AS ZONE:

FANFICTION
"Trzy zakończenia" by Marcin Wierzyński
[ZAKONCZ.TXT]


Trzy zakończenia
[© 1998 by Marcin Wierzyński (tedwan@polbox.com)]

                  ZAKOăCZENIE PIERWSZE - POSTMODERNISTYCZNE

       - Nudziarz!! Nudziarz, kurka jego wodna mać.  Nazwał mnie nudziarzem!
  Oo,  przegiąłeś  w  tym momencie... Już ja ci pokażę nudziarza zasrańcu! -
  Białowłosy  mężczyzna  wyszarpnął  wtyczkę  z dziupli starego dębu po czym
  bezceremonialnie cisnął notebooka do swojej sakwy podróżnej.
       - A  z  czego tu się do jasnej żyrytwy cieszyć?!  Mam tryskać energią
  kiedy  Yen  okazała się ostatnią (piiii), Ciri bóg wie gdzie, robi bóg wie
  co,  z  bóg  wie  kim  i  jeszcze  w  kolanie mi strzyka od kiedy ten knur
  złamany,  zaprzały  magik  kości  mi  porachował.  Może  jakąś radosną odę
  powinienem  skonstruować  w której dowcipnie a celnie spuentowana zostanie
  cała ta chromoloną sytuacja? Niedoczekanie wasze niewdzięczniki skundlone!
  Człowiek  się  stara,  poświęca, wciąż daje nic nie biorąc w zamian... - W
  tym  momencie  zasapał  się,  przetarł załzawione oczy, westchnął głośno i
  zrezygnowany opadł na pobliski kamień.
       - A więc dobrze. Nie chciałem tego ale w tych okolicznościach...  Nie
  śpiesząc  się,  choć  stanowczo,  rozpiął  kurtkę i z wewnętrznej kieszeni
  wyciągnął przenośny aparat telefoniczny (komórę).
       - Halo?  AUTOR?  Tak  to  ja,  Geralt.  Owszem czytałem  tego mail'a.
  Dzwonię  właśnie  w tej sprawie. Chciałem powiedzieć, ze to koniec, zrywam
  umowę.  Nie, już postanowiłem. Tak znam konsekwencje zerwania kontraktu. W
  tej sprawie proszę się skontaktować z moim adwokatem.
       Białowłosy wyłączył telefon, po czym westchnął z ulgą.
       - Ha, nareszcie wolny...
       Po  czym  sięgnął do torby, wyciągnął małą kosmetyczkę i zrobił sobie
  makijaż.

                                    * * *

                         ZAKOăCZENIE DRUGIE - KRWAWE

  (kobiety, dzieci, oraz niezrównoważeni psychicznie niech lepiej przejdą do
                           następnego zakończenia)

       Mężczyzna w czerwonym kapturze nie deliberując zbytnio, zamachnął się
  potężnie.  Ogromny topór zalśnił złowrogo. Na chwilę zawisł nieruchomo, po
  czym  runął  w  dół  tnąc ze świstem powietrze, by na koniec z trzaskiem i
  mlaskiem  ugrzęznąć w szyi nieszczęśnika. Nie wywołał jednak spodziewanego
  efektu (to jest główka nie odpadła).
       - Cholera,   mówiłem  smarkaczowi,   żeby  naostrzył   porządnie... -
  pomyślał  ponuro  mistrz, po czym z pewnym wysiłkiem wyszarpnął stylisko i
  zamachnął   się   po   raz   wtóry.  Niestety  na  skutek  daleko  idącego
  niezrozumienia  ze strony ofiary, jej upartego dążenia do emancypacji oraz
  dużej ilości posoki na deskach (co bardzo utrudniało zachowanie równowagi)
  drugi cios nie wywołał większego efektu niż pierwszy. Widząc, że szanse na
  kooperację są bardzo niewielkie, mistrz postanowił liczyć tylko na siebie.
  W  następne ciupnięcie włożył cały swój kunszt i doświadczenie. Zastosował
  techniki  koncentracyjne  wyuczone  podczas  długiego  pobytu  na  dalekim
  wschodzie,  gdzie  w  młodości  szukał  odpowiedzi na nurtujące go pytania
  dotyczące  istoty  bytu,  oraz  celu  ludzkiej  egzystencji. Wyłączył się.
  Zapanował  nad  oddechem.  Już  nie  słyszał złośliwych docinków ze strony
  publiczności.  Był  profesjonalistą. Obliczył w myśli, gdzie rzucające się
  spazmatycznie ciało znajdzie się za chwile i... uderzył.
       Szmer niekłamanego podziwu przebiegł przez szeregi widzów.
       Głowa  (tu wstawić imię ulubionej postaci z sagi) z impetem potoczyła
  się wprost do koszyka, przygotowanego właśnie na tą okazję.
       Pierwsze  nieśmiałe klaśnięcia, po chwili przerodziły się w prawdziwą
  burzę braw. Takiego cięcia dawno tu nie oglądano.
       Promieniujący   dumą   mistrz  uśmiechał  się  serdecznie.  Stojący w
  pierwszym rzędzie dostrzegli nawet jak łezka...

       Tu Pogwizd umilkł nagle, grdyką zatrząsł i osunął się na ziemię.
       - Ejże, dziadu! Bajaj dalej - Connor bezceremonialnie tyrpnął starca.
       - Mlika zsiadłego przynieślim, tedy gadaj co i jak dalej stało.
       - Cosik mi się zdawa, ze on kipnął - skonstatował rezolutnie Bronik.
       - Wykopyrtnął - dodała Nimue
       - No  tak,  w  najciekawszym  miejscu kitę odwalił,  dobra spadamy bo
  jeszcze na nas będzie.


                                    * * *
                                    
                     ZAKOăCZENIE TRZECIE - KORDIANOWSKIE


                                SCENA OSTATNIA

                               PLAC W LOC GRIM
       Z  dala  widać Geralta w otoczeniu wojska. Na przodzie sceny ludkowie
  gadają.

                               PIERWSZY Z LUDU
       Patrz! Teraz kat nad głową łamie lśniącą szpadę.

                                 DRUGI Z LUDU
       Srebrna  ci  ona, na monstra wszelakie, tedy i błyszczy jak psu jajca
  nie przymierzając...
       Jaki to krzyk? Czy wiedźmin krzyknął?

                               PIERWSZY Z LUDU
       Nie, uśmiecha się jeno paskudnie...
       I nic nie mówi - ale gdy kat szpadę łamał,
       Kciuka se upitolił. Ostrze jak ta brzytwa być musi...

                                TRZECI Z LUDU
       Wiadomo, wiedźmińska rzecz.

                               PIERWSZY Z LUDU
       Chcą zawiązać oczy -
       Nie pozwolił...

                                 DRUGI Z LUDU
       Kata już opatrzyli... Już toporek maca... coś mnie w zadek ucięło!

                               PIERWSZY Z LUDU
       Cichaj kumie, jakieś pomieszanie z lewej!

                                KRZYK W TŁUMIE
       Stój! Goniec od cysorza jedzie!

                               PIERWSZY Z LUDU
       Mistrz go nie widzi, toporem się zamachnął...


                           Koniec części pierwszej


                                                                  Marcin(ek)
                                                           tedwan@polbox.com

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl