Anonimowy list o prozie Sapkowskiego
Korzystając z nadmiaru wolnego czasu, który to zapewniły mi burzliwe
przemiany naszej gospodarki, przejrzałem archiwalne już numery
"Fantastyki". Uwagę moją zwróciły nadel pochlebne uwagi pod adresem
twórczości p. Andrzeja Sapkowskiego. Skłoniły mnie one do ponownego
zapoznania się z opowiadania AS-a. Podczas bieżącej lektury nie zachwyciły
mnie, ale złożyłem to na karb roztargnienia i pośpiechu. Człowiek myli się
tak często. Niestety, nie w tym przypadku. Ponowne zagłębienie się w
świat, jaki proponuje AS, "pierwszy gwiazdor polskiej fantasy", przyniosło
same rozczarowania. (Na młot Odyna! Kto propaguje tak fatalne określenia,
"gwiazdor" kojarzy mi się tylko z "kaczor", proszę wybaczyć brak wyobraźni
i tę niewinną kradzież). Ad rem, zamiast gwiazdy, latarka z
przeterminowanymi bateriami, i to nie pierwszego, lecz czwartego rzędu.
Nuda, jaka wieje z tych opowiadań, przekracza wszelkie granice
przyzwoitości. Schematyczna struktura podsuwa jak na srebrnej tacy
odpowiedzi: co zdarzy się za chwilę, jak się potoczy akcja, jak się
zakończy kolejna przygoda itd.
Takie postępowanie przekonuje czytelnika co do własnej przenikliwości
i nazwijmy to, duchowego pokrewieństwa z autorem: ja też tak to widzę, też
bym tak zrobił, też tak myślę. Stara, wypróbowana metoda na tani poklask,
stosowana przez wielu polityków; odpowiednio dobrane i sformułowane
komunały każda grupa społeczna radośnie odczyta jako własne poglądy.
Daleki i wiekowy krewniak fantasy, bajka opowiadana dziecku po raz setny
wywołuje w nim świeże emocje, a to dzięki emocji, jaka zawarta jest w
samej bajce. To ona odsuwa w cień znajomość przyszłych faktów i sprawia,
że jest głęboko przez słuchacza przeżywana, mimo że dziecko zna ją już
prawie na pamięć. A jak się to ma do twórczości AS-a? Nijak.
Jakie bowiem wzruszenia mogą wywołać przesiąknięte literackością,
papierowe postacie, w których serce toczy zamiast krwi farbę drukarską.
Dziwotwory p. Sapkowskiego blado doprawdy wyglądają przy dziwotworach
psychologicznych tegoż samego autorstwa. Spłycenie wszystkiego, co tylko
da się spłycić, banał, trywialność i łopatologia królują tu
niepodzielnie. Rzecz jasna w innym świecie obowiązuje inna psychologia,
ale nie co chwila inna. Balzak przerywa przyjacielowi jego żale nad
kłopotami rodzinnymi krótkim stwierdzeniem: "Wróćmy do rzeczywistości,
pomówmy o Eugenii Gradent".
Podczas spaceru po lesie zawsze towarzyszy mi drżenie serca na myśl o
spotkaniu jednorożca, bo Geralta nie spotkam na pewno. Geralt, ni to
krewniak Wielkiego Bruce'a, ni to Żyd Wieczny Tułacz kontrolujący co
chwilę zawartość sakiewki, ni to Persiwal, który zapomniał, czego
właściwie szuka, ni to romantyczny nadwrażliwiec ukrywający przed okrutnym
światem pod pancerzem cynizmu wrażliwe serduszko. Panie Sapkowski, skądżeś
Pan wytrzasnął taką literacką hybrydę, gdzie tygiel, w którym ją uwarzono?
Gdyby chociaż był niemową, ale niestety mówi odkrywcze komunały znane już
z czasów przedhomeryckich. I jeszcze to, proszę wybaczyć, dość głupawe
pomrugiwanie do czytelnika, czy może raczej do konsumenta. Niniejszym
zgłaszam projekt powołania do życia Związku Obrony Czytelnika przed
Autorami (ZOCpA) uważającymi nas za idiotów. Pan Sapkowski znalazłby się
zresztą na dalszej pozycji, jest sporo innych młodych zdolnych.
Magii w opowiadaniach AS-a pod dostatkiem, do wyboru, do koloru.
Brak jednak tej najważniejszej, tej, którą stwarza się światy, tej, którą
czaruje się czytelnika. Brak tam życia, oddechu, brak tajemnicy,
dramatyzmu, choćby odrobiny (mam nadzieję, że dramatyzm nie kojarzy się
Panu z liczbą trupów, jest Pan na to zbyt inteligentny, czego nie można
powiedzieć o sporej gromadce młodych, przepraszam za wyrażenie, autorów
wciskających się do SF przez czwarte bramy, piąte drzwi, najczęściej
kuchenne). Nie ma w tych opowiadaniach miejsca dla czytelnika, dla jego
wyobraźni. Granie na koniunkturze nie zwalnia od tego. Znam wyniki
konkursów, sondaży itp. Ale długość brody nie świadczy o mądrości, a
popularność nawet o komercjalnej wartości, o czym wspomina pan Sapkowski:
"chciałbym pisać dobrą literaturę rozrywkową". Jeżeli by tak było, to byle
cap byłby mądrzejszy od Platona, a szczytem literatury komercjalnej
stałyby się półpornograficzne dziełka epatujące kiepskimi wulgaryzmami i
prymitywną ginekologią.
Wasz stary Prowok
PS. Szarganie świętościami nigdy nie będzie bezpieczne. Dlatego na
wszelki wypadek nazwisko i adres zastrzegam wyłącznie do wiadomości
redakcji. Nie lubię być linczowany.
[Wklepała: Joanna Słupek]
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl