AS ZONE:

RECENZJE
Recenzja "Wieży Jaskółki"


Czas wiedźminki
[Nowa Fantastyka 3(186)/1998]

       Elf  Avallac'h  maluje  na ścianie świętej jaskini Tir toporne freski
  przedstawiające  sceny  łowieckie, a następnie "postarza" je, by wyglądały
  na  prehistoryczne: Cóż, każda rasa ma prawo do jakichś tam korzeni. Nawet
  wasza, ludzka, której korzeni trzeba wszak szukać na czubkach drzew (...).
  Wasi  uczeni posikają się z radości, gdy to zobaczą - tłumaczy wiedźminowi
  w czwartej części sagi Sapkowskiego. Jakie są korzenie? Gdzie był początek
  -  - rasy ludzkiej, wiedźmina? Sapkowski w "Wieży Jaskółki" po raz kolejny
  wraca  do  pytań-obsesji,  robi  dokładnie to, co Avallac'h - przygotowuje
  fałszywki, na widok których krytycy powinni posikać się z radości.
       Już od ponad dziesięciu lat kolejne opowiadania o wiedźminie Geralcie
  prowokują  krytyków  do  coraz  bardziej  uczonych  dywagacji.  Tym  razem
  Sapkowski  zaspokaja  ich  ambicje  aż za bardzo - mówiąc wprost wchodzi w
  dialog z własnymi krytykami, wyśmiewając się z nich niemiłosiernie.
       Co chwila dostajemy odpowiedź na pytanie o źródło czytanego przez nas
  tekstu  -  tylko  po  to, by za moment dowiedzieć się, że nic nie jest ona
  warta. Pamiętnik Jaskra okazuje się literacką mistyfikacją, odkopane przez
  dwudziestowiecznych  archeologów  zapiski  z  epoki  płoną, nim ktokolwiek
  zdąży  je  przeczytać,  a  jednocześnie  każdy rozdział rozpoczynają motta
  zaczerpnięte  z  tego  nie  istniejącego rękopisu. Co ciekawe, złote myśli
  Jaskra,   Vysogoty  z  Corvo  i  podobnych  nieznanych  naszym  historykom
  myślicieli,  przemieszane są z "autentycznymi" cytatami: z Księgi Rodzaju,
  de  Sade'a, Bettelheima i Tolkiena. Oczywiście Jaskier i Vysogota idealnie
  puentują  naszych  filozofów, trafność i lakoniczność ich dowcipu sprawia,
  że ufamy raczej im.
       "Wieża Jaskółki" to rozpisana na głosy opowieść - kolejni opowiadacze
  wymieniają   się   historiami.  Partie  Jaskra  są  najnudniejszą  częścią
  narracji:  zamiast  opiewać  wyczyny drużyny Białowłosego Wilka napawa się
  własnym  rozległym  ego. Znacznie lepiej opowiada Ciri - młoda wiedźminka,
  która  w  poprzednich częściach sagi funkcjonowała na zasadzie rekwizytu -
  co  raz  to  ktoś ją porywał lub jej szukał. Teraz wreszcie dorasta, także
  dramaturgicznie.  Przejmuje  stery  opowieści,  jest  aktywna  i  twórcza.
  Najlepsze  fragmenty  książki  rozgrywają się w pustej chatce na bagnach -
  Ciri  i  Vysogota  opowiadają  sobie  wzajemnie  dzieje  własnej niełatwej
  przeszłości:  Gdyby  tej  nocy  ktoś  podkradł  się  do chaty z zapadniętą
  strzechą  (...) zobaczyłby białobrodego starca i popielatowłosą dziewczynę
  siedzących  przy  kominie (...) ale tego nikt nie mógł zobaczyć - powtarza
  się  niczym  refren  i  nadaje  tekstowi obsesyjny rytm powracającej fali,
  wiecznego pytania, na które nie ma odpowiedzi nawet sam Sapkowski.
       Postacie  "Wieży  Jaskółki", z wyjątkiem być może Yennefer, zaskakują
  wyrazistością.  Sapkowski  nie  powiela  starych schematów, lecz cały czas
  eksperymentuje - ma świetne wyczucie bohaterów, zmienia ich, nim zdążą się
  znudzić.  Ciri  stopniowo  zastępuje Geralta - to ona teraz napędza akcję.
  Niczym w ostatniej scenie powieści, kiedy zapędza goniących ją szpiegów na
  zamarznięte  jezioro,  a  sama  zakłada  łyżwy i tańczy wokół nich obłędny
  wiedźmiński taniec, tak w całej książce właśnie ona niesie w sobie magię.
       Niestety,  Sapkowski  cierpi  wciąż  na  obsesję miłości tragicznej i
  bezskutecznie  próbuje rozpalić ją w sercach Geralta i Yennefer. Kiedy już
  kończy   mu   się  koncept,  Yennefer  musi  zginąć  -  po  to,  by  zaraz
  zmartwychwstać, jeszcze tragiczniejsza. Świetny jest natomiast drugi plan,
  postacie  epizodyczne  - król Esterad i jego małżonka Zuleyka, superszpieg
  Dijkstra,  Angouleme, Stefan Skellen, prostytutki-informatorki. Aż szkoda,
  że nie poznamy nigdy ich opowieści.
       Najpierw  Sapkowski  napisał  kilka  dobrych  opowiadań, potem zaczął
  sagę.  Równie  dobrze  jak  losy  Ciri  mogliśmy  śledzić  na kartach tych
  czterech  tomów dzieje Visenny, Renfri, Kozojeda albo Yarpena Zigrina. Jak
  w  ostatnim, piątym tomie rozwikła to, co namotał z takim trudem przez lat
  dziesięć?  Wydaje  się, że kogoś trzeba będzie poświęcić i zabić tym razem
  naprawdę.

                                            Dominika Materska i Ewa Popiołek

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl