AS ZONE:


Tomasz Kołodziejczak z Andrzejem Sapkowskim


O grach, literaturze fantasy i wiedźminie
[Magia i Miecz 6(12)/1995]

       TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Czy zdarza ci się jeszcze grać w role playing?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Nie.  Szczerze  powiedziawszy,  moje  występy w
  charakterze  gracza  można  policzyć  na  palcach  jednej ręki - i to ręki
  pracownika  tartaku.  Od  momentu  zetknięcia  się  z  role playing zawsze
  widziałem  się raczej w roli autora scenariuszy. A także Mistrza Gry - ale
  to  z konieczności, nie z wyboru. Gry fabularne były wówczas wśród znanych
  mi  ludzi zupełną nowością, nikt nie wiedział, o co w tym chodzi i czym to
  się  je. Ja wiedziałem i siłą rzeczy musiałem być tym, który grę prowadzi.
  A  później,  gdy  poznałem  już  innych  prowadzących  i miałem możliwości
  pobawienia  się  w  PC,  w  prowadzonych  przez  nich grach, aktywne sesje
  przestały  mnie  bawić  i  nie  miałem na nie czasu. Do dziś dnia studiuję
  jednak reguły gier, zapoznaję się z modułami przygód i czytuję "literaturę
  fachową".

       TOMASZ   KOŁODZIEJCZAK:   Jakie   systemy  role  playing  uważasz  za
  najciekawsze?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Odpowiedź  na  to  pytanie  będzie kontynuacją i
  rozwinięciem  odpowiedzi  poprzedniej.  Nie jestem w stanie ocenić żadnego
  systemu   z   pozycji  gracza.  Natomiast  jako  Mistrz  Gry  zdecydowanie
  przedkładałem  systemy  proste,  pozostawiające prowadzącemu dużo swobody,
  zwalniające  go  ze żmudnej buchalterii i konieczności studiowania grubych
  podręczników.  Przypominam  - swego czasu wziąłem na siebie rolę nie tylko
  Mistrza,  ale  i  propagatora  gier, i to wśród ludzi, którzy łatwo się tą
  nowinką  nudzili.  W  żaden  sposób  nie  udałoby  mi  się nakłonić ich do
  studiowania reguł. Oni chcieli się bawić, reguły zostawiali mnie.

       TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Czy uważasz, że można dobrze grać, nie czytając
  literatury fantasy?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Można.  Na  takiej  samej zasadzie, wedle której
  można  znać  "Popioły", "Komu bije dzwon" i - toutes proportions gardeez -
  "Diunę"  czy  "The  Stand" wyłącznie z ekranizacji, nie czytawszy książek.
  Jest  się  wówczas  uboższym  o  pewną  sferę  doznań, ale jeśli komuś nie
  przeszkadza  takie  ubóstwo lub jeśli go nawet nie zauważa... jego sprawa.
  Uważam  jednak,  że o sukcesie gry decyduje "wczucie się gracza w rolę", a
  znajomość  literatury  fantasy - biorąca się wszakże z zamiłowania do tego
  gatunku i fascynacji nim - znakomicie takie "wczucie" ułatwia.

       TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Twój kanon literatury baśniowej...
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Podawanie kanonu miało sens parę lat temu, kiedy
  oprócz  Tolkiena  i  Howarda niczego z fantasy na rynku nie było. Te czasy
  minęły  bezpowrotnie. Obecnie mój kanon fantasy pokrywa się - more or less
  -   z   polityką   wydawniczą   polskich  oficyn,  gustami  czytelniczymi,
  odzwierciedlającymi   się   w   wynikach   sprzedaży   i  tonem  recenzji,
  sporządzanych  przez  profesjonalnych  lub  pół-profesjonalnych  krytyków.
  Owszem,  kilka liczących się pozycji fantasy jeszcze u nas nie wydano, ale
  to tylko kwestia czasu. I to niedługiego.

       TOMASZ  KOŁODZIEJCZAK: Czy uważasz, że warto przerabiać literaturę na
  gry fabularne?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI: Nie da się przerobić literatury na grę fabularną.
  Jasno  to  wynika  z samej definicji. Nowela, powieść lub cykl powieściowy
  mają  wszakże  swą  własną  fabułę  -  one  po prostu są fabułą. Natomiast
  "fabuła"   gry   role   playing,   wyłącznie   zasygnalizowana  i  ogólnie
  ukierunkowana  scenariuszem,  powstaje  przecież w trakcie gry - tworzą ją
  gracze  swoimi  decyzjami,  kształtuje  ją  Mistrz,  wprowadzając  czynnik
  losowy.  Gra,  w  której  udający  się  do Mordoru gracz nie zdoła wrzucić
  Pierścienia  do  Szczeliny  Zguby, bo rzut kostkami wykazał, że pożarly go
  Nazgule,  nie  jest  przerobieniem  literatury  na  gre. Jest to wyłącznie
  wykorzystywanie   literackich   parafemaliów,   akcesoriów,  tła  -  czyli
  charakterystycznych  dla  danego dzieła pomysłów i idei pisarza. Czy warto
  to robić? Chyba warto, skoro się to robi.

       TOMASZ  KOŁODZIEJCZAK:  Jak  oceniasz  książki  pisane  na  podstawie
  systemów RPG
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Nie  lubię  takich książek. To oczywiście sprawa
  subiektywna.  Gdyby  bowiem  ktoś  zjawił  się  u mnie i zaproponował, bym
  napisał  nowelę  czy  powieść całkowicie poddaną regułom systemu, nazwijmy
  go,  np:  "Demony  chaosu",  gdy musiałbym trzymać się nomenklatury, mapy,
  klas  postaci, katalogu zaklęć i bestiariusza owych "Demonów" - pogoniłbym
  faceta   do   wszystkich   diabłów.   Nie   lubię   też  fantasy  pozornie
  "oryginalnej",  w  której  jednak  jakiś "świat i system gry" ewidentnie i
  nachalnie  wyziera spod poszewki, a "fabuła" sprawia wrażenie budowanej za
  pomocą rzucania kostkami.

       TOMASZ   KOŁODZIEJCZAK:   Czy  pozwoliłbyś  na  wykorzystanie  świata
  wiedźmina do stworzenia gry fabularnej?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:   Nie   istnieje  "świat  wiedźmina"  w  postaci
  umożliwiającej  oparcie  na nim systemu gry. Każdy, komu nieobca jest moja
  twórczość,  zauważył z pewnością, że tak Bogiem a prawdą, to mało mnie ten
  świat  interesuje.  Interesują  mnie  bohaterowie. Nie wydaje mi się, żeby
  można było oprzeć na tym grę. Można grać w MERP, ale nie można grać Froda.
  Można  grać w Pendragona, ale nie można grać Artura lub Ginewry. To znaczy
  - nie można grać tak, by nie fałszować literackiego kształtu tych postaci.
  Swego  czasu  pracowałem  jednak  nad wprowadzeniem "postaci" czy profesji
  "wiedźmina"  (ale  nie  Geralta,  rzecz  jasna) - jako NPC, czyli Bohatera
  Niezależnego  - do systemów gier, konkretnie do Advanced Dungeons&Dragons.
  Może jeszcze do tego kiedyś wrocę. Ostrzegam, że wszyscy inni "wiedźmini",
  jacy  (o  czym  mi  wiadomo)  pojawiają  się  w grach różnych systemów, są
  wiedźminami  pirackimi.  Nie  przyznaję  się  do  nich  i za ich długi nie
  odpowiadam.

       TOMASZ  KOŁODZIEJCZAK:  Czy  spodziewałeś  się takiego sukcesu, kiedy
  pisałeś pierwsze opowiadanie o Geralcie?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI: Sukcesu, tak. Takiego, nie. Wyznam tu szczerze (a
  trzeba  wiedzieć,  że  rzadko  wyznaję,  a  szczerze jeszcze rzadziej), że
  koncepcja   trawestacji   powszechnie  znanej  ludowej  bajki,  którą  był
  "Wiedźmin",  miała w założeniu pójść jeszcze dalej, niż poszła. A więc nie
  tylko  świat  obrzydliwie  realny  zamiast  pięknego baśniowego, nie tylko
  zimny  zawodowiec  zamiast  ubogiego  szewczyka o wielkim sercu, nie tylko
  forsa  i  wyrachowanie zamiast szlachetnego czynu - ale i tragiczny koniec
  zamiast  bajkowego  happy endu. Nie bajka, lecz fantasy. Ale fantasy wbrew
  kanonowi, aż do szpiku kości. W ostatniej chwili żal mi się jednak zrobiło
  wiedźmina...  Ha, pomyślałem, a gdyby tak tego zimnego zawodowca pokazać w
  innych  sytuacjach,  zwłaszcza takich, które by go "ogrzały"? Darowałem go
  więc,  jak mawiał pan Zagłoba, życiem, tym samym nie zamknąłem furtki. Ale
  już   wówczas   byłem  absolutnie  zdecydowany  skorzystać  z  tej  furtki
  wyłącznie, gdyby "Wiedźmin" miał pozytywny odzew.

       TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Co Ci się najbardziej podoba w Twoich tekstach,
  a co ci sie w nich nie podoba?
       ANDRZEJ SAPKOWSKI: Do tego, co mi się w moich tekstach nie podoba, to
  ja  mam  w edytorze funkcję "Delete block" i korzystam z tej funkcji nader
  często.

       TOMASZ  KOŁODZIEJCZAK: Kiedy ukaże się kolejny tom "Krwi Elfów" i ile
  tych tomów planujesz?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI: Druga część, nosząca tytuł "Czas pogardy" powinna
  być dostępna jesienią. Wstępna przymiarka wskazuje, że cześci będą cztery.
  Może pięć?

       TOMASZ  KOŁODZIEJCZAK:  Mimo,  że  napisałeś  kilka  opowiadań, także
  nagrodzonych, choć nie związanych ze światem wiedźmina, czytelnicy kojarzą
  Cię  głównie  z  tą  postacią.  Czy  masz  zmiar  to zmienić - czy Andrzej
  Sapkowski kombinuje nad nowym światem i bohaterem?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Na  razie  nie  planuję  nic takiego. Mam na tak
  zwanym  warsztacie  kilka  tematów, niektóre z nich mają sznase przerodzić
  się z noweli w mini-powieść lub nawet powieść. Ale "bohater" lub "świat" -
  raczej nie.

       TOMASZ  KOŁODZIEJCZAK:  Czy czytasz polską fantastykę? Jakich autorów
  mógłbyś polecić czytelnikom Magii i Miecza?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Raczej  śledzę,  niż czytam. Nie mam tez zamiaru
  bawić  się  w  krytyka i oceniać, ani tym bardziej polecać. Next question,
  please.

       TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Wróćmy do Twojej gry. Jej trzy główne zalety...
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  To  nie jest "moja" gra, to nie jest żaden "mój"
  system.  To jest coś w rodzaju introdukcji, wprowadzenia w świat gier role
  playing,  w mechanikę pracy Mistrza, w podstawowe zasady zabawy. Sposób na
  to,  by  początkujący  Mistrz,  przeczytawszy  ksiażeczkę, mógł zachęcić i
  włączyć  do  wspólnej  zabawy  nawet takich, którzy nie grali nigdy. Z tej
  definicji wynikają trzy główne zalety: prostota, prostota i prostota.

       TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: Wady...
       ANDRZEJ SAPKOWSKI: Prostota, prostota, prostota.

       TOMASZ   KOŁODZIEJCZAK:   Jakiego   pytania,   na   które   chciałbyś
  odpowiedzieć, nie zadałem?
       ANDRZEJ  SAPKOWSKI:  Jesli oprócz odpowiedzi mam wymyślać pytania, to
  honorarium za wywiad pół na pół.

       TOMASZ KOŁODZIEJCZAK: W takim razie kończymy. Dziękuję za wywiad.


                                                     [Wklepał: Jacek Suliga]


[ BEZ POLSKICH ZNAKÓW ]
-----------=====-----------
© '97 by John MacKanacKy (aka Jacek Suliga)
mkk@sapkowski.fantasy.art.pl