie zdziwi³ - Ty jeste¶ smokiem.
- Co za przenikliwo¶æ. A ju¿ my¶la³em, ¿e we¼miesz mnie za
cud-dziewicê zamienion± przez z³ego czarnoksiê¿nika w ¿mijê zygzakowat±.
McGyver powoli uniós³ miecz i z³o¿y³ palce w Znak Heliotropu.
- Nikt nigdy nie widzia³ w tych okolicach Bia³ego Smoka. -
powiedzia³.
- A bo widzisz... lecia³em sobie w³a¶nie do ciep³ych krajów w kluczu
bia³ych nied¼wiedzi, ale zaraza, musia³em siê zgubiæ...
- Ale ty pieprzysz...
- A wed³ug ciebie jak mam rozmawiaæ z kim¶ kto zamierza siê na mnie
mieczem, a sam chroni siê za magiczn± zas³on±.
- Wied¼mini nie rozmawiaj± ze smokami, wied¼mini ze smokami walcz±.
- Ale ty pieprzysz... - smok pokiwa³ g³ow± - Przyby³e¶ tu aby zabiæ
smoka. Tylko dlatego, ¿e jaki¶ pijanica podobno widzia³ "ognistego smoka"
który, podobno porwa³ córkê starosty.
- Dziewczyna zniknê³a.
- Zgadza siê, ale tak naprawdê to uciek³a ze swoim kochasiem.
- Sk±d wiesz?
- Nie wiem - przyzna³ smok - ale w tych górach nie ma smoków. To wiem
na pewno.
Zapad³a cisza. Patrzyli na siebie. Wied¼min i Smok. Cz³owiek z
mieczem i wielki gad z zêbami jak sztylety.
- To jak bêdzie? Dzisiaj my¶lisz g³ow±, czy koñcem miecza?
Wied¼min nie odpowiedzia³.
- Dobra. Mów mi Gero. I schowaj to ¿elazo. Znam w pobli¿u tak± ma³±
grotê. Tam bêdziemy mogli spokojnie porozmawiaæ.
Mack z oci±ganiem w³o¿y³ miecz do pochwy.
- Widzisz wied¼minie, my smoki jeste¶my bardzo z¿yci ze sob±...
stanowimy jedn± wielk± rodzinê i gdy kto¶ rozsiewa takie plotki, musimy to
sprawdziæ.
- My¶la³em, ¿e jeste¶cie samotnikami.
- Nie, - smok skrzywi³ siê, co przy odrobinie dobrej woli mog³oby
uchodziæ za u¶miech - porozumiewamy siê telepatycznie i odleg³o¶ci nie
graj± roli. To siê nazywa in-ter-net.
Weszli do groty.
- No wiêc, - ci±gn±³ smok - mamy w³asne prawa, w³adze, policjê... nie
wtr±camy siê w sprawy innych spo³eczeñstw.
- Tak, sam widzia³em to NIE wtr±canie siê... W ci±gu piêtnastu minut
pewien czerwony smok, nie wtr±caj±c siê w sprawy innych gatunków, podpali³
stodo³ê, zjad³ cztery owce i rozgoni³ weselisko na sto piêædziesi±t osób.
Panna m³oda bieg³a potem przez pó³ godziny przez pola krzycz±c: "Nie
jestem dziewic±! Nie rusz mnie! Nie jestem dziewic±!!"
- Znam tê sprawê. By³em potem adwokatem tej smoczycy. Po pierwsze,
nikomu nic siê nie sta³o, a po drugie, smoczyca jak ka¿da matka musi
wykarmiæ swoje m³ode. Jest to jedyny przypadek gdy zdrowy smok z w³asnej
woli przerywa letarg i wychodzi z jaskini. Pamiêtaj wied¼minie, smoki maj±
swoj± Misjê i nie ryzykuj± bez potrzeby...
- Mów mi Mack... - powiedzia³ wied¼min - S³uchaj Gero... ta misja...
jest zwi±zana z waszymi skarbami...
- Widzê, ¿e jeste¶ m±drzejszy ni¿ my¶la³em... Nie jeste¶my waszymi
wrogami... Skarby te¿ nie pochodz± z rabunku... Pamiêtaj o tym i przeka¿
to swoim. Polujcie sobie na wid³ogony, na strzygi, na te moczymordy
wampiry, ale nie polujcie na smoki.Nic wiêcej nie mogê ci powiedzieæ.
- Ale...
Na zewn±trz da³y siê s³yszeæ czyje¶ kroki.
- Nic wiêcej..., a teraz czas na mnie. - powiedzia³ smok - Mam
pro¶bê... Kto¶ tu idzie, daj mi kwadrans na przygotowanie portalu.
McGyver kiwn±³ g³ow± i bez s³owa wyszed³ z jaskini.
Nadchodz±cy cz³owiek by³ wied¼minem. Z ca³± pewno¶ci±. Na widok
McGyvera zatrzyma³ siê.
- Witaj na szlaku - powiedzia³.
- Witaj bracie wied¼minie.
Mia³ bia³e w³osy. Ubrany w skórzan± kurtkê. Z mieczem. Nie prowadzi³
ze sob± konia - polowa³. Przybysz podniós³ rêkê do wied¼miñskiego
medalionu, a potem spokojnie zada³ pytanie.
- Co jest wied¼minie?
Mack milcza³. Wiedzia³, ¿e ka¿demu innemu móg³by na³gaæ. Ka¿demu,
tylko nie innemu wied¼minowi.
- W tej norze siedzi smok - stwierdzi³ bia³ow³osy - wci±¿ ¿ywy.
Je¿eli ty rezygnujesz, to ja w to wchodzê.
- Nie bracie - Mack prze³kn±³ ¶linê - nie mogê ci pozwoliæ tam wej¶æ.
Zaraza, co ja robiê - pomy¶la³, a potem powoli wyj±³ swój miecz. -
Muszê. Kodeks. Nie mam wyj¶cia.
Bia³ow³osy zawaha³ siê. Spojrza³ w oczy McGyvera, a potem wyj±³ swój
miecz.
- Geralt z Rivii - powiedzia³ powoli - zanie¶ mój medalion do Kaer
Morhen.
- McGyver, zanie¶ mój medalion do Kaer Darthen.
Cisza. Mack obserwowa³ stopy przeciwnika, rêce, d³onie i uk³ad palców
na rêkoje¶ci miecza. Wiedzia³, ¿e w pojedynkach wied¼minów liczy siê tylko
jedno ciêcie, pierwsze... Nigdy nie by³o potrzeby poprawiaæ.
STÓJCIE WIED¬MINI. CZY WY NAPRAWDÊ NIE WIDZICIE JAK KTO¦ WAMI
PERFIDNIE MANIPULUJE? CZY NIE WIDZICIE, ¯E KTO¦ CHCE DOPROWADZIÆ DO
POJEDYNKU WIED¬MINÓW TYLKO PO TO, ABY LUDZIE Z LISTY DYSKUSYJNEJ SAPKA
MIELI O CZYM ROZMAWIAÆ PRZEZ KILKA DNI?!
Mack wstrz±sn±³ g³ow±, jak gdyby obudzi³ siê nagle z g³êbokiego snu.
Rozejrza³ siê. Zauwa¿y³, ¿e Geralt robi to samo.
- Co siê dzieje - spyta³ Riv.
- Chod¼ Geralt, co¶ ci poka¿ê.
Gdy weszli do jaskini, prostok±tny portal w³a¶nie przygasa³.
- Muszê ci o czym¶ opowiedzieæ - powiedzia³ McGyver.
* * *
Dziesiêæ lat pó¼niej. Karczma "Pod Zadumanym Smokiem".
- Powiedzia³e¶, ¿e je¶li zap³ata jest godziwa, popêdzisz na koniec
¶wiata i ukatrupisz stwora, którego ci wska¿±. Dajmy na to, srogi smok
pustoszy...
- Z³y przyk³ad - przerwa³ Geralt. - Widzisz, od razu kie³basi ci siê
z tym Chaosem i z tym Porz±dkiem. Bo smoków, które bez w±tpienia
reprezentuj± Chaos, nie zabijam.
- Jak¿e to? - Trzy Kawki obliza³ palce. - A to dopiero! Przecie¿
w¶ród wszystkich potworów smok jest chyba najwredniejszy, najokrutniejszy
i najbardziej zajad³y. Najbardziej wstrêtny gad. Napada na ludzi, ogniem
zieje i porywa te, no, dziewice. Ma³o to opowie¶ci siê s³ysza³o? Nie mo¿e
to byæ, ¿eby¶ ty, wied¼min, nie mia³ paru smoków na rozk³adzie.
- Nie polujê na smoki - rzek³ Geralt sucho. - Na wid³ogony, owszem.
Na oszluzgi. Na latawce. Ale nie na smoki w³a¶ciwe, zielone, czarne i
czerwone. Przyjmij to do wiadomo¶ci, po prostu.
K O N I E C
Pos³owie:
Pisane w styczniu 1998 opowiadanie "Bia³y Smok" mia³o na celu
pokazanie do czego mo¿e doprowadziæ ¿ywio³owa dyskusja na ³amach LISTY
SAPKA. "Re O smokach". Proza Andrzeja Sapkowskiego jest wspania³ym punktem
wyj¶ciowym do wszelkiego rodzaju spekulacji, dyskusji, polemik... £atwo
zaadaptowaæ j± do filmu, komiksu, RPG. Pamiêtajmy jednak o granicy
ustanowionej przez PRAWA AUTORSKIE.
Andrzej B³aszczyk
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl