AS ZONE:

RECENZJE
Anonimowy list o prozie Sapkowskiego


Na młot Odyna!
Dokąd jedzie ten pociąg?

[Nowa Fantastyka 6(105)/1991]

       Korzystając  z nadmiaru wolnego czasu, który to zapewniły mi burzliwe
  przemiany   naszej   gospodarki,   przejrzałem   archiwalne   już   numery
  "Fantastyki".  Uwagę  moją  zwróciły  nadel  pochlebne  uwagi  pod adresem
  twórczości  p.  Andrzeja  Sapkowskiego.  Skłoniły  mnie  one  do ponownego
  zapoznania się z opowiadania AS-a. Podczas bieżącej lektury nie zachwyciły
  mnie, ale złożyłem to na karb roztargnienia i pośpiechu. Człowiek myli się
  tak  często.  Niestety,  nie  w  tym  przypadku. Ponowne zagłębienie się w
  świat, jaki proponuje AS, "pierwszy gwiazdor polskiej fantasy", przyniosło
  same  rozczarowania. (Na młot Odyna! Kto propaguje tak fatalne określenia,
  "gwiazdor" kojarzy mi się tylko z "kaczor", proszę wybaczyć brak wyobraźni
  i   tę   niewinną   kradzież).   Ad   rem,   zamiast   gwiazdy,  latarka z
  przeterminowanymi  bateriami,  i  to nie pierwszego, lecz czwartego rzędu.
  Nuda,   jaka   wieje   z   tych  opowiadań,  przekracza  wszelkie  granice
  przyzwoitości.   Schematyczna  struktura  podsuwa  jak  na  srebrnej  tacy
  odpowiedzi:  co  zdarzy  się  za  chwilę,  jak  się potoczy akcja, jak się
  zakończy kolejna przygoda itd.
       Takie postępowanie przekonuje czytelnika co do własnej przenikliwości
  i nazwijmy to, duchowego pokrewieństwa z autorem: ja też tak to widzę, też
  bym  tak zrobił, też tak myślę. Stara, wypróbowana metoda na tani poklask,
  stosowana  przez  wielu  polityków;  odpowiednio  dobrane  i  sformułowane
  komunały  każda  grupa  społeczna  radośnie  odczyta  jako własne poglądy.
  Daleki  i  wiekowy krewniak fantasy, bajka opowiadana dziecku po raz setny
  wywołuje  w  nim  świeże  emocje,  a to dzięki emocji, jaka zawarta jest w
  samej  bajce.  To ona odsuwa w cień znajomość przyszłych faktów i sprawia,
  że  jest  głęboko  przez  słuchacza przeżywana, mimo że dziecko zna ją już
  prawie na pamięć. A jak się to ma do twórczości AS-a? Nijak.
       Jakie  bowiem  wzruszenia  mogą  wywołać przesiąknięte literackością,
  papierowe  postacie,  w  których serce toczy zamiast krwi farbę drukarską.
  Dziwotwory  p.  Sapkowskiego  blado  doprawdy  wyglądają przy dziwotworach
  psychologicznych  tegoż  samego autorstwa. Spłycenie wszystkiego, co tylko
  da   się   spłycić,   banał,   trywialność   i   łopatologia   królują  tu
  niepodzielnie.  Rzecz  jasna  w innym świecie obowiązuje inna psychologia,
  ale  nie  co  chwila  inna.  Balzak  przerywa  przyjacielowi jego żale nad
  kłopotami  rodzinnymi  krótkim  stwierdzeniem:  "Wróćmy do rzeczywistości,
  pomówmy o Eugenii Gradent".
       Podczas spaceru po lesie zawsze towarzyszy mi drżenie serca na myśl o
  spotkaniu  jednorożca,  bo  Geralta  nie  spotkam  na pewno. Geralt, ni to
  krewniak  Wielkiego  Bruce'a,  ni  to  Żyd  Wieczny Tułacz kontrolujący co
  chwilę   zawartość  sakiewki,  ni  to  Persiwal,  który  zapomniał,  czego
  właściwie szuka, ni to romantyczny nadwrażliwiec ukrywający przed okrutnym
  światem pod pancerzem cynizmu wrażliwe serduszko. Panie Sapkowski, skądżeś
  Pan wytrzasnął taką literacką hybrydę, gdzie tygiel, w którym ją uwarzono?
  Gdyby  chociaż był niemową, ale niestety mówi odkrywcze komunały znane już
  z  czasów  przedhomeryckich.  I  jeszcze to, proszę wybaczyć, dość głupawe
  pomrugiwanie  do  czytelnika,  czy  może  raczej do konsumenta. Niniejszym
  zgłaszam  projekt  powołania  do  życia  Związku  Obrony  Czytelnika przed
  Autorami  (ZOCpA)  uważającymi nas za idiotów. Pan Sapkowski znalazłby się
  zresztą na dalszej pozycji, jest sporo innych młodych zdolnych.
       Magii  w  opowiadaniach  AS-a  pod  dostatkiem, do wyboru, do koloru.
  Brak  jednak tej najważniejszej, tej, którą stwarza się światy, tej, którą
  czaruje   się   czytelnika.  Brak  tam  życia,  oddechu,  brak  tajemnicy,
  dramatyzmu,  choćby  odrobiny  (mam nadzieję, że dramatyzm nie kojarzy się
  Panu  z  liczbą  trupów, jest Pan na to zbyt inteligentny, czego nie można
  powiedzieć  o  sporej  gromadce młodych, przepraszam za wyrażenie, autorów
  wciskających  się  do  SF  przez  czwarte  bramy, piąte drzwi, najczęściej
  kuchenne).  Nie  ma  w tych opowiadaniach miejsca dla czytelnika, dla jego
  wyobraźni.  Granie  na  koniunkturze  nie  zwalnia  od  tego.  Znam wyniki
  konkursów,  sondaży  itp.  Ale  długość  brody  nie świadczy o mądrości, a
  popularność  nawet o komercjalnej wartości, o czym wspomina pan Sapkowski:
  "chciałbym pisać dobrą literaturę rozrywkową". Jeżeli by tak było, to byle
  cap  byłby  mądrzejszy  od  Platona,  a  szczytem  literatury komercjalnej
  stałyby  się  półpornograficzne dziełka epatujące kiepskimi wulgaryzmami i
  prymitywną ginekologią.

                                                           Wasz stary Prowok

       PS.  Szarganie  świętościami  nigdy nie będzie bezpieczne. Dlatego na
  wszelki  wypadek  nazwisko  i  adres  zastrzegam  wyłącznie  do wiadomości
  redakcji. Nie lubię być linczowany.

                                                   [Wklepała: Joanna Słupek]
Przeczytaj także odpowiedzi czytelników NF na powyższy anonim.

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl