[...]
Andrzej Sapkowski pojawia się dwa razy, znanym już z kilku przedruków
opowiadaniem "Muzykanci" oraz tekstem "Złote popołudnie". To pierwsze, to
już klasyka (niestety, nawet gdyby autor miał uznać, że bycie klasykiem to
gorsze, niż Montezuma's Revenge). Zaś owo popołudnie - fragment Alicji z
Krainy Czarów opowiedziany z puntu widzenia wiadomego kota. Po prostu
perełka. No i właśnie. Gadają różni tacy, że kot przywiązuje się tylko do
miejsca. Owszem, jak brak mu rodziny, to dominuje w nim cecha gatunkowa,
czyli terytorialność. Gdy ma ludzką rodzinę, to ona jest zwykle
najważniejsza (w układzie partnerskim oczywiście). Poza tym ten akurat
tekst (mocno erudycyjny, jak zwykle w przypadku Andrzeja Sapkowskiego)
komentować byłoby trudno, trzeba go po prostu posmakować. Zaś "Muzykanci"
są z innego zupełnie świata, czyli dokładnie naszego, nie krainy Alicji.
Włodzimierz Kalicki podsuwa, jak radzić sobie z sadystami, fajnie by było,
Andrzej Sapkowski przywołuje do rzeczywistości.
Przypomina się, iż to Polska właśnie ma w Europie największą ilość
"bezdomnych" zwierząt na liczbę mieszkańców. Proszę, jak przodujemy! Zaś
owi sadyści - w większości to po prostu osoby emocjonalnie
niedorozwinięte, bezrefleksyjnie odmawiające zwierzakom każdego prawa,
prócz prawa do cierpienia. Ba, wielu z nich najpewniej nie pojmuje nawet,
że zwierzak może cierpieć. Stąd blisko już do utrwalenia zachowań
kompensacyjnych - jestem sfrustrowany, kopnę psa, zabiję go, ulży mi. Tzw.
"przemoc domowa" jest ciągiem dalszym tego samego zjawiska. A niemal
wszystko to dzieje się w rodzinach "normalnych". Każdy z nas zna
najpewniej co najmniej jednego takiego osobnika, którego oburza, gdy widzi
serdeczność okazywaną zwierzakowi.(*) Na marginesie - układ PRL-u rzecz
wzmocnił, cofając nas znacznie, bowiem nie dopuszczał tworzenia grup
wypływów działających, aby świadomość w tej kwestii (i wielu innych,
pokrewnych) poprawiać. Jak twierdzą niemieccy działacze, pod koniec lat
osiemdziesiątych okrucieństwo wobec zwierząt było w RFN zjawiskiem już
zanikającym. Sytuacja pogorszyła się dramatycznie po zjednoczeniu...
Jednak nie tylko to - nasza "normalność" wymaga solidnej przebudowy, co
może się udać, chociaż nie dziś, nie jutro, i tylko w powiązaniu z
rozwojem gospodarczym i zmianą struktury uwarstwienia naszego
społeczeństwa. W każdym innym przypadku, jak sądzę, Krostowaty przejdzie
przez Zasłonę i żadne muzykowanie ani nas, ani zwierzaków nie uratuje. "
[...]
(*) Słyszane czasem przy takich okazjach uzasadnienie, iż jak można
trwonić czas, siły czy pieniądze na zwierzaki, gdy tylu ludzi potrzebuje
pomocy, to pozornie gładka wymówka. Idąc dalej tym tropem, należałoby
uznać, iż nigdy nie będzie można pomagać zwierzakom, gdyż najpewniej
zawsze gdzieś na świecie (zawsze - czyli w możliwej do objęcia myślą
przyszłości) będą jacyś ludzie potrzebujący pomocy. Zresztą,
przytłaczająca większość tak mówiących nie kwapi się wcale, by pomagać
wspominanym z rzekomym współczuciem ludziom, zaś ci naprawdę coś robiący
rozumieją zwykle, że nie można pomagać jednej tylko grupie, odrzucając
drugą. To jedność - nie ma wrażliwości "na ludzi" i wrażliwości "na
zwierzaki" - wrażliwość jest niepodzielna. Również, jeśli chodzi o skutki
społeczne propagowania postaw "współodczuwających".
To teoria - ostatnio trafił mi się taki sąsiad - wrócił skądś, i po
dwudziestu latach posiadania mieszkania zaczął mieszkać - dość paskudny
starszy pan. W praktyce uporać się z kimś tak aroganckim trudno. Pozostaje
robić swoje, ale gdyby ktoś znał szczególnie pomysłowe sposoby pacyfikacji
podobnych osób (w granicach prawa, jakże by inaczej) to chętnie
posłucham.
Radosław Kot
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl