Nadchodzi czas pogardy, jednolity świat Geralta z Rivii rozpada się,
dzieli na polityczne terytoria. Przydrożna karczma przestaje być miejscem,
gdzie wiedźmin ogląda batystowe majtki księżniczek i po ciemku rzuca
widelcami w szczury. Wszędzie czyhają szpiedzy i najemnicy Nilfgaardu;
pomniejsze państewka muszą wypracować sojusze między sobą. Wojna wisi na
włosku, sytuacje utrudniają tarcia wewnętrzne i elfia dywersja. Aby
przeżyć, trzeba dopasować się do okoliczności, poświęcić etos, tradycję,
prywatność - pozostaje beznamiętny głos rozsądku. Przestaje być istotne,
kto jest kim i skąd się wywodzi, jedyne ważne pytanie brzmi: po czyjej
jesteś stronie? Nawet magia przestaje być neutralna, nie służy już
interesom samowolnych czarowników, a staje się atutem w walce politycznej
i strategii wojennej.
Czas pogardy dotyka także samego wiedźmina. Ten niegdyś półheros,
półczarodziej, walczący z potworami i wierny jedynie wiedźmińskiemu
kodeksowi, staje się pionkiem w grze. Władcy i czarodzieje probują wplątać
go we własne intrygi, on zaś usiłuje pozostać neutralny. Wbrew wszystkiemu
pozwala sobie na luksus pogardzania pogardą. Profesja Geralta przestaje
być spoiwem akcji, zamiast niej wiedźmin ma nowy dylemat: stoi przed
możliwoscią zostania rasowym czarodziejem ze wszystkimi obyczajowo -
politycznymi przywilejami, jakie się z tym wiążą. Ceną byłoby opowiedzenie
się po jednej ze stron: z neutralnego statusu czarownika / śmiertelnika
przeszedłby na określone pozycje.
W centrum akcji "Czasu pogardy" pozostaje jednak mała Ciri, Lwiątko z
Cintry, wnuczka legendarnej królowej Calanthe. O nią, niczym o piękną
Helene, toczy się walka, wokół niej rozgrywają się wszelkie intrygi. Po
dworach krążą jej konterfekty, tropia ją szpiedzy i najemnicy królewscy,
mnożą się sobowtóry księżniczki Starszej Krwi. Dziewczynka staje się
mitem, przedmiotem, ucieleśnieniem starej przepowiedni. Sapkowski
niepotrzebnie nadaje jej indywidualność, chce koniecznie zrobić z niej
postać - jednak Ciri z krwi i kości w porównaniu z mitem wypada dość
blado. Nie pomaga nawet skojarzenie z Gerdą z "Królowej Śniegu" Andersena.
Ciri jest, na szczęście, jedyną nieudaną postacią kobiecą w "Czasie
pogardy". Czarodziejki, władczynie i rozbójniczki tworzą galerię
pełnokrwistych, zaskakujących portretów. W kontekście wcześniejszych
opowiadań o wiedźminie zadziwia zwłaszcza metamorfoza Yennefer. Niegdyś
służyła do dostarczania psychologicznej motywacji rozterkom Geralta. W
"Czasie pogardy" Yennefer mówi natomiast własnym głosem i posiada
prawdziwą osobowość: ma prywatne życie, niezwiązane z Białowłosym, zasiada
w radzie czarowników, przyjaźni się z czarodziejkami z Akademii w
Arteuzie, potajemnie spłaca długi Geralta, doskonale orientuje się w
ekonomicznych i politycznych zawiłościach. Na tle tej barwnej prywatności
bardziej zrozumiały staje się ambiwalentny stosunek Yennefer do Geralta, a
ich miłość zyskuje dodatkowy wymiar. Inne czarodziejki Sapkowskiego to
także indywidualności - na pewno przewyższają oryginalnością nudnawych
czarowników, może z chlubnym wyjątkiem ekologa Dorregaraya.
Z kobietami związana jest również bardzo ważna dla książki symbolika
krwi: po żenskiej linii dziedziczy się pochodzenie Starszej Krwi, Geralt
dzięki genom matki może zostać prawdziwym czarodziejem, dobro i zło
pochodzi od kobiet, krew przelana w wojnie o Cintrę to krew królowej
Catanthe. Scena, kiedy Ciri opatruje zakrwawionego jednorożca, mówi i
pokazuje więcej niż natchnione "momenty" z Yennefer i Geraltem w rolach
głównych. Mitologia podszywająca świat Sapkowskiego to mitologia kobieca,
złe i dobre duchy kobiet z przeszłości wpływają na teraźniejszość:
szalonej Falce przeciwstawić tu można heroiczną Calanthe.
Fantasy w wykonaniu Sapkowskiego tylko pozornie kopiuje wzory gatunku
(piękne kobiety, dzielni rycerze, potwory, magia i miecz). Jest w tym
świecie coć więcej: swojskość i nawiązania do kultury zachodniej tworzą
całość zwartą i paradoksalną jednocześnie. Fantasy słowiańska nigdy nam
nie wychodziła, polski czytelnik nie zna po prostu rodzimej mitologii. U
Sapkowskiego jednak nie jest ważne, skąd pochodzi dany mit czy legenda,
ale jak gra w świadomosci odbiorcy. Dlatego być może tak chętnie czerpie z
kultury masowej, a nie bawi się w etnografa.
Jako kolejna część sagi "Czas pogardy" jest nieco niewyważony, pod
koniec akcja zamiast przyspieszać zwalnia. Na zakończenie pojawia się nowy
watek i ważna aluzja do baśni Andersena, od której powinna raczej zaczynać
się następna, trzecia część sagi o wiedźminie Geralcie.
Dominika Materska
Ewa Popiołek
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl