Recenzja "Świat króla Artura" i "Maladie"
Czy trzeba lepszego połączenia: autor - Andrzej Sapkowski, książka -
"Świat króla Atrura?"?! Czasem gdy, jak mawiają ludzie teatru, gra afisz,
to przedstawienie pada (zbyt wiele sław sobie przeszkadza), ale w tym
wypadku połączenie dało efekt znakomity. Książkę Sapkowskiego czytałem z
narastającym uczuciem zawodowej zazdrości. Bo że jest twórca "Wiedźmina"
świetnym pisarzem, to raczej spostrzeżenie mało oryginalne. Lecz okazał
się równie dobry w eseistyce historyczno-literackiej.
O czym jest książka? Oczywiście, o królu Arturze, co za głupie
pytanie! Otóż - i tak, i nie. Faktycznie, informacji na temat tzw. cyklu
arturiańskiego znajdziemy bardzo wiele; rzekłbym jednak, że autor
wprowadza nas w c a ł y świat średniowiecznych eposów, legend itd.
Zarazem robi coś więcej; ukazuje, jak powstawał mit (może tylko legenda),
jak historia splotła się z nim właśnie w nierozwiązywalny węzeł. Książka
Sapkowskiego nie mówi o micie w sposób teoretyczny; pokazuje, j a k
tworzymy mit. Ów mit ma jakieś podłoże i jemu autor także poświęca uwagę.
Dziewięć początkowych rozdziałów (z dodanymi, bardzo ważnymi, mapami)
to znakomite wprowadzenie nie tylko do świata Artura; to wprowdzenie w
przeszłość, która nie jest czymś abstrakcyjnym czy zaanektowanym wyłącznie
przez zawodowych historyków bądź folklorystów. Średniowiecze jest epoką
wciąż na nowo odkrywaną. Książka Sapkowskiego jest relacją z takiego
właśnie odkrywania.
"Świat króla Artura" został napisany przez pisarza, który potrafi
być, niezależnie od fascynacji przedmiotem, o którym pisze, krytyczny
wobec niego. Proponuję sięgnąć do rozdziału "Ideał prawego rycerza", aby
przekonać się o tym. Autor wyważa tu z aptekarską dokładnością prawdę,
jaka tkwi w tzw. ideale rycerskim. Po tej lekturze przeczytajmy na nowo na
przykład Galla Anonima i jego opisy prawych rycerzy! Może uda nam się
dostrzec to, co skrywa skrzętnie (acz nie w pełni konsekwentnie) apologeta
dynastii piastowskiej.
Sapkowski, mimo że nie jest historykiem, przecież z wielkim wyczuciem
umie rozróżnić jakość źródeł, z jakich przychodzi korzystać każdemu, kto
próbuje uporać się z Arturem. Złośliwiec powie, że było mu łatwo, bo
korzystał z przewodnika, jakim jest Joseph Camspbell i jego "Creative
Mythology - The Masks of God" (1968). Ta książka była na pewno pomocą; ale
trzeba jeszcze umieć z niej skorzystać. A także trzeba jednak samemu coś
wiedzieć o przedmiocie rozważań.
Najlepszym komentarzem do omawianej pracy jest opowiadanie "Maladie".
Czytane po lekturze "Świata" robi wielkie wrażenie. Właśnie - jako
akceptacja legendy p r z e c i w prawdzie historii. Zwracam na to uwagę,
bowiem Sapkowskiemu udało się napisać opowiadanie ilustrujące tezę
(wypowiedzianą przez J.R.R. Tolkiena w "Wyprawie") o powstawaniu legend:
opowiadano o nim małym hobbitom wieczorami przy kominku i wreszcie Szalony
Baggins (...) stał się ulubionym bohaterem legendy i żył w niej przez
długie lata, nawet wówczas, kiedy od dawna zapomniano o wszystkich
prawdziwych związanych z tym zdarzeniach. Czyż nie tak opowiadano o
Arturze? Jeśli mi kto nie wierzy, to proszę zajrzeć do sir Waltera Scotta
"Ivenhoe". Tam też jest opisany ten sam mechanizm (na przykładzie bliskim
- Robin Hood oraz Ryszard Lwie Serce!).
"Maladie" to właśnie ilustracja, jak legenda wygrywa z tzw. prawdą
historyczną. Nie dlatego, że legenda jest na przykład ładniejsza.
Sapkowski pokazuje jak musiał narodzić się Artur. Podobnie w "Maladie"
musi ocaleć legenda Tristana i Izoldy; nie dlatego, że tak chce autor, ale
dlatego, że tak układa się (?) gra wydarzeń.
Książka Sapkowskiego ma jeszcze jedną zaletę: stanowi znakomity
komentarz do powieści osnutych na micie Arturiańskim, np. T.H. White'a
"Był sobie raz na zawsze król", Marion Zimmer Bradley "Mgły Avalonu",
Stephena R. Lawheada "Pendragon"; pozwala także zrozumieć pewne pomysły
Clive'a S. Lewisa zawarte w utworze "Ta ohydna siła". Sama zaś sugeruje
stosunkowo niewiele, jeśli chodzi interpretację mitu; może tylko sprawa
Graala. Powiązania Graala raczej z tradycjami celtyckimi niż
chrześcijańskimi (acz nie w pełni samodzielnie przez Sapkowskiego
wymyślone) jest godne uwagi. Wspomnę tylko, że obie koncepcje nie
wykluczają się; czara występuje w obu tradycjach, a kobieta czy Wielka
Bogini też uzyskała swą chrześcijańską interpretację (radzę sięgnąć do
Denisa de Rougemonta "Miłość a świat kultury zachodniej").
Czy zatem mamy do czynienia z książką znakomitą, czy znaczy to, że
wiedźmin umie także szukać złota? A dlaczego nie miałby umieć? Teraz od
Sapkowskiego trzeba się uczyć nie tylko pisać powieści, ale i eseje
literacko-historyczne. A swoją drogą może by spróbować napisać podobną
książkę, ale o Wandzie i Kraku? Już czas najwyższy przewietrzyć nasz
własny lamus z mitami narodowymi. Jak to zrobić - pokazuje Sapkowski.
Jakub Z. Lichański
[Wklepał: Mad Wizard]
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl