"Jak to się mogło stać?" by Sajgon
[JAKTOSIE.TXT]
Wiszące pod ścianami kaganki rzucały migotliwe światło na posadzkę,
ściany, sklepienie pokryte starymi, malowanymi zapewne jeszcze przez elfy
freskami. Kobieta mówiła coraz głośniej, w końcu poderwała się od stołu.
- Jak to się mogło stać? - czarodziejka miała wypieki na twarzy,
trzęsły jej się ręce - jak mogłyśmy przeoczyć coś tak istotnego?
Już żadna z obecnych w podziemnej sali czarodziejek należących do
Loży nie siedziała na należnym jej fotelu przy stole. Wszystkie prawie
chodziły nerwowo, ciskały piorunami z oczu.
- Tyle czasu uganiałyśmy się za bękartem? To dla niej zginęła
Yennefer z Vengerbergu! I wszystko nadaremnie! Jeśli Vilgefortz się o tym
dowie ...
* * *
- Jak ma się nasz wspólny znajomy? - dwa wieloryby skrzyżowały się na
kaszalocie.
- Od nieszczęśliwego wypadku, mój... były - mężczyzna z oszpeconą
oparzeniem twarzą zaakcentował ostatnie słowo - mistrz nie bardzo może się
w ogóle mieć ... niestety, niech mu ziemia - tu Rience zawahał się - lekką
będzie. Uśmiechnął się krzywo.
Dijkstra lekko uniósł brwi. Zdziwić go, to nie było łatwe zadanie.
Podrzędny czarodziej był pierwszym, któremu od kilku ładnych lat się to
udało. Szpieg miał jednak długoletnią praktykę w nieokazywaniu uczuć, nie
zdradził żadnym gestem czy ruchem jak bardzo nie spodziewał się takiego
obrotu rzeczy.
- Ach tak? - nie bardzo wiedział co powiedzieć, zdecydował się na grę
dyplomatyczną. Miał nadzieję, że Rience będzie chciał się sam pochwalić
swym osiągnięciem. Nie mylił się.
- Vilgefortz przestał płacić zgodnie z moimi oczekiwaniami -
czarodziej zaczął swój wywód - nie pracowałem dla niego z żadnych innych
pobudek - chodziło mi jedynie o pieniądze, chciałem... - Światło lampy
stojącej na biurku w komnaty szefa służb specjalnych Redanii padło na
oblicze czarodzieja.
- Widzę, że zapowiada się dłuższa opowieść, usiądź Rience.
Mężczyzna podszedł do stołu, z trudem odsunął od niego krzesło,
ciężko usiadł. Na jego twarzy widać było ślady zmęczenia. Kilka
nieprzespanych nocy, trudy teleportacji zostawiły piętno, które zmyć
mógłby tylko tydzień odpoczynku. Taka przyjemność nie była jednak w
niczyich planach. A szczególnie w planach Dijkstry.
- Nie interesuje mnie polityka, eksperymenty prowadzone przez
Vilgefortza mnie nie pociągały - Rience wzdrygnął się na samo wspomnienie
zimnego lochu, widoku foteli, które musiał konstruować, a nad których
przeznaczeniem wolał się nawet nie zastanawiać - chodziło mi jedynie o
pieniądze na własną pracownię, na odczynniki. Chciałem zacząć się
dokształcać, pracować... Dijkstrę zaczynały już nudzić zwierzenia
czarodzieja, doszedł do wniosku, że skieruje rozmowę na bardziej
interesujący go temat ...
- Mogę mowić wprost? - zapytał, i nie czekając odpowiedzi rzekł -
Rozumiem, że zlikwidowałeś Vilgefortza?
Rience wyrwany z monologu podniósł zdziwiony wzrok na szpiega.
- Tak... mogę to udowodnić - czarodziej lekko się ożywił
.
- Nie musisz - Dijkstra zdecydowanie nie chciał oglądać tego dnia
obciętych palców, nosów czy innych, pokazywanych zwykle jako dowód
zabójstwa, części ciała - o tym, czy mówisz prawdę dowiem się najdalej
jutro rano. Jeśli mówisz prawdę i... - tu Dijkstra zawahał się - ...będzie
nam ona na rękę to może wyjdziesz stąd w jednym kawałku, a... może nawet
coś skapnie ci z Redańskiego skarbca...
Szpieg skinął głową w kierunku strażników stojących w cieniu pod
drzwiami.
- Zabierzcie go!
* * *
- Królewna Pavetta puściła się z wiedźminem! To się w głowie nie
mieści! Tak długo badałyśmy próbki! Nie wykryłyśmy, że ojcem dzieciaka nie
był Duny, tylko ten ... pieprzony wiedźmin!
- Przez kogo pieprzony, przez tego pieprzony... - powiedziała cicho,
z lekkim przekąsem któraś z obecnych.
- Tyle lat! I nikt nie wykrył czegoś tak oczywistego!
Większość kobiet obecnych na zjeździe loży nie ukrywała zakłopotania,
prawie każda z nich miała jakiś wkład w badania nad genem Lary. Każda z
nich mogła zwrócić uwagę na pewne nieścisłości. Jednak żadna tego nie
zrobiła...
Wreszcie po chwili namysłu odezwała się najstarsza.
- Niech...
* * *
- ...to zostanie między nami Ciri...proszę. - wiedźmin opuścił głowę,
białe, niczym nie spięte włosy opadły mu na twarz. Dziewczynka, a
właściwie młoda kobieta, siedziała na ciężkim, obitym czerwonym suknem
tronie. - teraz już rozumiesz... dlatego nie mogę zostać twoim mężem...
wiedz, że chciałbym być zawsze z tobą, kocham cię .. ale jako ojciec... -
Geralt otarł łzę z twarzy młodej królewny
- Ja nie chcę być koronowana... dlaczego nie możesz zostać na
ceremonii?
- Geralt ja się boję... nie, wiedźminka nie powinna się bać!
Wiedźmin poruszył się niespokojnie. Zrobił głeboki wdech.
- Powiem ci, powinnaś wiedzieć... Oddanie cię na wychowanie do Kaer
Morhen to był pomysł twej babki, Lwicy Calanthe... nie chciała aby to się
rozeszło, dlatego wymyśliła całą intrygę z Dzieckiem Niespodzianką, tobą,
w roli głównej. Miała nadzieję, że jak większość młodych wiedźminów
zaginiesz gdzieś na szlaku... bez świadków... jako zwykły... ktoś...
Wiedźmin westchnął. Ciężko mówiło mu się o tak trudnych sprawach.
Znacznie lepiej znał się na przeznaczeniu, w które w gruncie rzeczy nie
wierzył.
- Zostaniesz królową - stwierdził z trudem - będziesz spała na
szerokim łożu z baldachimem... nie zapomnij tylko proszę jak to jest na
szlaku... poprowadź Cintryjczyków przeciw Nilfgaardowi! Zrób to! Jak
najszybciej Ciri! Twój naród w ciebie wierzy! - Już dawno odrzucił
apolityczność i zasadę nie mieszania się...
- Nie zapomnę Geralt ja... nigdy nie zapomnę szlaku... - przyszła
królowa niepodległej Cintry otarła kolejną łzę z oka.
- A co będzie jeśli ktoś dowie się o moim pochodzeniu? - zapytała z
nutą wyczekiwania w głosie.
- Nikt się o tym nie dowie... wiedziała o tym tylko Calanthe, nawet
Pavetta nie była pewna... obie nie żyją...
* * *
Mury zatrzęsły się, ze sklepienia posypał się tynk z elfimi freskami.
Zza obitych ciężką blachą drzwi rozległy się uderzenia tarana...
Nieprzytomna czarodziejka odbiła się od świeżo otwartego teleportu.
- Co się dzieje! Nilfgaard? - w komnacie obecna była prawie cała
Loża.
- Nie chcemy chyba tak zginąć? Otoczyli nam zamek blokadą
antyteleportacyjną! Ktoś nas zdradził! - Okrzyki mieszały się z łoskotem
spadająych kamieni, hukiem taranu. Mury zaczynały pękać...
* * *
Ciri otworzyła oczy, przyjrzała się dogasającej na sekretarzyku
lampce. Pieprzę to, pomyślała. Niech sobie znajdą kogoś innego do
dowodzenia wojskiem, przyjmowania poselstw... Lampka zgasła, komnatę
królewską zalała całkowita ciemność. Przez okno nie wpadało światło
księżyca - noc była chmurna i parna, zapowiadało się burzliwe Zrównanie.
Cirilla, królowa Cintry, przystosowała wzrok do ciemności. Otworzyła
dębową skrzynię stojącą w rogu. Wyjęła z niej bluzę, skórzane spodnie i
dwa miecze - meteorytowy i srebrny. Stanęła przed lustrem. Już nie jestem
podlotkiem, ale kobietą - przemknęło jej przez myśl. Podniosła trzymany w
ręku miecz, przyłożyła go do szyi...
- Tak będzie lepiej - powiedziała głośno, do siebie. Westchnęła. -
Stanowczo, tak będzie wygodniej i łatwiej...
Pukle włosów zaczęły spadać na podłogę...
Szybko ubrała się w strój rzucony wcześniej na łoże. Podeszła do
sekretarzyka. Z hebanowego puzdra wyjęła medalion. Założyła go na szyję.
Wybity na nim wizerunek wilczycy rozjarzył się delikatnym światłem...
- Wybacz Yenna... na darmo pomogłaś otworzyć mi ostatnie drzwi... nie
będę królować... Teraz przeznaczenie jest tylko w moich rękach... jeszcze
raz wybacz... - jej głos dźwięczał smutno w pustej komnacie. Podeszła do
okna.
- Trzydzieści stóp. Nic to dla wiedźminki... - skoczyła...
* * *
- Bandyta! Ukradł konia! - królewskiemu stajennemu udało się wypluć
knebel z ust... Było już znacznie za późno żeby dopędzić kogoś szybkiego
jak cień, kogoś kto zaszedł go od tyłu, uderzył czymś tępym....
- Zabrał królewskiego konia! - tępy ból odezwał się w tyle głowy. W
zamku zaczynały zapalać się światła. Nagle zaczęły bić dzwony, odezwały
się trąby alarmowe
- Alarm! Królowa znikła!
* * *
Sajgon
Zbyszek Warakomski
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl