Trzeci tom "sagi o wiedźminie" (cudzysłów, bo żadna to saga, zwykła
powieść) przynosi - co tu kryć - zawód. Nie tego oczekiwaliśmy po
renomowanym autorze. W siedmiu rozdziałach zawarte są wypadki z jakich dwu
miesięcy, właściwie nie posuwające akcji naprzód: Wiedźmin wędruje na
południe, wojna się toczy na całego, Ciri szaleje ze Szczurami...
właściwie tylko czarodziejki robią w tym tomie coś naprawdę nowego. Całość
zaś kończy się alogicznym, "serialowym" zawieszeniem akcji w momencie
największego napięcia. Co nie zachęca do lektury następnego "odcinka",
skoro trzeba będzie czekać nań rok, lecz irytuje.
Już w poprzednich książkach Sapkowskiego niemile dawała się odczuć
tendencja do traktowania przez autora bezpośrednio o problemach naszych
dni. To jednak, co wyrabia on w Chrzcie ognia jest - przynajmniej dla mnie
- nie do przyjęcia. Obozy uchodźców w Rwandzie mogę sobie obejrzeć w
telewizji (książka akurat "wstrzeliła się" w nawrót tego koszmaru). A tu
jeszcze mamy i problem aborcji, i współczesny do bólu feminizm (właciwie -
żeński szowinizm), i modny dziś relatywizm "historii etnicznej"...
Czarodziejki używają współczesnej terminologii medycznej, a to, co w
poprzednich tomach było rubasznością, tu jest już tylko wulgarne. Sapek
najwidoczniej zamiast lektury dzieł mitologicznych i mitopoetycznych
przestawił się prasę codzienną i tzw. kulturalną. Skutki, niestety,
widać.
Ja rozumiem, że to dzieło "postmodernistyczne", że autorowi,
kreującemu własny, osobisty świat, wolno wszystko... Zgoda. Ale mi sie to
nie musi podobać. I zdecydowanie się nie podoba. Nie mnie jednemu - nie
spotkałem dotąd nikogo, kto nie byłby zdania, że to najsłabsza dotąd
książka Sapkowskiego. Czy nie jest to aby "zawrót głowy od sukcesów"
(swoją drogą ciekawe, ilu czytelników Miesięcznika wie, co to za cytat?),
nadmierna pewność siebie... i stała umowa wydawnicza, zmuszająca do
produkcji na określony termin i temat?
Nie powiem, są tu rzeczy ciekawe - jak chodźby wzmiankowany na
okładce mniemany cyrulik "jakby nie z tej bajki" (zresztą nieprawda,
całkiem z tej!). Są też zabawne, jak przeróbka piosenki "Lecioł pies przez
owies, łogonem wywijał" (szkoda, że wyprana z uroku oryginału; Jaskier
jest - niestety - grafomanem). Są i intrygujące, jak wzmianka o tym, że
Starsza Krew, której nosicielką jest Ciri, to jednak nie jest, jak dotąd
sądzilimy, krew elfów. Ale co robi tu wzmianka o Graalu (bo jakiż inny
puchar można znaleść na górze Monsalvat?), chodźby nawet był on tylko
pijackim majaczeniem Percivala Schuttenbacha?!
Zapytany podczas warszawskich "Spotkań z Fantastyką" o to, czy
opowieść o losach Geralta i Ciri kiedyś się skończy, autor odpowiedział
krótko, z wyraźną irytacją - tak! Ale jeszcze nie od razu... następny tom
ma nosić tytuł Wieża jaskółki. Niestety, jaskółki także nie zawsze latają
wysoko...
Tadeusz Andrzej Olszanski
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl