AS ZONE:

FANFICTION
"Dostajemy, w co wierzymy" by Hubert H. Wołoszyn
[DOSTAJ.TXT | DOSTAJ.DOC]


Dostajemy, w co wierzymy
[© 1998 by Hubert H. Wołoszyn (woloszyh@wizard.ae.krakow.pl)]

                                 Marzycielom

       Przed  wyjściem  jak  zwykle spojrzał w lustro. Spod skórzanej opaski
  wymknąl się niesforny kosmyk. Jak zwykle.
       - Misiek, gdzie cię znowu niesie?
       Srzywił się, wiążąc od nowa opaskę.
       - Mówiłem ci, mamo, że idę do Krzyśka... Wrócę w nocy...
       - Znowu  te  wasze  idiotyczne  sesje?  Stare  to, a głupie,  durnymi
  kostkami rzuca-...
       Nie chciało mu się słucha-. Wyszedł. Jak zwykle.
       - Durne kostki... Jasne, jasne, i tak tego nigdy nie zrozumiesz...
       W  tramwaju jak zwykle myślał o sesji. Mistrz prowadził ją już trzeci
  tydzień,  wypadałoby zakończy-... w dodatku jego bohater, wiedźmin Geralt,
  ostatnio ciągle dostawał w dupę.
       - Ech, zaraza - westchnął nieświadomie na głos.
       - Co jest, koleś? Gadasz sam do siebie? - usłyszał z tyłu.
       Nawet  się  nie  odwracał,  zaczepki  z  takiego  czy  innego  powodu
  spotykały  go  dosyć  ciężko.  Mieszkać  na  Nowej  Hucie  nie jest łatwo.
  Szczególnie  gdy  ma  się  długie  włosy.  Usłyszał śmiech. Zignorował go,
  śmiechem nie można zranić.
       - Ty koleś, może chcesz na fryzjera?
       - Hej, stary, może byś mi dał... - jednak się odwrócił, i natychmiast
  tego pożałował widząc kilka łysych głów i szyje okręcone szalikami. Kurwa,
  dziś sobota, gra Cracovia... - przemknęło mu przez myśl.
       - Dać  ci?  W  mordę?  No dobra - znowu śmiech i  klaśnięcie otwartej
  dłoni o policzek.
       Przystanek.  Dworzec.  Odepchnął  szalikowców. Wyskoczył, krzycząc co
  myśli  o Cracovii, o nich i ich matkach. Wypadli za nim, jak wściekłe psy.
  Na  rynku  ich  zgubię  -  pomyślał  uciekając.  Dopadli go na Pijarskiej.
  Usiłował  zrobić  piruet, półpiruet czy paradę, tak jak to robił wiedźmin.
  To  czym się zaczytywał co wieczór, i co tak dobrze wychodziło na sesji, w
  życiu  okazało  się  zupełnie nieprzydatne... Piruet wyniósł go prosto pod
  pięść  jednego,  ręka mająca zasłaniać głowę sucho trzasnęła pod bejsbolem
  drugiego.
       -  Gdzież  są niegdysiejsi wiedźmini - szepnął padając na asfalt, pod
  glany, kije i potoki przekleństw...
  
                                    * * *
                                    
       Najpierw była ciemność, bezruch, bezczas. Potem zobaczył światło, dwa
  tunele   pulsujące  złotym  blaskiem,  przyzywające  go.  Odpowiedział  na
  wołanie, zajrzał do nich.
       ...widział  siebie,  choć  równie  dużo było podobieństw do mielonego
  mięsa,  otoczonego  przez tłum postaci w białych kitlach; dookoła błyskały
  różne lampy, przeskakiwały wykresy, płyny sączyły się z kroplówek...
       Słyszał głosy, z wielu stron, mieszające się ze sobą, zagłuszające...
       ...złapaliście   kontakt   z  rodziną?...  do  rana  go,  kurwa,  nie
  poskładamy...  kazała  się zawiadomić o wyniku operacji... złapali ich?...
  nikt nic nie widział... jak zwykle... tracimy go!... rozruch, szybko!...
       ...  za  oknem,  na szpitalnym podwórcu stał wysoki, ubrany na czarno
  chłopak...  na głowie miał skórzaną opaskę, a na uszach walkmana.... nagle
  usłyszał wyraźnie piosenkę... szare myśli, szare twarze, szara rasa, szara
  masa,   monotonne   szare   życie,  beznadziejna  szara  trasa...  chłopak
  uśmiechnął   się... do  niego?  skinął  dłonią...  jemu?  rozpłynął  się w
  kolorowym błysku, zostawiając w powietrzu słowa piosenki...
       ...z  drugiego  tunelu wyzierała brodata twarz krasnoluda... za pasem
  miał  topór  a  w  dłoni  kufel  piwa...  czarodziejka  o kruczych włosach
  spojrzała  na  niego  znad  magicznej księgi... minstrel nucił coś strojąc
  lutnię... wiedźmin... wyciągał do niego rękę...
       Wiedział, że musi zdecydować... i nie zastanawiał się długo...

                                                                  08.09.1998
                                                                          H.

       P.S. Ta piosenka to "Szare koszmary" TILTu, a na Pijarskiej za długie
  włosy dostał autor...

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl