AS ZONE:

FANFICTION
"Bia³y Smok" by Andrzej B³aszczyk
[BSMOK.TXT]


Bia³y Smok
Na podstawie RPG Wied¼min
[© 1998 by Andrzej B³aszczyk]

       GERO  -  Smok  Bia³y  (Pseudoserpentis albus) - bezskrzyd³y i beznogi
  smok  z  rodziny  Dragonae.  D³ugo¶æ do 20 m.; stanowi elitê w¶ród smoków.
  Rasa wprawnie pos³uguj±ca siê magi± (-> smocza magia). Jak wszystkie smoki
  G.  ziej±  ogniem.  Porozumiewaj±  siê  telepatycznie na du¿e odleg³o¶ci w
  obrêbie  w³asnego  gatunku.  Do telepatycznego porozumiewania siê z innymi
  gatunkami  (elfy,  ludzie)  G. potrzebuje kontaktu wzrokowego. Zamieszkuje
  tereny  dalekiej  pó³nocy,  potrafi jednak przemieszczaæ siê w inne strefy
  klimatyczne za pomoc± -> magicznych portali.

                    "Zwierzyniec, albo ¯ywio³aków opisanie" - praca zbiorowa


       Górska ¶cie¿ka ³agodnym zboczem przedziera³a siê przez gêsty las, raz
  po  raz nikn±c w¶ród zaro¶li. S³oñce powoli dochodzi³o do zenitu. Panowa³a
  cisza  przerywana  bzyczeniem  much odprawiaj±cych swój taniec nad krowimi
  plackami.
       Ma³a   szara   jaszczurka   wybiera³a   swój   obiad  spo¶ród  owadów
  wygrzewaj±cych  siê na pniu przewalonego ponad górskim strumieniem drzewa,
  gdy  z  zaro¶li  wy³oni³ siê wied¼min. Nie zwalniaj±c przebieg³ zwinnie po
  pniu   i   znikn±³   w  przybrze¿nych  chaszczach.  Jaszczurka spojrza³a z
  niesmakiem  na  poruszaj±ce  siê  jeszcze  odnó¿a  przydeptanych  owadów i
  zrezygnowana ruszy³a szukaæ innego posi³ku.
       Wied¼min  ubrany  by³,  zwyczajem  wszystkich  wied¼minów, w skórzan±
  kurtkê  gêsto  nabijan± srebrnymi æwiekami. Rêkoje¶æ miecza, jak u ka¿dego
  wied¼mina,   wystawa³a   mu   ponad   prawym   barkiem,  a  wê¿owa  opaska
  przytrzymywa³a kruczoczarne w³osy.
       ¦cie¿ka  koñczy³a  siê  nagle  w  gêstwinie zaro¶li. Zbocze sta³o siê
  bardziej  strome,  pokryte  ³opianem  i  kêpami  paproci.  S³oñce z trudem
  przedziera³o  siê  przez  korony  drzew.  Strumieñ  nie maj±c w tej czê¶ci
  sta³ego  koryta  szeroko  rozla³  siê po zboczu tworz±c z pod³o¿a ¶lisk± i
  lepk± ma¼.
       - My¶l, McGyver  -  powiedzia³  sam do siebie wied¼min - my¶lenie  ma
  przysz³o¶æ.  Je¿eli  starosta  mówi³, ¿e prawie na pewno by³ to smok, a ty
  wiesz  prawie  na  pewno,  ¿e  by³o to co¶ zupe³nie innego, to albo on siê
  myli, albo...
       Co¶  zaszele¶ci³o. Wied¼min znieruchomia³. Cisza. K±tem oka dostrzeg³
  jaki¶  ruch  w¶ród  ga³êzi.  Ma³a  sêkata  ³apa powoli zniknê³a w li¶ciach
  dzikiej  wi¶ni.  McGyver  zakl±³  najplugawiej jak tylko potrafi³. Kronki.
  Ma³e  niespe³na pó³metrowej wielko¶ci stwory,  zwane potocznie kleszczami,
  nigdy  nie  atakowa³y  samotnie.  Zwykle  dziel±  siê na dwie grupy. Jedna
  ukryta  w  le¶nym poszyciu p³oszy upatrzone zwierzê zaganiaj±c je pomiêdzy
  drzewa  na  których  ukrywa  siê  druga grupa. Spadaj±ce z ga³êzi kleszcze
  wczepiaj±  siê  w cia³o ofiary za pomoc± trzech par odnó¿y... Po piêtnastu
  minutach  jedynie wysuszone z wszelkich ¿yciodajnych p³ynów truch³o znaczy
  miejsce tragedii.
       W  kilku  miejscach  zaszele¶ci³y  paprocie.  Nagonka. Mack nawet nie
  drgn±³.  Szelest  powtórzy³  siê  bli¿ej...  o  wiele  bli¿ej.  Szybki jak
  b³yskawica,  kierowany wprawn± rêk± wied¼miñski miecz wyprysn±³ z pochwy i
  nie zatrzymuj±c siê nawet na u³amek sekundy zanurkowa³ w morzu ³opianowych
  li¶ci,  aby za moment wynurzyæ siê ci±gn±c za sob± zielone ³odygi, kawa³ki
  futra  i  piêkny,  szkar³atny  pióropusz  posoki. Widz±c ¶mieræ towarzysza
  potwory zatrzyma³y siê. Na chwilê. Wied¼min ruszy³ w ich stronê...
       Po  pewnym czasie, gdy runo le¶ne, oraz pobliskie krzewy zmieni³y sw±
  nazwê, staj±c siê ¶ció³k± le¶n±, wied¼min zatrzyma³ siê i spojrza³ dooko³a
  krytycznym  wzrokiem.  Z zadowoleniem pokiwa³ g³ow±. Nie mia³ sobie nic do
  zarzucenia.
       Nagle, wied¼miñski medalion w kszta³cie g³owy rysia pocz±³ rytmicznie
  drgaæ.   McGyver   powoli   odwróci³   siê.   Z   zaro¶li   wynurzy³   siê
  kilkunastometrowy  w±¿. Powoli sun±³ w stronê wied¼mina. Drgania medalionu
  stawa³y  siê  coraz mocniejsze. W±¿ by³ bia³y. ¯adnych maskuj±cych deseni,
  ¿adnych  cêtków  ani  wzorów.  Tylko  czysta,  jaskrawa  biel. By³o to tak
  nietypowe,  ¿e  Mack  w ¿aden sposób nie móg³ sobie przypomnieæ nazwy tego
  potwora.  Ba,  nie móg³ w ogóle sobie przypomnieæ co to za potwór. Mimo to
  ruszy³  w  jego  stronê.  Gdy  pod  butem zachrzê¶ci³y  mu odnó¿a zabitych
  kleszczy zatrzyma³ siê.
       - My¶l, McGyver - mrukn±³ sam do siebie.  U¶miechn±³ siê obrzydliwie,
  a  potem  ustawi³  siê  tak  aby  miêdzy  nim, a w±¿em znalaz³y siê dzikie
  wi¶nie.
       Potwór   wci±¿   sun±³   w   jego  kierunku.  Mack  koncentrowa³  siê
  przygotowuj±c  Znak  Aard. Tak jak siê spodziewa³, przyczajone na drzewach
  kronki zaatakowa³y potwora. Wtedy uderzy³.
       Nigdy  potem  nie widzia³ czego¶ takiego. W±¿ przebi³ Znak nie ³ami±c
  go.  Zanurzy³   siê   w   magiczn±  energiê  tak  jakby  to  by³  strumieñ
  oczyszczaj±cej  wody.  Kronki  nie  by³y takie wytrzyma³e. Aard zwyczajnie
  zdmuchn±³  je z bia³ego cielska. A potem TO siê sta³o... W±¿ podniós³ swój
  ³eb na jakie¶ trzy metry i zion±³ ogniem w stronê og³uszonych kleszczy.
       - Wê¿e nie ziej± ogniem - powiedzia³ powoli wied¼min - jasna cholera,
  wê¿e niczym nie ziej±.
       - Dziêki za pomoc - us³ysza³.
       - Telepatia. - nawet siê nie zdziwi³ - Ty jeste¶ smokiem.
       - Co  za  przenikliwo¶æ.  A  ju¿  my¶la³em,  ¿e  we¼miesz   mnie   za
  cud-dziewicê zamienion± przez z³ego czarnoksiê¿nika w ¿mijê zygzakowat±.
       McGyver powoli uniós³ miecz i z³o¿y³ palce w Znak Heliotropu.
       - Nikt   nigdy  nie  widzia³  w  tych  okolicach   Bia³ego   Smoka. -
  powiedzia³.
       - A bo widzisz... lecia³em sobie w³a¶nie do ciep³ych krajów w  kluczu
  bia³ych nied¼wiedzi, ale zaraza, musia³em siê zgubiæ...
       - Ale ty pieprzysz...
       - A  wed³ug ciebie jak mam rozmawiaæ z kim¶  kto zamierza siê na mnie
  mieczem, a sam chroni siê za magiczn± zas³on±.
       - Wied¼mini nie rozmawiaj± ze smokami, wied¼mini ze smokami walcz±.
       - Ale  ty pieprzysz... - smok pokiwa³ g³ow± - Przyby³e¶ tu aby  zabiæ
  smoka.  Tylko dlatego, ¿e jaki¶ pijanica podobno widzia³ "ognistego smoka"
  który, podobno porwa³ córkê starosty.
       - Dziewczyna zniknê³a.
       - Zgadza siê, ale tak naprawdê to uciek³a ze swoim kochasiem.
       - Sk±d wiesz?
       - Nie wiem - przyzna³ smok - ale w tych górach nie ma smoków. To wiem
  na pewno.
       Zapad³a  cisza.  Patrzyli  na  siebie.  Wied¼min  i  Smok. Cz³owiek z
  mieczem i wielki gad z zêbami jak sztylety.
       - To jak bêdzie? Dzisiaj my¶lisz g³ow±, czy koñcem miecza?
       Wied¼min nie odpowiedzia³.
       - Dobra.  Mów mi Gero. I schowaj to ¿elazo.  Znam w pobli¿u tak± ma³±
  grotê. Tam bêdziemy mogli spokojnie porozmawiaæ.
       Mack z oci±ganiem w³o¿y³ miecz do pochwy.
       - Widzisz  wied¼minie,  my  smoki  jeste¶my  bardzo  z¿yci ze sob±...
  stanowimy jedn± wielk± rodzinê i gdy kto¶ rozsiewa takie plotki, musimy to
  sprawdziæ.
       - My¶la³em, ¿e jeste¶cie samotnikami.
       - Nie,  -  smok skrzywi³ siê, co przy odrobinie  dobrej woli  mog³oby
  uchodziæ  za  u¶miech  -  porozumiewamy siê telepatycznie i odleg³o¶ci nie
  graj± roli. To siê nazywa in-ter-net.
       Weszli do groty.
       - No wiêc, - ci±gn±³ smok - mamy w³asne prawa, w³adze, policjê... nie
  wtr±camy siê w sprawy innych spo³eczeñstw.
       - Tak, sam widzia³em to NIE wtr±canie siê...  W ci±gu piêtnastu minut
  pewien czerwony smok, nie wtr±caj±c siê w sprawy innych gatunków, podpali³
  stodo³ê,  zjad³ cztery owce i rozgoni³ weselisko na sto piêædziesi±t osób.
  Panna  m³oda  bieg³a  potem  przez  pó³  godziny przez pola krzycz±c: "Nie
  jestem dziewic±! Nie rusz mnie! Nie jestem dziewic±!!"
       - Znam  tê  sprawê. By³em potem adwokatem tej smoczycy.  Po pierwsze,
  nikomu  nic  siê  nie  sta³o,  a  po drugie, smoczyca jak ka¿da matka musi
  wykarmiæ  swoje  m³ode. Jest to jedyny przypadek gdy zdrowy smok z w³asnej
  woli przerywa letarg i wychodzi z jaskini. Pamiêtaj wied¼minie, smoki maj±
  swoj± Misjê i nie ryzykuj± bez potrzeby...
       - Mów mi Mack... - powiedzia³ wied¼min - S³uchaj Gero... ta  misja...
  jest zwi±zana z waszymi skarbami...
       - Widzê,  ¿e  jeste¶ m±drzejszy ni¿ my¶la³em...  Nie jeste¶my waszymi
  wrogami...  Skarby  te¿ nie pochodz± z rabunku... Pamiêtaj o tym i przeka¿
  to  swoim.  Polujcie  sobie  na  wid³ogony,  na  strzygi, na te moczymordy
  wampiry, ale nie polujcie na smoki.Nic wiêcej nie mogê ci powiedzieæ.
       - Ale...
       Na zewn±trz da³y siê s³yszeæ czyje¶ kroki.
       - Nic  wiêcej...,  a  teraz  czas  na  mnie. - powiedzia³  smok - Mam
  pro¶bê... Kto¶ tu idzie, daj mi kwadrans na przygotowanie portalu.
       McGyver kiwn±³ g³ow± i bez s³owa wyszed³ z jaskini.
       Nadchodz±cy  cz³owiek  by³  wied¼minem.  Z  ca³±  pewno¶ci±. Na widok
  McGyvera zatrzyma³ siê.
       - Witaj na szlaku - powiedzia³.
       - Witaj bracie wied¼minie.
       Mia³  bia³e w³osy. Ubrany w skórzan± kurtkê. Z mieczem. Nie prowadzi³
  ze  sob±  konia  -  polowa³.  Przybysz  podniós³  rêkê  do  wied¼miñskiego
  medalionu, a potem spokojnie zada³ pytanie.
       - Co jest wied¼minie?
       Mack  milcza³.  Wiedzia³,  ¿e  ka¿demu innemu móg³by na³gaæ. Ka¿demu,
  tylko nie innemu wied¼minowi.
       - W  tej  norze  siedzi  smok  - stwierdzi³ bia³ow³osy - wci±¿  ¿ywy.
  Je¿eli ty rezygnujesz, to ja w to wchodzê.
       - Nie bracie - Mack prze³kn±³ ¶linê - nie mogê ci pozwoliæ tam wej¶æ.
       Zaraza,  co  ja  robiê - pomy¶la³, a potem powoli wyj±³ swój miecz. -
  Muszê. Kodeks. Nie mam wyj¶cia.
       Bia³ow³osy  zawaha³ siê. Spojrza³ w oczy McGyvera, a potem wyj±³ swój
  miecz.
       - Geralt  z  Rivii - powiedzia³ powoli - zanie¶ mój  medalion do Kaer
  Morhen.
       - McGyver, zanie¶ mój medalion do Kaer Darthen.
       Cisza. Mack obserwowa³ stopy przeciwnika, rêce, d³onie i uk³ad palców
  na rêkoje¶ci miecza. Wiedzia³, ¿e w pojedynkach wied¼minów liczy siê tylko
  jedno ciêcie, pierwsze... Nigdy nie by³o potrzeby poprawiaæ.
       STÓJCIE  WIED¬MINI.  CZY  WY  NAPRAWDÊ  NIE  WIDZICIE  JAK  KTO¦ WAMI
  PERFIDNIE  MANIPULUJE?  CZY  NIE  WIDZICIE,  ¯E  KTO¦  CHCE DOPROWADZIÆ DO
  POJEDYNKU  WIED¬MINÓW  TYLKO  PO  TO, ABY LUDZIE Z LISTY DYSKUSYJNEJ SAPKA
  MIELI O CZYM ROZMAWIAÆ PRZEZ KILKA DNI?!
       Mack  wstrz±sn±³ g³ow±, jak gdyby obudzi³ siê nagle z g³êbokiego snu.
  Rozejrza³ siê. Zauwa¿y³, ¿e Geralt robi to samo.
       - Co siê dzieje - spyta³ Riv.
       - Chod¼ Geralt, co¶ ci poka¿ê.
       Gdy weszli do jaskini, prostok±tny portal w³a¶nie przygasa³.
       - Muszê ci o czym¶ opowiedzieæ - powiedzia³ McGyver.

                                    * * *

       Dziesiêæ lat pó¼niej. Karczma "Pod Zadumanym Smokiem".
       - Powiedzia³e¶,  ¿e  je¶li zap³ata jest godziwa,  popêdzisz na koniec
  ¶wiata  i  ukatrupisz  stwora,  którego ci wska¿±. Dajmy na to, srogi smok
  pustoszy...
       - Z³y przyk³ad - przerwa³ Geralt. - Widzisz, od razu kie³basi  ci siê
  z  tym  Chaosem  i  z  tym  Porz±dkiem.  Bo  smoków,  które  bez w±tpienia
  reprezentuj± Chaos, nie zabijam.
       - Jak¿e  to?  -  Trzy  Kawki obliza³ palce. - A to dopiero!  Przecie¿
  w¶ród  wszystkich potworów smok jest chyba najwredniejszy, najokrutniejszy
  i  najbardziej  zajad³y. Najbardziej wstrêtny gad. Napada na ludzi, ogniem
  zieje  i porywa te, no, dziewice. Ma³o to opowie¶ci siê s³ysza³o? Nie mo¿e
  to byæ, ¿eby¶ ty, wied¼min, nie mia³ paru smoków na rozk³adzie.
       - Nie  polujê na smoki - rzek³ Geralt sucho. - Na wid³ogony,  owszem.
  Na  oszluzgi.  Na  latawce.  Ale  nie na smoki w³a¶ciwe, zielone, czarne i
  czerwone. Przyjmij to do wiadomo¶ci, po prostu.

                                 K O N I E C

       Pos³owie:
       Pisane  w  styczniu  1998  opowiadanie  "Bia³y  Smok"  mia³o  na celu
  pokazanie  do  czego  mo¿e  doprowadziæ ¿ywio³owa dyskusja na ³amach LISTY
  SAPKA. "Re O smokach". Proza Andrzeja Sapkowskiego jest wspania³ym punktem
  wyj¶ciowym  do  wszelkiego  rodzaju spekulacji, dyskusji, polemik... £atwo
  zaadaptowaæ  j±  do  filmu,  komiksu,  RPG.  Pamiêtajmy  jednak  o granicy
  ustanowionej przez PRAWA AUTORSKIE.

                                                           Andrzej B³aszczyk

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl