AS ZONE:

FANFICTION
"Wpadka" by Adam Marczuk
[ WPADKA.TXT ]


Wpadka
[© 1998 by Adam "Regis" Marczuk (regis_@friko4.onet.pl)]

       Noc  zapowiadała  się  pięknie. Bezchmurne niebo upstrzone miliardami
  gwiazd rozjaśniał wielki księżyc w tej najwspanialszej ze swych postaci, w
  pełni.  Ciszę  przerywało  jedynie  rytmiczne  cykanie cykad i sporadyczne
  koncerty  żab.  Ciemność  dodawała  otuchy  młodym  pełnym  wigoru duszom.
  Podkradali  się  w  ciszy  do  jego  krypty,  uważając  by nie nadepnąć na
  przypadkową  gałązkę,  czy  nie  podknąć  się  o  żaden z licznych, dużych
  kamieni porozrzucanych wokół jego domostwa.
       - Cholera!  Czy  nie  możemy  podlecieć?  -  sepnął  jeden z  nich po
  kolejnym potknięciu.
       Z przodu rozległy się odgłosy gorączkowego uciszania.
       - Dobrze wiesz, że nie! - ktoś odszepnął mu prosto w ucho.
       Dookoła rozległy się liczne syknięcia. Szli dalej przy wtórze cichych
  przekleństw,  syków  i  przyciszonego  hihotu najmłodszych. Już było widać
  błyszczącą  w  świetle  księżyca  płytę. Cztery wizerunki demonów tonęły w
  głębokim cieniu rzucanym przez pobliską kaplicę Melitele. Kapłanki zapewne
  nawet  się  nie  domyślają  co  czai  się  na  pobliskim cmentarzu. Siedem
  mrocznych  cieni  przemknęło chyłkiem przed wejściem do świątyni. Cztery z
  nich chwyciły za płytę grobowca unosząc ją bezgłośnie. Z wnętrza dobiegało
  ciche  chrapanie,  powietrze  było  zatęchłe  i  przesycone zapachem krwi.
  Księżyc  zalał  wnętrze  srebrzystym  światłem  wypełniając mroczną kryptę
  długimi  cieniami.  Na  środku  krypty  stało wygodne łoże, na którym spał
  wampir.  Jasne  światło  księżyca  odbijało  się od obnażonych kłów. Przez
  cienką kołdrę widać było że jest on chudy i wysoki.
       Postacie  wkradły  się  cicho  do krypty i podeszły do łóżka. Jedna z
  nich  zatoczyła koło ręką, reszta na umówiony znak okrążyła łoże. Pierwsza
  postać zaczęła odliczać palcami.
       Trzy...  Dwa...  Jeden...  Po zamknięciu całej dłoni z siedmiu gardeł
  dobyło się przerażające wycie. Światło odbiło się na czternastu obnażonych
  kłach.  Wampir  na  łóżku zerwał się gwałtownie i zataczając się zerwał na
  nogi. Po chwili, gdy jego mętny wzrok wyklarował się, usiadł gwałtownie na
  łóżku.   Pozostałe   wampiry   przestały  przeraźliwie  wyć  i  wybuchnęli
  gwałtownym, niepohamowanym śmiechem.
       - I z czego się tak cieszysz Malin? - głos wampira  ociekał goryczą i
  złością.  Choć  jego  wzrok wyrażał chęć mordu, to jego wychudzona i blada
  twarz pozostawała bez wyrazu.
       - Nie gniewaj się Regisku,  ale nie mogliśmy się powstrzymać - odparł
  przez łzy Malin. - Lecimy się zabawić i przyszliśmy zapytać cię czy lecisz
  z nami. Mam nadzieję, że...
       - Nie pieprz Malin. A ty Regis choć już,  bo zabawa się skończy zanim
  tam  dolecimy  - przerwał mu jeden z pozostałych wampirów, które przestały
  się już śmiać i szykowały się do wyjścia.
       - Dobra, już idziemy Menace - uprzedził gniewną ripostę Regis.
       Osiem wampirów opuściło kryptę. Zasunęli starannie płytę grobowca. Po
  chwili   osiem  nietoperzy  leciało  w  kierunku  okrągłego  księżyca.  Po
  kilkunastu   minutach   lotu   nad   pobliskim  lasem  dotarli  na  polanę
  rozświetloną   wielkim   ogniskiem,  wokół  którego  tańczyło  kilkanaście
  wysokich postaci. Regis wylądował na jednym z krańców polany. Obiegające w
  szalonym  tańcu  ognisko  postacie  migały  mu  przed  oczyma.  Przebiegał
  wzrokiem  po  polanie,  aż znalazł to co go najbardziej interesowało. Pięć
  ludzkich  postaci  leżało  związanych  po  drugiej stronie ogniska. Wampir
  obiegł  szybko  ognisko  i  przyklęknął  przy jednym z ludzi. Ubrany był w
  chłopski  chałat  a na szyji miał ślady ukąszeń. Regis obnażył swoje kły i
  wbił je głęboko w arterie chłopa. Ciepła krew pociekła mu z otwartych ust.
  Chłeptał  ją  głośno czując, że ssanie w żołądku, które następowało zawsze
  gdy  dłuższy  czas  nie  pił  krwi. Czuł jak ciepły płyn rozlewa mu się po
  żołądku.  Oderwał się od ciała gdy było już puste. Rozejrzał się dookoła i
  zauważył,  że świat nabrał żywszych barw. W głowie lekko mu szumiało, krąg
  tańczących  wabił  i  urzekał. Wstał chwiejąc się i dołączył do tańczących
  postaci.  Z  początku potykał się o własne nogi, ale szybko wpadł w rytm i
  zapomniał  się  w wykonywanym tańcu. Krążyli jak szaleni a ognisko zamiast
  przygasać  paliło  się coraz bardziej i bardziej. Nikt nie wiedział jak to
  się  dzieje, ale najważniejsze, że się działo, wysokie płomienie podsycane
  szaleństwem  ich  tańca,  wampirzego tańca, sięgały niemal wysokości koron
  drzew.   Tańczyli   coraz  szybciej  i  szybciej,  świat  wokół  wirował w
  szaleńczym tempie. Nagle jeden z tańczących wypadł z kręgu, po nim jeszcze
  jeden  i następny. W końcu przyszła jego kolej, więc postąpił tak jak inni
  i  wypadł  z  przerwanego  kręgu.  Gdy  odpadł  ostatni  tancerz płomienie
  przygasły i stały się tylko cieniem wielkiego ogniska płonącego tam ledwie
  kilka chwil wcześniej.
       Wszystkie  wampiry  leżały nieruchomo jakby bały się nawet oddychać w
  tej  jednej  z  najświętrzych  chwil. Żółty blask ogniska powoli ustępował
  srebrnej  poświacie  księżyce.  Jakby  pokrzepione  tym  światłem  wampiry
  poczęły z wolna wstawać. Regis doczłapał do jednego z chłopów.
       - Hej! Ty już piłeś, daj pić innym! - usłyszał z tyłu znajomy głos.
       - Odpieprz  się  Malchance.  -  warknął  usiłując  wbić  kły w gardło
  leżącego człowieka.
       Tak naprawdę to nie poczuł tego uderzenia, był zbyt zamroczony krwią.
  Odrzuciło  go  jednak  na sporą odległość więc, odruchowo, zawył boleśnie.
  Rzucił   się   na   piękną,   jasnowłosą   wampirkę.  Jednak  Malchance, w
  przeciwieństwie  do  niego,  niewiele  tej  nocy  piła i zachowała w pełni
  wampirzy  refleks.  Zdążyła  się  odsunąć  przez  co przeleciał obok niej,
  żałośnie  młócąc  rękami  powietrze,  po  czym  wylądował  twarzą w leśnej
  ściółce.  Gdzie  niegdzie  odzezwał  się nerwowy hihot. Wstał chwiejnie na
  nogi i spojrzał na nią groźnie. Nie zdawał sobie jednak sprawy, że wygląda
  żałośnie,  cały  brudny,  twarz oblepiona ziemią, mchem i krwią, smoliście
  czarne  włosy niemłosiernie potargane a jego oczy sprawiały wrażenie jakby
  trudno mu było skupić wzrok na czymś konkretnym.
       - Idź  poszukać  sobie  czegoś do picia  gdzieś indziej! - słowa jego
  byłej  kochanki  brzmiały  krytycznie,  przebłyskiwała  w nich jednak nuta
  głęboko  utajonego  żalu.  Regis  jednak  zaślepiony żalem na cały świat i
  ilością  wypitej krwi nie mógł tego zauważyć. Nie mógł też zauważyć jak po
  jego  nagłym  odlocie Malchance skryła twarz w dłoniach i cicho zapłakała.
  Te wampiry, które znały tę parę szeptały innym o ich tragedii.
       Lecąc  jako nietoperz niewiele widział, ale za to słuch rekompensował
  mu  wszystko. Słuch i jeszcze ten zmysł, mógł wyczuć ciepło ludzkich ciał.
  Zbliżał  się  powoli do pobliskiej wioski. Jego myśli całkowicie opanowała
  żądza krwi, nie myślał już o tym co zaszło, nie myślał o innych wampirach,
  ani  nie  myślał  o niej, o Malchance. W jego głowie były tylko dwa słowa,
  pić  i  zapomnieć.  Widział  cieplny  zarys  jakiejś  postaci na obrzeżach
  wioski.  Podleciał do stodoły gdzie zmienił się na powrót w wampira. Wpadł
  szybko do środka, szeroko otwierając drzwi. Krew, nareszcie krew! Krzyczał
  jego  umysł.  W  środku  okropnie gruba baba przewalała sianu widłami. Jak
  tylko zobaczyła kogoś lecącego na nią, uniosła widły w geście obrony.
       Regis  nie  zdążył  się uchylić. Prawdę mówiąc nie zdążył zrobić nic,
  wpadł  z  rozpędu  na  wyciągnięte  widły.  Baba  wyrwała je ze zdębiałego
  wampira  i  zaczęła walić go trzonkiem z całej siły w łeb. Po kilku razach
  Regis  przestał  cokolwiek  odczuwać,  osunął się w milczącym zdumieniu na
  podłogę ku lecącej do niego zimnej ciemności.
       Przebudzeniu  towarzyszyło dziwne uczucie. Szybko otworzył oczy. Obok
  niego  stali ludzie odwróceni doń tyłem. Coś było nie w porządku, czół to.
  Po  kilku  próbach  udało  mu się skupić wzrok na swoim torsie. Zadrżał. W
  jego  ciało  wbite  było  kilkanaście  zaostrzonych  kołów.  Jednak nie to
  sprawiło,  że  zadrżał, ale to co zobaczył dalej. Dalej leżały jego ręce i
  nogi,  odrąbane  od  reszty  ciała.  Wpadł w panikę, nie mógł się zmienić,
  wiedział to. Jak przez mgłę usłyszał słowa jednego z chłopów.
       - Zróbmy jeno tako jak nam ten wiedźmin, Vesemir,  prawił. Po nabiciu
  kołami  i skropieniu wodą co nam ten kapłan zza rzeki dawoł,  poćwiartować
  bestię  trza, głowę urżnąć i głęboko w ziemi zakopać. Tak chłopy zrobicie,
  a  od  wąpierza  się  uwolnicie,  prawił.  A  ten  tam wiedźmin zna się na
  bestyjach wszelakich, przecie on sam do ich grona należy!
       Regis  wzdrygnął się słysząc pomruk aprobaty z ust ludzi. Pragnął się
  wydostać  stamtąd  jak  najprędzej,  z  daleka  od  tej  tłuszczy, od tych
  oprawców.  Jak  oni  śmią!  Przecież  to tylko naczynia! Rasa niższa! Jego
  myśli  krążyły  wokół  tego  jak się wydostać, bywał już w tarapatach, ale
  nigdy  w  tak poważnych. Zmiana bez rąk i nóg nie wchodziła w rachubę. Bez
  kończyn  nie mógł też walczyć, opanowanie jednego z chłopów mu nic nie da.
  Wampir  wpadał  w  coraz  większą rozpacz. Był tak pochłonięty myślami, że
  ledwie zauważył jak jeden ze zgromadzonych krzyknął ze zgrozą pokazując na
  niego.   Drugi  odwrócił  się  z  zakrwawionym  toporem  w  rękach.  Jedno
  precyzyjne  szybkie  cięcie,  głowa  wampira  potoczyła  się po centralnym
  placu  wioski.  Regis  zamknął oczy by nie widzieć co się będzie dziać. Co
  dziwne nie czuł nic.
       Gdy  otworzył oczy dookoła panowały ciemności. Zdołał jednak dostrzec
  ich  fakturę  i  leżące  obok zwłoki. Ziemia! Jestem pod ziemią! Pomyślał.
  Wiedział  już,  że  przeżyje,  nie  wiedział  tylko ile czasu spędzi w tym
  miejscu.  Już  zaczął  odczuwać  lekkie mrowienie  wskazujące  na  powolną
  regenerację  komórek. Próbował zasnąć, lecz nie mógł. Leżał więc tak mogąc
  tylko  myśleć.  Wiedźmin,  pomyślał,  Vesemir,  no  cóż,  mam nadzieję, że
  wiedźmini, żyją dłużej niż zwykli ludzie.

                                                                        CDNN

                                    * * *

                                                        Adam "Regis" Marczuk
                                                       regis_@friko4.onet.pl

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl