"Dostajemy, w co wierzymy" by Hubert H. Wołoszyn
[DOSTAJ.TXT
| DOSTAJ.DOC]
Marzycielom
Przed wyjściem jak zwykle spojrzał w lustro. Spod skórzanej opaski
wymknąl się niesforny kosmyk. Jak zwykle.
- Misiek, gdzie cię znowu niesie?
Srzywił się, wiążąc od nowa opaskę.
- Mówiłem ci, mamo, że idę do Krzyśka... Wrócę w nocy...
- Znowu te wasze idiotyczne sesje? Stare to, a głupie, durnymi
kostkami rzuca-...
Nie chciało mu się słucha-. Wyszedł. Jak zwykle.
- Durne kostki... Jasne, jasne, i tak tego nigdy nie zrozumiesz...
W tramwaju jak zwykle myślał o sesji. Mistrz prowadził ją już trzeci
tydzień, wypadałoby zakończy-... w dodatku jego bohater, wiedźmin Geralt,
ostatnio ciągle dostawał w dupę.
- Ech, zaraza - westchnął nieświadomie na głos.
- Co jest, koleś? Gadasz sam do siebie? - usłyszał z tyłu.
Nawet się nie odwracał, zaczepki z takiego czy innego powodu
spotykały go dosyć ciężko. Mieszkać na Nowej Hucie nie jest łatwo.
Szczególnie gdy ma się długie włosy. Usłyszał śmiech. Zignorował go,
śmiechem nie można zranić.
- Ty koleś, może chcesz na fryzjera?
- Hej, stary, może byś mi dał... - jednak się odwrócił, i natychmiast
tego pożałował widząc kilka łysych głów i szyje okręcone szalikami. Kurwa,
dziś sobota, gra Cracovia... - przemknęło mu przez myśl.
- Dać ci? W mordę? No dobra - znowu śmiech i klaśnięcie otwartej
dłoni o policzek.
Przystanek. Dworzec. Odepchnął szalikowców. Wyskoczył, krzycząc co
myśli o Cracovii, o nich i ich matkach. Wypadli za nim, jak wściekłe psy.
Na rynku ich zgubię - pomyślał uciekając. Dopadli go na Pijarskiej.
Usiłował zrobić piruet, półpiruet czy paradę, tak jak to robił wiedźmin.
To czym się zaczytywał co wieczór, i co tak dobrze wychodziło na sesji, w
życiu okazało się zupełnie nieprzydatne... Piruet wyniósł go prosto pod
pięść jednego, ręka mająca zasłaniać głowę sucho trzasnęła pod bejsbolem
drugiego.
- Gdzież są niegdysiejsi wiedźmini - szepnął padając na asfalt, pod
glany, kije i potoki przekleństw...
* * *
Najpierw była ciemność, bezruch, bezczas. Potem zobaczył światło, dwa
tunele pulsujące złotym blaskiem, przyzywające go. Odpowiedział na
wołanie, zajrzał do nich.
...widział siebie, choć równie dużo było podobieństw do mielonego
mięsa, otoczonego przez tłum postaci w białych kitlach; dookoła błyskały
różne lampy, przeskakiwały wykresy, płyny sączyły się z kroplówek...
Słyszał głosy, z wielu stron, mieszające się ze sobą, zagłuszające...
...złapaliście kontakt z rodziną?... do rana go, kurwa, nie
poskładamy... kazała się zawiadomić o wyniku operacji... złapali ich?...
nikt nic nie widział... jak zwykle... tracimy go!... rozruch, szybko!...
... za oknem, na szpitalnym podwórcu stał wysoki, ubrany na czarno
chłopak... na głowie miał skórzaną opaskę, a na uszach walkmana.... nagle
usłyszał wyraźnie piosenkę... szare myśli, szare twarze, szara rasa, szara
masa, monotonne szare życie, beznadziejna szara trasa... chłopak
uśmiechnął się... do niego? skinął dłonią... jemu? rozpłynął się w
kolorowym błysku, zostawiając w powietrzu słowa piosenki...
...z drugiego tunelu wyzierała brodata twarz krasnoluda... za pasem
miał topór a w dłoni kufel piwa... czarodziejka o kruczych włosach
spojrzała na niego znad magicznej księgi... minstrel nucił coś strojąc
lutnię... wiedźmin... wyciągał do niego rękę...
Wiedział, że musi zdecydować... i nie zastanawiał się długo...
08.09.1998
H.
P.S. Ta piosenka to "Szare koszmary" TILTu, a na Pijarskiej za długie
włosy dostał autor...
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl