AS ZONE:

RECENZJE
Recenzja "Wieży Jaskółki"


Smutek baśni zbyt prawdziwych
[Nowa Fantastyka 3(186)/1998]

       To  zapewne  pierwsza  książka  w cyklu, która wygląda tak, jak sobie
  Sapkowski  zaplanował.  "Wieża  Jaskółki" prezentuje się jako przemyślany,
  zamknięty  utwór. Otrzymaliśmy powieść, jak na klasyczną fatasy, niebywale
  "awangardową": o achronologicznym toku opowieści, stanowiącą kolaż różnych
  narracji,  złożoną  z  przeplatających  się relacji prowadzonych z różnych
  punktów  widzenia  przez różne postaci, w różnym stopniu oddalone w czasie
  od wydarzeń będących treścią sagi.
       Widać  też  wyraźnie, iż zwać się ona powinna "Sagą o Ciri". Wiedźmin
  pozostaje  na uboczu (zresztą mówią mu to w oczy), ilość uwagi poświęcanej
  peregrynacjom jego i jego kompanii (zwłaszcza w "Chrzcie") nijak się ma do
  ich  faktycznego  znaczenia;  chodzi  raczej o uszanowanie przywiązania do
  postaci  czytelników.  To  losy  Ciri stanowią oś intrygi, ona jest główną
  bohaterką - i ona gwarantuje temu cyklowi oryginalność. Wiedźmin zawiera w
  sobie   wzorce   już  od  dawna  obecne  w  fantasy:  twardego  wojownika,
  rycerskiego  kochanka,  utalentowanego outsidera; po opakowaniu go w formę
  Eastwoodowskiego  head  huntera mieści się jakoś w gatunku. Ciri natomiast
  jest już zbyt prawdziwa jak na baśń.
       To  mogłaby  być  historia  córki  sąsiada,  która na twoich oczach z
  uroczej  dziewczynki zmienia się w wożącą się w gangsterskich bmw pannicę.
  Tatuaże,  koka,  mętny  wzrok, przyjaźń i nienawiść w ułamkach sekund. Żyj
  chwilą,  żyj  na  krawędzi  - cyberpunkowe hasła; a przecież to było już u
  Sienkiewicza:  Dalej,  mołojcy,  raz się umiera! I jeszcze jedno: nie jest
  istotą  aseksualną.  Większość  zachodniej fantasy (a już niemal wszystkie
  najpopularniejsze  megacykle) powstaje podług reguły powieści młodzieżowej
  a  la  Nienacki:  seksualność nastoletniej postaci przejawia się wyłącznie
  rumienieniem  się  w nieodpowiednich momentach; dorośli wydają się już bez
  wyjątku  po  menopauzie.  Ciri Sapkowskiego jest pod tym względem postacią
  kompletną.  Można  wciąż  ją  lubić,  ale  trudno  o  niej rzec, iż jest w
  bajkowym sensie tego słowa "dobra".
       "Wieża"  chwilami  jest  wręcz  smętna,  melancholijna.  Najmniej  tu
  humorystycznej  "sapkowszczyzny".  Co  chwila  autor  ukazuje wydarzenia i
  bohaterów  z  perspektywy  roku,  półwiecza.  Czego  by dokonali, są wszak
  śmiertelni.  Ciri,  wpierw  zabawne  dziecko,  teraz  paskudnie obliźniona
  morderczyni,   wreszcie   zestarzeje   się   i   umrze,  gdy  wypełni  się
  przeznaczenie.  Kulejący Geralt bodaj do końca świata błąkać się będzie po
  bezdrożach.   Nieposkromiona  Yennefer  gnije  w  lochu.  Każdy  ma  swego
  Bonharta. Przemija postać świata.
       A  jakiż  właściwie  ten świat? Wyciąganie na podstawie wiedźmińskich
  opowiadań  wniosków  co do jego ontologicznych fundamentów zdawało się bez
  sensu,   dominującą   intencją  autorską  jawiła  się  zabawa  konwencją i
  archetypami; w sukurs przyszedł postmodernizm, pozornie usprawiedliwiający
  ucieczkę  od  logiki.  Lecz  w  cyklu  powieściowym trudniej utrzymać stan
  niedookreśloności  i  widać  już, że Sapkowski zdecydował się na konkretną
  wersję  powstania  i rozwoju swego świata. Podaje ją czytelnikowi - bardzo
  mądrze   -  porcjami,  z  ust  różnych  postaci,  częściowo  wzajem  sobie
  przeczących.  Primo:  jest to wygodne dla autora, bo pozostawia mu pole do
  manewru;  secundo:  zgodne  z regułą epistomologiczną, bo nigdy nie da się
  sprzeczności uniknąć.
       "Ubaśniowienie"  owego  świata  następowało  etapami,  już  to  przez
  pojawienie  się w nim magii, już to przez teratogenną Koniunkcję Sfer, już
  to  przez  jakieś  niesprecyzowane  międzywymiarowe  migracje  ras (patrz:
  "Opowieść o Wojnie Dwóch Światów" Feista). Cofając się tak wstecz dotrzemy
  do   zaskakującej  konkluzji.  Otóż  postmodernistyczny  żart  Parowskiego
  ("Wiedźmin  Geralt  jako  podróżnik  w  czasie",  "NF"  12/91), czyniący z
  Geralta    mieszkańca   odległej   przyszłości,   Sapkowski   najwyraźniej
  potraktował   serio.  To  bodaj  jedyny  sposób  na  logiczne  wyjaśnienie
  rzucającej   się   w  oczy  anachronistyczności  Geraltowego  universum. A
  wchodząc  do  Wieży  Jaskółki  Ciri  udowodniła, iż czas nie stanowi w nim
  bynajmniej nieprzekraczalnej bariery.

                                                                 Jacek Dukaj

[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '98 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl