AS ZONE:

RECENZJE
Recenzja "Wieży Jaskółki"


Likwor z krwi
[ Miesięcznik 97]

       Oczekiwana  przez  wielbicieli  Sapkowskiego  (i  nie  tylko)  "Wieża
  jaskółki"  weszła  na  rynek  z niespotykanym dotychczas zadęciem - Gazeta
  Wyborcza  zamieściła  w  pierwszym  dniu  sprzedaży  panegiryczny  artykuł
  Wojciecha  Orlińskiego.  Artykuł  był zresztą - łagodnie mówić - niemądry:
  kolejny tom "sagi" doprawdy nie kończy się "czymś w rodzaju happy endu", a
  to, skąd autor wziął "wspaniałą scenę kulminacyjnego pojedynku", pozostaje
  jego słodką (?) tajemnicą. Finałowa walka Ciri z prześladowcami nie jest -
  jako  żywo  - pojedynkiem. Zaś zajmujące prawie połowę artykułu porównanie
  twórczości  Sapkowskiego  i  Tolkiena  wypada  żenująco,  gdyż  autor dość
  gruntownie  nie rozumie tego drugiego. Inna rzecz, że jest to interesujące
  zagadnienie.
       Ta  książka  udała  się  Sapkowskiemu znacznie bardziej niż nie tylko
  "Chrzest   Ognia",   ale  i  "Czas  Pogardy".  Czyta  się  ją  znakomicie.
  Niespotykana  dotąd, "szufladkowa" technika poprowadzenia wątku Ciri, choć
  nie   ułatwia  lektury,  wciąga  tym  bardziej,  a  także  daje  namiastkę
  samodzielności  fabularnej  tego  tomu.  Zerwanie ciągłości narracji (losy
  Geralta  zostają  podjęte  kilka  miesięcy  po bitwie na moście, kończącej
  Chrzest ognia) także wyszło opowieści na dobre. Wreszcie "Wieża..." kończy
  się  też  wyraźną  cezurą  -  Ciri dociera do Tor Zireael, Wieży Jaskółki,
  gdzie przechodzi do innej sfery rzeczywistości. Będzie już kimś innym. Kim
  - dowiemy się za rok.
       Mamy tu ASa w najlepszej formie - gawędziarza, złośliwca, aluzjonistę
  i  facecjonistę.  Wprawdzie "postmodernistyczny" dialog ze współczesnością
  zajmuje tu mniej miejsca niż w poprzednich tomach, jest on intensywniejszy
  -  i  chyba  głębszy.  Choć  motta  zaczerpnięte z Tolkiena, a zwłaszcza z
  Bettelheima   są   niewątpliwym   zgrzytem.  Mniej  razi  (mnie  rozbawił)
  bezpośredni cytat z Potopu (nie zdradzę, gdzie - poszukajcie sami). Więcej
  tu jednak niż w poprzednich tomach okrucieństwa, wręcz potworności - autor
  najwyraźniej lubuje się w takich opisach. Ale też są one lepiej osadzone w
  konwencji,  zapewne  dlatego,  że  nie  ma  tu  działań  wojennych,  które
  Sapkowski za bardzo postrzega przez pryzmat doświadczeń naszego stulecia.
       Jednak  opowieść  o Ciri ("Wieża jaskółki" przekonuje ostatecznie, że
  to nie jest "saga o wiedźminie", tj. Geralcie) jest zbytnio obciążona tymi
  okropieństwami.  Podczas  lektury  przypomniała  mi  się  opinia  PWC,  że
  Donaldson  jest  głębszy  od  Tolkiena,  ale  nie wracam do niego, bo jego
  książki  odbierają  chęć do życia. Z tą rzecz jasna poprawką, że Sapkowski
  ponad  wszelką wątpliwość nie jest głębszy od Tolkiena (ani Donaldsona). I
  że  nie  snuje  on  opowieści  o walce dobra ze złem, jak tamci autorzy (i
  niemal wszyscy twórcy fantasy).
       Nie  zdradzając  zbyt wiele z fabuły powiem, że coraz więcej wskazuje
  na  to,  iż  "Coś  się  kończy, coś się zaczyna" było tylko żartem, że nie
  należy traktować go jako wskazówki co do finału "sagi". Tym bardziej, że w
  tamtym  opowiadaniu Wiedźminlandia (określenie zaczerpnięte ze strony www,
  której  adres  podano  w  książce;  zręczniej brzmiałoby chyba Wiedźminia)
  znajduje  się  najwyraźniej  w  Ameryce,  tu zaś - w innym świecie, nie na
  "naszej"  Ziemi. Po raz pierwszy bowiem daje Sapkowski wyraźną wskazówkę -
  ludzie  wtargnęli  tu podczas Koniunkcji Sfer, są - a raczej byli - obcy w
  tym  świecie,  który  nieuchronnie zdominują, chyba że... Cóż, zobaczymy w
  piątej części, kogo Sapkowski zechce zniszczyć, kogo zaś ułaskawi.
       Warto poświęcić chwilę uwagi grom językowym Sapkowskiego. Z rozmachem
  czerpie  on  słowa,  nazwy i imiona z różnych języków europejskich, czasem
  bawi  się  pozornymi  błędami, jak np. używając rusycyzmu "po koniach" (pa
  kaniam)  zamiast  polskiej  formy  "w konie", czy ukrainizmu "niewidymka",
  albo podsuwając dwie równorzędne interpretacje etymologiczne "ksenoglazu":
  angielskie glass (szkło) i rosyjskie głaz (oko). Jedno z określeń bandytów
  brzmi  tu "rezun" (z ukraińskiego), o co zresztą dziennikarz Naszego Słowa
  (pismo   Związku  Ukraińców  w  Polsce)  miał  do  Sapka  pretensję.  Obok
  staroniemieckiej    "hanzy"   mamy   brzmiący   z   ukraińska   neologizm,
  "hulajpartię",  Las  Myrkvid  to  nic  innego,  jak  Mirkwood  (w polskich
  przekładach  Tolkiena  -  Mroczna Puszcza), Toussaint i Angouleme brzmią z
  francuska, Dijkstra - z niderlandzka, Vysogota - słowiańsko, a Wyzima jest
  chyba  urobiona  od  Vidzeme  (jeden  z  okręgów  Łotwy).  Imię  jednego z
  bohaterów  brzmi  Houvenaghel,  czyli  hufnal,  gwóźdź do podków (niewielu
  pamięta, że było w polszczyźnie takie słowo) - szkoda, że nie ma on "pary"
  imieniem Brethenaghel (bretnal, inny rodzaj gwoździa). Zaś największy łotr
  w  całej tej opowieści - oprócz może Vilgefortza - zwie się Bonhart, Dobre
  Serce...  Etymologie tego świata to wdzięczny temat na pracę magisterską -
  może jakiś promotor da się przekonać?
       Podsumowując  -  czwarty  tom  "sagi"  jest  sukcesem  pisarskim, gdy
  poprzedni był niewątpliwą porażką. Ale coraz lepiej widać, że Sapkowskiemu
  ciasno  już w gorsecie tego świata, że dobrze mu zrobi, gdy po zakończeniu
  "Pani  jeziora" znajdzie innego bohatera, inną konwencję. Choć, by uniknąć
  pokusy  sequeli  (silnej  zwłaszcza  dla wydawcy), musi on dość gruntownie
  zakończyć  tę  opowieść.  Może epoka lodowa - wyraźnie już zapowiedziana -
  nadejdzie  szybciej,  niż  ktokolwiek  się  spodziewa?  W każdym razie coś
  czarno widzę dalsze - i niedługie - losy Ciri, Geralta, Yennefer i Jaskra.
       Aha,  byłbym  zapomniał:  to  lelki  kozodoje,  nocne,  demoniczne (w
  tradycji słowiańskiej) ptaki krzyczą (wg autora, bo to nie może być ludowa
  interpretacja) liik-worr z krwi, liik-worr z krwi. AS najwyraźniej gustuje
  w tym napoju...

                                                   Tadeusz Andrzej Olszanski

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl