AS ZONE:

RECENZJE
Recenzja "Trzynastu kotów"


Kocia muzyka polskiej sf
[Nowa Fantastyka 4(187)/1998]

       Świetny  pomysł  wydawnictwa SuperNOWA - antologia opowiadań o kotach
  autorstwa   czołowych   nazwisk  polskiej  fantastyki,  wydana  tuż  przed
  Gwiazdką,  pojawiła  się szybko na listach bestsellerów. Kociarze-fantaści
  uznali  ją za prawdziwy rarytas - przynajmniej dopóki nie zaczęli lektury.
  Spis  treści  wygląda  jeszcze nieźle, widnieją tam Sapkowski, Białołęcka,
  Wolski,  Dukaj,  Żerdziński.  Już  jednak  tytuły poszczególnych opowiadań
  nawiązują do "kocich" banałów - widać jasno, że będziemy czytać o workach,
  źrenicach,  egipskich  boginiach i kociej muzyce. Zachodzi podejrzenie, że
  mamy  tu  13 opowiadań pisanych lub przerabianych na zamówienie, a kluczem
  do ich powstania były głównie skojarzenia językowe z wyrazem "kot".
       Zbiór  pozornie  zawiera  13 opowiadań, właściwie powinno się mówić o
  modelu  1+12  -  bardzo  dobre  "Złote  popołudnie"  Andrzeja Sapkowskiego
  ciągnie za sobą pozostałe mniej lub bardziej nieudane chałtury. Narratorem
  "Złotego  popołudnia"  jest  słynny kot z Cheshire, opisywany przez Lewisa
  Carrolla - i jest to narracja niesamowita. Sapkowskiemu udało się naprawdę
  oddać  głos  kotu,  postacie  i  wydarzenia  ze znanej bajki oglądamy więc
  oczyma kogoś, kto myśli wedle obcej, nieludzkiej logiki. To, co u Carrolla
  najpiękniejsze   -   surrealistyczne   zacięcie,   zdolność  porządkowania
  rzeczywistości  wedle  reguł obcych ludzkiemu postrzeganiu, znajdujemy i w
  opowiadaniu  Sapkowskiego.  Jak na dobrą literaturę przystało, ze "Złotego
  popołudnia" dowiadujemy się więcej, niż zostało napisane - istnieje wymiar
  równoległy,  świat  kociego  uśmiechu,  gdzie  czas i przestrzeń mają inne
  znaczenie.  Kot  opowiada, sam pozostając tajemnicą. "Złote popołudnie" to
  wywrotowa  bajka  dla  niegrzecznych  dzieci  i  niegrzecznych  dorosłych,
  odwraca  znane  wątki,  umieszcza w innym kontekście, łączy z późniejszymi
  interpretacjami,  pokazuje, jak funkcjonują w wyobraźni pisarza, krytyka i
  czytelnika.
       "Złote  popołudnie", potem długo, długo nic i wreszcie pięć opowiadań
  średnich,  które  mogłyby  być  lepsze,  gdyby  nie  koty.  Każde  z  nich
  prezentuje  charakterystyczne  cechy  pisarstwa  swojego  autora. Dębski w
  "Aaa,  kotki dwa..." sporządził kolejną quasi-kryminalną intrygę - mamy tu
  policję,  zagadkę,  suspens i całkiem nieźle poprowadzoną akcję. Niestety,
  wszystko  psuje wyraźnie na siłę dodany kot. Zimniak zręcznie kpi z Księgi
  Rodzaju  (i  informatyki)  w  "Rozpakuj  ten świat, Evitt". Rozgrywa swoją
  małą,  narracyjną  gierkę, doprowadza do kulminacji, a potem osłabia tekst
  dopisując  "drugie dno" z kotem w roli głównej. Lewandowski po raz kolejny
  w  dość  zabawny  sposób  wciela  swoje  wybujałe  ego w postać genialnego
  intelektualisty.  Tym  razem  jest  to  filozof,  mający wiele wspólnego z
  Radosławem  Tomaszewskim  -  autor  zaznacza to nawet w przypisie. Filozof
  odkrywa,  jak  to miał w zwyczaju i Tomaszewski, prawdziwą zasadę rządzącą
  kosmosem,  wypija  kilkanaście kufli piwa i doświadcza miłosnych uniesień.
  Gdyby  nie  koty,  lektura  byłaby  całkiem znośne. Dukaj w "Ponieważ kot"
  zajmuje  się  problemami  postrzegania  świata  i  sposobami,  jakimi mózg
  generuje znaczenia. Jego wywód komplikuje się jednak ponad miarę, wszystko
  zaś wykańcza, dosłownie i w przenośni - kot.
       Do  tych  średnich  utworów  należy też zaliczyć "Muzykantów", drugie
  opowiadanie Sapkowskiego. Ideologiczne (pod hasłem "Nie męczcie zwierząt")
  i  dość mętne strukturalnie, zachowuje bardzo dobry styl. Sapkowskiego nie
  zawodzi pisarskie wyczucie, udaje mu się stworzyć klaustrofobiczną, ponurą
  atmosferę  betonowego  miasta  "nigdy  i  nigdzie".  Konsekwentnie  buduje
  nastrój  - niestety, poza epizodami fabuły, poza postaciami i szlachetnym,
  acz  niefortunnym  tutaj przesłaniem. Wiemy, że czytamy horror, że zagłada
  jest  nieuchronna - styl wciąga, zdania są piękne, lecz nie tworzą spójnej
  całości. Zdaje się, że to najgorszy kawałek w karierze Sapkowskiego.
       Jeśli zaś chodzi o pozostałe utwory "Trzynastu kotów", to najlepiej o
  nich  miłosiernie zamilczeć. Największym rozczarowaniem są "Usta Boga" Ewy
  Białołęckiej.  Szkoda,  że  autorka  takiego  formatu  zdecydowała  się na
  publikację utworu tak nieprzemyślanego.

                                            Dominika Materska i Ewa Popiołek

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl