Tomasz Kołodziejczak z Andrzejem Sapkowskim
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Czy zdarza ci się jeszcze grać w role playing?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Nie. Szczerze powiedziawszy, moje występy w
charakterze gracza można policzyć na palcach jednej ręki - i to ręki
pracownika tartaku. Od momentu zetknięcia się z role playing zawsze
widziałem się raczej w roli autora scenariuszy. A także Mistrza Gry - ale
to z konieczności, nie z wyboru. Gry fabularne były wówczas wśród znanych
mi ludzi zupełną nowością, nikt nie wiedział, o co w tym chodzi i czym to
się je. Ja wiedziałem i siłą rzeczy musiałem być tym, który grę prowadzi.
A później, gdy poznałem już innych prowadzących i miałem możliwości
pobawienia się w PC, w prowadzonych przez nich grach, aktywne sesje
przestały mnie bawić i nie miałem na nie czasu. Do dziś dnia studiuję
jednak reguły gier, zapoznaję się z modułami przygód i czytuję "literaturę
fachową".
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Jakie systemy role playing uważasz za
najciekawsze?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Odpowiedź na to pytanie będzie kontynuacją i
rozwinięciem odpowiedzi poprzedniej. Nie jestem w stanie ocenić żadnego
systemu z pozycji gracza. Natomiast jako Mistrz Gry zdecydowanie
przedkładałem systemy proste, pozostawiające prowadzącemu dużo swobody,
zwalniające go ze żmudnej buchalterii i konieczności studiowania grubych
podręczników. Przypominam - swego czasu wziąłem na siebie rolę nie tylko
Mistrza, ale i propagatora gier, i to wśród ludzi, którzy łatwo się tą
nowinką nudzili. W żaden sposób nie udałoby mi się nakłonić ich do
studiowania reguł. Oni chcieli się bawić, reguły zostawiali mnie.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Czy uważasz, że można dobrze grać, nie czytając
literatury fantasy?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Można. Na takiej samej zasadzie, wedle której
można znać "Popioły", "Komu bije dzwon" i - toutes proportions gardeez -
"Diunę" czy "The Stand" wyłącznie z ekranizacji, nie czytawszy książek.
Jest się wówczas uboższym o pewną sferę doznań, ale jeśli komuś nie
przeszkadza takie ubóstwo lub jeśli go nawet nie zauważa... jego sprawa.
Uważam jednak, że o sukcesie gry decyduje "wczucie się gracza w rolę", a
znajomość literatury fantasy - biorąca się wszakże z zamiłowania do tego
gatunku i fascynacji nim - znakomicie takie "wczucie" ułatwia.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Twój kanon literatury baśniowej...
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Podawanie kanonu miało sens parę lat temu, kiedy
oprócz Tolkiena i Howarda niczego z fantasy na rynku nie było. Te czasy
minęły bezpowrotnie. Obecnie mój kanon fantasy pokrywa się - more or less
- z polityką wydawniczą polskich oficyn, gustami czytelniczymi,
odzwierciedlającymi się w wynikach sprzedaży i tonem recenzji,
sporządzanych przez profesjonalnych lub pół-profesjonalnych krytyków.
Owszem, kilka liczących się pozycji fantasy jeszcze u nas nie wydano, ale
to tylko kwestia czasu. I to niedługiego.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Czy uważasz, że warto przerabiać literaturę na
gry fabularne?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Nie da się przerobić literatury na grę fabularną.
Jasno to wynika z samej definicji. Nowela, powieść lub cykl powieściowy
mają wszakże swą własną fabułę - one po prostu są fabułą. Natomiast
"fabuła" gry role playing, wyłącznie zasygnalizowana i ogólnie
ukierunkowana scenariuszem, powstaje przecież w trakcie gry - tworzą ją
gracze swoimi decyzjami, kształtuje ją Mistrz, wprowadzając czynnik
losowy. Gra, w której udający się do Mordoru gracz nie zdoła wrzucić
Pierścienia do Szczeliny Zguby, bo rzut kostkami wykazał, że pożarly go
Nazgule, nie jest przerobieniem literatury na gre. Jest to wyłącznie
wykorzystywanie literackich parafemaliów, akcesoriów, tła - czyli
charakterystycznych dla danego dzieła pomysłów i idei pisarza. Czy warto
to robić? Chyba warto, skoro się to robi.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Jak oceniasz książki pisane na podstawie
systemów RPG
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Nie lubię takich książek. To oczywiście sprawa
subiektywna. Gdyby bowiem ktoś zjawił się u mnie i zaproponował, bym
napisał nowelę czy powieść całkowicie poddaną regułom systemu, nazwijmy
go, np: "Demony chaosu", gdy musiałbym trzymać się nomenklatury, mapy,
klas postaci, katalogu zaklęć i bestiariusza owych "Demonów" - pogoniłbym
faceta do wszystkich diabłów. Nie lubię też fantasy pozornie
"oryginalnej", w której jednak jakiś "świat i system gry" ewidentnie i
nachalnie wyziera spod poszewki, a "fabuła" sprawia wrażenie budowanej za
pomocą rzucania kostkami.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Czy pozwoliłbyś na wykorzystanie świata
wiedźmina do stworzenia gry fabularnej?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Nie istnieje "świat wiedźmina" w postaci
umożliwiającej oparcie na nim systemu gry. Każdy, komu nieobca jest moja
twórczość, zauważył z pewnością, że tak Bogiem a prawdą, to mało mnie ten
świat interesuje. Interesują mnie bohaterowie. Nie wydaje mi się, żeby
można było oprzeć na tym grę. Można grać w MERP, ale nie można grać Froda.
Można grać w Pendragona, ale nie można grać Artura lub Ginewry. To znaczy
- nie można grać tak, by nie fałszować literackiego kształtu tych postaci.
Swego czasu pracowałem jednak nad wprowadzeniem "postaci" czy profesji
"wiedźmina" (ale nie Geralta, rzecz jasna) - jako NPC, czyli Bohatera
Niezależnego - do systemów gier, konkretnie do Advanced Dungeons&Dragons.
Może jeszcze do tego kiedyś wrocę. Ostrzegam, że wszyscy inni "wiedźmini",
jacy (o czym mi wiadomo) pojawiają się w grach różnych systemów, są
wiedźminami pirackimi. Nie przyznaję się do nich i za ich długi nie
odpowiadam.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Czy spodziewałeś się takiego sukcesu, kiedy
pisałeś pierwsze opowiadanie o Geralcie?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Sukcesu, tak. Takiego, nie. Wyznam tu szczerze (a
trzeba wiedzieć, że rzadko wyznaję, a szczerze jeszcze rzadziej), że
koncepcja trawestacji powszechnie znanej ludowej bajki, którą był
"Wiedźmin", miała w założeniu pójść jeszcze dalej, niż poszła. A więc nie
tylko świat obrzydliwie realny zamiast pięknego baśniowego, nie tylko
zimny zawodowiec zamiast ubogiego szewczyka o wielkim sercu, nie tylko
forsa i wyrachowanie zamiast szlachetnego czynu - ale i tragiczny koniec
zamiast bajkowego happy endu. Nie bajka, lecz fantasy. Ale fantasy wbrew
kanonowi, aż do szpiku kości. W ostatniej chwili żal mi się jednak zrobiło
wiedźmina... Ha, pomyślałem, a gdyby tak tego zimnego zawodowca pokazać w
innych sytuacjach, zwłaszcza takich, które by go "ogrzały"? Darowałem go
więc, jak mawiał pan Zagłoba, życiem, tym samym nie zamknąłem furtki. Ale
już wówczas byłem absolutnie zdecydowany skorzystać z tej furtki
wyłącznie, gdyby "Wiedźmin" miał pozytywny odzew.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Co Ci się najbardziej podoba w Twoich tekstach,
a co ci sie w nich nie podoba?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Do tego, co mi się w moich tekstach nie podoba, to
ja mam w edytorze funkcję "Delete block" i korzystam z tej funkcji nader
często.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Kiedy ukaże się kolejny tom "Krwi Elfów" i ile
tych tomów planujesz?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Druga część, nosząca tytuł "Czas pogardy" powinna
być dostępna jesienią. Wstępna przymiarka wskazuje, że cześci będą cztery.
Może pięć?
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Mimo, że napisałeś kilka opowiadań, także
nagrodzonych, choć nie związanych ze światem wiedźmina, czytelnicy kojarzą
Cię głównie z tą postacią. Czy masz zmiar to zmienić - czy Andrzej
Sapkowski kombinuje nad nowym światem i bohaterem?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Na razie nie planuję nic takiego. Mam na tak
zwanym warsztacie kilka tematów, niektóre z nich mają sznase przerodzić
się z noweli w mini-powieść lub nawet powieść. Ale "bohater" lub "świat" -
raczej nie.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Czy czytasz polską fantastykę? Jakich autorów
mógłbyś polecić czytelnikom Magii i Miecza?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Raczej śledzę, niż czytam. Nie mam tez zamiaru
bawić się w krytyka i oceniać, ani tym bardziej polecać. Next question,
please.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Wróćmy do Twojej gry. Jej trzy główne zalety...
ANDRZEJ SAPKOWSKI: To nie jest "moja" gra, to nie jest żaden "mój"
system. To jest coś w rodzaju introdukcji, wprowadzenia w świat gier role
playing, w mechanikę pracy Mistrza, w podstawowe zasady zabawy. Sposób na
to, by początkujący Mistrz, przeczytawszy ksiażeczkę, mógł zachęcić i
włączyć do wspólnej zabawy nawet takich, którzy nie grali nigdy. Z tej
definicji wynikają trzy główne zalety: prostota, prostota i prostota.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Wady...
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Prostota, prostota, prostota.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Jakiego pytania, na które chciałbyś
odpowiedzieć, nie zadałem?
ANDRZEJ SAPKOWSKI: Jesli oprócz odpowiedzi mam wymyślać pytania, to
honorarium za wywiad pół na pół.
TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: W takim razie kończymy. Dziękuję za wywiad.
[Wklepał: Jacek Suliga]
|
[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl