"Wiedźmin Geralt a reforma administracyjna" by m00se
[REFORMA.TXT]
Wiedźmin Geralt stał w kompletnym bezruchu oparty plecami o wilgotną
ścianę. Wokół panował mrok tak gęsty, że nawet jego wiedźmiński wzrok z
trudem wyodrębniał zarysy ścian korytarza. Geralt nasłuchiwał. Gdzieś w
oddali rozległ się spazmatyczny, raptownie urwany krzyk. Odgłos,
zwielokrotniony przez echo, zamierał powoli, aby ustąpić miejsca
zbliżającemu się tupotowi stóp. Wiedźmin nawet nie drgnął, gdy zza
najbliższego zakrętu korytarza wypadł ogromny, przygarbiony potwór. Nawet
wszechogarniające ciemności nie były w stanie ukryć brzydoty stwora.
Długie, sięgające podłogi łapy, świecące chorobliwym blaskiem oczy i
obezwładniający odór nie pozostawiały cienia wątpliwości - ghul. Potwór
zbliżał się powoli w stronę przyczajonego Geralta. Wiedźmin zareagował
błyskawicznie i pewnie: dwa szybkie kroki, półpiruet, unik i świst
srebrnego ostrza zlały się niemal w jedno.
Yennefer zdegustowana wyłączyła telewizor.
* * *
Ogłuszające dudnienie basu wprawiało ściany budynku w wyraźnie
wyczuwalne wibracje. Jednakże nikt z podrygującego pośrodku sali tłumu
zdawał się tego nie zauważać. Wręcz przeciwnie każda z ubranych w
plastik postaci kołysała się w miejscu z wyrazem twarzy, jaki może
zapewnić tylko zaawansowana choroba psychiczna lub starannie dobrana
mieszanka alkoholu i narkotyków. Geralt ostrożnie lawirował pomiędzy
tańczącymi kierując się w kierunku odległej ściany. Zgodnie z
oczekiwaniami znalazł tam półleżącego Jaskra. Trubadur był tak naćpany, że
nawet energiczne potrząsanie nie zdołało skłonić go do zogniskowania
spojrzenia. Geralt skrzywił się zarzucił, poetę na plecy i westchnął.
- Za stary już na to jestem, za stary.
* * *
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Geralt! Zostaw tego ćpuna i spójrz na
mnie. Mówię do ciebie do cholery! Gdybyś chociaż raz zadał sobie tę
odrobinę trudu i zrobił tak, jak ci radzę, nie byłbyś teraz na moim
utrzymaniu. No co się tak gapisz? Ja temu wierszoklecie nie dam złamanego
grosza. Tak, wiem, że to twój przyjaciel. Co z tego? Mówię ci po raz
ostatni: podaj ich wreszcie do sądu. "Wiedźmin Geralt wstępuje do NATO",
"Wiedźmin Geralt i reforma administracyjna" - za każdy odcinek powinni ci
płacić tantiemy. Milczysz. Czy ta twoja cholerna duma nie pozwala ci nawet
zdobyć pieniędzy na utrzymanie? Ech zaraza, ty mnie nawet nie słuchasz.
* * *
Geralt szedł samotnie ulicą. Jego krótko przystrzyżone, ufarbowane na
zielono włosy, fosforyzowały lekko w świetle nielicznych czynnych latarni.
Od zachodu powiał zimny, nocny wiatr niosąc ze sobą zapach spalin i
dźwięki pijackiej burdy. Wiedźmin westchnął ciężko i wbił zaciśnięte
pięści w kieszenie spodni ozdobionych trzema gustownymi paskami. Yennefer,
jak zwykle zgodziła się przenocować Jaskra, dopóki ten nie wytrzeźwieje.
Nogi same niosły go w kierunku najbliższego pubu. Geralt dokonał w pamięci
szybkiej oceny pozostałych mu funduszy, uśmiechnął się paskudnie i pchnął
odrapane drzwi. W środku gęste chmury papierosowego dymu skutecznie
utrudniały nielicznym żarówkom oświetlenie lokalu. Geralt usiadł przy
barze i przez dłuższą chwilę zastanawiał się czym się dzisiaj upić.
Wiedział, że jest w trudnej sytuacji: jego organizm sztucznie uodporniony
na różne jady i trucizny skutecznie opierał się działaniu alkoholu. Aby
się porządnie schlać Geralt potrzebował dużej ilości mocnej wódki, a
najlepiej spirytusu. Wiedźmin zadumał się nad możliwościami zdobycia
napitku. W stojącym na końcu kontuaru telewizorze białowłosy mięśniak
jedną ręką obejmował cycatą blondynę, a drugą zbrojną w niewątpliwie
plastikowy miecz oganiał się od chmary oślizgłych potworów.
Geralt zrezygnowany wstał i ruszył w kierunku wyjścia. W drzwiach
niemalże zderzył się z wchodzącą Ciri. Dziewczyna obrzuciła go cokolwiek
zamglonym spojrzeniem i krzywiąc się niemiłosiernie splunęła mu pod nogi.
Geralt potulnie wyszedł na ulicę.
* * *
Cirilla nie odzywała się do niego już od ponad dwóch lat, kiedy to
Geralt okrutnie pochlastał ówczesnego chłopka Ciri, pisarczyka Jarre'a.
Jarre spędziwszy dwa miesiące w stanie śpiączki wylizał się jakoś, ale
Ciri zapałała do wiedźmina gorącą nienawiścią. Z początku Geralt myślał,
że gdy Ciri trochę ochłonie sama stwierdzi, że Jarre nie jest najlepszym
partnerem i puści mu te chwile popędliwości w niepamięć.
Ciri rzeczywiście rzuciła Jarre'a, ale wiedźmina na zawsze skreśliła
z listy mile widzianych osób. Jaskier twierdził, że to z powodu zbyt
długiego obcowania z Yennefer, chociaż nigdy nie mówił tego w jej
obecności. Właściwie to wszystkie kłopoty Geralta zaczęły się mniej więcej
w tamtym okresie. Pozostali wiedźmini zakładali korporacje, które
niechętnie spoglądały na działających na ich terenie wolnych strzelców.
Ich niechęć była tak daleko posunięta, że zmusiła Geralta do czasowego
opuszczenia miasta i radykalnej zmiany wyglądu. Geralt ufarbował włosy na
zielono zaczął nosić pomarańczowe okulary i ubierać się w ortalion.
Potencjalni klienci dostawali na widok wiedźmina niekontrolowanych napadów
śmiechu.
Jednakże dopiero dosyć żywiołowa reakcja Yennefer dała Geraltowi do
myślenia, zwłaszcza, że czarodziejka umiała przedstawić swoje argumenty w
sposób niezwykle przekonywujący i stanowczy. W rezultacie Geralt rozpoczął
poszukiwania budynku dostatecznie wysokiego, by skok z niego okazał się
śmiertelny nawet dla kogoś o jego wytrzymałości.
Na szczęście Yennefer przełamała swój upór zanim Geralt zdołał
znaleźć odpowiedni wieżowiec. Po tych przeżyciach Geralta nie było w
stanie wzruszyć nawet ogłoszenie, jakie Jaskier zamieścił w prasie w jego
imieniu: "AAAAaaaaaaaaaaaaaaaaa potwory tępię zawodowo, skutecznie. Tel.
grzeczn. 345-5212-5767.
* * *
Przeszedłszy kilka przecznic Geralt zorientował się, że zapuścił się
w okolice, w które zdecydowanie nie powinien się zapuszczać. Jego
spostrzeżenie okazało się tyleż trafne, co spóźnione, gdyż dookoła
wiedźmina zmaterializowała się grupa podpitych typków odzianych w dresy
tylko trochę bardziej zniszczone niż jego własny. Przez chwilę wiedźmin i
przywódca dresiarzy mierzyli się wzrokiem. Wreszcie ten ostatni nie
wytrzymał i zaatakował trzymanym w ręku kijem paskudną fintą z dexteru.
Geralt zareagował zupełnie odruchowo, wyuczone w ciągu wiedźmińskiego
treningu ruchy wykonywały się same, bez udziału świadomości.
Błyskawiczny piruet ustawił Geralta w doskonałej pozycji na przyjęcie
zadanego z tyłu ciosu. Bardziej poczuł, niż usłyszał uderzenie metalowych
ogniw łańcucha o własną czaszkę.
* * *
- Wynocha ochlapusie! WON!
Jaskier nie czekając na kolejne uderzenie patelnią przepięknym
szczupakiem pokonał odległość dzielącą go od drzwi. Yennefer przez dłuższą
chwilę nie mogła dojść do siebie.
- Ten mały pederasta zarzygał mi cała łazienkę.
* * *
Geralt otworzył lewe oko. Było ciemno. Po chwili otworzył drugie oko.
Nadal było ciemno. Wciągnął głęboko powietrze i natychmiast skrzywił się z
bólu. Chciał zakląć, ale uniemożliwiły mu to rozbite i spuchnięte wargi,
więc tylko wypluł zalegający pod językiem ząb.
- Dolna lewa piątka. - Wymamrotał z trudem.
Humor wiedźmina szybko się poprawił, gdyż okazało się, że oprócz
połamanych żeber i ręki lekko wyrwanej ze stawu nie odniósł dalszych
obrażeń i będzie mógł iść o własnych siłach. Najwyraźniej dresiarze byli
na tyle zniechęceni, że nawet nie chciało im się skatować go porządnie.
Jednakże zniechęcenie nie przeszkodziło im w opróżnieniu kieszeni
wiedźmina.
- Yennefer mnie zabije. - pomyślał Geralt zanim stracił przytomność.
* * *
Yennefer czuła, że dnia rozpoczętego pozbyciem się natrętnego poety
nie należy marnować. Upewniła się, że drzwi są dobrze zamknięte i
przezornie zasłoniła okno. Potem spod łóżka wyciągnęła gruby zeszyt
obłożony w plakat z podobizną Antonio Banderasa, który swego czasu
zwędziła Triss Merigold. Jej najlepsza przyjaciółka do dziś nie odkryła,
co stało się z jej idolem. Yennefer podeszła do biurka i otworzyła zeszyt.
Na pierwszej stronie widniało kilka przekreślonych tytułów i jeden
napisany ze szczególną starannością i do tego zielonym atramentem:
"Wiedźmin Geralt ocala świat od zagłady". Zeszyt pachniał bzem i agresetm.
* * *
m00se
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl