Recenzja zbioru "Miecz przeznaczenia"
Zjawienie się Sapkowskiego wśród nas przypomina historyjkę wziętą z
fantasy, gdzie roi się od dobrych duszków czy skrzatów, podpowiadających
bohaterom, jak pokonać wroga i zdobyć skarb wraz z piękną księżniczką. Tym
dobrym duszkiem okazał się dla Sapkowskiego jego syn, prosząc, aby napisał
coś na konkurs literacki "Fantastyki" AD 1985. Tak powstał "Wiedźmin",
opowiadanie, które rzuciło wszystkich na kolana. I tak oto został
Sapkowski oblubieńcem Przenajświętszej Fantastyki oraz jednym z jej
mistrzów. Po przeczytaniu tomu wydanego przez superNową (to komercyjna
mutacja starej, konspiracyjnej oficyny Nowa) nie mam co do tego żadnych
wątpliwości.
Maciej Parowski w notce na okładce "Miecza przeznaczenia" nazywa
autora rewolucjonistą. Nie sądzę, aby było to słuszne - rewolucjoniści
zwykli burzyć, a jeśli już budować, to najwyżej więzienia. Poza tym
Sapkowski nie miał co w polskiej fantasy burzyć; przed nim było jej tyle,
co kot napłakał, a jeśli już, to przeważnie stanowiła kalki wzorów
zachodnich. Vide twórczość Jacka Piekary, któremu niniejszym przyznaję
tytuł Mistrza Imitacji. Sapkowski przerasta wszystkich, ponieważ okazał
się zdolny do rzeczywistej kreacji. Nie rewolucjonista tedy, lecz twórca,
budowniczy - świat Geralta z Rivii jest równie doskonały i komplementarny,
co te u Tolkiena czy Le Guin. W Polsce, powiedzmy szczerze, nikt tego
prócz Sapkowskiego nie dokonał. (*)
Jasno widać to po opublikowanych właśnie opowiadaniach, których karty
roją się od wyrazistych postaci, świetnie szkicowanych ledwie paroma
celnymi określeniami. Nie są to postacie papierowe, prawie w każdej z nich
tkwi jej tylko właściwy rys, skaza czy wątpliwość, czyniąc ją
wielowymiarową. Bohaterowie Sapkowskiego są dynamiczni, czegoś nieustannie
szukają, kochają lub nienawidzą. Wyjątkiem byłby co najwyżej rybałt
Jaskier, ów towarzyszący Geraltowi poetyczny Sancho Pansa - pieczeniarze,
jak wiadomo, są raczej statyczni, co nie znaczy, że niesympatyczni. W
samym zaś wiedźminie jest coś z Don Kichota - też szuka swej nieosiągalnej
Dulcynei, uciekającej przed nim czarodziejki Yennefer.
Reszta elementów świata przedstawionego zazębia się jak w
szwajcarskim zegarku. Ludzie i cała gama innych istot żyją obok siebie lub
zwalczają się wedle precyzyjnie ułożonego kodeksu. Nie czujemy tu tak
charakterystycznego dla innych naginania okoliczności dla potrzeb
rozwijającej się akcji. U Sapkowskiego bieg wypadków ma cechy wręcz
realistycznej rzeczywistości. Znać rękę mistrza - pod względem sprawności
opowiadania wydają się być w prostej linii potomkiem calvinowskiego Ojca
Opowieści, mitycznego, boskiego przodka wszystkich pisarzy.
Zwie dalej Maciej Parowski Sapkowskiego postmodernistą - z tym mogę
się zgodzić. Rzeczywiście, autor "Wiedźmina" pożycza skąd się da i jak się
da. Przede wszystkim z baśni - pierwotnie przygody Geralta zostały
pomyślane jako nowe, "prawdziwe" wersje starych bajek. Niemniej historie
te są w "Mieczu przeznaczenia" coraz bardziej pretekstowe, szkieletowe,
obrastają treścią, która pochodzi tylko od Sapkowskiego. Smutne dzieje
smoka wawelskiego w "Granicy możliwości" to jedynie tło dla gry toczącej
się między Geraltem, Yennefer i Borchem. Pierwsza dwójka kontynuuje ją w
"Okruchu lodu", gdzie Andersenowska Królowa Śniegu jest jedynie poetyckim
odniesieniem. W innych utworach nie ma nawet i tego, żyją własnym,
autonomicznym bytem.
Wiele też zawdzięcza Sapkowski powieści pikarejskiej, łotrzykowskiej.
Żywcem jest stamtąd przeniesiony Jaskier. Także nie stroniący od figlów
wiedźmin ma w sobie nieco z Dyla Sowizdrzała. Sapkowski jest w naszej SF
jednym z nielicznych, którzy potrafią dowcipkować w sposób niewymuszony i
naprawdę komiczny. To, jak sądzę, jest jedną z przyczyn jego
popularności.
Postmodernizm dość osobliwie przejawia się także w strefie języka -
zwykł Sapkowski bez specjalnych oporów mieszać staropolszczyznę z
określeniami zupełnie współczesnymi, jak np. sterylny, psychika itp. W
świetnym, pikarejskim opowiadaniu "Wieczny ogień" Geralt i Jaskier
wyschnięci jak stare beczki szukają z rana nikogo innego, tylko sponsora.
Parowski (W "NF" 12/91) skłonny jest w tym widzieć skryty zamysł autora,
mający sugerować, iż rzeczywistość wiedźmina to nasz świat, tyle że po
kataklizmie atomowym. Stąd też tylu nieludzkich mutantów. Wyjaśnienie to
niewątpliwie sprytne, mnie się jednak zdaje, iż w równym stopniu może być
to wynik postmodernistycznej mody na językowe kogle-mogle. Być może jest
to też puszczanie oka do czytelnika, że te z pozoru całkowicie
fantastyczne historie mają z nim więcej wspólnego, niż na pierwszy rzut
oka wygląda.
No właśnie - współczesność. Czytając kolejne opowiadania z tomu
dochodziłem do wniosku, że Geralt to człowiek zaplątany w świat fantasy
jakby przez przypadek. Nie myślę, aby był, jak twierdzi Parowski ("NF"
12/91) podróżnikiem w czasie, chodziłoby raczej o świat równoległy, inny
wymiar. W rysach wiedźmina odnajduję znajome cechy pewnego detektywa -
zniechęcenie, gorycz, świadomość własnej niemocy. Podobnie tragiczne
odczucia ma bohater Chandlera, Marlowe. Tak jak wiedźmin żyje na granicy
dwóch światów. U Chandlera jest to prawo i zbrodnia, u Sapkowskiego
kultury ludzi i innych, przedludzkich jeszcze istot. Geralt tak jak
Marlowe wie, że nie zmieni biegu wypadków - np. zagłady leśnego królestwa
driad w tytułowym opowiadaniu "Mieczu przeznaczenia".
Ton tragiczny potęguje się z opowiadania na opowiadanie - moment
nieuchronnej konfrontacji między ludźmi a innymi (elfami, bobołakami,
krasnoludami, dziwożonami itp.) jest coraz bliższy. Wiedźmin stoi na styku
dwóch światów, właściwie do żadnego nie należąc. Jest przez to podwójnie
samotny, wplątany w wybory, których nie chce. Stąd może tyle pytań o los
swój i świata, o przeznaczenie. Jego wewnętrzne rozterki to dylematy
człowieka w gruncie rzeczy zagubionego, w którego przypadku wędrówka z
łotrzykowskiej zabawy zmieniła się w uporczywe poszukiwanie celu i sensu
istnienia w obcym świecie - a czyż to nie współczesność właśnie?
Zebranie w tomie opowiadania rozpadają się na dwie wyraźnie odrębne
grupy - pikarejskie ("Granica możliwości", "Wieczny ogień"), gdzie mamy do
czynienia z młodszym, weselszym Geraltem, i refleksyjne (tytułowe, "Okruch
lodu", "Trochę poświęcenia", "Coś więcej"), gdzie bohater zaczyna
zastanawiać się nad swą wiedźmińską dolą. Znak to, iż Sapkowski dotarł do
granicy, za którą rozpościera się już rasowa powieść. Ma już do niej
wszystkie konieczne elementy - ukształtowanego bohatera, galerię
towarzyszących postaci (Yennefer, Jaskier, Visenna), a także potencjalny
watek, który już teraz łączy trzy opowiadania. Chodzi o dzieje Ciri,
dziecka, którego narodziny zostały zapowiedziane w "Kwestii ceny", a
pojawiającej się w "Mieczu przeznaczenia" i "Coś więcej" jako osoba
niepokojąco związana z przyszłymi losami Geralta. Te trzy opowiadania to
właściwie początek powieści, otwarta linia fabularna, która, miejmy
nadzieję, zostanie dalej pociągnięta.
Postać wiedźmina Geralta niewątpliwie zapewni Sapkowskiemu literacką,
fantastyczną nieśmiertelność, ale przesadą byłoby zwać go stąd pisarzem
monokulturowym. Ma już na swoim koncie ciekawe próby horroru ("Muzykanci",
"Tandaradei!"), i to osadzonego w realiach współczesnych, potrafi też
napisać tekst political fiction ("W leju po bombie", w druku).
Niewątpliwie jest pisarzem pełną gębą, przed którym dopiero otwierają się
właściwe rejony penetracji. Aż dziw, że można przeżywać tak bujną twórczą
"młodość" po czterdziestce, gdy wielu innych to. co najlepsze, ma już za
sobą.
W latach siedemdziesiątych młodzi autorzy SF chcieli pisać tak jak
Lem, on był i sevrskim wzorcem doskonałości. Lata osiemdziesiąte to burza
antylemowskiej rewolty, której wyrazem albo i owocem jest Sapkowski -
próbujący swych sił młodzi jego uznają za mistrza. Lemowskie racje rozumu,
które personifikował Pirx, ustępują racjom uczucia, ponieważ Geralt to
przede wszystkim człowiek wielkiego serca. I to chyba za tym tęsknimy
najbardziej.
Jacek Inglot
(*) Rewolucjonistami byli Chrystus, Picasso, Joyce, a nie jedynie
Robespierre, Lenin, Stalin. Szkic "Wiedźmin Geralt jako podróżnik w
czasie" czytałeś nieuważnie - większość Twoich pozornie polemicznych
interpretacji też się w nim znalazła (mp)
[Wklepała: Joanna Słupek]
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl