"Trzy zakończenia" by Marcin Wierzyński
[ZAKONCZ.TXT]
ZAKOăCZENIE PIERWSZE - POSTMODERNISTYCZNE
- Nudziarz!! Nudziarz, kurka jego wodna mać. Nazwał mnie nudziarzem!
Oo, przegiąłeś w tym momencie... Już ja ci pokażę nudziarza zasrańcu! -
Białowłosy mężczyzna wyszarpnął wtyczkę z dziupli starego dębu po czym
bezceremonialnie cisnął notebooka do swojej sakwy podróżnej.
- A z czego tu się do jasnej żyrytwy cieszyć?! Mam tryskać energią
kiedy Yen okazała się ostatnią (piiii), Ciri bóg wie gdzie, robi bóg wie
co, z bóg wie kim i jeszcze w kolanie mi strzyka od kiedy ten knur
złamany, zaprzały magik kości mi porachował. Może jakąś radosną odę
powinienem skonstruować w której dowcipnie a celnie spuentowana zostanie
cała ta chromoloną sytuacja? Niedoczekanie wasze niewdzięczniki skundlone!
Człowiek się stara, poświęca, wciąż daje nic nie biorąc w zamian... - W
tym momencie zasapał się, przetarł załzawione oczy, westchnął głośno i
zrezygnowany opadł na pobliski kamień.
- A więc dobrze. Nie chciałem tego ale w tych okolicznościach... Nie
śpiesząc się, choć stanowczo, rozpiął kurtkę i z wewnętrznej kieszeni
wyciągnął przenośny aparat telefoniczny (komórę).
- Halo? AUTOR? Tak to ja, Geralt. Owszem czytałem tego mail'a.
Dzwonię właśnie w tej sprawie. Chciałem powiedzieć, ze to koniec, zrywam
umowę. Nie, już postanowiłem. Tak znam konsekwencje zerwania kontraktu. W
tej sprawie proszę się skontaktować z moim adwokatem.
Białowłosy wyłączył telefon, po czym westchnął z ulgą.
- Ha, nareszcie wolny...
Po czym sięgnął do torby, wyciągnął małą kosmetyczkę i zrobił sobie
makijaż.
* * *
ZAKOăCZENIE DRUGIE - KRWAWE
(kobiety, dzieci, oraz niezrównoważeni psychicznie niech lepiej przejdą do
następnego zakończenia)
Mężczyzna w czerwonym kapturze nie deliberując zbytnio, zamachnął się
potężnie. Ogromny topór zalśnił złowrogo. Na chwilę zawisł nieruchomo, po
czym runął w dół tnąc ze świstem powietrze, by na koniec z trzaskiem i
mlaskiem ugrzęznąć w szyi nieszczęśnika. Nie wywołał jednak spodziewanego
efektu (to jest główka nie odpadła).
- Cholera, mówiłem smarkaczowi, żeby naostrzył porządnie... -
pomyślał ponuro mistrz, po czym z pewnym wysiłkiem wyszarpnął stylisko i
zamachnął się po raz wtóry. Niestety na skutek daleko idącego
niezrozumienia ze strony ofiary, jej upartego dążenia do emancypacji oraz
dużej ilości posoki na deskach (co bardzo utrudniało zachowanie równowagi)
drugi cios nie wywołał większego efektu niż pierwszy. Widząc, że szanse na
kooperację są bardzo niewielkie, mistrz postanowił liczyć tylko na siebie.
W następne ciupnięcie włożył cały swój kunszt i doświadczenie. Zastosował
techniki koncentracyjne wyuczone podczas długiego pobytu na dalekim
wschodzie, gdzie w młodości szukał odpowiedzi na nurtujące go pytania
dotyczące istoty bytu, oraz celu ludzkiej egzystencji. Wyłączył się.
Zapanował nad oddechem. Już nie słyszał złośliwych docinków ze strony
publiczności. Był profesjonalistą. Obliczył w myśli, gdzie rzucające się
spazmatycznie ciało znajdzie się za chwile i... uderzył.
Szmer niekłamanego podziwu przebiegł przez szeregi widzów.
Głowa (tu wstawić imię ulubionej postaci z sagi) z impetem potoczyła
się wprost do koszyka, przygotowanego właśnie na tą okazję.
Pierwsze nieśmiałe klaśnięcia, po chwili przerodziły się w prawdziwą
burzę braw. Takiego cięcia dawno tu nie oglądano.
Promieniujący dumą mistrz uśmiechał się serdecznie. Stojący w
pierwszym rzędzie dostrzegli nawet jak łezka...
Tu Pogwizd umilkł nagle, grdyką zatrząsł i osunął się na ziemię.
- Ejże, dziadu! Bajaj dalej - Connor bezceremonialnie tyrpnął starca.
- Mlika zsiadłego przynieślim, tedy gadaj co i jak dalej stało.
- Cosik mi się zdawa, ze on kipnął - skonstatował rezolutnie Bronik.
- Wykopyrtnął - dodała Nimue
- No tak, w najciekawszym miejscu kitę odwalił, dobra spadamy bo
jeszcze na nas będzie.
* * *
ZAKOăCZENIE TRZECIE - KORDIANOWSKIE
SCENA OSTATNIA
PLAC W LOC GRIM
Z dala widać Geralta w otoczeniu wojska. Na przodzie sceny ludkowie
gadają.
PIERWSZY Z LUDU
Patrz! Teraz kat nad głową łamie lśniącą szpadę.
DRUGI Z LUDU
Srebrna ci ona, na monstra wszelakie, tedy i błyszczy jak psu jajca
nie przymierzając...
Jaki to krzyk? Czy wiedźmin krzyknął?
PIERWSZY Z LUDU
Nie, uśmiecha się jeno paskudnie...
I nic nie mówi - ale gdy kat szpadę łamał,
Kciuka se upitolił. Ostrze jak ta brzytwa być musi...
TRZECI Z LUDU
Wiadomo, wiedźmińska rzecz.
PIERWSZY Z LUDU
Chcą zawiązać oczy -
Nie pozwolił...
DRUGI Z LUDU
Kata już opatrzyli... Już toporek maca... coś mnie w zadek ucięło!
PIERWSZY Z LUDU
Cichaj kumie, jakieś pomieszanie z lewej!
KRZYK W TŁUMIE
Stój! Goniec od cysorza jedzie!
PIERWSZY Z LUDU
Mistrz go nie widzi, toporem się zamachnął...
Koniec części pierwszej
Marcin(ek)
tedwan@polbox.com
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl