AS ZONE:

RECENZJE
Recenzja "Świat króla Artura" i "Maladie"


Sapkowski i król Artur
[Nowa Fantastyka 10(157)/1995]

       Czy  trzeba lepszego połączenia: autor - Andrzej Sapkowski, książka -
  "Świat  króla Atrura?"?! Czasem gdy, jak mawiają ludzie teatru, gra afisz,
  to  przedstawienie  pada  (zbyt  wiele  sław sobie przeszkadza), ale w tym
  wypadku  połączenie  dało efekt znakomity. Książkę Sapkowskiego czytałem z
  narastającym  uczuciem  zawodowej zazdrości. Bo że jest twórca "Wiedźmina"
  świetnym  pisarzem,  to  raczej spostrzeżenie mało oryginalne. Lecz okazał
  się równie dobry w eseistyce historyczno-literackiej.
       O  czym  jest  książka?  Oczywiście,  o  królu  Arturze, co za głupie
  pytanie!  Otóż  - i tak, i nie. Faktycznie, informacji na temat tzw. cyklu
  arturiańskiego   znajdziemy   bardzo  wiele;  rzekłbym  jednak,  że  autor
  wprowadza  nas  w   c  a  ł  y  świat średniowiecznych eposów, legend itd.
  Zarazem  robi coś więcej; ukazuje, jak powstawał mit (może tylko legenda),
  jak  historia  splotła się z nim właśnie w nierozwiązywalny węzeł. Książka
  Sapkowskiego  nie  mówi  o  micie  w  sposób  teoretyczny; pokazuje, j a k
  tworzymy mit. Ów mit ma jakieś podłoże i jemu autor także poświęca uwagę.
       Dziewięć początkowych rozdziałów (z dodanymi, bardzo ważnymi, mapami)
  to  znakomite  wprowadzenie  nie  tylko do świata Artura; to wprowdzenie w
  przeszłość, która nie jest czymś abstrakcyjnym czy zaanektowanym wyłącznie
  przez  zawodowych  historyków  bądź folklorystów. Średniowiecze jest epoką
  wciąż  na  nowo  odkrywaną.  Książka  Sapkowskiego  jest relacją z takiego
  właśnie odkrywania.
       "Świat  króla  Artura"  został  napisany przez pisarza, który potrafi
  być,  niezależnie  od  fascynacji  przedmiotem,  o którym pisze, krytyczny
  wobec  niego.  Proponuję sięgnąć do rozdziału "Ideał prawego rycerza", aby
  przekonać  się  o  tym.  Autor wyważa tu z aptekarską dokładnością prawdę,
  jaka tkwi w tzw. ideale rycerskim. Po tej lekturze przeczytajmy na nowo na
  przykład  Galla  Anonima  i  jego  opisy prawych rycerzy! Może uda nam się
  dostrzec to, co skrywa skrzętnie (acz nie w pełni konsekwentnie) apologeta
  dynastii piastowskiej.
       Sapkowski, mimo że nie jest historykiem, przecież z wielkim wyczuciem
  umie  rozróżnić  jakość źródeł, z jakich przychodzi korzystać każdemu, kto
  próbuje  uporać  się  z  Arturem.  Złośliwiec  powie, że było mu łatwo, bo
  korzystał  z  przewodnika,  jakim  jest  Joseph Camspbell i jego "Creative
  Mythology - The Masks of God" (1968). Ta książka była na pewno pomocą; ale
  trzeba  jeszcze  umieć z niej skorzystać. A także trzeba jednak samemu coś
  wiedzieć o przedmiocie rozważań.
       Najlepszym komentarzem do omawianej pracy jest opowiadanie "Maladie".
  Czytane  po  lekturze  "Świata"  robi  wielkie  wrażenie.  Właśnie  - jako
  akceptacja legendy  p r z e c i w  prawdzie historii. Zwracam na to uwagę,
  bowiem   Sapkowskiemu  udało  się  napisać  opowiadanie  ilustrujące  tezę
  (wypowiedzianą  przez  J.R.R. Tolkiena w "Wyprawie") o powstawaniu legend:
  opowiadano o nim małym hobbitom wieczorami przy kominku i wreszcie Szalony
  Baggins  (...)  stał  się  ulubionym  bohaterem legendy i żył w niej przez
  długie  lata,  nawet  wówczas,  kiedy  od  dawna  zapomniano  o wszystkich
  prawdziwych  związanych  z  tym  zdarzeniach.  Czyż  nie  tak opowiadano o
  Arturze?  Jeśli mi kto nie wierzy, to proszę zajrzeć do sir Waltera Scotta
  "Ivenhoe".  Tam też jest opisany ten sam mechanizm (na przykładzie bliskim
  - Robin Hood oraz Ryszard Lwie Serce!).
       "Maladie"  to  właśnie  ilustracja, jak legenda wygrywa z tzw. prawdą
  historyczną.   Nie  dlatego,  że  legenda  jest  na  przykład  ładniejsza.
  Sapkowski  pokazuje  jak  musiał  narodzić się Artur. Podobnie w "Maladie"
  musi ocaleć legenda Tristana i Izoldy; nie dlatego, że tak chce autor, ale
  dlatego, że tak układa się (?) gra wydarzeń.
       Książka  Sapkowskiego  ma  jeszcze  jedną  zaletę:  stanowi znakomity
  komentarz  do  powieści  osnutych  na micie Arturiańskim, np. T.H. White'a
  "Był  sobie  raz  na  zawsze  król", Marion Zimmer Bradley "Mgły Avalonu",
  Stephena  R.  Lawheada  "Pendragon"; pozwala także zrozumieć pewne pomysły
  Clive'a  S.  Lewisa  zawarte w utworze "Ta ohydna siła". Sama zaś sugeruje
  stosunkowo  niewiele,  jeśli  chodzi interpretację mitu; może tylko sprawa
  Graala.   Powiązania   Graala   raczej   z   tradycjami   celtyckimi   niż
  chrześcijańskimi   (acz   nie  w  pełni  samodzielnie  przez  Sapkowskiego
  wymyślone)  jest  godne  uwagi.  Wspomnę  tylko,  że  obie  koncepcje  nie
  wykluczają  się;  czara  występuje  w obu tradycjach, a kobieta czy Wielka
  Bogini  też  uzyskała  swą  chrześcijańską interpretację (radzę sięgnąć do
  Denisa de Rougemonta "Miłość a świat kultury zachodniej").
       Czy  zatem  mamy  do czynienia z książką znakomitą, czy znaczy to, że
  wiedźmin  umie  także  szukać złota? A dlaczego nie miałby umieć? Teraz od
  Sapkowskiego  trzeba  się  uczyć  nie  tylko  pisać  powieści, ale i eseje
  literacko-historyczne.  A  swoją  drogą  może by spróbować napisać podobną
  książkę,  ale  o  Wandzie  i  Kraku?  Już czas najwyższy przewietrzyć nasz
  własny lamus z mitami narodowymi. Jak to zrobić - pokazuje Sapkowski.

                                                          Jakub Z. Lichański

                                                       [Wklepał: Mad Wizard]

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl