AS ZONE:

RECENZJE
Recenzja "Czasu pogardy"


Grają wiedźminem!
[Nowa Fantastyka 2(161)/1996]

       Nadchodzi  czas pogardy, jednolity świat Geralta z Rivii rozpada się,
  dzieli na polityczne terytoria. Przydrożna karczma przestaje być miejscem,
  gdzie  wiedźmin  ogląda  batystowe  majtki  księżniczek  i po ciemku rzuca
  widelcami  w  szczury.  Wszędzie  czyhają szpiedzy i najemnicy Nilfgaardu;
  pomniejsze  państewka  muszą wypracować sojusze między sobą. Wojna wisi na
  włosku,  sytuacje  utrudniają  tarcia  wewnętrzne  i  elfia  dywersja. Aby
  przeżyć,  trzeba  dopasować się do okoliczności, poświęcić etos, tradycję,
  prywatność  -  pozostaje beznamiętny głos rozsądku. Przestaje być istotne,
  kto  jest  kim  i  skąd się wywodzi, jedyne ważne pytanie brzmi: po czyjej
  jesteś  stronie?  Nawet  magia  przestaje  być  neutralna,  nie  służy już
  interesom  samowolnych czarowników, a staje się atutem w walce politycznej
  i strategii wojennej.
       Czas  pogardy  dotyka  także  samego wiedźmina. Ten niegdyś półheros,
  półczarodziej,  walczący  z  potworami  i  wierny  jedynie  wiedźmińskiemu
  kodeksowi, staje się pionkiem w grze. Władcy i czarodzieje probują wplątać
  go we własne intrygi, on zaś usiłuje pozostać neutralny. Wbrew wszystkiemu
  pozwala  sobie  na  luksus pogardzania pogardą. Profesja Geralta przestaje
  być  spoiwem  akcji,  zamiast  niej  wiedźmin  ma nowy dylemat: stoi przed
  możliwoscią  zostania  rasowym  czarodziejem  ze  wszystkimi  obyczajowo -
  politycznymi przywilejami, jakie się z tym wiążą. Ceną byłoby opowiedzenie
  się  po  jednej  ze stron: z neutralnego statusu czarownika / śmiertelnika
  przeszedłby na określone pozycje.
       W centrum akcji "Czasu pogardy" pozostaje jednak mała Ciri, Lwiątko z
  Cintry,  wnuczka  legendarnej  królowej  Calanthe.  O nią, niczym o piękną
  Helene,  toczy  się  walka, wokół niej rozgrywają się wszelkie intrygi. Po
  dworach  krążą  jej konterfekty, tropia ją szpiedzy i najemnicy królewscy,
  mnożą  się  sobowtóry  księżniczki  Starszej  Krwi.  Dziewczynka staje się
  mitem,   przedmiotem,   ucieleśnieniem   starej   przepowiedni.  Sapkowski
  niepotrzebnie  nadaje  jej  indywidualność,  chce koniecznie zrobić z niej
  postać  -  jednak  Ciri  z  krwi  i kości w porównaniu z mitem wypada dość
  blado. Nie pomaga nawet skojarzenie z Gerdą z "Królowej Śniegu" Andersena.
       Ciri  jest,  na szczęście, jedyną nieudaną postacią kobiecą w "Czasie
  pogardy".   Czarodziejki,   władczynie   i   rozbójniczki  tworzą  galerię
  pełnokrwistych,   zaskakujących  portretów.  W  kontekście  wcześniejszych
  opowiadań  o  wiedźminie  zadziwia zwłaszcza metamorfoza Yennefer. Niegdyś
  służyła  do  dostarczania  psychologicznej  motywacji rozterkom Geralta. W
  "Czasie   pogardy"  Yennefer  mówi  natomiast  własnym  głosem  i  posiada
  prawdziwą osobowość: ma prywatne życie, niezwiązane z Białowłosym, zasiada
  w   radzie  czarowników,  przyjaźni  się  z  czarodziejkami  z  Akademii w
  Arteuzie,  potajemnie  spłaca  długi  Geralta,  doskonale  orientuje się w
  ekonomicznych  i politycznych zawiłościach. Na tle tej barwnej prywatności
  bardziej zrozumiały staje się ambiwalentny stosunek Yennefer do Geralta, a
  ich  miłość  zyskuje  dodatkowy  wymiar. Inne czarodziejki Sapkowskiego to
  także  indywidualności  -  na  pewno przewyższają oryginalnością nudnawych
  czarowników, może z chlubnym wyjątkiem ekologa Dorregaraya.
       Z  kobietami związana jest również bardzo ważna dla książki symbolika
  krwi:  po  żenskiej linii dziedziczy się pochodzenie Starszej Krwi, Geralt
  dzięki  genom  matki  może  zostać  prawdziwym  czarodziejem,  dobro i zło
  pochodzi  od  kobiet,  krew  przelana  w  wojnie o Cintrę to krew królowej
  Catanthe.  Scena,  kiedy  Ciri  opatruje  zakrwawionego jednorożca, mówi i
  pokazuje  więcej  niż  natchnione "momenty" z Yennefer i Geraltem w rolach
  głównych.  Mitologia podszywająca świat Sapkowskiego to mitologia kobieca,
  złe  i  dobre  duchy  kobiet  z  przeszłości  wpływają  na teraźniejszość:
  szalonej Falce przeciwstawić tu można heroiczną Calanthe.
       Fantasy w wykonaniu Sapkowskiego tylko pozornie kopiuje wzory gatunku
  (piękne  kobiety,  dzielni  rycerze,  potwory,  magia i miecz). Jest w tym
  świecie  coć  więcej:  swojskość i nawiązania do kultury zachodniej tworzą
  całość  zwartą  i  paradoksalną jednocześnie. Fantasy słowiańska nigdy nam
  nie  wychodziła,  polski czytelnik nie zna po prostu rodzimej mitologii. U
  Sapkowskiego  jednak  nie  jest ważne, skąd pochodzi dany mit czy legenda,
  ale jak gra w świadomosci odbiorcy. Dlatego być może tak chętnie czerpie z
  kultury masowej, a nie bawi się w etnografa.
       Jako  kolejna  część  sagi "Czas pogardy" jest nieco niewyważony, pod
  koniec akcja zamiast przyspieszać zwalnia. Na zakończenie pojawia się nowy
  watek i ważna aluzja do baśni Andersena, od której powinna raczej zaczynać
  się następna, trzecia część sagi o wiedźminie Geralcie.

                                                           Dominika Materska
                                                                Ewa Popiołek

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl