Po przeczytaniu tekstu Michała Fludzinskiego pt: Genetyka i laminaty
(Miesięcznik nr 87) postanowiłam wystąpić w obronie genetyki w Chrzcie
Ognia Andrzeja Sapkowskiego i genetyki w ogóle.
Nie rozumiem dlaczego Michał oburza się i uważa za niestosowne
prowadzenie rozważań genealogicznych i genetycznych w Świecie Wiedźmina.
Zastanawia się też "skąd bierze się ta wiedza w owym czasie". Pytam: w
jakim czasie? Przecież Saga o Wiedźminie nie ma określonych ram czasowych.
Nie jest to czas realny!!!
Abstrahując od ram czasowych można również spytać o źródło wiedzy
magicznej i ogólnej, którą dysponuje śwat magów, a takich rozważań, o ile
mi wiadomo, nikt nie prowadzi. Nie widzę powodu, z którego wątki
mitologiczne, historyczne i szeroko pojęta wiedza przyrodnicza
(ziołolecznictwo, obyczaje driad, zjawiska atmosferyczne, flora, fauna) ma
prawo bytu w literaturze fantastycznej, a genetyka (jak najbardziej część
wiedzy przyrodniczej - w dodatku bardzo ciekawa) - nie. Czarodzieje, jak
wiadomo, dysponują znacznie rozleglejszą wiedzą w różnych dziedzinach niż
zwykli bądź niezwykli śmiertelnicy. Dlaczego więc nie mogą zajmować się
genetyką - w dodatku na podstawowym poziomie? Dlaczego nie mogą prowadzić
eksperymentów genetycznych, skoro przez całe wieki (istnienia świata
realnego, starożytnego i nowożytnego) mniej lub bardzej świadomie to
robiono?
Przecież nie jest wykluczone, że już średniowieczni mędrcy czy mnisi
skoro Michał upiera się przy quasi-średniowieczu - zajmujący się
genealogią zwrócili uwagę na podobieństwa między poszczególnymi członkami
rodów. Już oni mogli przypuszczać, że pewne cechy przechodzą z pokolenia
na pokolenie czyli, jak powiedzielibysmy dziś, są dziedziczone. Skoro
istniała potencjalna możliwość poczynienia takich obserwacji w
średniowieczu, to tym bardziej w fikcyjnym Świecie Wiedźmina Geralta, w
którym czarodzieje m ają olbrzymie możliwości poznawcze (może nawet
większe niż współczesna nauka.... ). Przecież całkiem prawdopodobne, że
jakiś czarodziej lub czerodzieje hodowali groszek pachnący, myszy czy inne
formy życia, prowadzili obserwacje i doszli do podobnych wni osków jak
Grzegorz Mendel (zakonnik, autor praw Mendla - podstawowych praw
dziedziczenia, 1866 r.) a nawet Thomas Morgan (Chromosomowa treoria
dziedziczności - 1910-1914).
W związku z powyższym nie zgadzam się z zarzutem Michała, że genetyka
w Chrzcie ognia jest nie na miejscu. To, że genetyka jako nauka istnieje
od początku XX wieku (nagroda Nobla dla T. Morgana w 1933 r. za
opracowanie chromosomowej teorii dziedzi czności) i od tego czasu
funkcjonuje pojecie genu, nie oznacza wcale, że nie należy, bądź nie wolno
używać tego terminu w Sadze o Wiedźminie.
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl