"Wieża jaskółki" to pierwsza powieść z sagi o wiedźminie, która
kończy się dobrze.
"Później mówiono, że ten człowiek nadszedł od północy". Tak brzmiało
pierwsze zdanie pierwszego opowiadania Andrzeja Sapkowskiego, które ponad
dziesięć lat temu rozpoczęło cykl o wiedźminie. Właśnie ukazał się
czwarty, przedostatni tom monumentalnej sagi, która ma ten cykl
podsumować i zakończyć.
Tom czwarty to miła niespodzianka dla miłośników prozy Sapkowskiego.
W poprzedniej części sagi, zatytułowanej "Chrzest ognia", kulała
kompozycja. Tom rozbity był na kilka odrębnych epizodów, z których nie
wyłoniała się fabularna całość. Czwarta część, "Wieża jaskółki" jest wolna
od tej wady. Choć też jest fragmentem większej całości, ma jednak swoją
własną kompozycję, narastające napięcie i wspaniałą scenę kulminacyjnego
pojedynku. Sam autor z właściwym sobie sarkazmem komentuje tę różnicę
mówiąc, że tym razem wydawca nie naciskał go tak bardzo z terminem oddania
maszynopisu.
Dzięki temu "Wieżę jaskółki" może z powodzeniem czytać ktoś, kto nie
zna poprzednich części sagi, zwłaszcza, że w dialogi bohaterów zręcznie
wpleciono retrospekcje, odświeżające czytelnikowi pamięć. Nie znającym
cyklu przypomnę, że sagę rozpoczyna inwazja potężnego cesarstwa Nilfgaardu
na królestwa położone na północy kontynentu. Bohaterowie powieści:
wiedźmin Geralt, czarodziejka Yennefer i księżniczka Cirilla, niosąca w
swych genach nadprzyrodzone możliwości, byli świadkami nieudanej próby
zamachu stanu, inspirowanego przez spiskującego z Nilfgaardem czarodzieja
Vilgefortza. W wyniku zamachu Cirilla musiała ratować się skokiem przez
uszkodzony teleport, który rzucił ją na pustynię w głębi cesarstwa. Geralt
i Yennefer na własną rękę próbują ją odszukać. Ukrywającą się Yennefer
niesłusznie posądzono o udział w zamachu; w zarzuty te wierzy również
Geralt, który sam musi uciekać przed listem gończym oraz niebywałą liczbą
tropiących go płatnych zabójców. Położenie całej trójki pod koniec
trzeciego tomu było dość niewesołe, ale czwarty tom kończy się nareszcie
czymś w rodzaju happy-endu.
Sapkowski ostrzega jednak, że całość ma się skończyć źle. Saga
rozpoczęła się wszak od przepowiedni, wieszczącej koniec świata takiego,
jakim go znamy z opowiadań o wiedźminie. Elfy, gnomy, czarodzieje i smoki
mają odejść w przeszłość, ocaleją tylko ludzie - czyli, krótko mówiąc,
nastaną nasze czasy.
Przepowiednia ta mocno przypomina "Władcę pierścieni" J. R. R.
Tolkiena, która to powieść wywarła ogromny wpływ na całą literaturę
fantasy. Tu właśnie jednak widać nowatorstwo Sapkowskiego. Tolkien, który
w każdej sprawie zachowywał ultrakonserwatywne poglądy, nie wyjaśnił w
swojej trylogii przyczyn zagłady "starszych ras" i triumfu rodzaju
ludzkiego. Sapkowski objaśnia zagadkę w charakterystyczny dla siebie
sposób: otóż ludzie po prostu bardziej od elfów lubią się rozmnażać.
"Wieża jaskółki" przynosi uroczy dialog między Geraltem a pewnym
arcymądrym elfem, który komentuje tę przepowiednię w kąśliwych słowach:
"Umrzeć? Czemu nie, jeśli przedtem zdąży się trochę pochędożyć, oto wasza
filozofia (...) Nigdy nie da się wytępić ludzi ani karaluchów, zawsze
zostanie jedna parka".
Tolkien zapadłby się ze wstydu pod ziemię słysząc takie słowa. W jego
prozie erotyka jest całkowicie nieobecna. Bohaterowie miewają wprawdzie
wujów, stryjów, wnuki i prawnuki, ale bardzo rzadko żony, nie mówiąc już
o kochankach. Proza Tolkiena zachwyca bogactwem wyobraźni autora, ale
śmieszy ubóstwem psychologii głównych bohaterów. Pod tym względem
Sapkowski nie ma sobie równych nie tylko w fantasy, ale w ogóle w polskiej
literaturze popularnej. Miłość Geralta i Yennefer nie ma nic wspólnego z
typowym "żyli długo i szczęśliwie", którym od lat kończą się bajki dla
dzieci i hollywoodzkie filmy sensacyjne. To miłość tragiczna, w której
kochankowie częściej obrzucają się obelgami niż pieszczotami, a jednak
wiedzą, że są na siebie skazani.
U Sapkowskiego znacznie bogatszy jest też obraz polityki baśniowej
krainy. Wojna tocząca się w świecie tolkienowskim była czarno-białym
konfliktem dobra ze złem. Sapkowski nie obraża inteligencji czytelnika
takimi uproszczeniami. Jego Nilfgaard nie jest prymitywnym Imperium zła.
Wprawdzie cesarz wymusza w podbitych prowincjach posłuszeństwo żelazną
ręką, ale równocześnie promuje swobodę działalności gospodarczej. Wielu
mieszkańców podbijanych królestw cieszy się więc skrycie z inwazji,
zwłaszcza kupcy, dla których zjednoczenie kontynentu przez jedno imperium
oznaczałoby wyzwolenie od barier celnych. Występują tu zresztą również
spiskowcy, którzy chcą zaprowadzić w cesarstwie demokrację (słysząc
definicję tego ustroju bohaterowie powieści pokładają się ze śmiechu).
Zabiegiem literackim, który wynosi prozę Sapkowskiego ponad banał, jest
wprowadzenie postaci wędrownego poety Jaskra, towarzyszącego wiedźminowi
Geraltowi. Jaskier nieustannie komentuje rozgrywające się na jego oczach
wydarzenia z punktu widzenia poety. Skarży się, że jakaś scena była "źle
rozegrana" i będzie ją musiał przerobić w swojej balladzie. Postać Jaskra
to ukłon Sapkowskiego w stronę modnych zabaw w postmodernistyczne gry
konwencją, ale tutaj nie odbywają się one kosztem czytelnika. Aforyzmy
Jaskra o literaturze warto by zresztą wydać w osobnej książce, ku
edukacji początkujących pisarzy.
Wydawany w setkach tysięcy egzemplarzy Sapkowski jest pierwszym
polskim pisarzem, który zyskał czytelników poza środowiskowym gettem
miłośników fantastyki i dogonił nakładami swoich książek innych autorów
literatury popularnej. Po Lemie jest zresztą po prostu pierwszym polskim
autorem, dla którego warto jest przełamać niechęć do fantastyki, wciąż
niestety cechującą czytelników.
Wojciech Orliński
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW
]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl